Polski system sprawiedliwości działa szczególnie szybko i surowo, gdy chodzi o obywateli Ukrainy. Jednocześnie cudzoziemcy z innych krajów za podobne naruszenia mogą być karani łagodniej – pisze dziennikarz Wyborczej Michał Olszewski.
26 maja policja w Zakopanem zatrzymała uczestników nielegalnego rajdu quadami. Taki sprzęt niszczy szlaki, płoszy zwierzęta i może być niebezpieczny dla turystów. Wśród zatrzymanych był obywatel Australii. Sąd w trybie przyspieszonym ukarał go grzywną w wysokości 2 tys. zł, zakazał mu prowadzenia pojazdów w Polsce przez sześć miesięcy i zobowiązał do pokrycia kosztów sądowych.
Na tle przypadków z Ukraińcami ta kara wygląda łagodnie. Ukraiński bloger, który samochodem wjechał nad Morskie Oko i naruszył przepisy Tatrzańskiego Parku Narodowego, otrzymał zakaz wjazdu do Polski na pięć lat. MSWiA stara się również o zakaz jego wjazdu do całej strefy Schengen.
Innego Ukraińca deportowano za to, że złowił suma w warszawskiej dzielnicy Gocław w okresie ochronnym tego gatunku. Jemu również zakazano wjazdu do strefy Schengen na pięć lat.
Wcześniej polskie władze ukarały grupę Ukraińców po naruszeniach podczas koncertu białoruskiego artysty Maksa Korża. Wśród deportowanych była 18-letnia dziewczyna, która przeskoczyła przez ogrodzenie.
Autor materiału zwraca uwagę na różnicę w karach. Według niego Ukraińców za naruszenia wydala się z kraju i pozbawia prawa wjazdu do strefy Schengen, podczas gdy obywatel Australii za szkodzenie przyrodzie otrzymał grzywnę i czasowy zakaz prowadzenia pojazdów.
Dziennikarz uważa to za podwójne standardy. Jego zdaniem prawo powinno być stosowane jednakowo wobec wszystkich cudzoziemców, niezależnie od obywatelstwa, ale w przypadku Ukraińców władze biorą pod uwagę nie tylko wagę naruszenia, lecz także nastroje społeczne.
Subskrybuj BOBR news