Polska to kraj dla nikogo, ale Ukraińcy mają w nim absolutnie przerąbane. Nie wszyscy wiedzą, że mój mąż jest Ukraińcem. Pochodzi ze Lwowa, do Polski przyjechał przed wojną. Gdy wybuchła, nasza młodsza córka miała 2 miesiące.
Wiedziałam, że od jakiegoś czasu nastroje antyukraińskie robią się niebezpieczne, ale wierzyłam, że czytam o nich tylko w internecie. I nawet mi przez myśl nie przeszło, że ja i moje dzieci też zaznamy „prawdziwie polskiej” agresji.
W zeszłą niedzielę wracałam do Warszawy, gdzie pracuję. Na dworcu o 23:30 spotkałam goryla – prawdziwego, pijanego Polaka, który właśnie odsyłał do siebie turystów, pochodzących prawdopodobnie z Azji. „Won” i „wypierdalaj” zamiast chleba i soli. Nie zareagowałam, bo przecież mam małe dzieci i nie mogę się narażać.
Ale już w kolejną niedzielę ksenofobia zaatakowała mnie i moją rodzinę bezpośrednio. Szliśmy chodnikiem, nie ścieżką rowerową – ja i moja rodzina. Najmłodsza córka zatrzymała się przy trawie. Wtedy Pan Prawdziwy Polak, wytatuowany i na wyczuwalnym kacu, prawie wjechał w nią rowerem. Przypomnę: na chodniku. Po prawdziwie polsku puścił wiązankę w kierunku ojca mojej córki: „wypierdalaj kurwa z tym dzieckiem”. Mąż odpowiedział mu, że to nie jest ścieżka rowerowa. Gdy ten człowiek usłyszał jego akcent, zaczęło się: „ukraińska k***, wyp****na wojnę”. Dołączyła się też partnerka owego, wyzywając od ostatnich ukraińskich k... – wszystko na oczach przerażonych dzieci.
Na szczęście odjechali, jednak nie na długo. Przeszliśmy może z 500 m, gdy prawdziwy Polak zawrócił rowerem w naszą stronę. Pełen agresji wrócił wyjaśnić, jaką mąż jest k... i że ma zdychać na wojnie. Wszystko na oczach dzieci. Stanęłam w obronie, mówiąc, że ja jestem Polką i ma nie straszyć moich dzieci. Na to poszła wiązanka, że jak mi nie wstyd być z Ukraińcem, a pan ruszył w moją stronę. Mąż osłonił mnie i na agresora użył gazu. Wszystko na oczach dzieci.
Tak w Polsce kończy się niedzielny spacer na wystawę psów. I szczerze płaczę nad tym krajem, i jestem rozdarta na pół. Bo we własnym kraju zostałam ofiarą ataku ksenofobicznego. Polskiego gówna więcej nie zniosę. Niech świat będzie dla wszystkich po prostu domem, wspólnym. I niech nigdy nie przyjdzie do nas wojna, bo gdzie będą uciekać prawdziwi Polacy?
Chciałabym odpuścić i zapomnieć o tym zdarzeniu, ale to nie pomoże. Upubliczniam zanonimizowane zdjęcie z dworca oraz z momentu jak koleś goni nas i pluje w stronę Juliana. Z oczywistych powodów nagrania zostawiam dla policji.