Poniżej dzisiejsze wystąpienie Anety Sulwińskiej przed pałacem prezydenckim. To była dyrektorka szkoły podstawowej w Błaszkach, dwutysięcznym miasteczku na pograniczu województw wielkopolskiego i łódzkiego. Gdy mieszkańcy tej miejscowości dowiedzieli się, że chodzi w Marszach Równości by wspierać osoby LGBT, wysłali do miejscowego proboszcza i do gminy anonimowy donos. Pisali: „To okropne. Jak mamy wytłumaczyć naszym dzieciom to zło, jeśli dyrektorka popiera i reklamuje LGBT+”.
Ma dwóch synów: starszy, Mateusz, jest gejem i szefem Grupy Stonewall organizującej Marsz Równości w Poznaniu, młodszy, Igor, gejem nie jest, ale organizował pierwszy taki marsz w Kaliszu.
To jej dzisiejsze świadectwo.
,,Kiedy urodził się mój syn, wszyscy gratulowali mi tak urodziwego dziecka. Kiedy miał 2 lata, znal wszystkie litery, kiedy miał 6 lat, zaczął się sam uczyć języka angielskiego z kaset. W wieku 12 lat przeczytał „Harry’ego Pottera” w oryginale. Wszyscy zazdrościli mi tak wspaniałego, grzecznego, ułożonego syna.
O tym, że jest gejem, dowiedziałam się, kiedy poszedł na studia, gdy dołączył do grupy Stonewall i zaczął pracować na rzecz innych nieheteronormatywnych osób. Minęło 10 lat, mój syn nadal działa w Poznaniu, organizuje Marsze Równości, w których bierze udział kilkanaście tysięcy osób.
W sobotę dowiedziałam się od pana prezydenta, że mój syn nie jest człowiekiem. Dlaczego? Bo wspiera innych? Bo jest tolerancyjny? Bo pracuje od najmłodszych lat i odprowadza podatki do budżetu, chociażby po to, by wypłacać panu prezydentowi pensje. Bo broni prześladowanych przed takimi osobami jak pan prezydent i jego koledzy: pan Czarnek i pan Żalek.
Czy może dlatego nie jest człowiekiem, bo zdecydował ułożyć sobie życie z innym mężczyzną? A pan, panie prezydencie, szanowałby go bardziej, gdyby po przyjściu z pracy podbił żonie oko, rozstawiał dzieci po kątach. Wtedy dla pana byłby człowiekiem. Czy wtedy hierarcha Jędraszewski szanowałby mojego syna, gdyby swoją seksualność chował pod sutanną? Bo gdy uchronił wiele osób przed samobójstwem, wtedy dla hierarchy Jędraszewskiego mój syn jest zarazą.
Myślę, że mój syn jest wspaniałym człowiekiem, jestem z niego dumna, a jestem tutaj, bo czara goryczy się przelała. Osób nieheteronormatywnych jest w Polsce ok. 2 milionów. Każdy z nich ma matkę ojca, rodzeństwo, rodzinę, przyjaciół. Jest nas kilka milionów i nie pozwolimy krzywdzić naszych bliskich, naszych dzieci.
Chciałam się zwrócić do wszystkich rodziców, którzy teraz wychowują małe kilkuletnie dzieci. Nie wiecie, moi drodzy, czy wasze dzieci wyrosną na heteroseksualne czy homoseksualne. Co im powiecie za kilkanaście lat, kiedy w tym kraju nie będą traktowani jak ludzie? Co im powiecie? Że nie zawalczyliście o ich przyszłość? Może czas by zawalczyć jest teraz.
Nie pozwólmy szczuć ludzi na siebie, tolerujmy wszystkich, bo wszyscy jesteśmy równi.
I jeszcze słowo do pana prezydenta i do partii rządzącej. Jeżeli przez to, co wydarzyło się w ubiegłym tygodniu, chociaż jedno dziecko popełni samobójstwo, to wy macie krew na rękach.''
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta