2°C

35
Powietrze
Dobre powietrze.

PM1: 12.84
PM25: 21.08 (84,33%)
PM10: 22.41 (44,83%)
Temperatura: 1.78°C
Ciśnienie: 1018.14 hPa
Wilgotność: 96.65%

Dane z 14.04.2021 20:00, airly.eu

Szczegółowe dane meteoroliczne z Mińska Maz. są dostępne na stacjameteommz.pl


facebook

Forum

Polskie obozy

244 postów
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Poniedziałek, 7 grudnia 2020 15:35:02
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
"ALBUM OBOZÓW" na Śląsku jest w YAD VASHEM - przeważnie obozy przy kopalniach
16 listopada opublikowałem na moim blogu www.emisilo.pl tekst na temat albumu ze zdjęciami 15 obozów istniejących na Śląsku po wojnie. https://berghofday.blogspot.com/2014/02/blog-post_4825.html?fb...
wszystkie fotki powojenne i zrobione w Polsce
Post edytowany 3 razy
Załączone materiały graficzne widoczne są dla zalogowanych użytkowników
mińsk maz Postów: 1022
skiper
mińsk maz, postów: 1022
Wtorek, 22 grudnia 2020 10:41:30
+2
+2 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Pisząc o obozach nie wolno zapominać, że jednym z komendantów obozu w Rembertowie był Ukrainiec Goga.
No i warto pamiętać, że nasi ziomale (przez różnych łachudrów nazywani "przeklętymi") zorganizowali akcję rozbicia obozu.
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Środa, 10 lutego 2021 23:17:25
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Podły wyrok sędzi Jończyk z warszawskiego SO skazujący historyków książki "Dalej Jest Noc". Więc dalej jest noc.w pislandi za prawdę ma się sprawy w sądzie .Obraziły autorki dzielny naród polski, wydający Żydów .
Mińsk Mazowiecki Postów: 1536
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 1536
Czwartek, 11 lutego 2021 08:36:16
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
No i słusznie nie można oskarżać ludzi bezpodstawnie.

Jakbyś się czuł Kumak gdym oskarżył twojego ojca o kolaborowanie z Niemcami?
Walczył byś o jego dobre imię?

W ocenie Filomeny Leszczyńskiej, we fragmencie książki dotyczącym E. Malinowskiego, profesorowie Engelking i Grabowski nie dochowali szczególnej rzetelności i staranności. W efekcie bohaterski sołtys z czasów II wojny światowej Edward Malinowski, kilkadziesiąt lat po śmierci, został współwinnym śmierci Żydów, a przecież w 1950 r. został z tego zarzutu sądownie uniewinniony, także dzięki trzem ocalałym Żydom, którzy poświadczyli, że ich chronił i im pomagał.

Engelking wyjaśniła, że swoją krytyczną ocenę roli Malinowskiego oparła na relacji Estery Siemiatyckiej złożonej w Shoah Foundation w 1996 r. Jak tłumaczy, właśnie to źródło uznała za najbardziej wiarygodne, gdyż powstało z dystansem czasowym i emocjonalnym do wydarzeń wojennych.
mińsk maz Postów: 1022
skiper
mińsk maz, postów: 1022
Czwartek, 11 lutego 2021 12:56:22
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Jak to mówiła ta Engelking?

Dla Polaków śmierć to była po prostu kwestia biologiczna, śmierć jak śmierć. Dla Żydów to była tragedia, metafizyka, spotkanie z najwyższym

Ciekawe też jest podejście Wybiórczej, a zwłaszcza jej naczelnego.
Swego czasu oskarżył IPN o to, że jego ojca nazwano szpiegiem, a jak wiadomo on był zdrajcą.
O bracie Adama nie ma co wspominać
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Niedziela, 14 lutego 2021 08:51:31
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Zabierałem się do tych dwóch tomów "Dalej jest noc" długo, znając kontekst i recenzje tej pracy, Ale wreszcie się zdecydowałem. To straszna lektura, po której rzeczywiście trudno się uspokoić.
Jednocześnie, jeżeli ktoś zadałby sobie trudu zapoznania się z tzw. komentarzami czytelników i wielbicieli tzw. "narodowych portali prawicowych" w tym tragicznym temacie, to zrozumie jak doszło do polskich pogromów na ludności żydowskiej na Podlasiu:
Jedwabne (ok. 350 ofiar), Radziłów (800 osób, z czego 500 spalono żywcem), Wąsosz (1200), Szczuczyn, Grajewo, Goniądz, Rajgród, Bzury, Suchowola, Lipnik, Trzcianne, Skaje, Kolno (2000 ofiar), Andrzejewo, Lubotyń (139 Żydów w lesie Adamowizna), Szumowo (228 ofiar), Stawiski (ok 2000, uratowało sie ok 60), Czyżew (3500), Rutki...
Jest rok 2021, siedemdziesiąt z okładem lat po tych wydarzeniach, i pare owych komentarzy, prosze Panstwa:
- "Miejsce tych rzydofskich klamcow-oszolomow wyznawcow religii-propagandy tzw.,,holocaustu,, jest w wiezieniu";
- "żydki kłamały żeby podsycać antysemityzm bo bez tego żyć nie potrafią";
- "Ciekawe czy gnidy przejdą przez ruszta?";
- "ktoś te bydlaki żydowskie sponsorował z naszych pieniędzy"
- "tych dwoje to jednak żydowskie szmalcowniki"
- "wynocha z Polski żydowskie pomioty!!";
- "dobre strony żydów? trucie szczepionkami własnych dzieci i kobiet w ciąży. duch heroda w nich rozwija się od 2000 lat. kanibalizm jest dziedziczny. oni wiedzą kim są i to im nie przeszkadza"
- "żydzi zostali anulowani z polski nie powinni wracać"
- "zbaraniały szabesgoj pluje w języku polskim na naród, który go wykształcił i wyżywił. jedź do izraela psie. tam będziesz mógł lizać buty potomkom żydowskich morderców"
- "NAUKA JEST PROSTA PRZY NASTĘPNYM HOLOCAUŚCIE NIE POMAGAĆ";
- "świnia i wieprz żdowski";
- "Yebane Yewri zawsze sprawiedliwi".
- "to żydowskie ścierwa powinny oprócz wyroku minimum 10 lat na pejsatego ryja wypłacić co najmniej 1 milion euro na rzecz pokrzywdzonej... do żyda nic innego nie dotrze - jego bogiem jest mamona i tylko kara finansowa może ich zmusić do pokory";
To tylko skromny tzw. ułamek, proszę Państwa.
"Ten ohydny ściek dobitnie pokazuje, czym tak naprawdę jest osławiona "walka z antypolonizmem" i "pedagogiką wstydu". Tu wstydu nie ma żadnego. Jest chamski i prymitywny antysemityzm coraz śmielej podnoszący głowę. Jest Polska, o której myśleliśmy, że odeszła z poprzednim systemem i pokoleniem zainfekowanym nacjonalistyczną ideologią.
Te "głosy Polaków" to wystarczająca puenta."
Tytuł książki jest bardzo aktualny. Dalej jest noc, świtu nie widać. https://wyborcza.pl/7,75398,26774587,pedagogika-be...
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Niedziela, 14 lutego 2021 08:59:50
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
@Jakbyś się czuł Kumak gdym oskarżył twojego ojca o kolaborowanie z Niemcami?
ALE TP JUŻ BYŁO ponieważ ojciec za okupacji jeździł do Warszawy i czyścił Niemcom buty. Nie miał wyboru ponieważ w domu było jeszcze 3 młodszych dzieci a dziadek wojnę przesiedział w stalagu.Takich dzieci było sporo i każdy usiał stoczyć poranną walkę o dobre miejsce i wypłacić się polskiej policji i tym z podziemia.Niemieckiego zaczął mnie od małego ojciec.
Post edytowany
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Niedziela, 14 lutego 2021 10:02:26
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Znalazłem je. Historia mordu na Żydówkach ze Szczuczyna
Zabili je tutaj, niedaleko, na polu - pokazuje ręką. - Siedziałem w okopie, a oni nad okopem. Bił ten, co pałę miał.
Rok 2015. Mirosław Tryczyk, filozof, były wykładowca i nauczyciel etyki z Wrocławia, wydaje książkę "Miasta śmierci". To rozliczenie z jego rodzinną przeszłością.
"Miasta śmierci" to książka opowiadająca o tragedii Żydów polskich i ukazująca, co tak naprawdę działo się w czasach wojny i okupacji.

Wojna przyniosła niewyobrażalne straty i zabrała życie milionom ludzi, bez ostrzeżenia i bez możliwości ucieczki. Jeden z najgorszych losów spotkał Żydów polskich, o których w swojej książce "Miasta śmierci" opowiada Mirosław Tryczyk.

Narastająca wrogość w społeczeństwie wobec Żydów przez lata podsycana była antysemickimi publikacjami i informacjami. Nic więc dziwnego, że w końcu musiała znaleźć swoje ujście i eksplodować. Nikt nie spodziewał się, że spowoduje aż takie straty i zniszczy całe rodziny. Postać, jaką nienawiść przybrała w Polsce wschodniej w 1941 roku przekroczyła wszelkie granice. Kiedy armia niemiecka zajęła tereny okupowane wcześniej przez Sowietów, dokonywane mordy stały się chlebem powszednim. Co więcej, fakty o nich skrupulatnie tuszowano, dowody fałszowano, niszczono, a wspomnienia spychano w zapomnienie.

W książce "Miasta śmierci" autor podejmuje trudny temat. Wprowadza do historii polskiej świadomość o zupełnie nowych informacjach dotyczących dokonywanych zbrodni. Rzeczy ukrywane przez lata w końcu wypłynęły na światło dzienne. Na podstawie akt procesów, zeznań świadków, relacji rodziny i innych źródeł zebranych po wojnie, Mirosław Tryczyk przedstawia prawdziwy i niezakłamany obraz wydarzeń. Nie boi się prawdy, ani nie stara usprawiedliwić niczego. Pamięć należy się wszystkim zmarłym, a szczególnie, kiedy ich życie zakończyło się w tak okrutny i bestialski sposób. Pozycja szokuje, ale pozwala również na usystematyzowanie wiedzy i odkrycie, co tak naprawdę działo się przed i po roku 1941.

Mirosław Tryczyk jest polskim pisarzem i doktorem nauk humanistycznych, autorem artykułów i tekstów filozoficznych, które poświęca problematyce słowiańskiej myśli społeczno-politycznej, sztuce ikony, etyce. Wielokrotnie nagradzany. https://www.taniaksiazka.pl/miasta-smierci-sasiedzkie-pogr...
Poruszający i prawdziwy obraz wydarzeń, o których nie możemy zapomnieć. Książka „Miasta śmierci” poświęcona pogromom Żydów we wschodniej Polsce w latach 1941-42 ukaże się 21 października nakładem Wydawnictwa RM.Kilka lat temu dzięki głośnej książce Jana Tomasza Grossa w polskiej świadomości pojawił się temat Jedwabnego. Jednak był to jedynie wierzchołek góry lodowej. Wąsosz, Radziłów, Szczuczyn czy Jasionówka to tylko niektóre miasteczka i wsie, w których dochodziło do pogromów ludności żydowskiej – tym tragiczniejszych, że dokonywanych przez sąsiadów.Książka Mirosława Tryczyka wprowadza zupełnie nowe informacje na temat zbrodni dokonanych na obywatelach polskich pochodzenia żydowskiego w latach 1941-1942. Historyczne znaczenie opisywanych wydarzeń i analizowanej ideologii jest dla autora punktem wyjścia do pogłębionych rozważań nad źródłami oraz przejawami postaw antysemickich w Polsce z okresu drugiej wojny światowej, oraz szerzej – nad kondycją ludzką. Wydarzenia opisane w książce to przerażający przykład tego, do czego zdolni są zwykli ludzie, jeśli uzbroi się ich w odpowiednią ideologię i da – choćby milczące – przyzwolenie na zbrodnię.
Post edytowany
Załączone materiały graficzne widoczne są dla zalogowanych użytkowników
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Niedziela, 14 lutego 2021 17:47:52
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
- "Nie wiem, czy rządzący dziś Polską nacjonaliści sięgnęli po najbliższe im wzorce, czy było to wyrazem głupoty, czy lenistwa. Faktem jest, że wyjęto z zamrażarki prawo sprzed prawie stu lat i – jakby nigdy nic – wsadzono w realia XXI wieku. I polski Sejm to prawo przegłosował! No a opozycja? Zdobyła się wyłącznie na wstrzymanie się od głosu… To właśnie jest ta wąska kładka,
Grabowski: Polscy policjanci często mordowali Żydów. Na własną rękę i z ogromną inicjatywą
W Polsce nie ma gotowości do wzięcia się za bary z najtrudniejszymi aspektami naszej własnej historii. Mam ogromną pretensję do elit demokratycznych i liberalnych o to, że zaniedbały historię, oddały ją walkowerem w ręce nacjonalistów różnej maści. Również dlatego mamy dziś w Polsce państwo narodowe, media narodowe i całą resztę „narodowych” instytucji opartych na etosie wspólnoty krwi. Rozmowa z prof. Janem Grabowskim.


Zofia Waślicka-Żmijewska: Zanim porozmawiamy o pana nowej książce Na posterunku. Udział polskiej policji granatowej i kryminalnej w zagładzie Żydów, chciałabym zapytać o różne koszty zajmowania się Zagładą. Mam na myśli zarówno koszty emocjonalne, jak i polityczne, zawodowe, życiowe. W jednej z rozmów powiedział pan, że zajmowanie się Holokaustem drenuje emocjonalnie, chyba że się jest badaczem, który zajmuje się Zagładą od 9 do 17. Rozumiem, że pan nie jest takim badaczem?

Jan Grabowski: Nie, chciałbym wierzyć, że takim badaczem nie jestem. Najbardziej stereotypowa odpowiedź na pytanie, dlaczego ktoś się zajął właśnie tą tematyką, jest taka, że to nie my sobie wybieramy Zagładę, tylko ona sobie nas wybiera.

Trzydzieści lat temu, na początku mojego życia zawodowego, zajmowałem się XVII i XVIII wiekiem, Zagłada wybrała mnie sobie nieco później. Natomiast badania nad Holokaustem, podobnie jak nad innymi wielkimi tragediami z historii ludzkości, niosą ze sobą niebezpieczny potencjał totalnego zaangażowania. Temat badań może nas przytłoczyć i zdominować. Każdy badacz Zagłady sobie z tym wyzwaniem radzi na własne sposoby.

Natomiast druga sprawa, o której chciałbym wspomnieć, to pewne zagrożenie, że zaczynamy patrzeć na świat przez pryzmat tej niedobrej, ciemnej strony ludzkiego charakteru. Zakładając niejako, że ludźmi częściej powodują złe impulsy. Jesteśmy gotowi bardziej antycypować zło niż dobro.

Czy dotyczy to też kwestii politycznych?

Politycznych też, natomiast głównie mówię tutaj o skali odniesień indywidualnych, kontaktach z ludźmi. Cały czas trzeba kontrolować w sobie chęć patrzenia na świat przez ciemne okulary. Tak przynajmniej jest w moim wypadku.

Jak to się stało, że Zagłada sobie pana wybrała?

Przypuszczam, że we mnie to tkwiło od dawna. Tematyka zagłady polskich Żydów była dla mnie taką zoną zamkniętą, nie bardzo chciałem o tym myśleć i nie bardzo chciałem o tym mówić. Wydawało mi się, że jako ktoś, kto – jak to zgrabnie dziś ujmują moi adwersarze – jest „żydowskim mieszańcem”, mogę mieć kłopoty ze znalezieniem odpowiedniego dystansu, chłodu badacza niepoddającego się emocjom.

Historia to nauka, nauka i nauka – to wpajano mi na studiach historycznych na UW. Ale jak tu robić naukę, kiedy przedmiotem badawczym są dzieci prowadzone na śmierć? Trudno jest być obiektywnym, jeśli człowieka coś boli. Tak mi się wydawało wówczas.

W 1994 roku doszło do awantury po tym, jak Michał Cichy opublikował w „Gazecie Wyborczej” reportaż o tym, że iluś tam Żydów w Warszawie wymordowali żołnierze AK. Artykuł, dość niefortunny timing, ukazał się w przeddzień 50. rocznicy powstania. Rozpętało się piekło. Autora reportażu odsądzono od czci i wiary, przypominało to polowanie na czarownice. Byłem wtedy za oceanem, w Kanadzie, ale echa tego doszły i tam. Mój ojciec wysłał wówczas list do „Wyborczej”, list od czytelnika, mówiący, że on sam był właśnie jednym z tych Żydów, do których strzelali żołnierze AK podczas powstania. Na mojego ojca spadły wtedy gromy ze strony środowiska AK-owskiego.

Bożena Keff: Strażnicy fatum
Strażnicy fatum
Bożena Keff
39,90 zł
Czy w czasie wojny należał do AK?

Tak. Był w batalionie „Kiliński”. Miał 17 lat, dopiero co wyszedł z ukrycia, był bez broni, ale brał udział w zdobyciu budynku PAST-y. Nawiasem mówiąc, dowiedziałem się właśnie, że w tymże budynku PAST-y związek powstańców wynajmuje dziś lokale ziejącej antysemickim jadem stacji telewizyjnej.

Dla ojca ten powstańczy epizod był bardzo ważny i reakcja patriotycznego polskiego otoczenia, które go wówczas z pasją potępiło, była dla niego bardzo bolesna. A dla mnie był to kolejny dowód na to, jak głęboko sięga w Polsce wyparcie historii, jak bardzo historia najnowsza Polski oparta jest na miłych dla ucha mitach. Przypuszczam, że jednak od tego czasu potrzeba zajęcia się tym tematem coraz częściej dawała mi o sobie znać.

We wstępie nowej książki dziękuje pan matce za pomoc w pracy nad książką. Czy pisanie o Zagładzie to rodzinna sprawa?

Kiedy pisałem ostatnią książkę, codziennie rano oddawałem jej pod osąd to, co napisałem poprzedniego dnia. Czytaliśmy te partie tekstu i je omawialiśmy. Dla mnie matki perspektywa była szczególnie ciekawa, bo ona dobrze pamięta lata przedwojenne, kiedy była małą dziewczynką. Znakomicie pamięta lata okupacji, kiedy była harcerką Szarych Szeregów. I ta głęboka perspektywa historyczna osoby świetnie wykształconej, naukowczyni i erudytki, dla mnie była niesłychanie pomocna.

Czy poniósł pan jakieś konsekwencje zawodowe z powodu tego, o czym pan pisze? Trzy lata temu Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga Przeciw Zniesławieniom wysłała donos na pana do rektora uniwersytetu, gdzie pan pracuje.

Ja mam sytuację dość komfortową, że jednak jestem jedną nogą zawodowo w Kanadzie. To mi daje pewną osłonę. Niecałkowitą, bo ręce polskich „patriotów” są długie i sięgają za ocean, szczególnie odkąd zostały wzmocnione zastrzykiem finansowym ufundowanym m.in. z pani podatków.

Nie mówię nawet o marginalnych organizacjach jak Reduta Dobrego Imienia, lecz o polskim MSZ, które prowadzi własne krucjaty przeciwko niezależnym historykom. O IPN już nawet nie wspomnę. Jako historyka osadzonego po drugiej stronie oceanu, nie przestaje mnie zadziwiać skala emocji, niechęci, agresji czy wręcz nienawiści, która towarzyszy „polskim rozmowom o historii”. Przykład, trzeba przyznać, idzie z samej góry – ot, choćby „historyczne”, dotyczące Holokaustu deklaracje premiera Morawieckiego, które wzbudzają popłoch światowej opinii publicznej.

czytaj także

„Nie żydowska śmierć jest istotna, ale polska duma, którą trzeba łechtać”
Katarzyna Markusz
Ta agresja ze strony polskiego państwa stale towarzyszy niezależnym badaczom Zagłady należącym do tzw. Nowej Polskiej Szkoły Holokaustu. Nie przypadkiem szczególnie intensywne ataki kierowane są przez polską prawicę na historyków. Przyczyną jest to, że w Polsce zawód historyka jest otoczony w dalszym ciągu pewnym szacunkiem społecznym, respektem. Na Zachodzie jest to zawód, nie waham się powiedzieć, cieszący się nieco mniejszą estymą. W trakcie niedawnej publicznej wymiany ktoś, chcąc mi uczynić despekt, zwrócił się do mnie per „ty socjologu”. To oczywiście kalka z ataków na Jana Tomasza Grossa, którego próbowano zdezawuować, „oskarżając” go o rzekomy brak naukowości jego prac.

Historia w Polsce – i to mnie boli – została w dużej mierze zawłaszczona przez polską prawicę i skrajną prawicę. Jeżeli wyjdziemy poza wąską grupę specjalistów, to rząd dusz należy do nacjonalistów rozmaitej maści. Mam o to ogromną pretensję do tzw. elit demokratycznych i liberalnych, które zaniedbując historię, oddały walkowerem ten arcyważny – jak się okazało – teren w ręce mitomanów i mitotwórców.

To lekceważenie historii jako ważnego pola walki widać było w początkach tego wieku, kiedy u władzy była lewica. Za rządów centrystów spod znaku PO nic się w tej materii nie zmieniło. Dopiero teraz widać, że usunięcie się z walki o historię przyniosło zgubne dla nas wszystkich skutki.

Przewodnikiem jest w pańskiej książce Emanuel Ringelblum, często się pan do niego odnosi. Pisze pan, że to wzór standardów moralnych i zawodowych dla historyka.

Dla mnie postać Ringelbluma od bardzo dawna była busolą postępowania. Przypadła mu szczególnie tragiczna rola – kronikarza zagłady własnego narodu.

Pytania, które stawiamy, i sposób, w jaki udzielamy odpowiedzi, mówią nam wiele o społeczeństwie polskim. I dlatego na barkach historyka spoczywa szczególna odpowiedzialność. Staramy się udzielić odpowiedzi na pytania dręczące dziś Polaków. W mojej dziedzinie badań najważniejsze pytania oscylują wokół kwestii własnej „niewinności” historycznej Polaków. Czy polskie społeczeństwo, jego część, jak wielka jego część, splamiło się współudziałem w największym ludobójstwie w historii ludzkości. Sposób, w jaki historyk podchodzi do tego najważniejszego tematu, wiele mówi o nim samym, ale równie wiele o jego czytelnikach, o otaczającym historyka społeczeństwie. Ale też o presjach politycznych i zawodowych, które mogą mieć na pracę historyka wielki wpływ.

Od kilku miesięcy pracuję w Niemczech i z ogromną uwagą śledzę dyskusję, jaka tu się toczy na temat stosunku Niemców do Zagłady. Często się mówi, że w ramach tzw. Vergangenheitsbewältigung, czyli „przerabiania lekcji” z historii, Niemcy dogłębnie rozpoznali ten temat, wyciągnęli naukę ze swej zbrodniczej przeszłości i próbują się uodpornić na bakcyl nienawiści, zła i pogardy, który stał się jedną z przyczyn Holokaustu.



Bo w historii nie ma bieli i czerni. Mogę tu odwołać się do przypadku pana Libermana, biednego żydowskiego krawca, który się ukrywał w kryjówce wykopanej pod klepiskiem stodoły, u swojego przyjaciela w małej wiosce pod Krakowem. Polski chłop, jego przyjaciel, ratował go przez wiele miesięcy. Sam gospodarz był biedny jak mysz kościelna i miał ośmioro dzieci. Pewnego dnia zgłosili się do niego sąsiedzi i oświadczyli, że wiedzą, że trzyma Żyda, i przez to ich wszystkich naraża na śmierć.

Z góry zakładano, że wcześniej czy później ktoś doniesie „do Niemca”, lepiej więc sprawie łeb ukręcić we własnym zakresie. Kurajowi – tak nazywał się polski gospodarz – sąsiedzi dali wybór: albo sam zabijesz „swego” Żyda, albo my doniesiemy na ciebie do Niemców.


W obliczu takiej groźby Kuraj wziął łom i – na oczach sąsiadów – roztrzaskał nim głowę swego przyjaciela Liebermana. Potem zakopano zwłoki i dopiero po wojnie sprawa wyszła na jaw. Ktoś się z kimś pokłócił, jak to zwykle bywa, ktoś poleciał na milicję…

I teraz – spróbujmy ocenić w kategoriach moralnych to, co się stało. Morderca czy sprawiedliwy? Może obaj naraz? https://krytykapolityczna.pl/kultura/historia/na-posterunku...
Mińsk Mazowiecki Postów: 1536
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 1536
Wtorek, 16 lutego 2021 13:56:53
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Nie pochwalam zbrodni, żadnej. Zapomniałeś Kumak napisać o tym.

W Radziłowie przed wkroczeniem wojsk sowieckich część społeczności żydowskiej utworzyła straż obywatelską, która następnie przekształciła się w milicję, a na jednej z ulic wjazdowych komuniści, głównie Żydzi, zbudowali bramę powitalną. Podobnie było w Wąsoszu, Jedwabnem i Grajewie. W Przytułach Żydzi przyjmowali Sowietów kwiatami. W relacjach podkreśla się szczególne zaangażowanie ludności żydowskiej w tworzeniu komitetów rewolucyjnych i milicji. Niekiedy zwraca się też uwagę na udział w nich pojedynczych komunistów narodowości polskiej. Na ogół jednak dominuje opinia, że w skład komitetów i miejscowej milicji wchodzili „przeważnie sami Żydzi". Tak postrzegano sytuację w Jedwabnem, Wiźnie, Stawiskach i wielu innych miejscowościach.
Mińsk Mazowiecki Postów: 1536
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 1536
Wtorek, 16 lutego 2021 14:03:27
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Jak piszesz kumak o pogromach ludności Żydowskiej w Radziłowie to przydałby się wstęp

Jak Żydzi w Radziłowie przyczynili się do wywózki Polaków na Syberię 1941

https://awans.net/strony/historia/wisniewski/wis...
Post edytowany
Mińsk Mazowiecki Postów: 1536
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 1536
Wtorek, 16 lutego 2021 14:05:59
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Komunista morderca Żydów, tacy też tam byli

Uczestnik mordów w Radziłowie Piotr M. wybrał inną drogę życiową, a zarazem polityczną. Po II wojnie światowej został przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej w Radziłowie i wieloletnim informatorem miejscowego Urzędu Bezpieczeństwa. Podobnie Szymon Z., uczestnik mordu, po wojnie został sekretarzem PZPR w Radziłowie.
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Wtorek, 16 lutego 2021 20:42:03
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Nie pochwalam zbrodni, żadnej- to oczywiste i nie ma po co przypominać
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Wtorek, 16 lutego 2021 20:49:15
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
@
Mińsk Mazowiecki
Postów: 1500
Totamto Dziś, 7 godz. temu
0
+
-
Jak piszesz kumak o pogromach ludności Żydowskiej w Radziłowie to przydałby się wstęp- wstęp niepotrzebny ponieważ te czyny jednych nie usprawiedliwiają mordu innych tej samej narodowości i nijak ich nie tłumaczą. To SIĘ DZIAŁO I NA PODLASIU I NA WOŁYNIU.
Co by się nie stało należy wszystko rzetelnie dokumentować i historycy powinni mieć swobodny ostęp i do materiałów i dla publikacji
Mińsk Mazowiecki Postów: 1536
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 1536
Wtorek, 16 lutego 2021 21:06:57
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Czytaj ze zrozumieniem.
Cytuje co napisałem wcześniej "nie usprawiedliwiam żadnej zbrodni."

Na Wołyniu Ukraińcy zaczęli pogrom a Polacy w szale po wymordowaniu czasem najbliższych zaczęli się mścić, czasami na niewinnych osobach.

Nie wyrywaj faktów z kontekstu to manipulacja.
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Wtorek, 16 lutego 2021 21:51:30
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
@
Na Wołyniu Ukraińcy zaczęli pogrom -nie prawda -Ukraińców mordowano i prześladowano już od 20 lat .Nie bez powodu mój teść urodził się w PARAGWAJU.. w 1938 roku
Wszystkie zbrodnie to zło i trąbię o tym od zawsze- trzeba poznać genezę po to żeby historia się nie powtórzyła
Post edytowany 2 razy
Mińsk Mazowiecki Postów: 1536
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 1536
Środa, 17 lutego 2021 17:51:57
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Przedstaw dowody Kumak że Polacy mordowali Ukraińców w latach 20.
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Środa, 17 lutego 2021 19:38:44
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
pisałem o tym w sąsiednim temacie-MOŻNA DRZEĆ Z CHAMA SKÓRE PRZEZ DŁUGIE LATA ALE PRZYCHODZI CZAS KIEDY CHAM ODDA WIDŁAMI... zwłaszcza że cham na swojej ziemi
Wiem że dla Polaka takie sprawy są trudne ale historii nie wolno fałszować
http://argumentua.com/stati/polskaya-okkupatsiya-zap...

Charakter polskiego reżimu nie był demokratyczny. Jego głównymi cechami są autorytaryzm z cechami zarządzania pracą. Do Galicji przesiedlono także polskich kombatantów, którym w ciągu kilku lat przekazano 12% całej ziemi.

W dziennikarstwie często odnajduje się nostalgię za „cywilizowanym światem europejskim” stworzonym przez polskie władze po I wojnie światowej i zniszczonym przez władze radzieckie w latach 1939–1941.

Dochodzi nawet do wypowiedzi o pozytywnym wyniku polskiej dominacji w regionie w latach 1918-1939, zaprzecza się jej okupacyjnemu charakterowi, mówią, że to nie Polska zaanektowała zachodnią Ukrainę (Galicję Wschodnią i Wołyń Zachodni), ale Rada Ambasadorów Ligi Narodów [międzynarodowej organizacji, która powstała po I wojnie światowej, na czele której byli zwycięzcy - Wielka Brytania, Francja, Włochy i Japonia - IP] w 1923 r., a Polacy rozwijali miasta, zapewniali rozwój gospodarczy i kulturalny.

Historycy określają charakter władzy okupacyjnej według następujących kryteriów:

- ustanowienie kontroli nad terytorium poprzez interwencję zbrojną;

- Prowadzenie polityki (w sferze życia politycznego, gospodarczego, kulturalnego) na okupowanych ziemiach w interesie władz okupacyjnych;

- tłumienie ogólnokrajowych demonstracji miejscowej ludności na okupowanym terenie metodami siłowymi (tworzenie operacyjnych sił specjalnych, wykorzystanie armii regularnej, sieć specjalnych instytucji więziennictwa);

- celowa polityka asymilacji narodowej;

- ograniczenie dostępu mieszkańców okupowanego terytorium do wyższych stanowisk rządowych;

- deportacja miejscowej ludności z terenów okupowanych;

- przyciąganie miejscowej ludności do służby w siłach zbrojnych państwa okupacyjnego.

Po wojnie polsko-radzieckiej w 1921 roku Liga Narodów, idąc za wytycznymi brytyjskiego premiera Davida Lloyda George'a, ustąpiła przewodniczącemu Politycznego Komitetu Emigracyjnego Kostyowi Lewickiemu (byłemu szefowi rządu ZUNR) i zgodziła się określić międzynarodowy stan prawny Galicji w 1922 r.

Chodziło o przeprowadzenie w regionie referendum w sprawie jego statusu i przyznanie prowincji autonomii politycznej w Polsce. Jednak w 1923 r. Rada Ambasadorów bez referendum zatwierdziła wschodnią granicę Polski, proponując rządowi polskiemu nadanie autonomii Galicji, którą ten ostatni odrzucił.

Mimo, że status zachodniej Ukrainy w Polsce do 1923 r. Nie został określony, a sam region znajdował się pod protektoratem Ligi Narodów, władze polskie czuły się tu panem.

Procesy inkorporacyjne rozszerzyły się i towarzyszyły im szykany we wszystkich obszarach działalności.

W 1918 r. Zniesiono autonomię polityczną regionu - zniesiono galicyjski sejm regionalny i region Vydil (lokalny budżet).

W dziedzinie edukacji 16 sierpnia 1919 r. Wprowadzono zakaz studiowania na uniwersytetach we Lwowie dla młodzieży ukraińskiej, która przyjęła obywatelstwo polskie, ale nie służyła w wojsku polskim.

W 1920 r. Władze polskie przeprowadziły nielegalny spis ludności Ukrainy Zachodniej w celu powołania w 1921 r. Ukraińców do służby w Wojsku Polskim.

Od marca 1920 r. Do urzędowej pracy wprowadzono określenie „Małopolskie Wschodnie” i zakazano używania nazwy „Zachodnia Ukraina”.

Również zamiast etnonimu „ukraiński” wprowadzono starożytną definicję czasów Rzeczypospolitej - „rusiński”, „rosyjski”
W organach samorządowych komplikując procedurę wyborczą, zgodnie z ustawą z 23 marca 1933 r., Ograniczono liczbę Ukraińców.

Wprowadzono zakaz i restrykcje na działalność ukraińskich organizacji i stowarzyszeń społeczno-politycznych, kulturalnych, oświatowych i sportowych: „Płast” został zakazany w 1928 r. Na Wołyniu, w 1930 r. - w Galicji - w 1924 r. działalność „Sokoła” - ograniczona tylko do terenu Galicji.

Liczne pogromy „Proświty” miały miejsce w czasie polityki pacyfikacji [dosł. „Ustąpienia” - IP] w 1930 r., Ustanowiono ścisłą kontrolę nad działalnością Towarzystwa Oświatowego „Ridna Szkola”.
W systemie organów wykonawczych władzy państwowej czołowe stanowiska zajmowali wyłącznie Polacy, a w organach ustawodawczych rządu RP (Sejmie i Senacie) udział Ukraińców utrudniała nowa polska konstytucja z 1935 r.

Tymczasem stało się to w trakcie zawierania pokoju politycznego między rządem polskim a Ukraińskim Narodowym Stowarzyszeniem Demokratycznym [ UNDO jest legalną ukraińską partią, jedyną parlamentarną, jej posłowie reprezentowali interesy Ukraińców na Sejmie] - tzw. . polityka „normalizacji”.

Odrębnym środkiem tworzenia reżimu okupacyjnego był rozbudowany system policji państwowej. Do funkcji organów ścigania dodano także funkcje nacisku politycznego: od 1921 r. Policja prowadzi dochodzenia w sprawach politycznych, przygotowuje kwartalne raporty o nastrojach ludności ukraińskiej, charakteryzuje organizacje polityczne i publiczne.

Wrowadzono monitoring pracowników ukraińskich, raporty zawierały informacje o konkretnych osobach, ich narodowym i społecznym pochodzeniu, przynależności do organizacji politycznych i publicznych oraz „stopniu zagrożenia”, jakie stwarzają dla polskich władz.

Na przykład tak napisali o Ukrainie, który pracował na poczcie we Lwowie w lipcu 1931 r.: „Kostyszin jest Rusinem, pełnił funkcję w Radzie Ukraińskiej w 1919 r. Podczas wojny ukraińskiej, szef wydziału listowego. Jest w kontakcie z organizacjami ukraińskimi. W okresie przedwojennym znany był jako zagorzały hajdamaka [zwolennik niepodległego państwa ukraińskiego - autor]. Musi zostać wysłany na emeryturę. "

Nawet członkowie wspomnianego UNDO powstali podobnie.

Policja stanowa wprowadziła stanowisko „powiernika” - tajnego agenta, którego zadaniem było informowanie policji o działaniach antypaństwowych.

Jego praca ograniczała się do obserwowania i opisywania ukraińskich uroczystości narodowych, w szczególności Święta Bohaterów (uhonorowanie grobów łuczników sichowskich, któremu towarzyszyły nabożeństwa żałobne i przedstawienia patriotyczne).

Pewny siebie Skwarecki zarejestrował 11 czerwca 1923 r. Ukraińską „manifestację religijną”, która miała miejsce 23 maja 1923 r.

W protokole tym, oprócz opisu samej akcji, jej uczestników i podsumowania ich wystąpień, znalazła się ocena sytuacji wśród ukraińskiej opinii publicznej: poglądy polityczne, sposoby ich realizacji, aktywne i wpływowe organizacje ukraińskie.

Pierwsza z nich „podlega pokojowemu współistnieniu ze społecznością polonijną w ramach państwa polskiego”, a druga, znacznie bardziej aktywna, działa w kierunku „tworzenia niepodległej Ukrainy”. W tej drugiej grupie przeważa młoda ukraińska inteligencja, na czele której stoją księża.

A już w latach trzydziestych policja od protokołów i zwolnień przystąpiła do zdecydowanych działań w celu rozproszenia pokojowych demonstracji przy pomocy konnej policji miejskiej.

W policji państwowej utworzono oddziały specjalne ( wydziały 2 i 4 ), których zadaniem było tłumienie powstań przeciwko rządowi polskiemu.

Drugi wydział, tzw. "Dvuyka" był kontrwywiadem i skierował swoje działania przeciwko Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy ("piąta kolumna" ZSRR). Wydział IV Komendanta Głównego Policji Państwowej (Vydział IV Głównej Komendy Policiji Państwowej) - kierował głównie działaniami śledczymi przeciwko Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której celem było utworzenie niezależnego państwa ukraińskiego.

Należy zauważyć, że w kodeksie karnym ówczesnej Polski nie istniało pojęcie przestępstwa politycznego, jak to było w kodeksie sowieckim (specjalny fragment Kodeksu karnego Ukraińskiej SRR to „zbrodnie kontrrewolucyjne” notoryczny 54. artykuł). Jednak w wewnętrznych aktach policyjnych używano terminu „antypaństwowy”.

Podczas aresztowań polską policję odnotowano z powodu niegrzeczności i stosowania tortur fizycznych wobec zatrzymanych Ukraińców. Wiosną 1931 r. Aresztowany przywódca regionalny OUN Stepan Okhrimovich został poddany śledztwu z użyciem tortur. W rezultacie S. Okhrimovich zmarł na skutek pobicia.

Ale zdarzały się też przypadki bezprecedensowe: w 1930 r. Aresztowany Julian Golovinsky [na zdjęciu powyżej], przywódca regionu OUN, został zabrany ze Lwowa do Bibrek przez policję i bez procesu i śledztwa został rozstrzelany, przykuty łańcuchem do drzewa. Oficjalna wersja: zabity podczas próby ucieczki.

W obronie Ukraińców 22 marca 1932 r. We Lwowie zabił Jurija Bieriezińskiego, podkomisarza Emiliana Czechowskiego, szefa brygady do walki z przestępcami antypaństwowymi, który podczas przesłuchań notowany był niegrzecznym zachowaniem i nie wahał się pobić młode dziewczyny, które rozdawały ulotki OUN.

Od 1919 r. Na Ukrainie Zachodniej wprowadzono stan wyjątkowy (stała gotowość armii do tłumienia powstań, ograniczenia ruchu, godzina policyjna). W 1923 r. Szczególnie aktywni byli funkcjonariusze bezpieczeństwa - przygotowywali się do stłumienia powstania wbrew decyzji Rady Ambasadorów Ligi Narodów.

A we wrześniu-listopadzie 1930 r. Około 2000 policjantów i kilka szwadronów ułanów z 6-go Korpusu Wojska Polskiego.

Wprowadzono kilka rodzajów sądów do prowadzenia postępowań sądowych w państwie polskim.

Od 1918 r. Istniały wojenne sądy doraźne, zgodnie z terminologią ówczesną nazywano je „sądami bezczelnymi” (szybkie sądy).

„Bezczelne sądy” istniały do ​​1934 r. Rozpatrywały sprawy i wydawały wyroki w ciągu 12 godzin, a apelację można było wnieść w ciągu 24 godzin (w Wielkopolsce - 48 godzin ).

Co ciekawe, byli bojownicy PPS, współpracownicy marszałka Piłsudskiego w walce rewolucyjnej, wyślą do ówczesnego Prezydenta RP Mościckiego telegram z prośbą o „ułaskawienie w imię ludzkich zasad trzech Ukraińców skazanych na śmierć. przez bezczelny sąd we Lwowie i którzy w swoim przekonaniu walczyli o wolę swego narodu ”.

Tylko Żurakowski zostanie ułaskawiony - dostanie 15 lat. Biłas i Danylyszyn zostaną powieszeni 23 grudnia 1932 r. I dzięki staraniom propagandzistów OUN staną się ikonami ukraińskiej młodzieży Galicji.

Polska polityka ingerowała także w sprawy kościelne, zwłaszcza w rejonie chołmskim, gdzie cerkiew była bardzo rozpowszechniona. Bez patronatu stała się wygodnym celem.

Do 1938 r. Zamknięto około 150 cerkwi i skonfiskowano ziemie kościelne. Ale budowano polskie kościoły.

Nie pomogło też wstawiennictwo metropolity ukraińskiego kościoła greckokatolickiego Andrieja Szeptyckiego, który zwrócił się do Watykanu z żądaniem zaprzestania katolicyzacji (= polonizacji) regionu. Niektóre kościoły podlegające jurysdykcji UGCC zostały uratowane.

Szkolnictwo ukraińskie również poniosło znaczne straty. Na Uniwersytecie Lwowskim odwołano zajęcia dydaktyczne w pracowniach ukraińskich, które istniały za rządów Austrii. Liczba ukraińskich studentów była ograniczona.

Od lat 30. XX w. Rozpoczęła się ofensywa na szkolnictwie średnim - gimnazjach, gdzie aktywnie wprowadzono nauczanie przedmiotów w języku polskim. Prowadzono ścisły nadzór nad poczynaniami nauczycieli.

Rząd polski prowadził aktywne procesy asymilacyjne, rozpoczynając tzw. Polityka oblężnicza. Rodziny polskich żołnierzy, głównie weteranów wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919, kierowano na Ukrainę Zachodnią , gdzie oddawano im (zabierając dotychczasowym właścicielom) ziemię na tworzenie kolonii ze wszystkimi świadczeniami socjalnymi.

Ta polityka spowodowała poważne nierówności społeczne i korupcję, ponieważ Ukraińcy znaleźli się w ucisku na swoich etnicznych ziemiach.

W 1938 r. Powstało 35 000 gospodarstw sedymentacyjnych (wszystkie w rejonie Tarnopola i Wołynia), które posiadały 12% wszystkich gruntów.

W tym okresie nie było deportacji Ukraińców, ale w latach 30. XX w. Wśród polskich narodowych demokratów panowały nastroje do realizacji takiego planu. Zamiary te znalazły odzwierciedlenie w tajnej uchwale Rady Ministrów z marca 1939 r. W sprawie deportacji Ukraińców z etnicznych ziem zachodniej Polski.

Wybuch II wojny światowej odłożył ten plan. W 1947 r. Polskie władze komunistyczne w ramach operacji Wisła deportowały jednak wszystkich Ukraińców ze swoich etnicznych ziem, które trafiły do ​​odrodzonej Polski.

Działania polskiego reżimu okupacyjnego miały na celu zniszczenie świadomości narodowej Ukraińców na Ukrainie Zachodniej.

Politycy polscy wybrali terror i ucisk jako instrument „konsolidacji państwa”, co wywołało ksenofobię między obu narodami, która kilka lat później przerodziła się w brutalną wojnę. Wojna, która rozpoczęła się podczas II wojny światowej i trwała kilka lat dłużej ...



Igor Derevyany, historyk, badacz w Muzeum Narodowym-Pomniku Ofiar Reżimów Okupacyjnych „Więzienie na Lontskoy”; opublikowano w publikacji „Istorichna Pravda”

Tłumaczenie: "Argument"
Post edytowany 4 razy
Załączone materiały graficzne widoczne są dla zalogowanych użytkowników
Mińsk Mazowiecki Postów: 1536
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 1536
Środa, 17 lutego 2021 20:19:25
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
O tym i sam wiedziałem.
Mimo szczerych chęci nie doczytałem się o żadnych masowych pogromach. Proszę o dalsze dowody.
Żabodukt Postów: 47302
kumak
Żabodukt, postów: 47302
Środa, 17 lutego 2021 21:27:26
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Nie były "masowe" ale zdarzały się co niestety powodowało liczne akcie ataków na państwowe urzędy i policję. Poszukaj w temacie https://minskmaz.com/forum/relacje-polsko-ukrainski...
linkowałem artykułu o burzeniu prawosławnych Cerkwii na Podlasiu i Wołyniu oraz o prześladowaniach Łemków
Post edytowany

Zaloguj się aby uczestniczyć w dyskusji oraz uzyskać dostęp do większej ilości wątków na tym forum.

Aktualności

OK