Farage zapowiada, że jak Reform dojdzie do władzy to w pięć lat deportuje 600 tys. nielegalnych migrantów z Wielkiej Brytanii, a by nie zablokowały tego sądy, to wyjdzie z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i wypowie Konwencję ONZ w sprawie uchodźców, pod hotelami gdzie migranci oczekują na azyl trwają protesty, ludzie masowo wywieszają flagi, działacze organizacji pracujących z uchodźcami mówią o bezprecedensowej agresji werbalnej, z jaką mierzą się w sieci. W Wielkiej Brytanii znów wrze wokół migracji, zastanawiam się na łamach KP co z tego może wyniknąć:
Matt Goodwin, niegdyś znany politolog badający radykalną, populistyczną prawicę, który dziś zradykalizował się pod wpływem swojego przedmiotu badań i przeszedł na nieodróżnialne od niego pozycje, napisał w niedzielę na swoim profilu na portalu X: „okno Overtona w brytyjskiej polityce […] radykalnie się przesuwa. W trakcie następnych wyborów debata będzie się toczyć wokół tego, jak najlepiej rozmontować powojenny system ochrony uchodźców i uruchomić masowe deportacje. Liberalny konsensus, który służył tylko elicie obejmującej 5-10 proc. populacji, naprawdę się skończył”.
Inni badacze są ostrożniejsi. Jak w rozmowie z „Guardianem” mówi Sunder Katwala, dyrektor think tanku British Future, elektorat, do którego przemawia retoryka Farage’a to około 20-25 proc. Zdecydowanie odstrasza ona około 20 proc. Brytyjczyków, wykazujących wobec migrantów i uchodźców silnie solidarystyczne postawy. Reszta jest pośrodku i może przesunąć się w jedną lub drugą stronę.
Z pewnością Goodwin ma rację, że bardziej prawdopodobne jest przesunięcie się społecznego zdrowego rozsądku w bardziej wrogą migracji stronę. Głosy na temat tego, że obecny system ochrony uchodźców jest nie do utrzymania, coraz częściej płyną nie tylko z radykalnej prawicy, ale też liberalnego centrum. Tekst wzywający do całkowitej przebudowy obecnego systemu ochrony uchodźców na początku lipca opublikował liberalny „The Economist”. Gazeta przekonuje w nim, że konwencja ONZ z 1951 roku pisana była głównie z myślą o europejskich uchodźcach, głównie ofiarach stalinizmu i jej zapisy całkowicie nie przystają do realiów „rozszerzających się konfliktów zbrojnych, tanich podróży i wielkich różnic w zamożności”. [...]
Brytyjski mainstream na razie skupia się na przekonywaniu, że plany Farage’a są nierealne, zbyt drogie, że nie mogą się udać ze względu na liczne prawne bariery. Rząd, za co jest krytykowany, nie sprzeciwia się im jasno, sięgając po argumenty moralne. Rzecznik rządu mówi, że gabinet rozumie „społeczne emocje” i że sam podejmuje działania, by zaradzić problemom z migracją.
Jak w „New Statesman” pisze George Eaton, Partia Praca wie, że ma wielki problem z Farage’em, nie do końca jednak wie, co z nim zrobić. Tzw. miękka lewica – frakcja na lewo od rządu, ale na prawo od pozostałości po Corbynie – domaga się języka przeciwstawiającego się Farage’owi w imię wartości, sięgnięcia po język lewicowego populizmu gospodarczego. Starmer i jego najbliższe otoczenie ma tymczasem uważać, że rząd może odpowiedzieć na wyzwanie Farage’a tylko rozwiązując problemy, dzięki którym rośnie Reform.
Problem w tym – jak w swoim podcaście „The Rest is Politics” zauważył jeden z kluczowych architektów blairyzmu, Alistair Campbell – że cokolwiek rząd nie zrobi w sprawie migracji, Farage zawsze przedstawi to jako klęskę, jako niedostateczne rozwiązanie – i obieca jeszcze bardziej radykalne ruchy na trumpowskiej licencji.
Tym bardziej że napięcia wywołuje nie tylko nielegalna, ale i legalna migracja. Zwłaszcza tzw. Boriswave – fala legalnej migracji z krajów Globalnego Południa, wpuszczona głównie przez rząd Johnsona po Brexicie, by uzupełnić ubytki na rynku pracy związane z wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii i odpływem pracowników z Europy.
Wśród coraz bardziej radykalizującej się prawicy internetowej pojawiają się hasła remigracji nie tylko osób nielegalnie przebywających na Wyspach. Na razie przemawiają one do zdecydowanej mniejszości, kluczowe jest jednak, czy niepopularny rząd Starmera będzie potrafił przekonać dziś ciągle mogących zmienić zdanie w jedną lub drugą stronę normalsów. Będzie to trudne, jeśli sam nie będzie wiedział, do jakich wartości ma się właściwie odwoływać jego polityka migracyjna.