Minęła wczoraj 83 rocznica Krwawej Niedzieli.
Jak przebiegała krwawa niedziela na Wołyniu? Przerażające relacje. "Tak chyba musi wyglądać piekło"
Ataki na ludzi zgromadzonych w kościołach, rzezie dokonywane w wioskach i na polach przy użyciu karabinów, granatów, siekier i wideł — relacje ludzi ocalałych z rzezi wołyńskiej mrożą krew w żyłach. Jak doszło do ludobójstwa, którego apogeum stanowił dzień 11 lipca 1943 r., znany jako krwawa niedziela?
"Obudziłam się i gwałtownie zaczerpnęłam powietrza. Leżałam na wznak na ziemi, dom płonął. Moje ubranie zajęło się ogniem. Zerwałam się na równe nogi i popędziłam do stojącego na podwórku poidła dla zwierząt. Zaczerpnęłam ręką wody i oblałam ramię. Poczułam ulgę, ale tylko na moment. Paskudnie poparzona skóra okropnie bolała" — wspominała tamten dzień Janina Kalinowska, jedna z bohaterek książki "Dziewczyny z Wołynia" Anny Herbich.
"Rozejrzałam się wokół. Mimo że panowała noc, od łuny pożaru było jasno jak za dnia. Przed płonącym domem leżały bezwładnie trzy ciała. O Boże, to mama! Doskoczyłam do niej, zaczęłam krzyczeć i ciągnąć ją za ramię. »Mamo! Mamusiu! Wstawaj, błagam cię! Wstawaj!« Ale ona nie wstawała. […] Zerwałam się i pobiegłam dalej. Zostawiłam mamę na ziemi, całą we krwi. Do kogo należały dwa pozostałe ciała? Do mojego taty i braciszka" — opisywała pochodząca z Wołynia kobieta.
Do tych wydarzeń doszło w osadzie Funduma 13 lipca 1943 r. w trakcie rzezi wołyńskiej zgotowanej Polakom przez Ukraińską Powstańczą Armię. Kulminacją tych strasznych dni była tzw. krwawa niedziela, dwie doby wcześniej. 11 lipca banderowcy w asyście ukraińskich chłopów napadli, jak szacują historycy, na około 100 polskich wiosek, brutalnie mordując ich mieszkańców, paląc domy i rabując pozostawiony majątek.
Preludium zbrodni. "Polacy, Moskale oraz Żydzi muszą być zniszczeni"
Jak doszło do przerażającej zbrodni? Z pewnością iskra tliła się od wielu lat. Przegrana walka o własne państwo w wojnie polsko-ukraińskiej między 1918 a 1919 r. rozbudziła, a może już tylko podsyciła radykalne nastroje w ukraińskim społeczeństwie, zyskującym coraz większą świadomość narodową. Był to w Europie czas rozwijających się nacjonalizmów, ziarno trafiło więc na podatny grunt — ludzi, którzy chcieli pozbyć się ze swej ziemi już nie tylko "polskiego pana", wielowiekowego "ciemiężcy" ruskiego chłopa, ale w ogóle wszystkich "Lachów".
Wspomniany już Mychajło Kołodzińskyj wprost formułował w swych pismach cele OUN: "Powstanie OUN ma zniszczyć żywe siły wroga na ziemiach ukraińskich. [...] Polacy, Moskale oraz Żydzi, którzy czynnie będą nas zwalczać, muszą być zniszczeni". Jego zdaniem "wobec wrogiego elementu należy wykazać się takim okrucieństwem w czasie powstania, aby jeszcze dziesiąte pokolenie bało się choćby popatrzeć w stronę Ukrainy, nie mówiąc już o ochocie dokonania jej podboju".
Tragiczna historia wołyńskiego klasztoru. Był niemal twierdzą, ale banderowcy zdobyli go podstępem
"Antypolska akcja" wprawiona w ruch
Po wybuchu II wojny światowej spora część ukraińskiego społeczeństwa, szczególnie zaś członkowie nacjonalistycznych ugrupowań, z radością powitali upadek Polski. Jeszcze we wrześniu 1939 r. doszło do akcji dywersyjnych i ataków na cywilów, szczególnie w koloniach osadników wojskowych, sprowadzanych na Wołyń kilka lat wcześniej.
https://wiadomosci.onet.pl/kraj/krwawa-niedziela-1-lipca-...