8°C

20
Powietrze
Wspaniałe powietrze!

PM1: 7.94
PM25: 12.26 (30,49%)
PM10: 13.72 (81,74%)
Temperatura: 8.44°C
Ciśnienie: 1026.59 hPa
Wilgotność: 58.09%

Dane z 19.10.2026 14:55, airly.eu

Szczegółowe dane meteoroliczne z Mińska Maz. są dostępne na stacjameteommz.pl


facebook
REKLAMA

Forum

Relacje polsko-ukraińskie czyli Lachy i Chachoły

4870 postów
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Środa, 13 maja 2026 • 00:12:02
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Analiza polityki polskiej wobec Ukraińców w latach 1920–1939
​Główna teza:
„Podpaleń mienia polskiego, które miały miejsce od 1930 roku, dokonywali często sami Polacy, aby wyłudzić odszkodowania od ubezpieczycieli w dobie głębokiego kryzysu gospodarczego. Józef Piłsudski, mając pełną świadomość tego procederu, cynicznie wykorzystał te incydenty, by obarczyć winą OUN i uzasadnić represje”.
​Katalog działań dyskryminacyjnych:
Jak to możliwe, że działania podejmowane przez państwo polskie w latach 1920–1939 nie są w polskiej świadomości uznawane za zbrodnicze? Lista tych działań wobec ludności ukraińskiej na Wołyniu i w Galicji jest długa i systematyczna:
​Pacyfikacja (1930): Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej wobec całych wiosek, bicie chłopów, niszczenie mienia i ukraińskich instytucji kulturalnych.
​Polonizacja i dyskryminacja językowa: Brutalne ograniczanie języka ukraińskiego w szkolnictwie (lex Grabski) oraz w administracji publicznej.
​Prześladowania religijne: Akcja niszczenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Podlasiu (tzw. akcja rewindykacyjna) oraz próby siłowego nawracania na katolicyzm.
​Bariery zawodowe: Nieformalny, ale skuteczny zakaz obejmowania stanowisk kierowniczych przez Ukraińców w administracji państwowej.
​Represje polityczne: Nielegalne z punktu widzenia praw człowieka osadzanie działaczy w obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej.
​Plany deportacyjne: Przygotowania do masowych wysiedleń Ukraińców z ich rdzennych ziem (tajne rozkazy z marca 1939 roku dotyczące „oczyszczania” pasa granicznego).
​Dlaczego w Polsce nie mówi się o tym jako o zbrodniach?
​W polskim dyskursie historycznym te wydarzenia są często marginalizowane lub usprawiedliwiane przez pryzmat:
​„Racji stanu”: Interpretowanie terroru jako „przywracania porządku” w obliczu działań sabotażowych OUN.
​Mitologii Kresów: Postrzeganie II Rzeczypospolitej jako państwa idealnego i cywilizowanego, co uniemożliwia przyznanie się do błędów kolonialnych.
​Wielkiego Kryzysu: Wykorzystywanie trudnej sytuacji ekonomicznej o osadników do celów propagandowych – pożary wynikające z biedy i chęci zysku z ubezpieczeń przypisywano „ukraińskim terrorystom”, by skonsolidować polskie społeczeństwo wokół silnej ręki Sanacji.
​Podsumowując:
To, co dla strony ukraińskiej jest dowodem na systemowe niszczenie narodu, w polskiej narracji często pozostaje jedynie „błędną polityką administracyjną”, co stanowi główną przeszkodę w pełnym porozumieniu historycznym między naszymi narodam
Mińsk Mazowiecki Postów: 4651
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4651
Piątek, 15 maja 2026 • 11:38:17
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
"Podpaleń mienia polskiego, które miały miejsce od 1930 roku, dokonywali często sami Polacy, aby wyłudzić odszkodowania od ubezpieczycieli" a potem pewnie sami się wymordowali. No popatrz tak samo mówili faszyści Niemieccy jak płonęły żydowskie domy.
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Wtorek, 19 maja 2026 • 18:21:47
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Wyłudzanie odszkodowań w Polsce międzywojennej było poważnym problemem dla dynamicznie rozwijającego się sektora ubezpieczeń, a najczęstszą metodą oszustw były celowe podpalenia mienia. Przestępstwa te, choć ewoluowały technologicznie, opierały się na tych samych mechanizmach co współcześnie – wprowadzaniu ubezpieczyciela w błąd dla korzyści majątkowej.Najczęstsze rodzaje oszustwW dwudziestoleciu międzywojennym ubezpieczyciele zmagali się z różnorodnymi nadużyciami:Podpalenia ("czerwony kur"): Najbardziej rozpowszechnione oszustwo majątkowe, mające na celu uzyskanie odszkodowania za ubezpieczone budynki, zbiory lub fabryki.Oszustwa w Grand Hotelach: Sprytni oszuści fingowali kradzieże luksusowych przedmiotów lub ubrań w prestiżowych hotelach (np. w Krakowie), by wyłudzić wysokie sumy ubezpieczeniowe.Samookaleczenia i pozorowane wypadki: Wraz z rozwojem ubezpieczeń osobowych i komunikacyjnych, pojawiały się próby wyłudzeń poprzez celowe powodowanie uszczerbku na zdrowiu.Nadużycia przy reaktywacji spółek: Choć procesy sądowe odbywały się często wiele lat później, mechanizm opierał się na wykorzystywaniu przedwojennych akcji i statusu prawnego spółek (np. głośna sprawa spółki Giesche) do dochodzenia nienależnych rekompensat od państwa.Kontekst prawny i społecznyKodeks Makarewicza (1932): Wprowadził nowoczesne uregulowania dotyczące oszustw, które pomagały zwalczać tego typu przestępczość.Rozwój ubezpieczeń: Dynamiczny wzrost branży (ubezpieczenia ogniowe, na życie, społeczne) stworzył nowe okazje dla przestępców, co wymusiło na towarzystwach ubezpieczeniowych tworzenie własnych systemów weryfikacji szkód.Problem "cichych ślubów": Specyficzny rodzaj oszustw dotyczył sfery obyczajowej, gdzie kobiety były narażone na oszustwa finansowe ze strony mężczyzn, którzy pod pozorem małżeństwa przejmowali ich majątki lub posag
Oferta Sponsorowana Postów: 1114
boddekk
Oferta Sponsorowana, postów: 1114
Czwartek, 28 maja 2026 • 13:07:11
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Witam wszystkie osoby, które sa zainteresowane tematem naszej rozmowy. Jeżeli chodzi o mnie, to jakiś czas temu trafiłem na ofertę biuro tłumaczeń online Akademia - https://biuroakademia.pl/tlumaczenia/przysiegle/ , gdy potrzebowałem szybkiego tłumaczenia dokumentów bez wychodzenia z domu.
Post edytowany
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Wtorek, 2 czerwca 2026 • 20:00:16
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Polscy partyzanci mieli na rękach krew tysięcy Ukraińców. O tym dlaczego członkowie polskiego podziemia mordowali nawet kobiety i dzieci pisze w swojej książce Antykomunistycznego podziemia portret zbiorowy 1945-1956 profesor Mariusz Mazur.
Zbrodnie w Pawłokomie (3 marca 1945 r., por. Józef Biss „Wacław”, AK-DSZ), Piskorowicach (18 kwietnia 1945 r., kpt. Józef Zadzierski „Wołyniak”, NOW), Wierzchowinach (6 czerwca 1945 r., kpt. Mieczysław Pazderski „Szary”, NSZ-NZW) oraz dziesiątki innych, pojedynczych mordów, których podstawą była ksenofobia prowadząca do czystek etnicznych, łatwo znajdowały uzasadnienie w świadomości mordujących.W celu pokonania ewentualnego dysonansu moralnego albo traumy bądź dla prostego opisu pobudek dokonuje się heroizacji własnych postaw i zachowań. Oficjalnymi motywacjami stawały się m.in.:
1) zemsta, czy raczej sprawiedliwa kara za zbrodnie ukraińskie na Wołyniu,2) wymierzenie sprawiedliwości/zemsta za faktyczną bądź domniemaną współpracę z Niemcami albo z polską lub sowiecką komunistyczną władzą,
3) konieczność ukarania za negatywny stosunek do polskiego podziemia,
4) ideologia homogeniczności/czystości etnicznej państwa, czyli usprawiedliwione działanie dla dobra ojczyzny jako wartości wyższej,5) chęć ostrzeżenia na przyszłość tych, którzy mieliby potencjalnie złe zamiary. Wreszcie last, but not least,
6) mordowanie, czasami brutalne, dziesiątek osób, w tym dzieci, oraz kradzież dobytku ofiar wykonywane były na rozkaz, co miało zwalniać z moralnej odpowiedzialności za dokonane czyny. Już po samej zbrodni konstruowano dalszą argumentację, która miała uzasadnić okrutne działania oraz zmniejszyć potencjalny dysonans moralny.
Odpowiedzialność zbiorowa
Wśród wyobrażonych powodów pacyfikacji wsi ukraińskich mogła być zemsta za mordy na Wołyniu i Zasaniu oraz za antypolskie działania UPA i wyższy status Ukraińców podczas okupacji niemieckiej stawiający ich w roli faszystowskiego sojusznika, który w przeciwieństwie do Niemców nadal pozostawał w Polsce, funkcjonując jako ich substytut.
Mamy tu zatem do czynienia z odpowiedzialnością zbiorową, którą miała uzasadnić sytuacja wojenna i działanie na rzecz dobra narodu. Uznawano, że polska strona ma do tego prawo, ponieważ jest to wyrównywanie rachunków, ale też zapewnianie „polskości” tych terenów, czyli wymierzanie sprawiedliwości i przywracanie równowagi, także w wymiarze dziejowym. https://wielkahistoria.pl/jak-polscy-partyzanci.../
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Środa, 3 czerwca 2026 • 07:17:01
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
17 marca 1943 roku w małej ukraińskiej wsi Remel, w ówczesnym powiecie ołeksandryjskim, doszło do straszliwej tragedii. Na czele polskich szowinistów, w nocy z 16 na 17 marca, wieś została otoczona przez gęsty łańcuch oddziałów SS, a rano, pod niemieckim dowództwem, w ten krąg śmierci wpuszczono batalion polskiej policji Schutzmannschaft. To oni, polscy Schutzmanni, niczym brutalne psy, dokonali krwawej masakry we wsi Remel tego strasznego poranka. Polscy policjanci, ubrani wyłącznie w niemieckie mundury, podpalili wieś, rzucając granatami w okna spokojnych ukraińskich mieszkańców. Po straszliwych torturach zdecydowana większość mieszkańców wsi została rozstrzelana.
Ile było ofiar? Różne źródła podają następujące liczby: 800 osób (według radzieckiej „Historii miast i wsi obwodu rówieńskiego” liczba ta wynosiła 615 osób). Według relacji naocznych świadków, w zbiorowej mogile we wsi Remel pochowano około 400 ofiar, w tym osoby starsze, kobiety i dzieci. Pozostałe ofiary pochowano w tym czasie w pojedynczych grobach rozsianych po polach i ogrodach na terenie spalonej wsi. Przeżyło tylko 70 osób.

Jakie motywy skłoniły niemieckich faszystów i ich popleczników, polskich snajperów, do dokonania krwawej masakry właśnie nad spokojną ukraińską wsią Remel? Z zeznań wielu przesłuchanych świadków udało się wyjaśnić, że mieszkańcy tej wsi przyjęli do swoich rodzin byłych jeńców Armii Radzieckiej – Ukraińców ze Wschodu; według niektórych relacji niektórzy ukraińscy chłopcy ze Wschodu żenili się nawet z miejscowymi dziewczętami i zakładali własne rodziny. Na uwagę zasługują również zeznania jednego ze świadków, które mówią o powiązaniach tych byłych więźniów ze Wschodu z lokalnym ukraińskim podziemiem nacjonalistycznym. Według świadków, właśnie z tych powodów, opartych na prowokacyjnych donosach na polskich szowinistów, popełniono jedną z największych zbrodni wojennych II wojny światowej, którą w swoich tragicznych skutkach można porównać do znanej tragedii w Małynie.

Kto bezpośrednio wykonywał zbrodnicze rozkazy niemieckich okupantów? Zbrodni we wsi Remel dopuścił się batalion polskiej policji Schutzmannschaft, utworzony z polskich osadników, imigrantów z polskiej kolonii z okresu oblężenia Krechowca. Wieś ta została założona przez polski reżim okupacyjny w 1925 roku na ziemiach przymusowo odebranych Ukraińcom (obecnie na tych ziemiach znajduje się wieś Nowa Ukrainka). To właśnie tam, w pobliżu oblężenia Krechowieckiego, niemieccy okupanci utworzyli getto żydowskie, do którego zepchnęli Żydów z całego powiatu, którym powierzono ochronę polskiego batalionu Schutzmannschaft utworzonego z miejscowych polskich osadników. To właśnie ten batalion został zaangażowany przez oficerów SS w krwawą masakrę spokojnej ukraińskiej wsi Remel.

PS. Po raz kolejny społeczeństwo może być przekonane, że krwawe akty terroru wobec spokojnych ukraińskich wsi na Wołyniu były przeprowadzane według jednej metody. Niemcy z reguły nie wykonywali brudnej roboty. Zapewniali jedynie bezpieczeństwo wokół obszaru, na którym terror był przeprowadzany, zaopatrując polskie jednostki Schutzmannschaft w broń i czarne mundury SS modelu z 1936 roku, które zostały wycofane z użycia na mocy rozkazu Rzeszy w 1939 roku i masowo przetransportowane na Wołyń, gdzie nosiła je również polska policja. To Polacy, jako wierni słudzy niemieckiego reżimu okupacyjnego, wykonywali najbrudniejszą i najkrwawszą pracę niszczenia ukraińskich wsi na etnicznych terenach ukraińskich.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4651
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4651
Środa, 3 czerwca 2026 • 08:09:53
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Jak coś wklejasz to podawaj źródło, bo zachodzi podejrzenie że korzystasz z ruskich stron, albo robisz plagiat.
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Środa, 3 czerwca 2026 • 22:00:57
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
JAK 5 TYSIĘCY ZMIENIŁO SIĘ W 100 TYSIĘCY
Decyzja polskiego Sejmu o ustaleniu ustawą liczby Polaków pomordowanych na Wołyniu na 100 000 zamyka wszelką dyskusję w Polsce, ponieważ naruszenie prawa jest surowo karane. Prowadzi to do kanonizacji takiej interpretacji w polskiej historiografii i sakralizacji liczby pomordowanych jako aksjomatu – na poziomie publicznym. Jednak oprócz obrazu kanonicznego i sakralnego istnieje nadal potrzeba obrazu prawdziwego, aby sytuacja w Polsce nie usuwała z porządku dziennego kwestii prawdziwej liczby ofiar konfliktu polsko-ukraińskiego, dlatego badania nad tym tematem poza Polską muszą być kontynuowane.
Dziś chcę napisać kilka spostrzeżeń opartych na analizie dokumentów sowieckich i niemieckich. Spośród wielu przykładów wymienię tylko kilka, kierując się zasadą „pierwszy od brzegu”, ponieważ to, co tu napisano, jest tekstem na Facebooku, a nie artykułem naukowym, mającym na celu wyczerpujące omówienie tematu.
Uderzające jest, że według wielu dokumentów z lat 40. XX wieku liczbę Polaków zamordowanych na Wołyniu szacuje się na kilka/kilkanaście tysięcy.
Przykłady z dokumentów sowieckich.
1. W dokumencie zatytułowanym „Orientirowka o prestupnoj anti-sowiet dejatel'noi ukrainsko-germen'skoj nacionalistov v zavdannykh oblasti ukrainskoj SSR”, sporządzonym 25.08.1947 r. przez zastępcę naczelnika II Wydziału NKGB Ukraińskiej SRR, czytamy: „W maju–lipcu 1943 r. z rąk niemieckich banderowców w obwodzie rówieńskim zginęło kilka tysięcy Polaków”. (W maju-lipcu 1943 roku kilka tysięcy Polaków zginęło z rąk niemieckich banderowców w obwodzie rówieńskim). Choć dokument ten jest typową propagandą polityczną oddziałów NKWD i NKGB, gdzie wszystko jest wielokrotnie wyolbrzymiane, został napisany w następstwie wydarzeń, gdy pamięć o nich była jeszcze żywa; dlatego instruktor polityczny nie odważył się skłamać o 100 tysiącach zabitych Polaków. Mógł pisać do woli o „niesłychanych okrucieństwach ukraińsko-niemieckich nacjonalistów”, ale gdy chodziło o szczegóły, rozumiał, że pisze do sowieckich zbirów, którzy jako praktycy dobrze rozumieli, że aby zabić nieco ponad 100 tysięcy Ukraińców na Ukrainie Zachodniej, potrzebowali trzech lat powojennych i kilku dywizji oraz kilkudziesięciu pułków NKWD, tysięcy funkcjonariuszy NKGB i tysięcy członków szwadronów śmierci, których ukrywali pod pozorem „skoków”. Powiedzenie im, że ukraińscy chłopi na Wołyniu zamordowali 100 000 polskich chłopów uzbrojonych w te same siekiery i widły w ciągu niecałego roku, byłoby kpiną ze zdrowego rozsądku. Nawet z NKWD.
2. Odnośnie uzbrojenia ukraińskich i polskich chłopów. W „Szczegółowej nocie o ukraińskich nacjonalistach na terytorium obwodu rówieńskiego” z 28 maja 1943 r., sporządzonej dla Berii i Stalina przez dowódcę radzieckiej jednostki partyzanckiej obwodu rówieńskiego, generała Begmę, po opisaniu zbrodni nacjonalistów na Polakach (zagłada nożami i siekierami), stwierdza się, że Polacy walczyli z ludnością ukraińską w ten sam sposób („Ludność polskich wsi z powodu braku broni tworzy grupy samoobrony uzbrojone w siekiery, widły, kosy, piki itp.”).
3. W 1945 roku w sądzie sowieckim (sądzie?) w Kijowie dowódca oddziału „Ozero”, Stelmaszczuk „Rudy”, stwierdził, że na jego terenie zginęło 5 tysięcy Polaków, a na Wołyniu łącznie 14 tysięcy. Więcej interesujących informacji można znaleźć w „Autobiografii” Stelmaszczuka, przechowywanej w specjalnym funduszu Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii. Jest to 48-stronicowa praca maszynopisowa. Jak na 25-latka, jest to bardzo szczegółowa biografia. Jednak w dokumencie tym nie ma ani słowa o działaniach przeciwko Polakom, choć całe rozdziały poświęcone są walce z partyzantką sowiecką. Nawet podczas spotkania z Klimem Savurem w lipcu 1943 roku, czyli w samym apogeum kampanii antypolskiej, według polskiej historiografii, Savur nie pyta swojego podwładnego ani słowem o realizację rozkazu z czerwca o eksterminacji Polaków, a Stelmaszczuk nie melduje o tym dowódcy ani słowa. Przynajmniej nie jest to odnotowane w tekście. Panowie mówią o przemianowaniu oddziałów partyzanckich na UPA i reorganizacji ich struktury wojskowej.
4. Odnośnie „5000 tysięcy” Polaków zabitych przez 700-osobowy oddział UPA Stelmaszczuka. Pytanie retoryczne: ilu Ukraińców zginęło jednocześnie z rąk 700 Polaków z 202. batalionu Schutzmannschaft, którzy zresztą byli lepiej uzbrojeni i wyposażeni niż oddział Stelmaszczuka? Przecież nie przyjechali na Wołyń po gimnastykę artystyczną…
5. Nie mniej interesująca jest sytuacja na przełomie 1944 i 1945 roku, kiedy podpisano umowę o wymianie ludności, otwierając Polakom na Wołyniu drogę powrotu do historycznej ojczyzny. Radzieckie komisje przesiedleńcze biją na alarm w raporcie dla Komitetu Centralnego partii, gdzie stwierdzają, że Polacy bojkotują przesiedlenia. Wydawałoby się, że po „niesłychanej w historii ludzkości masakrze” dokonanej kilka miesięcy wcześniej przez ukraińskich nacjonalistów, możliwość ucieczki z tego piekła powinna stać się odruchem samozachowawczym, ale do stycznia 1945 roku do Polski wyjechało zaledwie 4% Polaków z list rejestracyjnych. Jednak wyjazdy gwałtownie przyspieszyły po „kilku aresztowaniach”, jak czytamy w dokumencie partyjnym. W rezultacie mamy sytuację schizofreniczną z psychologicznego punktu widzenia: „masakra” 100 tysięcy nie była wystarczającym powodem do wyjazdu, a aresztowanie kilkudziesięciu Polaków wywołało paniczną ucieczkę pozostałych.
Przykłady z dokumentów niemieckich.
1. W wielu dokumentach niemieckich znajdujemy wzmianki o antypolskich wystąpieniach ukraińskiego podziemia, ale żaden z nich nie wspomina o masowości tych ataków. Przykładowo w raporcie komisarza Rzeszy E. Kocha do G. Himmlera czytamy, że ukraińscy partyzanci „oświadczają, że ich walka skierowana jest wyłącznie przeciwko »brunatnym« wyzyskiwaczom i policji. Ukraińskie bandy nacjonalistyczne korzystają również z okazji, by mordować Polaków, Czechów i volksdeutschów mieszkających na wsi, często w najbardziej brutalny sposób. Ponadto ataki wszystkich band są systematycznie skierowane przeciwko tym mieszkańcom, którzy służą Niemcom lub sympatyzują z Niemcami. Liczni starostowie, sołtysi i policjanci, a także członkowie ich rodzin, zostali już zabici z powodu swojego oddania sprawie niemieckiej”. Zatem, choć dokument odnotowuje obecność ataków na Polaków, umieszcza je w szerszym kontekście, który pozostawia ich z oznakami wyjątkowości (popularne w tekstach polskich „ginęli tylko dlatego, że byli Polakami”) i nie wskazuje na skalę działań antypolskich. Dokument ten wyraźnie dowodzi, że działania UPA nie miały charakteru etnicznego, lecz były skierowane przeciwko WSZYSTKIM okupantom, kolonistom i kolaborantom, czyli miały charakter narodowowyzwoleńczy, a nie ludobójczy.
2. Nie znajdujemy również oznak masowego charakteru takich działań w niemieckich raportach ekonomicznych. Naturalnym oczekiwaniem byłby wpływ tych masowych mordów na zasiewy, zbiory, zaopatrzenie w produkty obowiązkowe, zasoby ludzkie itp. Nie ma o tym wzmianki na przykład w raportach z dwóch dużych konferencji gospodarczych, które odbyły się w czerwcu i październiku 1943 r., ale obie w alarmującym tonie mówią jedynie o destrukcyjnym wpływie partyzantów sowieckich na sprawy gospodarcze w regionie.
3. Ważnym źródłem informacji o sytuacji bezpieczeństwa są codzienne raporty dowódców różnych oddziałów tyłowych Wehrmachtu. W Okręgu Generalnym Wołynia i Podola komendantura polowa miała kod OFK 579. W szczególności interesujące dla naszego tematu są raporty komendantów polowych: FK 620 z Kowla, FK 280 z Sarn, FK 753 z Dubna i FK 183 z Płoskurowa. Raporty te pochodziły nie tylko ze źródeł wojskowych, ale także z codziennych raportów policji i żandarmerii, które dawały dość pełny obraz sytuacji bezpieczeństwa w całym okręgu. Archiwum Łuckie (DAVO) zachowało fragment takich raportów z okresu od 4.10.1943 do 7.12.1943 roku. W tym czasie odnotowano jedynie kilka wzmianek o konflikcie polsko-ukraińskim. Przykładowo, 13.10.1943 roku odnotowano, że we wsi Kołodiażne „4 Polaków zostało zabitych przez ukraińskich bandytów”. Znacznie więcej informacji zawierają relacje z bitew i potyczek UPA z partyzantką sowiecką. Stanowi to ostry kontrast z relacjami podobnych komendantów z dystryktu lubelskiego, gdzie często pojawiają się wzmianki o konflikcie polsko-ukraińskim, a masakra Ukraińców dokonana przez Polaków w regionie hrubieszowskim jest szczegółowo opisana.
4. Interesująca, choć zupełnie niezrozumiała w kontekście rzekomej masowej masakry Polaków, jest działalność pacyfikacyjna Niemców w tym czasie. Jeśli spojrzymy na mapę niemieckich „poważnych środków bezpieczeństwa” (gross Unternahmen), to na wschód od Wołynia trwa akcja Seidlitz (58 spalonych wsi, około 6 tysięcy zabitych); na północy, na Białorusi, akcja Hermann, a nieco później operacje Fritz i Heinrich; na zachodzie, w lasach biłgorajskich na Chełmszczyźnie, akcja Wilkołak, a na południu 4 pułki policji i inne mniejsze jednostki policji walczą z partyzantami Kołpaka. Pomiędzy terenami tych operacji istnieje tylko jedna biała plama – prawdziwa oaza, nieobjęta pacyfikacjami – Wołyń, który pozostaje poza granicami tych akcji pacyfikacyjnych, w które zaangażowane są oddziały policji, pułki i bataliony SS, regularne pułki policji, Wehrmacht, Schutzmannschafty i inne jednostki zbrojne. Zamiast tego, w lipcu 1943 roku, napisano o Wołyniu, że „nadciąga jeden pułk policji”. Co do straszliwej masakry jednej części ludności dokonanej przez drugą, to jest to mało istotne. No cóż, chyba że po prostu nie było takiej „masakry” na wielką skalę, to zachowanie Niemców staje się logiczne.
Czy przedstawione powyżej informacje rozwiązują problem? Oczywiście, że nie. Jednak zbieżność poglądów nacjonalistów, komunistów, enkawudzistów i nazistów na temat skali działań antypolskich powinna przynajmniej skłaniać do refleksji, a nie do kolejnego wybuchu histerii.
P.S. Jeśli ktoś chce mnie w komentarzach nazwać modnym w Polsce określeniem „negatywista wołyński”, to od razu powiem, że absolutnie nie neguję, że doszło do bardzo tragicznych wydarzeń między Polakami a Ukraińcami w czasie II wojny światowej. Zaprzeczam jednak, że ofiarami byli wyłącznie Polacy, a sprawcami wyłącznie Ukraińcy. Zaprzeczam, że tragedie wydarzyły się tylko na polskich „Kresach” i tylko w 1943 roku. I wreszcie, jestem zdecydowanie przeciwny temu, aby o skali tragedii decydowały głosy ambasadorów przy polskim parlamencie, a nie badacze poprzez mozolną pracę w archiwach.
Myroslav Iwanek
Mińsk Mazowiecki Postów: 4651
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4651
Środa, 3 czerwca 2026 • 22:12:09
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Jednak kumak nie podajesz źródła, czyli powielasz propagandę z ruskich stron.
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Środa, 3 czerwca 2026 • 22:42:51
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Przez kilka dni powstrzymywałem się i nie chciałem napisać ani słowa w obliczu kolejnej polsko-ukraińskiej konfrontacji, ale ona nie ucichnie i nie ucichnie. A dokładniej, strona polska będzie ją tylko jeszcze bardziej podsycać, bo – ku mojemu wielkiemu żalowi – wizerunek ukraińskich wrogów od dawna jest czynnikiem w polskiej polityce wewnętrznej. Dlatego połóżmy temu kres. Na przykładzie historii rodzinnej, która w istocie jest daleka od rodziny.
Duża ukraińska wieś Stużyca, rejon krasnostawski, województwo lubelskie.
Oto wspomnienia konkretnego świadka – Kostiuka Feofana, urodzonego w 1927 roku.
„Ludność ukraińska w Stużycy, choć liczebnie przewyższała Polaków, była jednak otoczona polskimi wioskami, skąd jej istnienie było zagrożone. Wydarzenia z lat 1940–1945 potwierdziły groźby wielu miejscowych Polaków, że krew ukraińska popłynie strumieniami do Wieprza. Już w 1940 roku chłopi Buk i Waszczuk zginęli z rąk Polaków. Tak zwana Schutzpolitsa aresztowała małżeństwo Garanów i Mazurów, zabrała ich na przesłuchanie do Lublina, skąd trafili do obozu koncentracyjnego na Majdanku i nigdy nie wrócili.
W 1941 roku w okolicach Stużycy rozpoczął działalność polski oddział podziemny, dowodzony przez Wujicika oraz braci Bolesława i Stefana Šuranów, którzy mieszkali w kolonii Kuty. Sądzę, że należeli oni do podziemnej organizacji wojskowej „Chłopi”. Bataliony”, które wyróżniały się szczególnie okrutnym stosunkiem do ukraińskiego chłopstwa.
W święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (datę podam osobno) grupa ludzi w mundurach polskiej policji i żandarmerii otoczyła majątki Czubiaków i Sawów. Zabrali starych Czubiaków, zaprowadzili do stodoły Czubiaków, gdzie po torturach rozstrzelali ich wraz z małżeństwem Sawów, podpalili dom i stodołę. Kaci nie pozwolili ugasić ognia, dlatego zagroda Czubiaków spłonęła. Zaledwie dwa dni później cztery zwęglone ciała pochowano we wspólnej mogile w pobliżu kościoła. Pomagała w ich pochówku jedynie matka ich morderców, braci Szuranów.
Trochym i Olena Czubiakowie (oboje mieli zaledwie 50 lat) to prapradziadek i praprababcia mojej żony.
A teraz zwróćcie uwagę na datę – zostali zabici i spaleni (inny świadek twierdził, że zostali spaleni żywcem) przez polski oddział 21 września 1942 roku. Na długo przed tragedią na Wołyniu.
Ale mordy na Ukraińcach tylko nabrały rozpędu: „W Wigilię Bożego Narodzenia 1943 roku banda dowodzona przez Wujicika i braci Szuranów zabiła Pawła Majstruka i Wołodymyra Czubiaka”. Myślę, że on też był krewnym.
W 1946 roku Polacy zaczęli domagać się deportacji wszystkich Ukraińców ze Stużycy do ZSRR. Mój pradziadek odmówił, ponieważ był bogatym człowiekiem we wsi, miał kuźnię i narzędzia, które wynajmował. Wszyscy Ukraińcy odmawiali, dopóki polski oddział w sąsiedniej wsi nie wymordował wszystkich Ukraińców do ostatniego dziecka w ciągu nocy. W tym ostatnich krewnych. Potem Ukraińcy zgodzili się na deportację do ZSRR. Przed deportacją wszystkie dokumenty i mienie zostały odebrane i wrzucone do wagonów towarowych pod ochroną sowieckich funkcjonariuszy NKWD.
Z dużej rodziny, o której wspomina Przypadkowo znalazłem w polskich archiwach w 1830 roku, że 3 (trzy) osoby pozostały przy życiu – pradziadek, prababka Polka, która miała nieszczęście poślubić Ukraińca, i mały chłopiec, dziadek mojej żony. Wszyscy pozostali zginęli z rąk Polaków.
Ani dziadek, ani pradziadek nigdy nie opowiedzieli o tej tragedii. Mój pradziadek powiedział kiedyś teściowi jedno zdanie: „Nie ma już Czubaków”.
To proste. Prawo nie jest wybiórcze, musi być zawsze takie samo, bez względu na to, kto mu podlega.
Jeśli polskie władze i społeczeństwo uważają, że UPA w 1943 roku na Wołyniu dopuściła się ludobójstwa na cywilnej ludności polskiej, to takiego samego ludobójstwa na ukraińskiej ludności cywilnej dopuściły się polskie oddziały zbrojne Batalionów Chłopskich i Armii Krajowej. Co więcej, i co najważniejsze, rozpoczęło się ono w latach 1941-1942 na Chełmie. regionu.
Ale zarówno Bataliony AK, jak i Chłopskie w Polsce poświęcone są muzeom, ulicom i pomnikom. Co więcej, także konkretnym mordercom. Ulica Stanisława „Rysia” Basaja, organizatora Batalionu Chłopskiego, człowieka, który zabił setki kobiet i dzieci ukraińskich obywateli Polski, ciągnie się przez cały Hrubieszów.
PS Najtrudniejszy i najważniejszy wniosek napisałem około 10 lat temu: „W tej wojnie polsko-ukraińskiej nie było ludzi całkowicie słusznych i całkowicie winnych. Ani straszliwych zbrodni Ukraińców na Polakach, ani straszliwych zbrodni Polaków na Ukraińcach nie da się niczym usprawiedliwić. Nie ma usprawiedliwienia dla mordowania pokojowo nastawionych ludzi.
„Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. To jedyna droga ku przyszłości. Wszystko inne prowadzi donikąd, do straszliwej przeszłości”.
Ale w ciągu ostatnich dziesięciu lat sytuacja tylko się pogorszyła. I możemy powrócić do tej formuły tylko wtedy, gdy strona polska odważy się to zrobić. Володимир Рисенко
Post edytowany
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Środa, 3 czerwca 2026 • 22:54:47
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Konflikt polsko-ukraiński w czasie II wojny światowej i w pierwszych latach powojennych był niezwykle tragiczny i wielowymiarowy. Obie strony dopuściły się zbrodni na ludności cywilnej, a pojęcia „etniczne tereny ukraińskie” oraz „ziemie polskie” nakładały się na siebie na obszarach takich jak Wołyń, Galicja Wschodnia czy Chełmszczyzna.Zbrodnie i niemiecka politykaNiemiecki reżim okupacyjny celowo podsycał wzajemne antagonizmy między narodami w ramach zasady „dziel i rządź”. Obie strony konfliktu były uwikłane w tragiczne akcje odwetowe i pacyfikacje. W niektórych formacjach kolaboranckich tworzonych przez Niemców (np. ukraińskie SS-Galizien czy polska policja pomocnicza) służyli przedstawiciele obu narodów, którzy brali udział w pacyfikacjach i egzekucjach.Eksterminacja na Wołyniu i w Galicji (1943–1944)Główną i najbardziej krwawą falą przemocy na tych terenach była tzw. rzeź wołyńska – czystka etniczna przeprowadzona przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). W jej wyniku z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło około 100 tys. Polaków.Polskie akcje odwetoweW odpowiedzi na te działania, polskie podziemie zbrojne (Armia Krajowa i Bataliony Chłopskie) przeprowadziło akcje odwetowe wymierzone w ukraińskie wsie, w których również ginęli cywile. Najbardziej znanym przykładem jest pacyfikacja wsi Pawłokoma
Mińsk Mazowiecki Postów: 4651
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4651
Czwartek, 4 czerwca 2026 • 10:30:07
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
faszysto kumak nadal wklejasz jakieś faszystowskie bzdety z ruskich i Ukraińskich stron

Kwestia odpowiedzialności i manipulacje historyczneWokół pacyfikacji Remla powstało wiele kontrowersji, które do dziś rezonują w dyskursie historycznym:Prawdziwi sprawcy: Akcję zaplanowały i bezpośrednio przeprowadziły niemieckie siły okupacyjne.
Ukraińska narracja (OUN/UPA): W celu odwrócenia uwagi od własnych czystek etnicznych na Polakach (które właśnie wtedy przybierały na sile), propaganda OUN-UPA zaczęła szerzyć wersję, że winę za spalenie Remla ponosi polska policja pomocnicza w służbie niemieckiej (Schutzmannschaft).Stanowisko historyków: Wybitni badacze tematu, tacy jak Grzegorz Motyka, jednoznacznie wskazują na Niemców jako sprawców mordu w Remlu. Udział polskiej policji w tej konkretnej pacyfikacji jest wykluczany, m.in. dlatego, że polskie oddziały Schutzmannschaftu zaczęto formować na szerszą skalę dopiero w kolejnych miesiącach 1943 roku – już jako reakcję na masowe rzezie polskiej ludności i dezercję policji ukraińskiej.Tragedia ta stała się jednak dla ukraińskich nacjonalistów wygodnym argumentem propagandowym, mającym w oczach lokalnej ludności usprawiedliwiać późniejsze "akcje odwetowe" i brutalne napady na polskie wioski na Wołyniu.
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Wtorek, 9 czerwca 2026 • 19:25:54
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
10 km od Chełma, tego samego gdzie ma powstać Muzeum Rzezi Wołyńskiej i którego prezydent zaangażował się w Komitet obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej, zakaz propagowania "banderyzmu", leży wioska Wierzchowiny. To tu 6.06.1945 r. polskie podziemie wymordowało ukraińskich mieszkańców. Można powiedzieć "cudze chwalicie, swego nie znacie"
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Piątek, 12 czerwca 2026 • 00:16:08
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Kroniki Historyczne


30 stycznia 1932 roku Liga Narodów w formie uchwały oddaliła skargę Ukraińców. "Polska nie prowadzi przeciwko Ukraińcom polityki prześladowań i gwałtów" - uchwalono dodając, że pacyfikacja była sprowokowana ukraińskimi zamachami.



Konsekwencje Genewy



Decyzja Rady Lig: Narodów, oddalająca zażalenia ukraińskie, w swym najistotniejszym sensie przesuwa zagadnienie polsko - ukraińskie na teren wewnętrzny Państwa. To powiedziano wyraźnie: odtąd współżycie ma się układać w drodze bezpośredniego porozumienia większości z mniejszością, bez ingerencji czynników postronnych. Po stronie polskiej ów pogląd nic wprowadza potrzeby jakichkolwiek zmian w polityce, jest bowiem zupełnem potwierdzeniem stanowiska, stale zajmowanego przez Rząd. Poglądowi temu dał wyraz w swej deklaracji p. Minister Pieracki — przed decyzją genewska i bezpośrednio po niej, a porównanie tekstów obu przemówień dowodnie przekona każdego; że tutaj istotnie żadne zmiany w polityce nic zajdą i zajść nie mogą. Inaczej po stronie ukraińskiej. Dla Ukraińców decyzja genewska oznacza przekreślenie wszelkich rachub na poparcie zagranicy. To też przegranie procesu, prowadzonego z dużym wysiłkiem materjalnym i propagandowym, powinno — po prostu na „chłopski rozum” — spowodować rewizję dotychczasowych metod politycznych, usuwając z nich momenty, które okazały się bezwartościowemi. W systemie powstał wyłom, którego wypełnienie przez inne wartości staje się nieodzowne. A nie należy wierzyć tej części prasy ukraińskiej, która dziś, po porażce, wola: myśmy nigdy nie łudzili się nadziejami na Ligę Narodów! Wołanie takie nie bardzo jednak odpowiada prawdzie. „Orjentacja zagraniczna” odgrywała niewspółmiernie poważną rolę w ukraińskiej psychice politycznej. Podtrzymywała tę orientację prasa, skwapliwie cytując najdrobniejsze epizody z Genewy, Londynu czy Berlina i tworząc z nich generalny dowód istnienia „przyjaciół” — oddanych i możnych. Hołdowali tej orientacji politycy i z wyraźnem lekceważeniem wewnętrznych możliwości szli na drogę procesów „przed forum Europy”. I oto ta „orientacja;, ta wiara doznała klęski. Niestety jej logiczne wykorzystanie nie może jakoś utorować sobie drogi do umysłowości polityków i publicystów ukraińskich. Ostatecznie przyznają, że załamało się jeszcze jedno złudzenie, ale w tem miejscu kładą kropkę. Musimy — oświadcza „Dilo” — liczyć tylko na własne siły. Taka jest ostatecznie konkluzja najnowszego doświadczenia.

Zachodzi uderzająca analoigja między chwilą obecną a sytuacją z przed kilku lat, kiedy wypadki na Ukrainie spowodowały bankructwo „wschodniej orientacji”. I wówczas wśród protestów, rozczarowania i rozgoryczenia także padło hasło „własnych sił”. Tak że, zrywając z nadziejami na pomoc ze Wschodu, politycy ukraińscy w Polsce stanęli o krok od tego koniecznego wniosku, jakim jest współpraca z Polską. Ale tego kroku nie wykonali. Po krótkim zamęcie hasło „własnych sił” przemieniło się w spotęgowany atak na przedpokoje genewskie. Dziś i ten atak załamał się. I znowu wytworzył się chaos, znowu czegoś się szuka, na coś się czeka. Tymczasem zaś wyboru wielkiego niema. Są tylko dwie możliwości — stwierdza zgodnie z prawdą „Nowa Zorja” dalsza walka lub ułożenie współżycia. A jeśli dalsza walka — to chyba renesans głupiej, samobójczej „wschodniej orientacji” na Moskwę. Innego wyjścia niema — poza tem jakie w swym liście pasterskim wskazywał biskup Chomytszyn To znaczy spółżycie. To znaczy pogodzenie się z rzeczywistością. To znaczy powierzenie z zaufaniem swych potrzeb Państwu, które może i gotowe jest zaspokoić je. To znaczy — pełnia praw i pełnia obowiązków obywatelskich. Chwila obecna jest próbą dojrzałości społeczeństwa ukraińskiego, jest decydującą - rozgrywką między „polityką nerwów” i polityką rozumu. Wierzymy, że rozum, tyle razy zagłuszany, https://www.facebook.com/share/p/1HGxJu6Fw2/
Post edytowany
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Niedziela, 14 czerwca 2026 • 15:35:06
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
100 lat temu, gdybyś mieszkał w Galicji, Twoje pięcioletnie dziecko mogłoby już nie żyć.

Brzmi brutalnie? Bo takie właśnie było życie jeszcze zaledwie sto lat temu.

Najpierw jednak krótko wyjaśnijmy, czym była Galicja, bo wielu ludzi kojarzy tę nazwę, ale nie wie, o jaki obszar chodzi. Galicja była prowincją Austro-Węgier obejmującą ogromny teren od Krakowa i Tarnowa przez Rzeszów, Przemyśl, Jarosław, Sanok i Nowy Sącz aż po Lwów, Stanisławów i Tarnopol na terenie dzisiejszej Ukrainy. Mieszkały tam miliony ludzi. Był to jeden z najbiedniejszych regionów Europy, a określenie „bieda galicyjska” przetrwało do dziś.

Dzisiaj martwimy się o ceny paliwa, korki, raty kredytów czy zasięg telefonu. Tymczasem nasi pradziadkowie żyli ze świadomością, że ich dziecko może nie dożyć kolejnych urodzin.

Według danych z początku XX wieku w pierwszym roku życia umierało nawet ponad 140 dzieci na każde 1000 urodzeń. W wielu wsiach rodzice tracili nie jedno, ale kilkoro dzieci. Śmierć najmłodszych była tak częsta, że traktowano ją jako smutny element codzienności.

Dlaczego?

Przede wszystkim nie było antybiotyków.

Dziś zapalenie płuc, angina czy zakażenie po skaleczeniu zazwyczaj kończą się wizytą u lekarza. Wtedy mogły oznaczać wyrok śmierci. Gruźlica, błonica, odra, szkarlatyna i tyfus zabijały tysiące mieszkańców Galicji każdego roku.

Nie było również szczepień na taką skalę jak obecnie.

Do tego dochodził dramatyczny poziom higieny. W wielu galicyjskich wsiach nie było kanalizacji ani dostępu do czystej wody. Ludzie pili wodę zanieczyszczoną bakteriami i pasożytami. Glisty ludzkie, owsiki, tasiemce czy motylica wątrobowa były tak powszechne, że nikogo nie dziwiły.

Bliski kontakt ze zwierzętami gospodarskimi był codziennością. Krowy, konie, świnie i ludzie żyli często bardzo blisko siebie. Wiedza o bakteriach była ograniczona, a warunki sanitarne nie miały nic wspólnego z tym, co dziś uznajemy za normę.

Poród również był walką o życie.

Najczęściej odbierały go wiejskie „babki”, czyli lokalne akuszerki. Bez sterylnych narzędzi, bez środków dezynfekcyjnych i bez nowoczesnej wiedzy medycznej. Zakażenia połogowe były częste, a krwotoki po porodzie regularnie odbierały życie kobietom.

Nawet zwykły ból zęba mógł zakończyć się tragedią.

W wielu miejscowościach zęby wyrywali kowale. Używali do tego szczypiec, kleszczy i narzędzi warsztatowych. Bez znieczulenia. Bez sterylizacji. Bez antybiotyków. Jeśli do rany dostała się infekcja, człowiek mógł umrzeć z powodu zakażenia krwi.

Problemem był również głód.

W wielu galicyjskich rodzinach mięso pojawiało się na stole tylko kilka razy w roku. Podstawą wyżywienia były ziemniaki, kapusta i pieczywo. Dzieci cierpiały na anemię, niedobory witamin i choroby związane z niedożywieniem. Krzywica i deformacje kości były znacznie częstsze niż obecnie.

Dzisiaj wielu rodziców martwi się, że dziecko nie chce zjeść obiadu albo grymasi przy warzywach. Sto lat temu ogromnym sukcesem było po prostu zapewnienie dzieciom wystarczającej ilości jedzenia, aby przeżyły zimę.

A wszystko to działo się nie w średniowieczu.

Nie tysiąc lat temu.

Nie pięćset lat temu.

To była Galicja naszych pradziadków. Galicja, z której pochodzą miliony współczesnych Polaków.

To właśnie dlatego, gdy ktoś mówi, że „kiedyś było lepiej”, warto pamiętać, że dla przeciętnej rodziny największym marzeniem nie był większy dom, nowy wóz czy bogactwo.

Największym marzeniem było to, aby wszystkie dzieci przeżyły.

Sto lat temu wielu rodziców nie zastanawiało się, na jakie studia pójdzie ich syn albo kim zostanie ich córka.

Modlili się po prostu o to, żeby dożyli dorosłości.
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Poniedziałek, 15 czerwca 2026 • 13:10:37
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
"Kwestia Rzezi Wołyńskiej znowu stała się narzędziem do międzynarodowej oraz polsko-polskiej nawalanki.

Taniec na grobach.

Ja od ponad dwudziestu lat usiłuję zrozumieć, co tam się stało, przeczytałem wszystkie polskie i ukraińskie książki na ten temat. Jeśli kogoś interesuje, a nie ma tyle czasu, proponuję pozycje Grzegorza Motyki i Bohdana Huda, ale z pewnymi zastrzeżeniami, choć, kto przeczyta po jednej książce każdego z nich ("Od Unii Lubelskiej do rzezi wołyńskich" Huda i "Od Rzezi Wołyńskiej do akcji Wisła: Motyki), to zrozumie, że są rozbieżności i sam sobie je rozstrzygnie.

Według spisu powszechnego w II RP z 1931 roku Polaków na terenie województw: wołyńskiego, lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego (obecne obwody: rówieński, wołyński, tarnopolski, lwowski, iwano-frankiwski) było niecałe 3 mln, połowa we lwowskim. Pomijam nierzetelność władz polskich w 1931 roku i pomijam zmiany w liczbie ludności polskiej po 1939 roku (wywózki, przesiedlenia).
Na Wołyniu mieszkało Polaków nie więcej niż 350.000 i stanowili 15% mieszkańców.

Represyjna polityka państwa polskiego wobec Ukraińców (zwłaszcza w Galicji, na Wołyniu w mniejszym zakresie) doprowadziła do tego, że Ukraińcy mieli prawo nienawidzić państwa polskiego całym sercem i OUN/UPA mogli głosić różne mniej lub bardziej straszne poglądy na temat "rozwiązania kwestii polskiej". Jednak, jak pokazuje historia Holokaustu, aby dokonać ludobójstwa na wielką skalę, trzeba to zrobić przemysłowo. OUN/UPA nie mieli takich możliwości. Więc było pewnie dużo nienawiści, gadania, ideologii i mniej lub bardziej krwawych incydentów. Nie twierdzę, że było ich mało.

Pod koniec 1943 roku odbyła się konferencja w Teheranie, na której miano omawiać powojenne granice Polski. Polski i Ukrainy tam nie było. Był tam ZSRR i byli oni zainteresowani, aby twierdzić, że na terenie przedwojennych województw Ukrainy (wołyńskiego, lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego) nie ma Polaków, więc państwa polskiego tam ma nie być. O tym pisał polski rząd w Londynie.

Stanowisko prof. Motyki i innych polskich badaczy, którzy odrzucają sterowany z Moskwy udział sowietów w prowokacjach i rzeziach jest dla mnie niepojęte, w ogóle nie umiem zrozumieć, z czego bierze się taka naiwność. Bo chyba nie z niewiedzy historycznej o tym, czym był ZSRR. A to właśnie partyzanci sowieccy mogli odpowiadać za najbardziej krwawe i okrutne mordy, aby później przez sto lat żyły one w zbiorowej wyobraźni Ukraińców i Polaków i na dekady zatruły krew.

Stepan Bandera od 1942 roku do 1945 roku przebywał w obozie koncentracyjnym w Niemczech, nie było go zatem na Wołyniu, za żadne zbrodnie tam nie jest on odpowiedzialny. Ilu Polaków "jebiących UPA i Banderę" o tym wie? Pewnie niewielu. Bandera ponoć kolaborował z Niemcami. Otóż nie. Za odmowę współpracy właśnie zamknęli do w Sachsenhausen.

Jaki był wkład ZSRR do Rzezi Wołyńskiej? Nie wiem.

Jaki był udział band chłopskich, maruderów, dezerterów, zwykłych oprychów w Rzezi Wołyńskiej? Nie wiem.

Udział partyzantów UPA z Wołynia jest prawdopodobny. W 1945 roku NKWD pojmała jednego z dowódców UPA, który zeznał (stosowano tortury), że mordował Polaków koło Kowla i robił to z rozkazu dowódcy UPA na cały Wołyń - Dmytra Klaczkiwskiego (pseudonim Kłym Sawur). Mógł kłamać, mogli wymusić na nim zeznania, ale to, co zeznał, potwierdziło się później. Jeśli przyjmiemy, że oddziały UPA z Wołynia zabijały Polaków (i Ukraińców, którzy z nimi nie współpracowali), to powstaje pytanie. Czy Kłym Sawur działał samodzielnie, czy na rozkaz z centrali. Na to dowodów już nie ma. Tylko domysły.

Ilość ofiar. Ja uważam, że ich było między 5.000 a 20.000, a nie 100.000. 200.000 to już radosna twórczość popularyzatorów historii.

Jeśli przyjąć, że zginęło na Wołyniu 20.000 osób (ludności cywilnej obu narodowości, przy czym więcej Polaków), to jak tę liczbę podzielić na agentów z Moskwy, zwykłych bandziorów i partyzantów z UPA. Tego nikt nie wie.

Pamiętajmy, domagając się przeprosin od władz Ukrainy, że nie było państwa ukraińskiego, a ci, co najgłośniej krzyczą lubią powtarzać, że Wołyń i "Małopolska Wschodnia" (idiotyczna nazwa) to była II RP. Był to zatem konflikt w ramach państwa polskiego.

Nie jestem zachwycony, że w Równem i Zbarażu stoją pomniki Kłyma Sawura i że w Łucku ma swoją ulicę. Ale cóż. To nie moja sprawa. Nie muszę Ukraińców (którzy to popierają) kochać. Kiedy studiowałem w Łucku i pytałem o to kolegów z roku, nie mieli pojęcia, kim był Kłym Sawur.

Jestem tradycyjnie głuchy na jakiekolwiek ukraińskie próby wyjaśnienia czy uzasadnienia mi, dlaczego można było mordować ludność cywilną.

Przez najbliższe sto lat (o ile w ogóle) nic się nie wyjaśni. To będziemy sobie z Ukraińcami już zawsze skakać z tego powodu do oczu.

Może prawica chciałaby sobie teraz przez trzydzieści lat pokrzyczeć o Operacji Polskiej NKWD z 1937 roku?

Jeśli o mnie chodzi, nie oczekuję od żadnych Ukraińców jakichkolwiek przeprosin."

/Przemysław Lis-Markiewicz/
Mińsk Mazowiecki Postów: 4651
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4651
Wtorek, 16 czerwca 2026 • 11:25:03
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W Hucie Pieniackiej odkryto pierwszą mogiłę. "Szczątki częściowo spalone"

"Pierwsza mogiła odkryta w Hucie Pieniackiej" - poinformował w mediach społecznościowych Instytut Pamięci Narodowej. W środku odnaleziono szczątki; wszystko wskazuje na to, że w miejscu tym dokonano zbiorowego pochówku. - Część szczątków nosi ślady spalenia - mówi ks. Tomasz Trzaska z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN.

Według historyków 28 lutego 1944 r. w Hucie Pieniackiej, nieistniejącej dziś wsi w obecnym obwodzie lwowskim, jej polscy mieszkańcy zostali zamordowani przez ukraińskich żołnierzy 4 Galicyjskiego Pułku Ochotniczego SS - Policyjnego (wydzielonego z 14 Dywizji Waffen SS "Galizien") pod dowództwem niemieckim, przy udziale oddziału UPA i oddziału paramilitarnego ukraińskich nacjonalistów pod dowództwem Włodzimierza Czerniawskiego.

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-w-hucie-pieniac...
Post edytowany
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Sobota, 20 czerwca 2026 • 08:32:03
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Wołodymyr Rysenko

·
Z pewnością słyszeliście, że polska skrajna prawica osiągnęła nowy poziom rasizmu i domaga się teraz od polskiego Sejmu wyjaśnienia obecności osób pochodzenia ukraińskiego w rządzie. Nie mylicie się, to ci sami ludzie, którzy oskarżają Ukraińców o nazizm. I tak, to nie ja ich oskarżałem o nazizm, ale marszałek Sejmu Włodzimierz Czaszysty, który uważa, że ​​następnym krokiem będzie mierzenie czaszek i ustalenie czystości narodowej. To ciąg dalszy ogromnego skandalu i ataku na wiceministra Andrzeja Szeptyckiego (nawiasem mówiąc, prawnuka brata Andrzeja Szeptyckiego), który próbował, o Boże, wytłumaczyć, że dla wielu Ukraińców UPA kojarzy się z walką o niepodległość.
Dla wielu polskich nacjonalistów (nazywajmy rzeczy po imieniu) stało się to pretekstem do „polowania na czarownice” i „przestępców usprawiedliwiających ludobójstwo UPA”.
No dobrze, to jestem gotowy zaproponować im dwóch pierwszych kandydatów, którzy w dzisiejszej Polsce zostaliby ukrzyżowani za „heroizowanie UPA i gloryfikowanie ideologii Bandery”. Jak to mówią, nie zmieniaj, będzie ciekawie.
Kandydat nr 1. Bohater narodu polskiego i polskiego ruchu oporu, „niezłomny żołnierz”, gloryfikowany w Polsce, a jednocześnie zbrodniarz wojenny odpowiedzialny za śmierć tysięcy Ukraińców.
Poznajcie Mariana Gołębiewskiego.
To właśnie Marjan Golembowski, jako dowódca hrubieszowskiego okręgu Armii Krajowej, zainicjował serię ataków na ukraińskie wsie Pryhorile, Metke, Sahryn, Szychowicz, Terebyn, Stryzenec i Turkowicz. Jeśli nie wiecie, Polacy nazywają te czystki etniczne „rewolucją hrubieszowską”.
W samym Sagrynie, na rozkaz Golembijowskiego, Bataliony Chłopskie Stanisława Basaja „Rysia” i Batalion AK Zenona Jachymka „Wiktora” (o tych dwóch katach, uhonorowanych przez Polskę uliczkami i muralami, warto napisać osobno) – brutalnie wymordowały do ​​1200 pokojowo nastawionych Ukraińców. Następnie, również na jego rozkaz, poszły spalić kolejne wsie.
A teraz o złożoności postaci historycznej. Po zajęciu Polski przez reżim komunistyczny M. Golembiowski stał się aktywnym orędownikiem porozumienia z Ukraińcami. Jak później wspominał: „We wrześniu 1944 roku zwołał naradę 23 dowódców AK z Chełmszczyzny, Zamojszczyzny i Hrubieszewa… Rozkazał, aby zamiast walczyć z Ukraińcami, szukać możliwości porozumienia i współpracy. Wśród obecnych panowało zdumienie, bo wśród obecnych było wielu, którzy stracili całe rodziny w walce z Ukraińcami. Nikt się temu nie sprzeciwił”.
Kontakty AK i UPA oraz wzajemne negocjacje doprowadziły do ​​zawarcia rozejmu. M. Golembyowski pisał o głównym rezultacie rozejmu – operacji hrubieszowskiej: „Nasz stan w wielu punktach – w miarę ówczesnych możliwości (1944-1947) – był jawnie realizowany przez obie strony. Dowodem jest to, że Ukraińcy, gdy zaistniała potrzeba współpracy zbrojnej, przyłączyli się do walki na szerszą skalę. Miało to miejsce w Hrubieszowie 26 lub 28 maja 1946 r., gdy chodziło o odparcie 50 członków AK, z których kilku groziła kara śmierci, a wyrok z pewnością zostałby na nich wykonany. Ówczesne kierownictwo naszych oddziałów (WiN) zwróciło się o pomoc do UPA, a Ukraińcy przystąpili do walki oddziałem liczącym 1200 żołnierzy, zaatakowali batalion NKWD, podczas gdy oddziały WiN odparły aresztowanych, całkowicie zniszczyły gmach UB i zlikwidowały część UBeków i innych. W Hrubieszowie stał pułk wojsk Poza Sowietami działała też kompania milicji i uzbrojonych UBeksów, ale akcja zakończyła się sukcesem. Była to pierwsza tak duża akcja od czasów Piłsudskiego i Petlury.
Polskie Biuro Bezpieczeństwa (UB) aresztowało go 21 stycznia 1946 roku i uwolniło dopiero dziesięć lat później, 21 czerwca 1956 roku. Przeżył długie życie, które obejmowało wiele wydarzeń – działalność w ruchu oporu, utworzenie tajnej organizacji, drugą kadencję i kontynuację walki. Link do artykułu o nim zamieszczę w komentarzach. Zmarł w 1996 roku.
A teraz najważniejsza dla nas rzecz. To nie ja piszę, ale dosłowny cytat z polskiego źródła: „Jako jedyny polski weteran II wojny światowej, opowiadał się za przyznaniem partyzantom UPA w Polsce praw kombatanckich”.
Jeszcze raz. Marian Golembjowski, komendant okręgu hrubieszowskiego AK, opowiadał się za nadaniem żołnierzom UPA statusu weterana nie na Ukrainie, ale w Polsce. Polska wiki dosłownie pisze: „Jako jedyny z polskich weteranów II wojny słowieżycie był za przyznaniem partyzantom UPA w Polsce praw kombatanckich”. Zgadza się, nazywał partyzantów UPA, a nie „rózunem”.
Polska wiki, z perspektywy współczesnej Polski, generalnie pozwala sobie na zbyt wiele w artykule o Marianie: „W nowej sytuacji stał się zagorzałym zwolennikiem porozumienia z Ukraińcami, z którymi podległe mu jednostki niedawno brały udział w krwawych walkach. Swoją koncepcję przedstawił na odprawie dowódców obwodów hrubieszowskiego, chełmskiego i zamojskiego we wrześniu 1944 roku. Po odprawie Ukraińcy otrzymali ulotkę wzywającą do zaprzestania działań wojennych i zjednoczenia się przeciwko wspólnemu wrogowi. Negocjacje na najwyższym szczeblu rozpoczęły się dopiero w maju 1945 roku. Według uczestniczącego w nich Golembiewskiego, obie strony uznały potrzebę kontynuowania walki o niepodległość swoich krajów i zadeklarowały wzajemne poparcie dla wysiłków w tym kierunku”.
Ale co się właściwie dzieje? Okazuje się, że partyzanci UPA nie są ludobójcami, lecz bojownikami o niepodległość Ukrainy? Dowództwo AK uznało ich prawo do „kontynuowania walki o niepodległość Ukrainy” i poparło tę walkę? Czyli, czy jednostka wojskowa na Ukrainie może nosić imię bohaterów? Prawdopodobnie usuną ten artykuł z polskiej wiki. Nie wpisuje się on w histerię historyczną, ani w histerię historyczną, nie wiem, jak to poprawnie ująć.
Dla uwagi polskich skrajnie prawicowych działaczy i Prezydenta Nawrockiego - ordery i odznaczenia Mariana Golembowskiego:
• Srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari (1943)
• Krzyż Bojowy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie (1992)
• Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski (1989) [ 5 ]
• Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski (29 lipca 1994)
• Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (8 listopada 2007, pośmiertnie)
Na jego cześć nazwano ulicę w Lublinie.
O drugim kandydacie napiszę pewnie później, bo każdy z nich zasługuje na osobny wpis.
Tymczasem proponuję, aby polscy nacjonaliści nie poprzestali na „heroizowaniu UPA i gloryfikowaniu ideologii Bandery” – pozbawili Mariana Golembiowskiego polskich odznaczeń i zmienili nazwę ulicy w Lublinie. Należy szczególnie starannie sprawdzić, czy polska komunikacja miejska nie kursuje ulicą „wspólnika UPA
Mińsk Mazowiecki Postów: 4651
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4651
Poniedziałek, 22 czerwca 2026 • 07:42:04
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Zapamietajmy to nazwisko:

czerwiec 1943 r.
Dmytro Klaczkiwski „Kłym Samur” w ramach „antypolskiej akcji” UPA wydaje rozkaz wymordowania polskiej ludności Wołynia.

Z jego inicjatywy oddziały UPA rozpoczęły rzeź wołyńską. Chociaż Klaczkiwski uważał za główny cel działań podległych mu oddziałów walkę z Niemcami i Sowietami, równocześnie uznał za nieodzowne wyeliminowanie „elementów niepożądanych, do których OUN zaliczała również Polaków[26]. W czerwcu 1943 roku wydał tajną dyrektywę dowództwa UPA-„Piwnicz” w sprawie przeprowadzenia wielkiej akcji wymordowania polskiej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat[13][27].

(...) powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat (...) Tej walki nie możemy przegrać, i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi.

Rozkaz ten Klaczkiwski przekazał dowódcom UPA na obszarze zachodniego Wołynia. Jak zeznawał po pojmaniu przez NKWD Jurij Stelmaszczuk:

W czerwcu 1943 roku przedstawiciel centralnego prowidu OUN „Kłym Sawur” przekazał mi ustnie tajną dyrektywę Centralnego Prowidu OUN o powszechnej fizycznej likwidacji całej ludności polskiej, zamieszkałej na terytorium zachodnich obwodów Ukrainy[28]

Polecenie opisywane przez Stelmaszczuka wyraźnie różniło się od ustaleń III konferencji OUN-B z lutego 1943, która nakazywała jedynie eliminację wybranych osób ze środowiska polskiego w połączeniu z akcją partyzancką na szeroką skalę. Grzegorz Motyka jest zdania, że różnica między treścią tych zaleceń a rozkazem „Kłyma Sawura” może być dwojako wytłumaczona. Z jednej strony polecenie likwidacji polskiej ludności Wołynia mogło pojawić się na wymienionej konferencji, ale nie w jej pisanych dokumentach. Drugą możliwością była zmiana taktyki przedyskutowana przez Klaczkiwskiego, Wasyla Iwachiwa i Iwana Łytwynczuka pod wpływem doświadczeń związanych z pierwszymi atakami na polskie wsie (np. na Paroślę I 9 lutego 1943)[29]. Zdaniem Piotra Zająca to Klaczkiwski prawdopodobnie wydał ostateczną decyzję, zaś wśród jej inicjatorów mogli być również Petro Olijnyk, Iwachiw i Łytwynczuk[30].
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dmytro_Klaczkiwski
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Niedziela, 28 czerwca 2026 • 18:26:19
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Nieprzyjemne wieści dla Polaków, czyli kolejne obalanie mitów na temat tragedii wołyńskiej.
Na terenie obwodu tarnopolskiego zakończono kolejny etap ukraińsko-polskich prac poszukiwawczo-ekshumacyjnych na terenie dawnej wsi Pużniki.
W dniach 22-25 czerwca ekspedycja wykonała około 50 okopów rozpoznawczych w celu poszukiwania masowego pochówku mieszkańców wsi, którzy zginęli podczas tragicznych wydarzeń w lutym 1945 roku. Prace prowadziła specjalistyczna instytucja „Starożytności Wołyńskie” przy udziale polskich specjalistów z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, przedstawicieli Fundacji „Wolność i Demokracja”, Instytutu Pamięci Narodowej, a także przy profesjonalnym wsparciu Komitetu „Pamięć” Rady Obwodu Iwano-Frankowskiego z inicjatywy Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej.
Według wyników badań nie odnaleziono pochówku masowego. Wśród znalezisk znajdują się pojedyncze fragmenty drewnianej trumny, guziki oraz prawdopodobnie resztki butów, co według wstępnych szacunków może wskazywać na pojedynczy pochówek cywilny, niezwiązany z wydarzeniami z 1945 roku.
To już drugi przypadek w tym roku, kiedy ukraińsko-polskie prace poszukiwawcze i ekshumacyjne nie potwierdziły informacji o rzekomym istnieniu masowych grobów Polaków. W marcu podobne badania przeprowadzono we wsi Ugli w obwodzie rówieńskim, gdzie również nie odkryto masowych grobów, do których wcześniej przyznała się strona polska.
Bardzo bym chciał, aby te wyniki nie stały się kolejnym powodem do politycznych konkluzji i wzajemnych oskarżeń. Wręcz przeciwnie, świadczą o gotowości Ukrainy do otwartej pracy nad najtrudniejszymi kartami naszej wspólnej historii, zapewnienia dostępu do wyszukiwarek, udziału międzynarodowych ekspertów i prowadzenia badań zgodnie ze standardami naukowymi.
To podejście powinno stanowić podstawę ukraińsko-polskiego dialogu na temat pamięci historycznej. Nie polityczne deklaracje, emocje czy manipulacje, które jedynie pogarszają relacje między naszymi państwami, ale wspólna praca historyków, archeologów, antropologów i specjalistów, oparta na faktach, dokumentach i wynikach badań.
Wspólna przyszłość opiera się na zaufaniu, wzajemnym szacunku i ustalaniu prawdy historycznej, a nie na prowokacjach i populizmie https://www.facebook.com/photo/?fbid=1638702471592421&a...

Zaloguj się aby uczestniczyć w dyskusji oraz uzyskać dostęp do większej ilości wątków na tym forum.

Aktualności

OK