List otwarty do kandydata na prezydenta – dr Andrzeja Dudy od Marcina Szymańskiego:
Panie doktorze
Zastanawiałem się dłuższy czas, czy warto do pana pisać. I – jeśli tak, to w jakiej formie. Z uwagi na fakt, iż jest pan osobą publiczną, zdecydowałem się na formę listu otwartego. A temat mojego listu – zaręczam panu, ma również charakter publiczny.
Może zacznę od przedstawienia się:
Jestem emerytowanym oficerem służb specjalnych PRL, duży fragment mojego życia (1973 – 1989) poświęciłem służbie dla Polski. Takiej, jaka wówczas była. Zaręczam panu, że innej Polski nie było. I w żadnym atlasie takiej by pan nie znalazł. Przypomnę panu, że tamta Polska była podmiotem (a nie przedmiotem, jak obecnie) prawa międzynarodowego. Może ta informacja nieco odświeży panu pamięć, może skłoni do przemyślenia całej pańskiej i pana obozu politycznego skomplikowanej strategii zakłamywania historii i dzięki temu przestanie pan traktować tamten okres, jako czarną dziurę. Chciałbym przy okazji nieśmiało zapytać – czy pana rodzice uzyskali wyższe wykształcenie i rozpoczęli kariery naukowe w tej właśnie czarnej dziurze? Czy też po prostu, jak miliony Polaków, wykorzystali szansę na darmowe wykształcenie i umożliwili – dzięki tej „czarnej dziurze” również panu rozpoczęcie i kontynuowanie nauki w szkole średniej. Do tego, jak sądzę, szkole o przyzwoitym poziomie nauczania, co w przyszłości ułatwiło panu dostanie się na zawsze elitarny Uniwersytet Jagielloński.
Przy okazji – utrzymując się w konwencji pisania historii od nowa, nasuwa mi się kolejne pytanie. Jak to jest możliwe, żeby w kraju pod okupacją radziecką istniały szkoły każdego szczebla, łącznie z wyższymi, z językiem wykładowym polskim, nauczycielami i naukowcami Polakami? A jednak tak było, co jaskrawo przeczy narracji pseudohistorycznej, generowanej przez pana obóz polityczny. Czy nie widzi pan w tym wszystkim jakiejś śmieszności? Przecież ciągle żyje nas – świadków historii, ale tej prawdziwej, kilkanaście milionów. Nie wszyscy mają zaawansowaną demencję starczą. Większość wyrosła, wykształciła się, zbudowała sobie życie właśnie w tamtej Polsce. Polsce, która dla nich była matką bardziej, niż obecna. Polsce, która zapewniała realny, choć skromny byt wszystkim swoim obywatelom, a nie tylko tzw. elitom.
Pański obóz polityczny doszedł do władzy dzięki negowaniu rządów poprzedników. Słusznym skądinąd i uzasadnionym. A pan, mimo złożonej na Konstytucję przysięgi, nie stał się prezydentem wszystkich Polaków.
Miał pan stać na straży Konstytucji, a zaczął pan swoją kadencję od jej podeptania. Bardzo szybko przestał pan ukrywać, że jest pan prezydentem wybiórczo traktującym obywateli i równie wybiórczo, prawo.
Kto pana upoważnił i na jakiej zasadzie, do odebrania praw obywatelskich znaczącej liczebnie grupie ludzi? Ściślej mówiąc do potwierdzenia odebrania tych praw. Bo przecież podpisując ustawę zwaną chyba dla kpiny, dezubekizacyjną, odebrał pan takim, jak ja, część praw obywatelskich. Do tego na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej. Wina została zadekretowana odgórnie, żaden sąd nie wydał wyroku skazującego, lub uniewinniającego. Wyrok zapadł w pańskim obozie politycznym. I ten sam obóz z pana czynnym udziałem wyrok wykonał.
Z czasem okazało się, że nie tylko nasza dawna grupa zawodowa jest przeszkodę w realizacji planu wielkiego stratega, będącego pańskim guru. Okazało się, że zawadzają wam również nauczyciele, lekarze, a ostatnio sędziowie. Jednym słowem wszyscy ci, którzy nie głosują, jako elektorat, na PiS, czy szerzej ujmując, na tzw. Zjednoczoną Prawicę. Do tego pozwalają sobie na krytykę pana i pańskiego obozu.
Ani do pana, ani do pańskich koleżanek / kolegów nie dociera prawda, że demokracja polega wprawdzie na rządach większości parlamentarnej, ale z pełnym poszanowaniem praw mniejszości.
Jest takie stare polskie przysłowie: „kto sieje wiatr, ten zbiera burzę” Pan i pańscy wspierający siejecie już nie wiatr, ale wręcz huragan. Nie ma bodaj żadnej grupy zawodowej, czy społecznej, która nie zostałaby przez was skłócona z innymi.
Divide et impera.
Tak się wam spodobało to rzymskie porzekadło? No, to proszę pamiętać, że i cesarstwo rzymskie też upadło. Burza, której pierwsze pomruki już słychać, może być dla was bardzo groźna. A wy nie macie w swoim składzie meteorologa, który by wam wytłumaczył, że burze bywają niekiedy mordercze. Zarówno w przenośni, jak i dosłownie. Miejmy nadzieję, ze tym razem tylko w przenośni.
Lubię polskie przysłowia. Są takie pełne mądrości i refleksji. A pan, panie doktorze, czy zna pan choć jedno?
Przytoczę moje ulubione: „dłużej klasztora, niż przeora” Uważam, że bardzo wymowne. I na swój sposób prorocze. Bo przecież żadna władza nie trwa wiecznie. Jesteśmy tego świadkami. A zarówno pan, jak i pańscy wspierający zachowujecie się tak, jakby was to nie dotyczyło. Mam takie skojarzenie: niejaki Włodzimierz Lenin, twórca najbardziej chyba krwawego i bezwzględnego systemu politycznego, zwykł był mawiać – władzy, raz zdobytej, nie oddamy nigdy. No cóż. Zmarło mu się, szczęśliwie dla ludzkości, zaś stworzony przez niego ustrój ostatecznie załamał się po 73 latach. Wprawdzie był na tyle długi, żeby odcisnąć trwały i bolesny ślad w historii świata, ale przecież też się zakończył. Zatem i ta próba naśladowcza przez was generowana kiedyś się zakończy. Nawet, jeśli powiedzie się panu ponowne zdobycie funkcji prezydenta, to po pięciu latach historia się zakończy, a za następne pięć lat nikt nie będzie o panu mógł powiedzieć, że był pan twarzą dobrego przełomu. Co najwyżej, będzie się o panu mówiło to, co i dziś się mówi: prezydent „dobrej zmiany”. Czasem, bardziej złośliwi mówią o panu Notariusz. Ale ja uważam to za krzywdzące. W moim przekonaniu to, co pan robi, robi pan z przekonaniem o słuszności tych działań. Robi pan to świadomie. Tyle, że postępuje pan źle. I pańskie działania są złe. Nie wiem, czy wypływają ze złych pobudek. Nie znam pana na tyle, żeby to ocenić. Oceniam za to, i mam do tego prawo, że to, co pan robi jest złe. Uczestniczył pan i czyni to nadal, w psuciu Państwa. Naszego Państwa. Czyli także mojego. Żadne zaklinanie rzeczywistości tego nie zmieni.
W mojej, ale nie tylko mojej ocenie, stanowisko prezydenta, to stanowisko najwyższego przedstawiciela, reprezentanta Majestatu Rzeczpospolitej. Ciężar tego Majestatu jest bez wątpienia ogromny. A panu zwyczajnie zbrakło siły, że go godnie udźwignąć. Żeby nie być gołosłownym – ośmieszył pan nas, Polaków, swoim zachowaniem w USA. W czasie składania podpisu pod jakimś dokumentem. Nieważne jakim. Liczył się sposób, w jaki pan to zrobił. Rzecz jasna, w niczym nie tłumaczy to chamskiego zachowania gospodarza. Ale pan taką formę, takie jego zachowanie, zaakceptował. Dostosował się pan do niego. A to było i nadal jest uwłaczające dla nas, dla Polaków. Narodu, który honor ceni sobie ponad życie. Ośmieszył nas pan również, czynnie uczestnicząc w demolowaniu trzeciego filaru władzy – sądownictwa i gimnastykując się wraz z sejmem i senatem przy uchwalaniu / odwoływaniu potworka prawnego – ustawy o IPN. Co boli – zrobił to wykształcony prawnik. Pan akurat nie może powiedzieć, że robił pan t nieświadomie.
I na zakończenie tego mojego listu osobista refleksja:
W czasie ubiegłosobotniej konwencji, rozpoczynającej pańską kampanię wyborczą był pan uprzejmy stwierdzić: Niektórym ludziom odebraliśmy nienależne emerytury liczone w tysiącach złotych (może nie zacytowałem pana dosłownie, ale sens wypowiedzi jest zachowany). Takie niedomówienie – nie niektórym, tylko licznym, bo jest nas ponad 50 tysięcy, zaś z rodzinami zdecydowanie bliżej ćwierć miliona wyborców. A tyle głosów może akurat panu zabraknąć.
Zastanawia mnie jedno: jak się czuje człowiek, o którym można powiedzieć, że pośrednio ma krew na rękach. Czy liczył się pan z taką opinią podpisując tę bandycką ustawę nas represjonującą?
Ucieszyłbym się, gdyby publicznie ogłosił pan, że rezygnuje z kandydowania na II kadencję. Świadczyłoby to o tym, że tli się w panu jeszcze poczucie przyzwoitości i że ma pan sumienie. Ale zwyczajnie nie wierzę, że stać pana na taki gest.
Życzę panu, aby zastąpił pana ktoś, kto jest naprawdę godny tego urzędu. A pan, żeby przyjął tę porażkę z pokorą i przekonaniem, że wygrał lepszy kandydat, kandydatka.
Łączę stosowne wyrazy
Marcin Szymański
Post edytowany
2 razy