2°C

72
Powietrze
Bywało lepiej...
To nie jest najlepszy dzień na aktywność poza domem

PM1: 32.87
PM25: 51.94 (207,77%)
PM10: 83.00 (166%)
Temperatura: 1.76°C
Ciśnienie: 1028.98 hPa
Wilgotność: 91.50%

Dane z 19.01.2020 11:40, airly.pl


facebook

Forum

Zanim był chrzest

166 postów
Żabodukt Postów: 29608
kumak
Żabodukt, postów: 29608
Piątek, 6 grudnia 2019 20:45:17
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Tak... nosiłem sbekom kanapki chociaż pracował tam brat szwagra z Warszawy-po 89 roku zweryfikowany i odszedł ze służby
tymczasem napluję jak to mówicie na Polskę

Ciekawym ilu Polaków wie o tej dętej mistyfikacji, zwanej obroną Częstochowy? Myślę, że wciąż niewielu. Może gdyby Sienkiewicz wiedział, co dokładnie spowoduje, jak koszmarnie i na jak długo powykrzywia Polaków, to odpuściłby sobie? Zresztą i wtedy istniała etyka - nic trwałego i wielkiego nie da się zbudować na kłamstwie. Kłamaliśmy i wciąż kłamiemy na temat własnej historii https://wielkahistoria.pl/obrona-jasnej-gory-podczas-pot...
Garstka polskich obrońców pod wodzą nieustraszonego przeora Augustyna Kordeckiego kontra nieprzebrane hordy szwedzkich żołdaków. Trwający całymi tygodniami morderczy ostrzał artyleryjski oraz zażarte walki na murach. Właśnie tak wielu wyobraża sobie oblężenie Jasnej Góry z 1655 roku. A jak było naprawdę?

Wizja obrony Częstochowy, zaprezentowana przez Henryka Sienkiewicza w Potopie, już chyba na stałe zdefiniowała to, jak Polacy postrzegają wydarzenia z jesieni i zimy 1655 roku. Oto bohaterski przeor klasztoru paulinów na Jasnej Górze spełniając patriotyczny obowiązek stawił twardy opór szwedzkiemu najeźdźcy.
Mała polska załoga wytrzymała atak znacznie liczniejszego oraz lepiej wyposażonego przeciwnika. Po trwających kilkadziesiąt dni krwawych zmaganiach wróg ostatecznie musiał się wycofać z podkulonym ogonem. To z kolei dało sygnał do ogólnonarodowego powstania.

Tyle literacka fikcja. Fakty wcale nie prezentują się tak widowiskowo i jednoznacznie.

Zdrada Kordeckiego
Zacznijmy od samego Kordeckiego. Jak podkreśla profesor Jacek Wijaczka w artykule opublikowanym łamach czasopisma „Czasy Nowożytne”, przeor wcale nie zamierzał stawiać oporu odnoszącym błyskawiczne sukcesy Szwedom.Już w październiku 1655 roku – podobnie jak na przykład Jan Sobieski – udał się do szwedzkiego obozu, gdzie:

(…) w swoim i paulinów imieniu, złożył hołd wiernopoddańczy Karolowi X Gustawowi, uznając go tym samym za władcę Rzeczypospolitej.

W zamian za to uzyskał potwierdzenie posiadanego przez paulinów przywileju, mówiącego, że klasztor na Jasnej Górze jest wolny od jakichkolwiek obciążeń podatkowych oraz że w jego murach nie mogą stacjonować żadne oddziały wojskowe, ani polskie, ani szwedzkie.Postawa Kordeckiego nie powinna specjalnie nikogo dziwić. Jak tłumaczy Sławomir Koper w książce Święta po polsku. Tradycje i skandale:

Początkowo szwedzki potop był dla większości obywateli Rzeczypospolitej sporem dynastycznym pomiędzy dwoma przedstawicielami rodu Wazów.Karol Gustaw wydawał się zresztą znacznie lepszym kandydatem na władcę niż nieudolny Jan Kazimierz, tym bardziej że w chwili szwedzkiego najazdu Rzeczpospolita wydawała się dochodzić do kresu swojego istnienia.

Należy pamiętać, że od 1648 roku na Ukrainie trwało powstanie Chmielnickiego, a niedługo przed szwedzką inwazją do wojny z Rzeczpospolitą przystąpiła również Rosja. Sytuacja wydawała się beznadziejna.Nie zmienia to faktu, że Augustyn Kordecki zdradził prawowitego władcę i początkowo ani myślał o przelewaniu krwi za Rzeczpospolitą. Wystarał się nawet o list żelazny „gwarantujący życie i mienie podległych mu zakonników”.

Wywiezione skarby
Jednocześnie zakonnik brał szwedzkie zapewnienia z uzasadnionym dystansem. Z klasztoru zawczasu wywieziono większość cennych przedmiotów. Wśród nich znalazł się również obraz Czarnej Madonny, który najpierw trafił do Lubińca, a następnie do klasztoru paulinów pod Głogowem. Na Jasnej Górze pozostała tylko jego kopia. Jak się szybko okazało, Kordecki wiedział, co robi.Już w pierwszych dniach listopada do klasztoru próbował dostać się niewielki oddział kawalerii. Dowodził nim będący na usługach Szwedów Jan Wrzesowicz, „który konieczność obsadzenia Jasnej Góry motywował niepokojami na granicy ze Śląskiej”. Kordecki nie dał wiary jego słowom i awanturnik został odprawiony z kwitkiem.

Szwedzi wcale nie mieli miażdżącej przewagi
Nie minęło jednak wiele czasu i 18 listopada pod klasztor podciągnęły znacznie liczniejsze siły generała Burcharda Müllera von der Lühnena. Mimo wszystko, jak podkreśla w swojej książce Sławomir Koper:

Niemiec dysponował (…) zaledwie setką piechurów mogących wziąć udział w oblężeniu i tylko kilkoma lekkimi działami.Natomiast znaczną część (od 600 do 1000 ludzi) jego oddziału stanowili Polacy, którzy kategorycznie odmówili wzięcia udziału w oblężeniu. Poprzestali na ochronie obozu przed atakiem z zewnątrz – inna sprawa, że faktycznie była to konnica zupełnie nieprzydatna do szturmowania umocnień.

Poza brakiem odpowiedniej liczby ludzi i wystarczająco silnej artylerii problemem były również niedobory amunicji. Tymczasem Kordecki do walki ze Szwedami mógł skierować 250 obrońców, około 30 dział oraz, co najistotniejsze, dysponował dużymi zapasami.Wszystko to sprawiało, że wbrew temu, co wmawiał kolejnym pokoleniom swoich czytelników Sienkiewicz, właśnie Kordecki w tym starciu był w lepszej pozycji. Jak podkreśla profesor Wijaczka:

Siedemnastowieczni teoretycy wojskowości uważali, że jeden żołnierz za murami twierdzy, na dodatek uzbrojonej w działa, wart jest tyle co dziesięciu pod murami, w związku z czym załoga oblężonej twierdzy mogła się bronić przed dziesięciokrotnie silniejszym przeciwnikiem.Co prawda 10 grudnia pod klasztor dotarła w końcu szwedzka ciężka artyleria (rzecz jasna wśród armat nie było żadnej kolubryny), która potrafiła wyrządzić szkody twierdzy. Jednakże i tym działom szybko zabrakło amunicji.

Ogólnie – jak podkreśla Sławomir Leśniewski w książce Potop. Czas hańby i sławy 1655-1660 – w trakcie trwającego 48 dni oblężenia obie strony strzelały do ciebie jedynie przez 12 dni. Reszta czasu minęła na „jałowych rozmowach”Straty były minimalne
Warto również w tym miejscu rozprawić się z mitem zaciętości samych walk. Nie dysponując wystarczającą liczbą gotowej do atakowania klasztornych murów piechoty, Szwedzi nie przeprowadzili ani jednego szturmu generalnego na Jasną Górę.

Co więcej – jak pisze Leśniewski – w trakcie całego oblężenia „zginął jeden żołnierz, zastrzelony zresztą pomyłkowo przez swoich podczas powrotu z wycieczki poza mury”. Życie straciło ponadto trzech spośród polskich szlachciców, którzy dołączyli do załogi twierdzy.Straty po stronie atakujących również nie były specjalnie dotkliwe. Zginęło raptem kilkunastu podwładnych Müllera. Do tego należy jeszcze doliczyć kilku polskich górników z Olkusza, których Szwedzi sprowadzili do wydrążenia podkopu pod murami. Zginęli oni 20 grudnia podczas jednego z wypadów załogi klasztoru.W końcu Karol X Gustaw uznał, że przeciągające się oblężenie przynosi tylko szkody wizerunkowe i kazał je zwinąć. Po kilkudniowych przygotowaniach nastąpiło to ostatecznie 27 grudnia 1655 roku.
Żabodukt Postów: 29608
kumak
Żabodukt, postów: 29608
Piątek, 27 grudnia 2019 06:37:16
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Choć dzisiaj Boże Narodzenie jest jednym z najważniejszych świąt chrześcijańskich, zaczęto je obchodzić dość późno. A wyliczenie daty tych obchodów okazało się bardzo trudne. Narodziny Jezusa zostały w Ewangeliach potraktowane po macoszemu: Mateusz i Łukasz opowiadają o nich skrótowo (Mt 1-2; Łk 1-2, tzw. ewangelia dzieciństwa), a Marek i Jan w ogóle pomijają je milczeniem, rozpoczynając opowieść od chrztu dorosłego już Jezusa przez Jana Chrzciciela. Wszystkie cztery Ewangelie koncentrują się na śmierci Syna Bożego. Śmierć uznawana za początek prawdziwego życia, czyli życia wiecznego, wyparła narodziny jako najważniejszy moment dla człowieka.

Z tego powodu chrześcijaństwo odnosiło się do zwykłych urodzin obojętnie, a z czasem nawet podejrzliwie, postrzegając je jako obyczaj pogański. Nie powinno nas zatem dziwić, że choć dzisiaj Boże Narodzenie jest jednym z najważniejszych świąt chrześcijańskich, zaczęto je obchodzić dość późno.

Najstarsza wzmianka znajduje się w traktacie chronologicznym z drugiej połowy IV wieku znanym jako Chronograf z 354 roku. Na początku listy męczenników pod datą 25 grudnia pojawia się informacja, że „8. dnia przed kalendami stycznia [= 25 grudnia] narodził się Chrystus w judejskim Betlejem”.

Jak długo przed Chronografem obchodzono Boże Narodzenie? Wedle części badaczy ustanowienie święta Bożego Narodzenia byłoby podzięką za zwycięstwo Konstantyna Wielkiego, pierwszego chrześcijańskiego cesarza, nad jednym z rywali: albo Maksencjuszem w roku 312, albo Licyniuszem w roku 324. Inni badacze doszukują się ustanowienia Bożego Narodzenia nieco wcześniej: byłoby odpowiedzią na wyniesienie przez cesarza Aureliana (panował w latach 270-275) „dnia narodzin niezwyciężonego Słońca”, obchodzonego właśnie 25 grudnia, do rangi najważniejszego święta państwowego. Tak czy inaczej święto nie byłoby wcześniejsze niż ostatnia ćwierć III wieku.

Świętować zaczęto więc prawie 300 lat po śmierci Jezusa, ewangeliści narodzinami nie byli zainteresowani a dodatkowo w starożytności było kilka systemów datowania - to wszystko sprawia, że data roczna narodzin Jezusa jest niepewna, a data dzienna zupełnie fantastyczna.

Ewangelie nie dają co do daty narodzin Jezusa w obrębie roku żadnych wskazówek. Około 200 r. Klemens Aleksandryjski, jeden z Ojców Kościoła, pisał sceptycznie o tych, którzy usiłują ustalić precyzyjnie nie tylko rok narodzin Jezusa, ale nawet dzień. Od tego samego autora wiemy, że w jego czasach krążyły tak rozbieżne daty narodzin Jezusa, jak 19 lub 20 kwietnia, 20 maja czy 17 listopada.

Data 25 grudnia, po raz pierwszy wspomniana przez Hipolita Rzymskiego, innego Ojca Kościoła, w opublikowanym w 204 r. Komentarzu do Księgi Daniela, zdobyła uznanie w drugiej połowie III wieku. Jednak wszystko wskazuje na to, że nie miała żadnego oparcia w przekazach historycznych, a wynikała ze spekulacji teologicznej: ponieważ wierzono, że Męka Pańska wydarzyła się 25 marca, uznano, że poczęcie Chrystusa nastąpiło także 25 marca. A skoro narodziny powinny nastąpić 9 miesięcy po poczęciu, otrzymano datę 25 grudnia. Dzień ten tym bardziej nadawał się na Boże Narodzenie, że, jak już wspomniałem, przypadało nań pogańskie święto narodzin Niezwyciężonego Słońca. Kult Słońca był w III wieku n.e. ważnym konkurentem chrześcijaństwa w walce o wyznawców. Wyznaczając Boże Narodzenie na 25 grudnia, chrześcijanie starali się być może zawłaszczyć ten dzień.

Sporny rok narodzenia Chrystusa
Znacznie bardziej skomplikowane i brzemienne w skutki były spory wokół daty rocznej. Punktem wyjścia dla datowania narodzin Chrystusa są skąpe dane u ewangelistów. Jedyna data roczna to informacja, że Jezus rozpoczął nauczanie, mając około 30 lat (Łk 3, 23) w 15. roku panowania cesarza Tyberiusza, czyli w 29 r. n.e. (Łk 3,1). Św. Łukasz mówi, że Jezus urodził się za cesarza Augusta (43 p.n.e. – 14 n.e.), gdy namiestnikiem Syrii był Publiusz Sulpicjusz Kwiryniusz, który przeprowadził w Judei spis ludności (Łk 2,1-2). Św. Mateusz dodaje, że Jezus urodził się za króla Heroda (Mt 2,1).

Powyższe dane trudno uzgodnić, ponieważ Herod Wielki ponad wszelką wątpliwość zmarł w 4 roku p.n.e., podczas gdy Publiusz Sulpicjusz Kwiryniusz był namiestnikiem Syrii w latach 6-9 n.e. Jednak dobrze zorientowany chrześcijański pisarz z przełomu II i III wieku, Tertulian, twierdzi, że wspomniany przez św. Łukasza spis ludności został dokonany przez Sentiusa Saturninusa, który był namiestnikiem Syrii w latach 9-6 p.n.e. Być może tradycja ewangeliczna pomyliła dwóch namiestników. Skądinąd nie da się narodzin Jezusa przesunąć na czas po śmierci Heroda, bo jest on zbyt ważny dla ewangelicznej opowieści: co zrobić wówczas z Rzezią Niewiniątek czy ucieczką Marii i Józefa do Egiptu?

Wcześni pisarze chrześcijańscy, począwszy od Klemensa Aleksandryjskiego, koncentrowali się na ogólnikowej wzmiance św. Łukasza o rozpoczęciu nauczania przez 30-letniego Jezusa w 15. roku panowania Tyberiusza. Dzieląc te 30 lat (Łukasz mówi „około 30”, co Ojcowie Kościoła zwykle ignorowali) między Tyberiusza i jego poprzednika Augusta, kładziono narodziny Jezusa w 15. roku przed śmiercią Augusta, co przekładając na nasz sposób datowania, każe szacować narodziny Jezusa na 2 r. p.n.e. A ponieważ Herod ich specjalnie nie interesował, nie zauważali, że w ten sposób Chrystus rodziłby się dwa lata po śmierci swojego prześladowcy!

Problemu nie widział także ten, któremu zawdzięczamy przesunięcie daty narodzin Jezusa o jeden rok do przodu, na 25 grudnia 1 r. p.n.e., i wprowadzenie zwyczaju datowania wydarzeń na „rok X po narodzeniu Chrystusa” (Roku Pańskiego, Anno Domini), a tym samym ostateczne ustalenie do dziś obowiązującej daty narodzin Chrystusa i periodyzację dziejów świata na czas przed Chrystusem i po Chrystusie, czyli inaczej mówiąc, przed naszą erą i naszej ery. Ów zapomniany reformator żył na przełomie V i VI wieku, nazywał się Dionizy Mniejszy i pochodził ze Scytii Mniejszej, czyli dzisiejszej Dobrudży na pograniczu rumuńsko-bułgarskim. Przybywszy u schyłku V wieku do Rzymu, w 525 roku opublikował tam na prośbę papieża Jana I nową Tablicę Paschalną, czyli wyliczenie dla kolejnych lat daty Wielkiejnocy, a co za tym idzie, dat całego cyklu świąt ruchomych w roku liturgicznym.

Data narodzin Jezusa nie interesowała Dionizego sama w sobie, ale wyłącznie jako wygodny punkt startu dla 19-letnich cykli księżycowych będących podstawą wyliczenia dat Wielkiejnocy dla kolejnych lat. Za jego czasów najbardziej powszechnym punktem startu tych cykli był początek tzw. ery Dioklecjana, liczonej od 284 roku, roku intronizacji ostatniego wielkiego prześladowcy chrześcijan. Dionizy postanowił oderwać sposób liczenia lat przez chrześcijan od pamięci cesarza prześladowcy. Wziąwszy w nawias szczegółowe ustalenia wyprowadzone z tekstów Ewangelii, poprzedził rozpoczynającą się wraz z cyklem paschalnym erę Dioklecjana piętnastoma 19-letnimi cyklami i w ten sposób umieścił Wcielenie i Narodziny Jezusa w 1 r. p.n.e. (19 x 15 = 285). Rok rozpoczynający się 1 stycznia tydzień po Narodzinach Pańskich uznał za rok 1 ery Chrystusa.

Obliczenia Dionizego upowszechniły się najpierw na Wyspach Brytyjskich, gdzie już pod koniec VII wieku datowano oficjalne dokumenty wedle „Roku Wcielenia” (Anno Incarnationis), a w początkach VIII wieku użył ich dla celów historiograficznych wielki historyk Beda Czcigodny. Z Anglii i Irlandii przejęła je kancelaria Karola Wielkiego. Stąd era liczona od narodzin Chrystusa upowszechniła się w Europie Zachodniej.

Pierwszy dokument papieski datowany według naszej ery pochodzi z roku 878. Za pontyfikatu Jana XIII (965-972) zaczęto ją stosować szerzej w dokumentach papieskich, najpierw w korespondencji z Galią, gdzie ten system datowania był już przyjęty, dzięki czemu stała się z czasem oficjalną erą Kościoła katolickiego. W XIV wieku rachuba ta została przyjęta w Hiszpanii. Długo tej rachubie opierał się chrześcijański Wschód. W Bizancjum, aż do jego upadku w 1453 roku, rachowano lata według lat panowania cesarzy oraz, jak w judaizmie, ery od początku świata. Najdłużej broniła się przed nowym systemem Rosja, gdzie liczenie lat według ery od narodzenia Chrystusa wprowadził dopiero ukaz Piotra Wielkiego w 1700 roku.

W ten sposób nowa rachuba zawładnęła cywilizacją europejską. I choć dziś wiemy, że oparta została na błędnych przesłankach, w niczym nie zmienia to faktu, że uporządkowała nam świat. https://www.newsweek.pl/wiedza/historia/data-urodzin-j...
Siennica Postów: 776
Wnuczek
Siennica, postów: 776
Piątek, 27 grudnia 2019 08:38:59
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Poczet królów Lechii udokumentowany przez niemieckiego zaborcę w 1864 roku!
https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2016/10/17/poczet-krolow-lechi...
Żabodukt Postów: 29608
kumak
Żabodukt, postów: 29608
Sobota, 4 stycznia 2020 21:12:37
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
kumak już kiedyś o tym pisał-najpierw zawitał u nas obrządek wschodni
Misje chrystianizacyjne wśród Słowian w VIII i IX wieku
https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TH/ms201603_chrze...
Plemiona rozsiedlone na południu Polski, szczególnie nad górną Wisłą i górną Odrą (Wiślanie, Gołęszyce i Opolanie), w drugiej połowie IX wieku weszły w bliższe stosunki z państwem wielkomorawskim, a tym samym światem chrześcijańskim. Natomiast plemiona położone bardziej na północ (Ślężanie, Polanie, Wolinianie, Pomorzanie) i na wschód (Lędzianie, Mazowszanie) kontakty z tym światem miały sporadycznie, być może tylko za pośrednictwem kupców.
Żabodukt Postów: 29608
kumak
Żabodukt, postów: 29608
Sobota, 4 stycznia 2020 21:38:35
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Za najstarsze państwo na ziemiach polskich historycy uważają powstałe w drugiej połowie IX wieku władztwo Wiślan, rządzone przez nieznanego nam bliżej księcia. Objęło ono terytoria nad górną Wisłą po Nidę i Dunajec zasiedlone przez duże plemię Wiślan. Najważniejszym świadectwem o tym państwie pozostaje słynne proroctwo arcybiskupa morawskiego, św. Metodego, przekazane w jego Żywocie spisanym przez jednego z uczniów Apostoła Słowian, zapewne Gorazda lub Klimenta Ochrydzkiego. Hagiograf dla wykazania świętości Metodego przytoczył trzy jego proroctwa, które spełniły się za życia arcybiskupa, w tym proroctwo skierowane do księcia wiślańskiego: „Był zaś w nim także dar proroczy, tak że spełniało się wiele przepowiedni jego, z których jedną lub dwie opowiemy. Pogański książę, silny bardzo, siedzący na Wiśle, urągał wiele chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał. Posławszy zaś do niego, [kazał mu] powiedzieć [Metody]: Dobrze [będzie] dla ciebie, synu, ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony w niewoli na ziemi cudzej: i będziesz mnie wspominał. Tak się też stało”. Siedziba owego księcia mieściła się najpewniej w rozlewiskach Wisły. Najlepiej opisowi z Żywota Metodego odpowiada Kraków, znaczący ośrodek grodowy z wieńcem osad. Nie ulega wątpliwości, że przytoczone proroctwo zostało wypowiedziane przez Metodego na jakiś czas przed jego śmiercią, w 885 roku, za panowania najpotężniejszego z władców Wielkich Moraw księcia Świętopełka I (870-894). Bliższa analiza sytuacji państwa wielkomorawskiego za rządów tego monarchy skłania do przypuszczenia, że wyprawy księcia pogańskiego na morawskich chrześcijan były organizowane w okresie kryzysu tego państwa i jego walk z królem karolińskim Ludwikiem Niemieckim, co przypadało na lata 871-874. Świętopełk po zawarciu pokoju ze wspomnianym Ludwikiem w Forchheim w 874 roku mógł przeciwstawić się zagrożeniu ze strony księcia wiślańskiego. Najpierw jednak arcybiskup Metody próbował nakłonić władcę Wiślan do dobrowolnego przyjęcia wiary chrześcijańskiej i na tej drodze doprowadzić do zażegnania łupieskich najazdów znad Wisły. Wspomniane proroctwo mogło zostać skierowane do księcia Wiślan około 876 roku, a następnie, gdy nie chciał on dobrowolnie przyjąć chrztu i zaprosić misjonarzy z Moraw, Świętopełk mógł podjąć akcję militarną. Większość badaczy przyjmuje, że władca Wielkich Moraw w latach 876-879 przymusił księcia wiślańskiego do uznania swego zwierzchnictwa, a w konsekwencji również do przyjęcia wiary chrześcijańskiej. Na znak tej zależności władca Wiślan musiał uiszczać księciu Świętopełkowi, zgodnie z ówczesnym obyczajem, coroczny trybut. Ekspansja wielkomorawska sięgnęła również zapewne Śląska, jego część granicząca z Morawami być może została przyłączona do państwa Mojmirowiców.

W odkrytych zabytkach archeologicznych z terenu Małopolski z ostatniej ćwierci IX i początków X wieku nie udało się do tej pory badaczom stwierdzić wyraźnych śladów militarnej akcji wojsk wielkomorawskich nad górną Wisłą i trwałego włączenia terytoriów wiślańskich do monarchii Mojmirowiców. Podobnie brak potwierdzenia w materiale archeologicznym metodiańskiej akcji chrystianizacyjnej wśród Wiślan. Jednak, zdaniem profesora Jacka Poleskiego, wybitnego archeologa krakowskiego, źródła archeologiczne pozwalają stwierdzić istnienie w drugiej połowie IX wieku „stosunkowo silnych kontaktów między Wielkimi Morawami a plemionami zamieszkującymi Polskę południową”, choć trudno stwierdzić, jaki był charakter tych kontaktów.

Oddziaływanie misjonarzy z kręgu arcybiskupa Metodego na ludność wiślańską było niewątpliwie bardzo ograniczone w czasie i raczej powierzchowne. Po jego śmierci 6 kwietnia 885 roku Świętopełk I nie dopuścił do objęcia arcybiskupstwa morawskiego przez Gorazda, desygnowanego przez św. Metodego. Wkrótce potem władca usunął wszystkich uczniów Metodego z państwa wielkomorawskiego, którzy udali się do Bułgarii i tam pod opieką chana Borysa-Michała oraz jego następców zachowali i rozwinęli dziedzictwo cyrylometodiańskie. Brak natomiast jakichkolwiek przesłanek źródłowych do pojawiającego się niekiedy w literaturze przedmiotu poglądu, że część z nich udała się do kraju Wiślan i tam przetrwał obrządek słowiański. Nie wiemy, jak długo utrzymała się zależność Wiślan od Wielkich Moraw po śmierci Świętopełka I w 894 roku, doszło bowiem do konfliktów o władzę między jego synami Mojmirem II i Świętopełkiem II, a następnie pojawiło się wielkie zagrożenie ze strony Węgrów, którzy ostatecznie w 906 roku zniszczyli całkowicie to państwo. Skomplikowały się też losy morawskiego Kościoła. Zapewne kierował nim tymczasowo do 893 roku Niemiec Wiching jako biskup nitrzański. https://opoka.org.pl/biblioteka/T/TH/ms201603_chrze...
Żabodukt Postów: 29608
kumak
Żabodukt, postów: 29608
Niedziela, 5 stycznia 2020 11:16:33
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Święto Trzech Króli to sztuczna nakładka na zupełnie inne, prastare święto… Dowiedz się skąd się wzięło
Przez wiele lat przyjmowałam je bezrefleksyjnie. Skąd się wzięło święto trzech króli? – takie trochę dziwne, oderwane od reszty Świąt? Nie widziałam w nim sensu ani celu i brałam za jakąś okołobiblijną, sztucznie rozdmuchaną opowiastkę.
Och! Jak bardzo się myliłam!
Święto Trzech Króli to w istocie prastare boginiczne święto na cześć światłości i nowego życia, wywodzące się głęboko z epoki matriarchatu.
Ponieważ kościół nie poradził sobie z potężnym kultem Trzech Bogiń (o którym za chwilkę), w ostatnim akcie manipulacji przemianował je najpierw na trzy święte: Katarzynę, Małgorzatę, Barbarę (Brygidę), a potem, w ramach wypierania pierwiastka kobiecego z tonącej w testosteronie instytucji, przerobił wczesnośredniowieczne święte na Kacpra, Melchiora i Baltazara. I zostawił nawet te same inicjały…
Dla porządku dodam, że imiona nigdy nie istniejących „trzech króli” pojawiają się dopiero w VI wieku, a cała koncepcja zostaje spopularyzowana w IX wieku.
I w zasadzie na tym mogłabym skończyć, ale ta historia jest dalece bardziej ciekawa, niż powyższy spoiler…
Święto Trzech Króli to sztuczna nakładka na zupełnie inne, prastare święto… Dowiedz się skąd się wzięło
Przez wiele lat przyjmowałam je bezrefleksyjnie. Skąd się wzięło święto trzech króli? – takie trochę dziwne, oderwane od reszty Świąt? Nie widziałam w nim sensu ani celu i brałam za jakąś okołobiblijną, sztucznie rozdmuchaną opowiastkę.
Och! Jak bardzo się myliłam!
Święto Trzech Króli to w istocie prastare boginiczne święto na cześć światłości i nowego życia, wywodzące się głęboko z epoki matriarchatu.

Ponieważ kościół nie poradził sobie z potężnym kultem Trzech Bogiń (o którym za chwilkę), w ostatnim akcie manipulacji przemianował je najpierw na trzy święte: Katarzynę, Małgorzatę, Barbarę (Brygidę), a potem, w ramach wypierania pierwiastka kobiecego z tonącej w testosteronie instytucji, przerobił wczesnośredniowieczne święte na Kacpra, Melchiora i Baltazara. I zostawił nawet te same inicjały…
Dla porządku dodam, że imiona nigdy nie istniejących „trzech króli” pojawiają się dopiero w VI wieku, a cała koncepcja zostaje spopularyzowana w IX wieku.
I w zasadzie na tym mogłabym skończyć, ale ta historia jest dalece bardziej ciekawa, niż powyższy spoiler… https://jasnapolska.pl/swieto-trzech-kroli-to-sztuczn...
Post edytowany

Zaloguj się aby uczestniczyć w dyskusji oraz uzyskać dostęp do większej ilości wątków na tym forum.

Aktualności

OK