Ukrainiec w Polsce
·
Prawicowe media podniosły larum: polski dziennikarz ukraińskiego pochodzenia miał w oglądalnej „Debacie Gozdyry” znieważyć prezydenta RP. Co więcej, Katolicki Uniwersytet Lubelski – pisząc o rzekomym znieważeniu jako o fakcie dokonanym – zdążył się już odciąć od swojego byłego doktoranta.
Ustalmy jednak fakty.
Po pierwsze, Vitalii Mazurenko nie nazwał Karola Nawrockiego „pachanem”. Tak określił jedynie jego zachowanie w związku z wetem ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy. Gdy prowadząca Agnieszka Gozdyra stwierdziła, że „to obraźliwe dla głowy państwa”, Mazurenko jasno odpowiedział: „Porównuję zachowania konkretnej osoby, nie chcę podważać instytucji prezydenta”.
Po drugie, czym właściwie jest „pachan”? W „Słowniku rosyjskiego argo” W. Jelistratowa (2000) – Mazurenko podkreślił, że zaczerpnął to określenie z języka rosyjskiego – figuruje ono jako wyrażenie z półświatka (oznaczone skrótem „krym.”) i ma wiele znaczeń: „właściciel, ojciec, mąż, zarządca domu publicznego; szef policji, szef wydziału śledczego”. Nie ma w tym pejoratywnego kontekstu. Znieważenie polega na obrazie i poniżeniu – a nie na krytyce czy porównaniu.
Po polsku słowo to najbliżej oddają terminy: „boss” czy „ojciec chrzestny”. Wiem, że wiele słów rosyjskich po polsku brzmi groźnie, ale niekoniecznie obraźliwie. Jeśli więc ktoś poczuł się dotknięty, to raczej z powodu nadinterpretacji, nie samego słowa.
Po trzecie, art. 135 §2 Kodeksu karnego kryminalizujący znieważenie prezydenta RP od lat jest krytykowany przez środowiska prawnicze jako przepis nadmiernie ograniczający wolność słowa i podatny na instrumentalizację polityczną. Orzecznictwo – od czasów ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego – wyznaczyło granicę pomiędzy zniewagą a dozwoloną krytyką. Karane bywa wyłącznie bezzasadne, złośliwe i osobiste poniżanie, niezwiązane z działalnością publiczną. Wypowiedź Mazurenki, odnosząca się wprost do weta, do tej granicy nawet się nie zbliża.
Po czwarte, warto przypomnieć sprawę Jakuba Żulczyka, który w związku z prezydentem Andrzejem Dudą użył określenia „debil”. W wyroku z 30 września 2022 r. (II AKa 110/22) Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że osoby publiczne muszą liczyć się z ostrzejszą krytyką. Samo jedno słowo, wyrwane z kontekstu, nie wystarcza, by mówić o znieważeniu. „Niewątpliwie uznać należy, iż poziom ochrony osób publicznych, w tym Prezydenta RP, uwzględniać musi zwiększone ryzyko publicznej krytyki. Z tych też względów nieuprawnione jest dzielenie opinii, którą zamieścił oskarżony w mediach społecznościowych, niejako na części i twierdzenie, iż użyte tam na samym końcu słowo obraźliwe jest wystarczające do uznania, ze ciężar gatunkowy całości wpisu cechuje się stopniem szkodliwości społecznej wyższym niż znikomy”. Analogicznie – użycie przez Mazurenkę słowa „pachan” miało swój kontekst i nie odnosiło się do urzędu prezydenta jako takiego.
Po piąte, z punktu widzenia logiki prawa Mazurenko mógłby odpowiadać co najwyżej za zniesławienie (art. 212 k.k.), a nie za znieważenie. Tyle tylko, że w takim przypadku to obywatel Karol Nawrocki musiałby udowodnić, że doniesienia o jego dawnych kontaktach z półświatkiem są nieprawdziwe, a on zdaje się o tym mówił niczym o rycerstwie w romantyzmie.
Nie można jednak wykluczyć, że mimo nikłych szans powodzenia w sądzie, sprawa zostanie rozdmuchana – tyle że po to, by uderzyć w Mazurenkę ze względu na jego narodowość. Jest na to, niestety, ogromna moda w polskiej polityce, a nie ma, jak kiedyś, odważnych, by się antyukrainizmowi wyraźnie przeciwstawić. Procesy tego typu potrafią ciągnąć się latami, dając pożywkę populistom i internetowym prokuratorom, którzy wydają wyrok „publiczny” na lata, bez żadnej sankcji prawnej.
P.S. Znałem Mazurenkę osobiście – dawno temu, zanim poróżniły nas jego dość konserwatywne poglądy (to typowy staroświecki prawicowiec, podziwiający btw wielu z tych polskich polityków, którzy go teraz publicznie linczują). Nie rozmawiamy i nie zgadzamy się w wielu rzeczach od lat. Tym niemniej mam wrażenie, że Gozdyra celowo doprowadziła sytuację w miejsce, w którym jest, czując klikbajt. Jej reakcja, wielokrotnie powielanie później w mediach „właściwego” przekazu – nadała sprawie sensacyjną ramę. I to właśnie ta narracja, a nie realne słowa Mazurenki, stała się przyczyną całego zamieszania.
Moja jedyna uwaga do niego samego? Błąd w przenoszeniu rosyjskiego „pachana” na grunt polski. W języku – a zwłaszcza w języku polityki – konteksty bywają zabójczo różne i łatwo o takie nadinterpretacje, jakich dziś jesteśmy świadkami.