11°C

20
Powietrze
Wspaniałe powietrze!

PM1: 7.29
PM25: 11.80 (30,28%)
PM10: 13.63 (78,68%)
Temperatura: 11.20°C
Ciśnienie: 1015.46 hPa
Wilgotność: 49.27%

Dane z 23.03.2026 11:10, airly.eu

Szczegółowe dane meteoroliczne z Mińska Maz. są dostępne na stacjameteommz.pl


facebook
REKLAMA

Forum

Relacje polsko-ukraińskie czyli Lachy i Chachoły

4803 postów
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Poniedziałek, 16 lutego 2026 11:44:23
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W nocy z 5 na 6 lutego

- 1944 roku:
We wsi Jamelna pow. Gródek Jagielloński, głownie na przysiółku Mazurówka, upowcy zamordowali ponad 100 Polaków. „Ukraińcy z Żornisk zabrali młynarza Akermana, jego zięcia Karola Dzielędziaka i ich służącą Ukrainkę. Mówili im, że ich zabierają na przesłuchanie do Janowa. Po drodze do Janowa zabrali również Józefa Podsiadło. Jednak nie zawieźli ich na przesłuchanie do Janowa, tylko zamordowali nożami w lesie. Ukraińcy ściągnęli im skalpy i cięli nożami skórę pleców. /.../ W rodzinie Ciepko zginęło 5 dzieci i rodzice. Jeden chłopczyk, który uciekał został zastrzelony, a pozostałych poćwiartowali nożami” (Józefa Ardelli; w: Siekierka..., s. 225 – 226; lwowskie). Oraz: „06.02.44 r. zostali zamordowani: 1-6. Akerman i.n.; Klus Anna l. 61; Klus Andrzej l. 22; Koszała Józef l. 31; Kulczycki Józef l. 40; Podsiadło i.n. zięć Ackermana.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).
We wsi Słobódka Bołszowiecka pow. Rohatyn: „5/6.02.1944 r. zostali zamordowani: Starczewska i.n. (matka rodziny); Podolan Władysław l. 60; Szczepańska Magda l. 34 i jej syn Kazimierz l. 5”. (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).

- 1945 roku:
W miejscowości Barysz pow. Buczacz napadnięci przez banderowców o dużej sile Polacy w jednym domu podjęli obronę, która trwała 5 godzin. We wsi ukraińscy partyzanci używając głównie siekier, noży i bagnetów wymordowali co najmniej 135 Polaków i 30 poranili. Zginęło także 10 obrońców z „IB”, którzy nie zdążyli wyjechać do Buczacza, co nakazał im dowódca, Ukrainiec współpracujący z UPA. Ukraińcy ograbili i spalili 400 gospodarstw polskich. Maria Banda i jej 10-letni syn Stanisław zostali zarąbani siekierami na podwórzu ich gospodarstw. 12-letnia Helena Boczar została zakłuta nożami. 80-letnia Anastazja Brylkowska została zarąbana siekierą podczas snu w łóżku. 12-letni Michał Herbut został wrzucony do sadzawki, gdzie utonął. „W nocy z 4 na 5 lutego 1945 r. doszło do napadu band UPA na osiedle Mazury zamieszkałe przez samych Polaków. W tym czasie batalion samoobrony został wezwany do Buczacza, gdzie miał bronić miasta przed napadem. Na posterunku pozostawało tylko trzech żołnierzy. Banda liczyła ponad 200 ludzi dobrze uzbrojonych w broń palną i maszynową. Napastnicy byli ubrani w białe nakrycia i podchodzili do domów prawie niezauważalnie. Podpalali budynki, strzelali do uciekających, a pozostałych w mieszkaniach lub na podwórkach rąbali siekierami. Dzieci nabijali na widły i wrzucali w ogień. Niemowlęta łapali za nóżki, rozbijali główki o ściany lub krawędzie ram drzwiowych i również wrzucali do ognia”. (Piotr Warchoł; w: Komański..., s. 687 – 788). „Kilkunastoletni Stanisław Baraniecki zapamiętał:„Wieczorem (…) w naszym domu odbyła się spokojna i długa rozmowa. Oprócz naszej rodziny uczestniczyli w niej brat mamy Stach Działoszyński i brat ojca Michał Baraniecki. Przeważała opinia, że banderowcy zaatakują Puźniki, a nasza samoobrona jest zbyt słaba, aby nas obronić. W końcu zdecydowano, że dla ratowania życia musimy opuścić naszą ojcowiznę (…) Droga do Buczacza biegła przez Barysz. (…) W Baryszu byliśmy 3 dni po spaleniu i wymordowaniu jej mieszkańców z dzielnicy Mazury. (…) Z popiołów i resztek ścian sterczały kominy. Przed niektórymi zgliszczami domów leżały pokaleczone, jedynie w bieliźnie, ludzkie ciała, dzieci i dorosłych. Wzdłuż drogi, po jej prawej stronie, płynęła rzeczka lub kanał. (…) Gdzieś w połowie drogi na kanale była śluza pozwalająca spiętrzać wodę. Na wystającym ostrzu śluzy wbite było brzuszkiem nagie ciało niemowlęcia. (…) Wiele wydarzeń tamtych lat czas wymazał z pamięci, ale obrazu tego niemowlęcia na śluzie do końca moich dni nie zapomnę”. (Maciej Dancewicz: Zagłada Puźnik; w: http://archiwum.rp.pl/artykul/792151-Zaglada-Puznik.... 10-07-2008 ). Ks. Mroz: „Była to straszliwa noc. Słychać było bez przerwy serie wystrzałów, rozpaczliwe jęki mordowanych ludzi, trzask palących się budynków, wycie psów, ryk bydła, bicie dzwonów naszego kościoła... Z sercem ściśniętym bólem patrzyłem z kilkunastoma osobami z wieży kościelnej na płonącą wieś. Ogień przenosił się szybko... Napad trwał 5 godzin. Zginęło tej nocy 135 osób. Nad ranem banderowcy opuścili wieś, zabierając własnych rannych i zabitych... udałem się na Mazury, by udzielić rannym Sakramentów św. i porozmawiać z ocalałymi... Po napadzie przerażona ludność polska uciekła z Barysza do Buczacza. Dopiero na drugi lub trzeci dzień przybyli członkowie rodzin, by zwieźć pomordowanych do wspólnej mogiły... Z ogromnym bólem odprawiałem ten pogrzeb. Ile lęku i strasznych cierpień musieli przeżyć ci niewinni ludzie przed okrutną śmiercią.” (Irena Kotowicz: Krwawe kalendarium wydarzeń w Baryszu, pow. Buczacz, woj. tarnopolskie; w: www.wbc.poznan.pl/Content/8333/Biuletyn%20nr63%202004.03.pdf ). „NOTATKA. Sporządzona przez Kom[itet] Wyk[onawczy] Baryskiej Rady Wiejskiej rejonu buczackiego obwodu tarnopolskiego o tym, że nocą z 5 na 6 lutego 1945 roku we wsi Barysz rejonu buczackiego przy ulicy Mazury zostali rozstrzelani przez nieznaną bandę OUN w bestialski sposób następujący obywatele sowieccy narodowości polskiej:
KRET Maria; 2. TORONCZAK Antoni s. Łukasza; 3. RAJCZAKOWSKA Aniela, jej dwie nieletnie córki i dwójka wnuków; 4. RAJCZAKOWSKA Maria c. Szymona i jej dwie dorosłe córki; 5. BOCZAR Antoni s. Macieja i jego dwie nieletnie córki; 6. WOLSKA Maria c. Józefa i jej mały synek w wieku trzech lat; 7. WOLSKA Maria c. Michała i małe dziecko; 8. WOLSKA Marcela c. Stanisława i małe dziecko; 9. HERBUT Józef s. Marcelego
OŚMIŃSKI Ignacy, jego syn, żona syna i dwoje dzieci; 11. BOCZAR Józef s. Piotra i jego syn; 12. WISZNIOWSKA Marcela c. Ignacego; 13. BOCZAR Anna i jej córka; 14. KUPISZEWSKA Maria c. Stanisława i jej dziecko; 15. HERBUT Andrzej s. Marcelego; 16. KOZDROWSKA Anna; 17. BRYŁKOWSKI Józef
WOLSKA Maria c. Stefana i jej córka; 19. WOLSKA Anna; 20. JAMNIUK Anastazja c. Teodora oraz jej nieletni syn i córka; 21. KOWCZ Anna i jej syn; 22. RYBKA Anna c. Michała oraz jej syn; 23. JASIŃSKI Bazyli; 24. LULKA Paweł s. Piotra; 25. REWUCKA Rozalia; 26. WOJTUN Piotr; 27. BILECKI Jan s. Macieja; 28. TERLECKI Jan; 29. KORCZYŃSKA Helena; 30. ALBERT Jan, jego żona, córka i syn; 31. GRABSKA Rozalia c. Michała i jej syn; 32. JAWNIUK Maria; 33. DEMBICKA Adela c. Michała i jej syn; 34. KOWIA Piotr.
Łącznie bandyci rozstrzelali 110 osób. Nazwiska wszystkich rozstrzelanych nie są znane Baryskiej Radzie Wiejs[kiej]. Zostali oni pochowani we wspólnej mogile na cmentarzu baryskim. Poza tym w czasie rozstrzeliwania bandyci spalili prawie 180 domów mieszkalnych i innych budynków należących do rozstrzelanych obywateli sowieckich. Przewodniczący Rady Wiejs[kiej](—) KONDRATIUK Sekretarz (—) HNAP” (Notatka Komitetu Wykonawczego Rady Wiejskiej w Baryszu z marca 1951 r. dotycząca aktu terrorystycznego OUN i UPA; w: PA SBU, F. 2, op. 2, spr. 2, k. 13–14. Oryginał notatki znajduje się w aktach sprawy śledczej nr 9721, tom 2, str. 212, z oskarżenia PRYSZLAKA T. L., przechowywanych w UKGB obwodu tarnopolskiego.) „Dowiedziałam się, że mój Ojciec i brat zostali zmordowani, a siostra dzień wcześniej wyjechała z Siostrami na zachód do Polski. Gdy wujek dowiedział się ilu Polaków wymordowali banderowcy ostatniej nocy, przekazał mamie przez posłańca, że natychmiast ma przyjechać do niego do Buczacza, bo tam jest bezpieczniej. Przenocowałam u sąsiadki i rano udałam się w dalszą drogę w poszukiwaniu Mamy. Chciałam iść na skróty ale mi odradzono. Szłam więc szosą jeszcze 18 km. Do domu wujka przyszłam po południu. Zastałam tam także jego siostrzenicę, która w ostatniej chwili uciekła z rąk banderowców. Zapukałam do drzwi i usłyszałam głos mamy.” (Wanda Działoszyńska z d. Gąsiorowska: Wojenne wspomnienia; w: Zeszyty Tłumackie 2(52)2013r.). Wanda Działoszyńska była synową Marcelego i Petroneli Działoszyńskich oraz żoną Alfreda Działoszyńskiego. Mieszkała waz z mężem i synem w Isakowie gm. Nieźwiska. Petronela była siostrą Jana Śniechowskiego ze Słobudki. W czasie okupacji Wanda i Alfred Działoszyńscy mieszkali krótko w Łokutkach u Józefa Śniechowskiego.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Poniedziałek, 16 lutego 2026 11:45:26
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
6 lutego

- 1944 roku:
We wsi Czernica pow. Brody banderowcy zamordowali 4 Polaków.
We wsi Huta Nowa pow. Buczacz zamordowali 3 Polaków: mężczyznę, kobietę oraz bratanka ks. Antoniego Kani; inni: na drodze w pobliżu wsi Szwejków pow. Podhajce schwytali 18-letniego Józefa Kanię, bratanka ks. Antoniego Kani. Jego zwłoki odnaleziono w lesie w maju 1944 r.: miał połamane ręce, nogi, żebra, kręgosłup, wycięty język i wydłubane oczy (Komański..., s. 151).
We wsi Jamelna pow. Gródek Jagielloński: „06.02.44 r. zostali zamordowani: 1-6. Akerman i.n.; Klus Anna l. 61; Klus Andrzej l. 22; Koszała Józef l. 31; Kulczycki Józef l. 40; Podsiadło i.n. zięć Ackermana.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).
We wsi Lipica Dolna pow. Rohatyn: „Około 06.02.1944 r. zamordowano 12 Polaków NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8). „Wypadki mordów miały też miejsce w Lipicy, gdzie z rąk terrorystów ukraińskich zginęło kilkunastu Polaków - 12 osób”. (1944, 6 luty – Protokół spisany w Delegaturze PolKO w Bołszowcach przesłany do PolKO w Brzeżanach. B. Ossol. 16722/1, s. 75).
We wsi Podborce pow. Lwów policjant ukraiński zastrzelił 22-letniego Polaka ( był to Adam Gracowski) i zrabował jego dokumenty. „Dnia 6.II.1944 r. około godz. 11 na odcinku linii kolejowej Podborce-Podzamcze został zastrzelony przez urzędnika Bahnschutzu Polak GRACOWSKI Adam, lat 22. Dokumenty zabrano.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43).
We wsi Słobódka Bołszowiecka pow. Rohatyn: Informacja okresowa o śledztwach prowadzonych w OKŚZpNP we Wrocławiu. Sygn. akt S 10/01/Zi. „Ustalono m. in., że w dniu 06.02.1943r. w Słobódce Bołszowieckiej pow. Rohatyn zginęło 25 mieszkańców tej wsi narodowości polskiej. Ofiarami tej zbrodni byli mężczyźni, kobiety i dzieci, a sprawcami mordu ich sąsiedzi narodowości ukraińskiej.” Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946”; Wrocław, bez daty wydania, 2007, na s. 411 podają, że nocą z 5 na 6 lutego 1944 roku zginęło 36 Polaków oraz wymieniają ich imiennie. (Patrz też notka dotycząca 4 lutego 1944 r.). „Na wstępie pragnę podziękować za informacje dotyczące dokonanych zbrodni przez bandy upa i zamieszczoną listę osób pomordowanych. Nie znalazłam na niej moich dziadków Marii i Tomasza Szczepańskich. Wielka szkoda, że moja mama i tato już od dawna nie żyją, Ja natomiast posiadam mało informacji na ten temat od rodziców. Wiem, że moi dziadkowie mieszkali przed wojną i w czasie wojny w Słobódce Bołszowieckiej nad rzeką Gniła Lipa. W rzece tej moja mama Bronisława z domu Szczepańska, będąc dzieckiem nieraz kąpała się. W 1940 roku mama z moim ojcem i bratem przedostała się do rodziny taty do Centralnej Polski. Natomiast moi dziadkowie tam pozostali wierząc, że nic im się nie stanie. Babcia i dziadek byli bardzo lubiani przez sąsiadów Ukraińców, Żydów. Bestialsko zostali zamordowani przez (prawdopodobnie) babci chrzestnego syna Ukraińca „banderowca”. Nie wiem nawet gdzie są pochowani .Nie znam dokładnie daty ich śmierci czy był to rok 1943 czy 1944. Bardzo proszę o umieszczenie moich dziadków na liście pomordowanych przez bandy upa. Ku ich pamięci. Szczepańska Maria, Szczepański Tomasz zam. Słobódka Bołszowicka nad rzeką Gniła Lipa”. (Urszula Giera; w: http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/zgloszenia.html ). Osób tych nie ma wymienionych wśród ofiar. „W sobotę dnia 5 lutego 1944 r. między godz. 20 a 21 napadli terroryści ukraińscy na ludność polską w Słobódce Bołszowieckiej, gmina wiejska Bołszowce, powiat rohatyński, gdzie w sposób bestialski pomordowali miejscową ludność polską. Od broni palnej, od siekier i noży zginęło 19 Polaków, lekko rannych zostało dwóch, ciężko rannych 1 osoba, do wyjścia i wyleczenia ran 6 osób. Ciężko rannych odstawili kolejarze Polacy do szpitala powszechnego w Stanisławowie.” (1944, 6 luty – Protokół spisany w Delegaturze PolKO w Bołszowcach przesłany do PolKO w Brzeżanach. B. Ossol. 16722/1, s. 75). „Dnia 5 bm. w Słobódce Bołszewieckiej wymordowano 30 rodzin” (1944, 7 lutego – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie dotyczące położenia Polaków, w tym członków Komitetu, w przededniu wkroczenia Rosjan. W: B. Ossol. 16721/1, s. 287-288). „7.II.1944 Słobódka Bołszowiecka pow. Rohatyn. Zabici: Kozioł Józef, ur. 1905; Cichuń – gospodarz; Mucuszyn Antonina i jej córka; Pietrusiewicz Antonina; Szczepański, żona i dziecko; Szymański, żona i córka; Buczma, córka i syn; Kruszelnicki i syn; Starczewska; Marszałek; Zawadzki; Łyskowa; Cichuń Maria, ur. 1893. Raniona: Buczmowa; Kruszelnicka (matka); Starczewska (matka).” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373). „5.II. Słobódka Bolszowiecka. Zamordowanych 20 osób, 8 rannych, siekierami porąbanych leży w szpitalu. Podejrzani są ludzie z Rużdwian): 1) Marwatek Stanisław, 2) Zawadzki Julian, 3) Liko Marcin, 4) Starczewska Maria, 5) Kruszelnicki Kazimierz, 6) Kruszelnicki Karol, 7) Kruszelnicka Eleonora, 8) Buczma Ignacy, 9) Buczma Jan, 10) Buczma Izabela, 11) Podolan N., 12) Szymański Kazimierz, 13) Szymańska Franciszka, 14) Szymańska Kazimiera, 15) Myszczyszyn N., 16) Myszczyszyn kobieta, 17) Szczepański Rudolf, 18) Szczepańska Maria, 19) ich dziecko, 20) Pietrusiewcz Piotr, 21) Cichnin N. kobieta i 8 rannych..” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).
W mieście Lwów: „6.II. Lwów Gracowski Adam, l. 22, zastrzelony na odcinku linii kol. Podborce-Podzamcze przez urzędn. Bahnschutzu. dokumenty zabrano.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).
We wsi Żulice pow. Złoczów: „06.02.1944 r. został zam. Puzyniak Franciszek..” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7)

- 1945 roku:
We wsi Brzeżawa koło Birczy pow. Przemyśl upowcy zamordowali 3 Polaków: jednego powiesili na drzewie koło jego zagrody, dwóch uprowadzili i zamordowali w lesie.
We wsi Majdan pow. Drohobycz zastrzelili Leopolda Wójtowicza.
We wsi Młyniska pow. Trembowla zamordowali lub spalili żywcem 20 Polaków.

- 1946 roku:
We wsi Wielopole pow. Sanok upowcy zamordowali Karola Misio.

W nocy z 6 na 7 lutego

- 1947 roku:
We wsi Żernica Wyżna pow. Lesko upowcy uprowadzili 4 Polki, które zaginęły bez wieści.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Poniedziałek, 16 lutego 2026 11:46:22
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
7 lutego

- 1942 roku:
We wsi Aleksandrów pow. Biłgoraj Niemcy z Ukraińcami zamordowali 2 Polaków i spalili 4 gospodarstwa.

- 1944 roku:
W mieście Lwów policjanci ukraińscy zastrzelili 2 Polaków oraz zrabowali ich dokumenty (byli to:18-letni Tadeusz Bąk oraz Zdzisław Nestorowski). „Dnia 7.II.1944 r. około godz. 21.30. zostały znalezione zwłoki Polaka BONKA Tadeusza, lat 18, zam. we Lwowie, pl. Kapitulny 2, który został zastrzelony przez nn. sprawców na ul. Miłkowskiego. Dokumenty osobiste zrabowano.” (1944, 28 luty – Wykaz napadów i mordów dokonywanych na Polakach we Lwowie w celu zdobycia polskich dokumentów osobistych ofiar. W: B. Ossol. 16722/2, s. 41-43). „7.II. Bonk Tadeusz, l. 18, zastrzelony przez NN sprawców na ul. Miłkowskiego, zam. pl. Kapitulny 2. Dokumenty zrabowano.” (1944. luty – marzec – Wykazy mordów i napadów na ludność polską sporządzone w RGO we Lwowie na podstawie meldunków przekazanych z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 219-253).
We wsi Małków pow. Hrubieszów kozacki ostlegion oraz policjanci ukraińscy zamordowali co najmniej 25 Polaków. „07.02.1944 pododdział z ostlegionu kozackiego i policjanci z Kryłowa napadli na Małków w hrubieszowskim; zamordowano ok 25 Polaków i spalono domy. Gdy na pomoc przybył pluton BCh “Rysia”, do walki włączył się miejscowy pododdział USN.” (Czesław Buczkowski: SAHRYŃ w latach 1942-1944; w: http://kresy.info.pl/component/content/a....atach-1... 25 września 2011).
We wsi Puków pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 6 rodzin polskich; 30 Polaków. („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 8/44; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122).
W mieście powiatowym Sokal został zamordowany przez UPA Zeidl Zdzisław, leśniczy. (Edward Orłowski..., jw.).
W miasteczku Wiśniowiec Nowy pow. Krzemieniec; w 1949 roku z polecenia władz zakonnych ojciec Mateusz Trzeciak i ojciec Michał Machejek przesłuchali ocalałych świadków. Na podstawie ich zeznań odtworzyli przebieg dramatycznych wydarzeń w wiśniowieckim klasztorze karmelitów bosych z 7 lutego 1944 roku. Fragmenty ich relacji: „W dniu 6 lutego 1944 roku w klasztorze było jeszcze około 40 mężczyzn i 150 kobiet z dziećmi. Dnia 6 lutego 1944 roku dwaj księża, kapelani węgierscy, namawiali ojca Kamila, by z nimi uciekał. Zgodził się więc wreszcie ojciec Kamil na opuszczenie Wiśniowca, zwłaszcza, że brat Cyprian i co poważniejsi ludzie, bardziej orientujący się w grozie położenia, usilnie go do tego nakłaniali. Od wojska węgierskiego, za pośrednictwem wspomnianych dwóch kapelanów, otrzymał dwa samochody ciężarowe na rzeczy klasztorne, które wcześniej przygotowane prędko załadowano. Wielu ludzi, dawniej zdecydowanych zostać wraz z ojcem Kamilem, zmieniło swój zamiar. Wieczorem, 6 lutego, niewielu było już takich, którzy zdecydowali się zostać. W nocy jednak nieznany człowiek, Ukrainiec wszakże, przyniósł list do ojca Kamila, w którym namawiano go do pozostania w klasztorze wraz z wszystkimi Polakami, by w ten sposób powiększyć zastęp ludzi uzbrojonych, by stworzyć oddział mogący stawić czoło nie tylko bandom grasującym, ale także wałęsającym się maruderom wojskowym. Chociaż list był początkiem zasadzki, jak później się okazało, ojciec Kamil uwierzył jego zapewnieniom i cofnął swe postanowienie wyjazdu z Wiśniowca. Dlaczego tak postąpił? Trudno dziś powiedzieć. Przecież dobrze znał przewrotność i podstępność Ukraińców. Może łudził się szczerością i zapewnieniami autora listu? Może nawet niejasno przewidywał przyszłe dni, a do decyzji pozostania skłonił go widok owej garstki pozostałych ludzi, którzy dla braku środków nie mogli iść w świat, bo nie mieli w czym i do kogo? Byli prawie bosi, nieubrani, z małymi dziećmi, a ponadto głodni. Tymczasem na dworze była zima, śnieg sięgał metra grubości. Widocznie żal mu było zostawiać tych najuboższych na niepewny los. Został więc, zostali i inni na męczeńską śmierć. Kapelani węgierscy odjechali nazajutrz rano o godzinie 7. Ostatnie zaś frontowe oddziały wojsk węgierskich opuściły Wiśniowiec o godzinie 12 w południe dnia 7 lutego 1944 roku. Tegoż dnia ojciec Kamil, widocznie bardzo zmęczony, a może uspokojony owym listem, położył się wcześniej spać, tak że o godzinie 9 już twardo spał. Wtedy dały się słyszeć dobijania do klasztoru. Organista Franciszek Ciesielski, mieszkający w tej samej celce, obudził natychmiast ojca Kamila i oznajmił, że Ukraińcy usiłują wedrzeć się do klasztoru. Wyważyli już nawet drzwi zewnętrzne przy pomocy siekiery i łomu. Ojciec wyszedł do nich. Dwóch banderowców zażądało od ojca lampy i klucza do piwnicy, twierdząc, że tam jest broń. Ojciec Kamil zaczął im tłumaczyć, że tam broni nie ma. Ale Ukraińcy nie chcieli tego słuchać, tylko coraz natarczywiej domagali się, by ojciec Kamil szedł z nimi, z kluczem. Ojciec poszedł. Maria Ciesielska, która schroniła się na noc w szopie stojącej niedaleko lochu, w świetle księżyca doskonale widziała ojca Kamila idącego po prawej stronie Ukraińca, który w lewej ręce trzymał lampę, a w prawej rewolwer. Ojciec Kamil, przeczuwając coś złego, szedł powoli i tłumaczył łagodnie Ukraińcowi: «Proszę pana, tam nie ma nic, tylko kartofle». Ukrainiec jednak milczał. Świadek dokładnie widziała, z jaką ostrożnością ojciec Kamil zstępował po schodach do lochu. Po wejściu do piwnicy Maria usłyszała przejmujący okrzyk ojca Kamila: «Jezu!». I w tej chwili rozległ się jeden wystrzał. Maria domyśliła się, że ojciec Kamil został zastrzelony. I teraz dopiero zaczęło się krwawe, okrutne, z zimną krwią dokonywane morderstwo. Opowiadała o tym Marii Ciesielskiej pewna Ukrainka będąca wówczas w klasztorze. Po zabiciu ojca Kamila Ukraińcy rzucili się do klasztoru. Brat Cyprian chciał schronić się w tej jego części, gdzie znajdował się szpital prowadzony przez Ukraińca, doktora Kozyrowa, ale go tam nie wpuszczono. Ukraińcy chwycili więc brata Cypriana i jako drugiego zamordowali w piwnicy. Trzecim z kolei był Franciszek, syn Marii Ciesielskiej. Ukrainiec, który po niego przyszedł, zastał go na modlitwie w kąciku celi u stóp figurki Matki Boskiej. Odezwał się: «Franek, czego się ty kryjesz?». Organista odpowiedział wymijająco: «Nie kryję się, tylko czapki szukam». Wówczas oprawca z zimną krwią, choć go widocznie znał, poprowadził organistę do lochu, gdzie go zamordowano. I tak przez 3 godziny, pojedynczo, prowadzono z klasztoru wszystkich mężczyzn do lochu, by zadać im śmierć. Wreszcie około godziny 12 w nocy spędzono do drugiej piwnicy wszystkie kobiety i dzieci w liczbie około 150 i rzucono tam 3 granaty. A potem wszystko się uciszyło. W nocy z 8 na 9 lutego, z wtorku na środę, Ukraińcy obrabowali klasztor i kościół. Potem nawieźli słomy do kościoła i około godziny 9 rano dnia 9 lutego podpalili go. I spłonął wiśniowiecki kościół karmelitów bosych. Zostały tylko sczerniałe mury”. ( http://prasa.wiara.pl/doc/1918926.Meczennicy-z-Wisni... ) .
We wsi Zakrzemienna pow. Brzeżany: „07.02.1944 r. został zam. Helak Ignacy, rolnik..” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7)

- 1945 roku:
We wsi Bereska pow. Lesko w walce z UPA poległ milicjant Aleksander Waga, ur. 1922 r.
We wsi Kociubińce pow. Kopyczyńce zamordowali 8 Polaków i 2 Ukraińców. Ksiądz Jan Walniczek był torturowany przez pięć godzin: zdzierali mu skórę, rany zalewali atramentem, oblewali wrzącą wodą, wreszcie przywiązali go do ściany i rzucali w niego nożami. Małżeństwo Waleria i Władysław Monasterscy, oboje po 20 lat, było torturowane: wydłubali im oczy, ucięli języki i tak okaleczonych przywiązali do płotu, gdzie w męczarniach konali. (Komański..., s. 235).
We wsi Puźniki pow. Buczacz „z rąk banderowców zginęli: Jasińska Domicela l. 44, Jasińska Władysława l. 32, Jarzycka Stanisława l.10, Kulikowska Genowefa l. 41, Łapiak Anastazja l. 38, Łapiak Kazimierza l. 10, Tyc Józef l. 40.” (Kubów..., jw.).
Koło wsi Średnia Wieś pow. Lesko w zasadzce UPA zginęło 3 milicjantów z MO w Hoczwi.
We wsi Zalesie Koropieckie pow. Buczacz upowcy wracając z pogromu Polaków w Baryczu do swojej bazy w rejonie wsi Zubrzec przez cały dzień wyłapywali Polaków i gromadzili w dużej, pustej suszarni tytoniu, spędzili tak około 60 – 70 Polaków, powiązali im sznurkami i drutami ręce, suszarnię zamknęli, oblali benzyną lub naftą i podpalili. Wszyscy spłonęli żywcem, w większości były to kobiety i dzieci. Grupę polskich kobiet z dziećmi zamknięto w jednym z domów i poddano przesłuchaniu połączonemu z biciem, w celu wydobycia informacji o samoobronie w sąsiedniej wsi Puźniki. Po przesłuchaniu uwięzionych zastrzelono bądź zarąbano siekierami. Władysławie Jasińskiej założono na szyję pętlę i ciągnięto po podłodze aż skonała. Wieczorem sprawcy znieśli ciała zabitych w jedno miejsce, oblali naftą i spalili. Spalono także 11 domów, a do ognia wrzucano żywych ludzi. Jeden z wydanych tutaj „wyroków” ukraińskiego „Trybunału”, czyli sadu OUN brzmiał: „Józef Tyc, lat 40, żonaty, troje dzieci. Za chodzenie po ukraińskiej ziemi, jedna godzina chłosty przez dwóch „striłców”, po chłoście spalenie żywcem” (Franciszek Markowski; w: Komański..., s. 671). „Chciałam prosić o umieszczenie na liście ofiar mojej babci Klementyny Stefańskiej. Została zamordowana 7.02.1945 w Zalesiu pow. Buczacz. Pochowana jest w Monasterzyskach 11.02.1945 roku. Z opowiadań rodziny dziś już nielicznej wiem ze, była to spora grupa osób, którym ze względu na zagrożenie napaścią ze strony upowców przydzielono konwój wojskowy. Mimo tego zostali napadnięci, osobom, którym nie chciała zejść z palca obrączka czy pierścionek po prostu obcinali palce. Potem wszystkich spędzili do stodoły i żywcem spalili. Mój tata rozpoznał zwłoki matki jedynie po medaliku nadtopionym, ale był schowany pod swetrem i dlatego go nie znaleźli” (Izabela, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). „8 lutego w oddalonym o 4 km od Puźnik Zalesiu dokonano masakry mieszkających tam Polaków, a także stających w ich obronie ukraińskich sąsiadów. Młynarza Jarosława Danyłewycza, syna Ukraińca i Polki, który próbował przeciwstawiać się masakrze, przywiązano do sań i włóczono polnymi drogami. Po kilkudziesięciu kilometrach skatowanego przywalono kamienną płytą, aby skonał w męczarniach. Jego matkę Bronisławę spalono żywcem w suszarni tytoniu wraz z grupą innych Polaków. W Zalesiu znaleźli się też mieszkańcy Puźnik, a także sąsiedniej Nowosiółki zagarnięci przez banderowców z obstawionych dróg. Kilkunastoletnią Danutę Borkowską z babcią oraz Marię Jarzycką, Władysławę Jasińską, Anastazję Łapiak, Domicelę Jasińską i Genowefę Kulikowską wraz z dziećmi zaprowadzono do jednego z domów, gdzie próbowano torturami wymusić informacje na temat polskiej samoobrony w Puźnikach. Władysławie Jasińskiej założono na szyję pętlę i ciągnięto po podłodze aż skonała, inne kobiety zarąbano siekierami bądź zastrzelono. Z masakry ocalała Danuta Borkowska: „Przytomność odzyskałam o świcie i widziałam obok mnie leżącą martwą babcię Borkowską i małą Stasię Jarzycką. Wtedy do izby wszedł stary Ukrainiec, znajomy mojego ojca. Kiedy to zobaczył, zaczął płakać i kląć na banderowców. Zwrócił się do mnie, abym poszła razem z nim, to on mnie uratuje. Podniósł mnie, a kiedy stanęłam na własnych nogach, poczułam się pewniej, mogłam iść o własnych siłach. Skorzystałam z tego i zaczęłam uciekać w stronę Puźnik”. (Maciej Dancewicz: Zagłada Puźnik; w: http://archiwum.rp.pl/artykul/792151-Zaglada-Puznik.... ; 10-07-2008). „7 lutego 1945 roku banda UPA „Bystrego” wkroczyła na terytorium rejonu koropieckiego od strony rejonu buczackiego obwodu tarnopolskiego. Okrążyła wieś Zalesie, nie wypuszczając nikogo ze wsi do późnego wieczora. Następnie w wymienionej wsi banda dokonała pogromu cywilnej ludności polskiej i ukraińskiej. Spaliła 11 domów mieszkających tam ludzi i w bestialski sposób zamordowała 37 cywilnych obywateli. W czasie pogromu bandyci spędzili miejscową ludność do jednego z domów, okrutnie torturowali, po czym mordowali zarówno dorosłych, jak i dzieci. Następnie złożyli zabitych w jednym miejscu, oblali naftą i podpalili. Niektórzy mieszkańcy byli wrzucani do ognia żywcem. Opuszczając wieś, banda zabrała ze sobą kierownika młyna Danilewicza, którego, podczas pościgu za bandą, znaleziono zamordowanego na drodze koło wsi Złota Lipa [?] rejonu tłumackiego obwodu stanisławowskiego. W wyniku dokonanej przez bandytów we wsi Zalesie masakry zamordowano 37 osób cywilnych: Polaków – 22 osoby, Ukraińców – 15.
Nocą z 13 na 14 lutego o godzinie 4 [nad ranem] od strony wsi Zalesie banda UPA „Bystrego” okrążyła wieś Puźniki rejonu koropieckiego obwodu tarnopolskiego i zaczęła podpalać domy mieszkalne oraz zabudowania gospodarskie. Mieszkańcy wsi, ratując się przed ogniem, wybiegali z płonących domów i natychmiast byli z bliskiej odległości rozstrzeliwani przez bandytów. Banda UPA spaliła we wsi Puźniki 172 domy mieszkalne i w bestialski sposób zamordowała 82 osoby cywilne. Podczas pożaru spaliły się 63 sztuki bydła rogatego.
W pierwszej połowie lutego 1945 roku banda „Bystrego” we wsi Niskołazy rejonu koropieckiego spaliła około 80 domów i zamordowała 23 mieszkańców narodowości polskiej.
Naczelnik Koropieckiego RO MGB Kapitan KURIENNOJ
9 marca 1951 roku” (Notatka naczelnika RO MGB w Koropcu z 9 marca 1951 r. w sprawie aktów terroru UPA w 1945 r. W: PA SBU, F. 26, op. 2, spr. 2, k. 11–12.)
We wsi Żeżawa pow. Zaleszczyki z rąk banderowców zginął Malinowski Eugeniusz l. 17 mieszkaniec Iwania Złotego. (Kubów..., jw.)

- 1946 roku:
We wsi Krzywe pow. Brzozów upowcy zamordowali 21-letniego Antoniego Dobrzańskiego.
We wsi Mrzygłody Lubyckie gm. Lubycza Królewska pow. Tomaszów Lubelski: „07.02.1946 r. zostali uprowadzeni i zamordowani przez bojówkarzy z sotni „Żeleźniaka” Bzdel Ignacy l. 54, jego córka Emilia l. 22 i synowie: Jan l. 15 i Bazyli l. 12.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).
We wsi Tyrawa Wołoska pow. Sanok w walce z upowcami poległ Tadeusz Żołnierczyk z samoobrony.

https://ksi.btx.pl/index.php/historia/2126-kalend...
Żabodukt Postów: 82329
kumak
Żabodukt, postów: 82329
Niedziela, 1 marca 2026 03:15:49
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Marek Szczerbien Koncept, że to ideologia OUN, jest jedyną przyczyną zbrodni wojennych na Polakach, jest miłe sercu wielu Polaków, bo daje komfort niemyślenia, zwalnia z potrzeby analizy sprzecznych narracji, źródeł, do tego buduje mit ofiary. W tym ostatnim przypadku chodzi o, to: że ofiara może być tylko jedna. W razie wątpliwości jest hasło: ofiary akcji odwetowych, prewencyjno odwetowych, post odwetowych. Okres II RP jest wbudowywany w schemacie: Polacy pragnęli znaleźć modus vivendi z Ukraińcami, ale istniało OUN, które rujnowało ten plan/ Lata po 1926 r. historii Polski, autorytarny dryf piłsudczyków, przejmowanie przez nich nacjonalistycznych postulatów nie istnieją. Nie istnieją też demokratyczne partie ukraińskie, ludzie różnych środowisk niepopierający radykalizmów - komunistycznego i nacjonalistycznego. Jeżeli chodzi o kresy, nie ma pamięci "głodu ziemie", kolonizacji, polonizacji i w końcu "nawracania" na katolicyzm pod bagnetami KOP i WP. Nie ma. To nie jest film fabularny, to serial o zakłamaniu, polityce historycznej i postimperialnych (kresowych) bólach fantomowych. O żadne wartości, szacunek i pamięć ofiar tu nie chodzi. Chodzi o poczucie wyższości, narodową dumę, budowanie wspólnoty jak mówi prof. Nowak i prof. Żaryn. Reszta to didaskalia.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Poniedziałek, 2 marca 2026 15:20:52
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W nocy z 7 na 8 lutego

- 1943 roku:
W folwarku (majątku) Butejki pow. Kostopol zamordowana została przez bojówkę ukraińską rodzina zarządcy: 52-letni Eugeniusz Sokołowski, jego 51-letnia żona Zofia, ich 24-letnia córka Maria Bratkowska i 3-letni syn Andrzej, a także 23-letni księgowy folwarku Edward Kałus i jego 20-letnia narzeczona Eugenia Jacewiczowa. Wszyscy zabici zostali w sadystyczny sposób przy pomocy siekier, ofiary miały ręce związane drutem do tyłu. Córce zarządcy, będącej w ostatnim miesiącu ciąży rozcięli brzuch tak, że widoczne było nienarodzone dziecko. Wśród morderców byli znajomi Edwarda Kałusa. Folwark został dokładnie obrabowany. „W odległości 7 km we wsi ukraińskiej Butejki, Był duży majątek hrabiego Chamca, obecnie pod zarządem niemieckim. Tym majątkiem zarządzał Edward Bartkowski, który miał żonę, teściową i dwoje dzieci. Księgowym w tym majątku był Edward Kalius, pochodził ze wsi Borek oddalonej 2 km od Huty Stepańskiej. Kalius miał narzeczoną Gienie Jucewicz. Miała ona straszliwego pecha, bowiem pojechała do Butejek do swojego narzeczonego. Nikt nie przeczuwał, że ta noc będzie ostatnią nocą w ich życiu. Owej nocy do pałacu wtargnęli banderowcy. Powiązali wszystkich kolczastym drutem i wszystkim bez wyjątku odrąbali głowy. Zabitych Bartkowskich zabrali do Stepania, a tych dwoje przywieziono do Huty Stepańskiej, aby ich pochować...” (Edward Kwiatkowski: „Życiorys Wołyniaka. Wspomnienia z lat 1929-1972”. Opracowanie: Franciszek Burdzy. Zeszyty łukowieckie, nr 11 – 12 , Październik 2005 – Grudzień 2006.). „Stanisława Guzowska – z domu Roman – urodzona w 1929 roku w Hucie Stepańskiej w rodzinie właściciela restauracji, byłego legionisty, wspomina, że gehenna Polaków w tej wiosce zaczęła się już wczesną wiosną 1943 roku od mordu w pobliskim majątku ziemskim: - Pierwszą ofiarą w naszej miejscowości było narzeczeństwo – Jadzia Jucewiczówna z huciańskiego sanatorium w Słonych Błotach i Edward Kalus. Moja najstarsza siostra Wanda miała być pierwszą druhną na ich ślubie. Edzio był głównym księgowym w majątku ziemskim w pobliskiej wiosce Butejki i pojechał tam ze swoją narzeczoną aby przedstawić ją zarządcy majątku i zaprosić na ślub. Zasiedzieli się w gościach i pora była już późna, więc przyjęli propozycję przenocowania. I właśnie tej nocy banderowcy napadli na dwór i zamordowali całą rodzinę zarządcy wraz z małymi dziećmi oraz tę młodą parę. Wszystkim obcięto głowy toporem na pniu do rąbania drewna. Byłam wstrząśnięta, gdy te trumny wnoszono do kościoła w Hucie Stepańskiej.” (Jacek Borzęcki: „Obrona Huty Stepańskiej.” W: http://kresy.pl/kresopedia/obrona-huty-stepans... ).
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Poniedziałek, 2 marca 2026 15:21:32
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Przed 8 lutym1940 roku:
We wsi Hrechorów pow. Rohatyn: “Przekazała mi też, że największą aktywistką polską w Hrechorowie była pani o nazwisku Anna Mucha. Podczas wejścia Rosjan do wsi pani Anna została zaciągnięta do „czytelni” i chyba najbardziej została poszkodowana, gdyż jakiś Ukrainiec skoczył na nią z ławki gdy leżała pobita na podłodze. Rodzinę Muchów wywieźli Rosjanie na Sybir, a o pani Annie wszelki ślad zaginął. Przypuszczalnie zabili ją Ukraińcy jeszcze przed wywózką.” (Zeszyty łukowieckie, nr 16 – 17 , listopad 2015 http://www.waly.brzegdolny.pl/nowe/dzienniki/16_17.pdf ).

8 lutego

- 1943 roku:
W mieście Równe woj. Wołyń został rozstrzelany ks. Stefan Iwanicki, aresztowany 1 października 1942 roku w rezultacie donosów Ukraińców. (Maria Dębowska, Leon Popek: Duchowieństwo diecezji łuckiej. Ofiary wojny i represji okupantów 1939 – 1945; Lublin 2010, s. 85).

- 1944 roku:
We wsi Bednarów pow. Stanisławów banderowcy uprowadzili 4 Polaków, w tym ks. Michała Kucabę, którzy zaginęli bez wieści. „4 lutego 1944 zamordowanie Księdza Michała Kucaby, lat 44 w Bednarowie [Stanisławów] i raniono jego kuzynkę Ewę Dellman.” (1944, 26 lutego – Pismo Pol. K. O. Stanisławów do RGO w Krakowie i Lwowie. Zawiera opis sytuacji uchodźców polskich z napadanych wiosek i wykazy mordów i rabunków. W: B. Ossol. 16721/1, s. 295-302).
We wsi Bereźnica Szlachecka pow. Kałusz uprowadzili 40-letniego Franciszka Jasińskiego, byłego komendanta „Strzelca”, który zaginał.
We wsi Jamelna pow. Gródek Jagielloński zamordowali 11 Polaków.
W przysiółku Łozy należącym do wsi Bożyków pow. Podhajce banderowcy ubrani w sowieckie mundury uprowadzili 15 Polaków, wszyscy o nazwisku Gut, w tym 18-letnią dziewczynę, których wymordowali. Inni: we wsi Sioło Bożykowskie pow. Podhajce zamordowano 15 osób wśród nich: Gut Jan z rodziną, Gut Józef z rodziną i Gut Franciszek. (Kubów..., jw.).
We wsi Maksymówka pow. Dolina: „08.02.1944 r. został zamordowany Pańków i.n.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).
We wsi Osmołoda gm. Perehińsko (?) pow. Dolina: „08.02.44 r. zostali zamordowani: 1-50. Fedorowicz H.; 2. Moczulska A.; 3. Zawadzki F.; około 47 rolników NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).
We wsi Pielaki pow. Tomaszów Lubelski z rąk ukraińskich policjantów z Jarosławca poniosło śmierć 5 Polaków: właściciel majątku Białowody Gustaw Grotthus, jego pracownik kpt. Jerzy Jabłoński, Jan Nowak oraz mieszkańcy Rozkoszówki — Sawiniec i Nieścior.
We wsi Podmichale pow. Kałusz banderowcy zamordowali 2 Polaków (mężczyznę i kobietę) oraz 2 Żydów (mężczyznę i kobietę), pracowników tartaku w Zawoi. Byli to: Agnieszka Jezierska, księgowa tartaku, Wanda Lemiszka, księgowa tartaku, Jan Kamiński /Hausner, kierownik tartaku oraz Andrzej Starczewski, lat 33, pracownik tartaczny.
We wsi Podusów pow. Przemyślany napadu na Polaków dokonała banda ukraińska, brak danych o ofiarach. (AAN, DR, sygn. 202/III/121, k. 105).
We wsi Uhryńkowce pow. Zaleszczyki Ukraińcy zamordowali Polkę; „08.02.1944 r. została zam. Umińska i.n. sekretarka folwarku”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Sorocko pow. Skałat zabito Malawskiego N. i Okońskiego Leona. (Kubów..., jw.)

- 1945 roku:
W nadleśnictwie Błażowa pow. Łańcut został zamordowany gajowy Stefan Majda. (Edward Orłowski..., jw.).
We wsi Jawornik Ruski koło Żohatyna upowcy podczas napadu o północy zamordowali 7 Polaków wrzucając ich żywcem do studni: 5-osobową rodzinę z 3 dzieci oraz małżeństwo.
We wsi Nowosiółka Kuropiecka pow. Buczacz zostali zamordowani przez UPA: Karpiński Marian, Borkowska N., Chaszczewski Jan, Guzowski Józef. (Kubów..., jw.).

- 1946 roku:
We wsi Wańkowa pow. Lesko UPA zamordowała robotnika naftowego Jana Kaczmarka.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Poniedziałek, 2 marca 2026 15:21:59
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W nocy z 8 na 9 lutego

- 1944 roku:
W mieście Bohorodczany pow. Stanisławów banderowcy obrabowali klasztor OO. Dominikanów i aptekę oraz: „Zamordowano żonę Jana Prochockiego, ich córkę i syna. Synowi związano ręce i nogi drutem kolczastym i przywiązano go do sań. Zginął, a raczej skonał, w okropnych torturach.” (Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo ludności polskiej przez OUN-UPA w woj. stanisławowskim w latach 1939 – 1945; Warszawa 2004, s. 13).
We wsi Piłatkowce pow. Borszczów obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 18 Polaków, w większości kobiety i dzieci, oraz 1 Ukraińca. „Ludwik Barański został powieszony.” („Rzeczpospolita” z 14 lipca 2008). Komański… na s. 49 – 50 nie wymienia go.

- 1947 roku:
We wsi Rzepedź pow. Sanok, podczas akcji UPA przeprowadzonej na kilka osób podejrzanych o sprzyjanie polskiej władzy (wśród nich byli sołtys z Przybyszowa oraz sołtys z Zawadki Morochowskiej); został pobity i uprowadzony do lasu skąd nie wrócił gajowy Andrzej Morajda.

9 lutego

- 1943 roku:
W kol. Osowik pow. Sarny sotnia UPA w drodze do Parośli II porwała 1 Polaka, po którym ślad zaginął.
W kol. Parośle I pow. Sarny sotnia UPA zamordowała w lesie 5 Polaków z kol. Wydymyr (w tym 18-letniego chłopca), następnie bandyci wjechali 50 saniami do Parośli. Przed każdą zagrodę podjechały jedne sanie, uzbrojeni mężczyźni łomotaniem w drzwi budzili gospodarzy. Do każdego domu weszło od czterech do sześciu mężczyzn. Udawali partyzantów sowieckich, ale Polaków od razu zastanowiło to, że mówili miejscową gwarą ukraińską i ubrani byli jak okoliczni Ukraińcy. Poza tym partyzanci sowieccy nie nosili zatkniętych za pasy siekier bądź toporów. Kazali napiec sobie chleba i ugotować obiad. Nikt z członków rodziny nie mógł opuścić domu. Zatrzymywano wszystkich przejeżdżających przez wieś. Zagrody były przeszukiwane. Gdy znaleziono broń, gospodarz był katowany. Jeszcze przed obiadem w domu Stanisława Kołodyńskiego, ojca cudem ocalałej dwójki dzieci (w tym 12-letniego syna, którego relacja cytowana jest poniżej), zamordowanych zostało kilku Kozaków kubańskich, zabranych „do sowieckiej partyzantki” z posterunku we Włodzimiercu. Nie chcieli oni wstąpić do UPA i mordować ludności polskiej. Z okien wielu domów Polacy obserwowali nieudaną ucieczkę dwóch chłopców w wieku szesnastu i siedemnastu lat, synów Horoszkiewiczów. Postrzelonym chłopcom Ukraińcy siekierami odrąbywali po kawałku ręce, następnie nogi, uszy, rozpruwali brzuchy, rany posolili solą i w takim stanie zostawili konających w śniegu. „W poszczególnych domach o godzinie szesnastej sotnicy wydali rozkazy, żeby wszyscy domownicy położyli się na podłodze, gdyż będą strzelać do rzekomo zbliżających się Niemców i przypadkowo ktoś mógłby zostać raniony lub zabity. Gdy ludzie leżeli twarzami do podłogi „partyzanci” siekierami rozrąbywali głowy wszystkim. W główki dzieci uderzano obuchami siekier lub toporów. W niektórych domach Polacy nie wykonali rozkazów, nie kładli się na podłogach, wtedy Ukraińcy łapali poszczególne osoby i mordowali w okrutny sposób. Kobietom obcinano piersi, nosy, uszy, zrywano paznokcie, odcinano dłonie, nogi, rozpruwano brzuchy. Mężczyznom odrąbywano narządy płciowe, odcinano po kawałku dłonie, ręce, stopy, rozpruwano brzuchy, rozpalonymi drutami wypalano oczy, obcinano języki, nosy, uszy, na to sypali sól. Rozrąbywali głowy plastrami, po kawałku. W okropnych męczarniach ci ludzie konali, a mordercy – „striłci” UPA z ironią i uśmiechem na twarzach mówili: - Przeklęte Lachi, sobacze syny, tutaj wasza Polska, już jej nie zobaczycie” (Antoni Przybysz: Z umęczonego Wołynia, Wrocław 2000, s. 63).„Warta szczelnie otaczała nasz dom. Wtedy to mama spytała ojca, co ci robili? Czy mocno bili? Za co? Ojciec odrzekł, że im nie chodziło o słoninę, lecz o broń. Mama powiedziała, że nas chyba pomordują, na co ojciec nic nie odpowiedział. Siedział ze spuszczoną głową, bez słowa. Mama modliła się półgłosem, prosiła Boga, by jej dzieci nie zostały sierotami. Po dłuższym czasie, do sypialni wszedł dowódca z miną bardzo zadowoloną, za nim kilku bandytów rozebranych do koszul, roześmianych. Dowódca powiedział nam: „Musicie się położyć, my was powiążemy, żeby Niemcy was nie skrzywdzili za przetrzymywanie i karmienie partyzantów”. Rozkazał położyć się twarzą do podłogi i nastąpiło bestialskie mordowanie, rąbaniem naszych głów siekierami. Oprawców było wielu, gdyż mordowano nas prawie jednocześnie. Mordercy przebywali w naszym domu w dalszym ciągu, ucztując. W czasie mordowania słyszeliśmy krzyk mamy, która kątem oka musiała widzieć mordowanie dziadka, babci i ojca (swego męża), gdyż leżała obok niego. Po chwili ucichła. My – [ja] z siostrą – leżeliśmy nieco dalej obok kołyski, z nogami do głów rodziców. Po upływie jakiegoś czasu, odzyskałem przytomność i usłyszałem głos banderowców z kuchni, chodzących tam i z powrotem. W tym czasie słyszałem rzężenie mamy. Do dziś nie wiem, dlaczego nie wstałem? Usłyszałem wnet kroki zbliżającego się do sypialni mordercy i natychmiast ułożyłem się w tej samej pozycji (chyba tylko z woli Boga). Wtedy to morderca otworzył drzwi, rąbnął siekierą, chwilę postał, zamknął drzwi i poszedł. Wtedy to ponownie poruszyłem się, gdyż bardzo bolały mnie ramiona. Słysząc pojedyncze już tylko głosy oprawców, nie próbowałem wstać. Po chwili znów otwarły się drzwi, morderca popatrzył, ponieważ nikt nie dawał znaku życia, zamknął drzwi i wtedy wszystko ucichło. Po przerażającej ciszy, usłyszałem odgłos skrzypiących sań, oddalających się. Odczekałem jeszcze jakiś czas i dopiero wtedy zacząłem poruszać się. Wstać jednakże nie mogłem. Cały byłem bardzo obolały, odrętwiały. Wtedy to młodsza moja siostra Teresa musiała odzyskać przytomność, gdyż poruszyła się, macając ręką podłogę. Spytałem: „Lilka, ty żyjesz?”, na co siostra ze zdziwieniem odpowiedziała, raczej spytała – „Dlaczego miałabym nie żyć? Dlaczego my leżymy na podłodze?”. Wtedy ja powiedziałem, że tak nam oni kazali położyć się i wszystkich nas wybili. Ja jestem ranny, bardzo mnie wszystko boli. „To ja chyba też jestem ranna, bo mam takie poklejone włosy i bardzo boli mnie głowa”. Byliśmy bardzo zziębnięci, zdrętwiali, zalani krwią. Lila wstała i pomogła mnie wstać. Widok, który naszym oczom okazał się, był straszny. Nie do objęcia umysłem ludzkim, tym bardziej umysłem dziecięcym. Rodzice mieli głowy rozrąbane na pół. Mamy długi warkocz był odcięty. W głowie ojca pozostawiona siekiera, co oznaczałoby, że słyszane przeze mnie jęki wydawał ojciec, którego dobito. W kołysce najmłodsza Bogusia, w wieku 1,5 roku, uderzona była siekierą w czoło. Przez dłuższy czas była w konwulsjach, które miotały kołyską. Lila wzięła ją na ręce i po chwili Bogusia zakończyła życie. Z nosa wydobyła się „bańka” – był to mózg. Wraz z siostrą odczuwałem straszne pragnienie picia. Przechodząc przez trupy pomordowanych do kuchni, upadliśmy w kałużę krwi. Z trudem, bardzo wtedy właśnie przerażeni, zrozumieliśmy, co się stało. Doszliśmy do kuchni, w której było przerażające zimno – zostawili otwarte drzwi, a mróz sięgał ponad 20°C. /.../ Tak w męczarniach doczekaliśmy rana następnego dnia. /.../ U stryjka wszyscy tak samo pomordowani. Naprzeciw u sąsiadów ten sam widok. Nie widać żywej duszy. Słychać za to straszne wycie psów. Nie dymiły nigdzie kominy. Wróciliśmy z podwórka do domu. Piec chlebowy był ciepły, usiedliśmy przy nim zasłaniając się pasiakiem. W pewnym momencie usłyszeliśmy skrzypienie sań i zbliżające się kroki ludzkie. Lila stwierdziła, że to na pewno banda wróciła i teraz nas dobiją, więc trzeba się pomodlić. Ponieważ mnie trudno było siedzieć, leżałem z głową na poduszeczce trzymanej w rękach Lili. Wtedy odrzekłem, że ja nie mogę się nawet modlić, tak mnie wszystko boli. Lila postanowiła, pocieszając mnie, modlić się za nas dwoje. Jako pierwsi weszli Niemcy z psem, który od razu skoczył do nas,. Ściągnięto zasłonę. Ujrzeliśmy znajome nam twarze Jana i Antoniego Przybyszów. Weszła też z nimi kobieta. Była to Kazimiera Sulikowska z Antonówki, która bardzo nas namawiała i przekonywała, żebyśmy z nią poszli. My natomiast nie chcieliśmy iść nigdzie i z nikim z naszego domu. Po dłuższym czasie przekonała nas, że ponieważ jesteśmy bardzo ranni, musi zawieźć nas do lekarza. /.../ Byłem uderzony obuchem siekiery w tył głowy. Pęknięta i wgnieciona kość czaszki, wybite przednie zęby. Duże wgłębienie i ciągłe cierpienie – zawroty głowy, ból serca, potworne lęki pozostały jako „pamiątka” mordowania Polaków. Lila była także uderzona obuchem w tył głowy. Pęknięta, wgnieciona kość czaszki. Rana długo nie mogła się zagoić. Przez wiele lat cierpiała na dokuczliwe bóle i zawroty głowy. Wybite przednie zęby. W dniu mordowania byliśmy w wieku: ja – 12 lat, siostra Lila – 9 lat.” (Witold Kołodyński; w: Siemaszko..., s. 1213 – 1219). O wyczynach tych „partyzantów sowieckich”, a faktycznie bojówki banderowskiej, pisze Antoni Przybysz w książce „Wspomnienia z umęczonego Wołynia”: „W południe Ukraińcy przyprowadzili do domu Bronisława Stągowskiego z sąsiednich domów kilka panienek i młodych mężatek i urządzili zabawę. Jeden z bandytów grał na harmonii, a pozostali – trzydziestu mężczyzn tańczyli na zmianę z tymi kobietami. Wszyscy byli pijani i wobec panienek i mężatek zachowywali się brutalnie i wyrażali się wulgarnie. O godzinie czternastej wyprowadzili z domu starszych ludzi i dokonali zbiorowego gwałtu na kobietach. Kobietom opierającym się przykładali noże do gardeł, względnie lufy karabinów lub naganów do głów i w ten sposób zmuszali je do uległości. Po tej zwierzęcej zabawie zezwolono kobietom pójść do swoich domów.” (Przybysz..., s. 62). W piwnicy Klemensa Horoszkiewicza ukrywana była sześcioosobowa rodzina żydowska Dawida Balzera, których Ukraińcy nie wykryli i ocalała. Była ona świadkiem rzezi rodziny polskiej. „Bandyci Ukraińskiej Powstańczej Armii po zamordowaniu mieszkańców Parośli, obrabowali wszystkie domy. Zabrali odzież, bieliznę, pierzyny, poduszki, kołdry, obuwie, koce, płótno lniane, materiały utkane z owczej wełny, kożuchy, zboże, mięso, słoninę, konie bydło, owce, lepsze naczynia. /.../ Zrabowane mienie bulbowcy załadowali na sanki, a bydło przywiązali do furmanek i pojechali do wiosek Cepcewicze i Dubówka. Tam dokonali podziału między siebie łupu zdobytego na Lachach (Przybysz..., s. 64 – 65). Według W. i E. Siemaszko w Parośli Ukraińcy wymordowali 149 Polaków i 6 Rosjan /?/. A. Przybysz stwierdza, że wymordowali oni 143 mieszkańców kolonii, w tym 43 dzieci w wieku do 14 lat, - pomijając 5 Polaków, mieszkańców sąsiedniej kolonii Wydymer, zamordowanych świtem tego dnia, których celowo wyznaczył po zwózkę drzewa z pobliskiego lasu sołtys tejże kolonii Ukrainiec Iwan Wołoszyn (była to jedyna ukraińska rodzina zamieszkująca w Wydymerze), wiedzący o zaplanowanej rzezi. Siemaszkowie podają liczbę 20 osób spoza Parośli, które przebywały w tym dniu z różnych przyczyn w tej kolonii i także zostały zamordowane. „Ponadto zamordowana została bliżej nie ustalona liczba Polaków NN, przejeżdżających w tym czasie przez Paroślę i zatrzymanych przez bulbowców.” Mord odkryli na drugi dzień sąsiedzi z okolicznej miejscowości przyjeżdżając do Parośli w różnych sprawach. Policja niemiecka nie zainteresowała się zbrodnią. Dopiero z Antonówki przyjechało dwunastu niemieckich żołnierzy, którzy byli zatrudnieni przy budowie drewnianego mostu na Horyniu. Pod ich osłoną dokonano pochówku ofiar – obawiano się napaści bandy. „Wykopano duży grób na górce obok budynków Jezierskich, w którym pochowano wspólnie wszystkich pomordowanych. Ciała ułożono rodzinami obok siebie, w ubraniach w jakich zostali zamordowani. Trumien nie było. Usypano wysoką mogiłę, na której postawiono duży dębowy krzyż, na którym napisano wypalając prętem żelaznym: „TUTAJ SPOCZYWAJĄ MIESZKAŃCY KOLONII PAROŚLE, ZAMORDOWANI W DNIU 9 LUTEGO 1943 ROKU’. Na tym pogrzebie był ksiądz prałat Dominik Wawrzynowicz z Włodzimierca, który poświęcił grób” (Przybysz..., s. 68). Mordercy pochodzili głównie z okolicznych wsi ukraińskich: Butejki, Romejki, Wielki Żełuck, Żółkinie, Bielatycz, Kołki. W rzezi Parośli brali udział Ukraińcy z różnych grup społecznych, np. pracownicy Widdiłu Oswity (Wydziału Oświaty) z Włodzimierca, sołtys kolonii Wydymer Ukrainiec Iwan Wołoszyn, synowie duchownego prawosławnego oraz „zwykli” chłopi ukraińscy. „Zamordowano 173 osoby, tylko 11 osób, przeważnie dzieci, ciężko okaleczone, zostały potem uratowane. Jak zwykle czyniły to bandy, po dokonanym morderstwie gospodarstwa ograbiono, zabierając cały dobytek i żywy inwentarz. Późniejsze oględziny pomordowanych wykazały szczególne okrucieństwo oprawców. Niemowlęta były przybijane do stołów nożami kuchennymi, kilku mężczyzn było obdartych ze skóry pasami, niektórzy mieli wyrywane żyły od pachwiny do stóp, kobiety były nie tylko gwałcone, lecz wiele z nich miało poobcinane piersi. Wielu pomordowanych miało poobcinane uszy, nosy, wargi, oczy powyjmowane, głowy często poobcinane. Po dokonaniu rzezi mordercy urządzili libację w domu sołtysa. Po odejściu oprawców, wśród resztek jedzenia i butelek po samogonie znaleziono martwe dziecko około 12-miesięczne, przybite bagnetem do stołu, a w ustach dziecka włożony był niedojedzony kawałek kiszonego ogórka.” (Czesław Piotrowski: „Zlikwidowanie osiedla i miejscowości na Wołyniu”; za: http://wolyn.ovh.org/opisy/parosla-09.html ). Oprócz mieszkańców Parośli, w kolonii zostały zamordowane tego dnia – z Wydymera: Józef Burzyński lat 20, Marcin Kopij lat 45, Ignacy Moskowicz lat ~40, Jadwiga Rudnicka lat 14; z Majdanu: Jankiewicz Józef lat 24 i Stanisława lat 28 z d. Wożniak; z Grabiny Bolesław Burzyński lat 36. Zbrodni w Parośli dokonał Oddział Wojskowy banderowskiej OUN Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”, uznawany za pierwszą sotnię Ukraińskiej Armii Powstańczej. Była to pierwsza masowa zbrodnia dokonana na kresowych Polakach przez UPA. Perehiniak „Dowbeszka – Korobka” odsiadywał przed 1939 r. wyrok w polskim wiezieniu za zabójstwo sołtysa - Polaka. Razem z nim był więziony Stepan Bandera. Już 22 lutego zginął on w potyczce z Niemcami. „Wyprowadziliśmy się na Setkówkę, odległą o 7 km od Horodźca do babci. Do Antonówki mieliśmy przez las prosto torem kolejowym, 7 km z boku była ukraińska wieś Swarynie, a po drugiej stronie polskie kolonie. W Swaryniach mieszkało dwóch braci Polaków z rodzinami, którzy byli kowalami. Gdy zobaczyli, co się dzieje, chcieli przyjechać na Setkówkę z rodzinami, byle uniknąć śmierci. Ukraińcy ze Swaryń bardzo ich prosili, żeby zostali, gwarantując im bezpieczeństwo, bo cóż wieś pocznie bez kowali. Jakie to okazało się fałszywe. W niedługim czasie kowale ci zostali zamordowani wraz z rodzinami. W sumie 10 osób. Moja babcia zachorowała. Prosiła wnuczka, żeby przywiózł księdza do ostatniej spowiedzi. Ponieważ ksiądz z Antonówki czasowo wyjechał, więc mój cioteczny brat Aleksander Ślązak pojechał po księdza do Włodzimierca niedalekiej parafii. Wracając z powrotem wiózł Helenę Czarnecką, która odwiedzała swego brata w więzieniu w Włodzimiercu. Dojechali po drodze do polskiej wsi Parośla i tam zostali zarąbani siekierami. Opowiadał potem ksiądz z Włodzimierca, że gdy jechali przez Paroślę we wsi była pustka, nikt nie chodził czy do obory czy po wodę, gdy wracali do Włodzimierca to samo. Ksiądz zaproponował Olkowi, żeby przenocował we Włodzimiercu, ale ten odważny powiedział, że nic niepokojącego nie widzi. Pojechał i w pierwszym domu, gdy wjechali do Parośli, zostali zaprowadzeni do domu i zarąbani.”. (Franciszka Kraśnicka; w: „Wołanie z Wołynia” nr 3 (112), maj – czerwiec 2013 r.).

- 1944 roku:
W majątku Białowody pow. Tomaszów Lubelski zabici zostali: Grotthuss i Ewa Jankowska z Jabłońskich wraz z mężem. (Walki polsko-ukraińskie na Lubelszczyźnie w latach 1943-1944; w: www.kresy.pl ; 22 lutego 2012). Oraz: „Z początkiem 1944 r. na Chełmszczyźnie powstały pierwsze dwie bojówki Służby Bezpieki, które skierowano w teren do działań terrorystycznych, takich jak mordowanie właścicieli ziemskich i palenie ich majątków. Prawdopodobnie to jedna z tych bojówek zamordowała w pow. hrubieszowskim, w majątku Radostów, Kazimierza i Odettę Dobieckich. Z kolei druga z nich, 9 lutego 1944 r. w majątku Białowody, zamordowała Grotthussa i Ewę Jankowską z Jabłonowskich..” (Marian Adam Stawecki: „.Rajd śmierci pod Tomaszowem Lubelskim”; „Tygodnik Tomaszowski” nr 12 z 20 marca 2012 r; w: http://www.tygodniktomaszowski.pl/index.php option=com_content&view=article&id=304%3Ahistoria-rajd-mierci&catid=5%3Ahistoria&Itemid=7; 14.04.2012).
We wsi Brykoń pow. Przemyślany: „Mój wujek, Ferdynand Machner, pojechał z Poluchowa Małego do Brykonia w dniu 09.02.1944 r., gdzie miał dom. Prawdopodobnie ktoś uprzedził go o możliwym napadzie, gdyż schował się do kryjówki znajdującej się pod podłogą kuchni. Wejście do niej było pod blachą ochraniającą podłogę przed iskrami z popielnika. Jednak jego przybycie musiało być obserwowane, gdyż przybyli upowcy byli pewni o jego pobycie. Skrytkę wskazała im ukraińska gospodyni. Bandyci wujka uprowadzili do lasu i ślad po nim zaginął. Ponoć po drodze zastrzelili kobietę (Ukrainkę), która rozpoznała wujka. Nikt z rodziny nie odważył się go szukać.” (Jerzy Peszko; w: Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lublin 2009, s 63 – 64). „W dniu 9 lutego 1944 r. ojciec wyjechał saniami do Brykonia (albo Wołkowa) i miał powrócić do domu. Ale po południu 10 lutego dowiedzieliśmy się o porwaniu ojca przez bandytów ukraińskich i uprowadzeniu do lasu. Na drodze widział go, krępowanego drutem kolczastym, pewien Ukrainiec. Ojciec został zastrzelony i nie wiedzieliśmy, gdzie to się stało. Niektórzy namawiali Mamę do szukania go, ale ona obawiając się najgorszego nie chciała pozostawić nas samych. Wkrótce po porwaniu ojca wyjechałyśmy do Lwowa.” (Zofia Krupa; w: Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009 s. 181). Inni: „10.02.1944 r. został uprowadzony Macher Ferdynand zarządca folwarku.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Głębowiec pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy zastrzelili 1 Polaka.
W miasteczku Podkamień Rohatyński pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 16 Polaków.
We wsi Podusilna pow. Przemyślany „banda ukraińska zamordowała 9-ciu Polaków.” (AAN, AK, sygn. 203/XV/ 15, k. 122).
We wsi Wołków pow. Przemyślany banderowcy w okrutny sposób zamordowali pod krzyżem ks. Józefa Kaczorowskiego, na drugi dzień zmarła jego ciężko poraniona 85-letnia matka. „Jest 9 luty 1944 roku - w miejscowości Wołków powiat Przemyślany ginie z rąk UPA ksiądz Józef Kaczorowski. Zostaje zamordowany w bestialski sposób pod figurką kościelną przez grupę 20 bojówkarzy nacjonalistów ukraińskich. Matka księdza zostaje postrzelona na strychu i umiera w szpitalu po długich męczarniach. W całym powiecie panuje wielkie poruszenie, wieści o zamordowaniu księdza bardzo szybko się rozchodzą. Część świadków zna nazwiska oprawców.” ( http://www.nawolyniu.pl/artykuly/ksiadz.htm ). Oraz: „09.02.1944 r. został zamordowany Dżuryło Bolesław kierownik stacji”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). oraz: „09.02.1944 r. został zamordowany Dżuryło Bolesław kierownik stacji”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).

- 1945 roku:
We wsi Końskie pow. Brzozów: ”9 II 1945 r. banderowcy napadli na folwark w Końskiem. Zrabowali świnie, schwytali, uprowadzili i zamordowali pilnującego folwarku milicjanta Stanisława Wójcika”. (Ks. Stanisław Nabywaniec, ks. Jan Rogula [Uniwersytet Rzeszowski] NAD BŁĘKITNYM SANEM I... NAD SYNYM SJANOM. I TAK TEŻ BYŁO W RELACJACH POLSKO-UKRAIŃSKICH DO 1947 R. Za: ref_15_XBS_Nad Błękitnym Sanem i ... Nad Synym Sjanom. I …; www.pogorzedynowskie.pl )
We wsi Oleksińce Stare pow. Stryj upowcy zamordowali 4 Polaków: 35-letnią kobietę w zaawansowanej ciąży i jej 14-letniego syna oraz uprowadzili 2 mężczyzn, którzy zaginęli.
Na osiedlu Stadnica sołectwa Hleszczawa pow. Trembowla zamordowali 20 Polaków. Ten sam około 100-osobowy oddział UPA dzień wcześniej dokonał zbrodni w Hleszczawie. Około 2 w nocy przeszedł do Stadnicy, gdzie przez 12 godzin pobytu dokonał przeszukania domów, w wyniku czego ujęto 20 Polaków. Większość z tych osób zostało zarąbanych siekierami a ich ciała wrzucono do studni, które zawalono kamieniami. O godzinie 14. oddział odjechał w kierunku wsi Peremiłów porywając kilka osób, które później także zabito. Łącznie podczas tych dwóch dni UPA zabiła 56 lub 57osób z Hleszczawy i Stadnicy. 12 lutego 1945 do Stadnicy przybyła grupa operacyjna NKWD, która ze studni wydobyła 15 ciał. W toku śledztwa NKWD ustaliło, że zbrodnią kierował rejonowy prowidnyk Stepan Sameć z Hleszczawy. Ofiary wydobyte ze studzien w Stadnicy zostały pochowane w zbiorowej mogile na cmentarzu w Hleszczawie. W Hleszczawie i Stadnicy łącznie Ukraińcy zamordowali 123 Polaków, z czego 122 znanych jest z nazwiska.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Poniedziałek, 2 marca 2026 15:22:16
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W nocy z 9 na 10 lutego

- 1943 roku:
W kol. Dworzec pow. Kostopol Ukraińcy wymordowali około 20 Polaków, znane jest nazwisko młodej dziewczyny (była to Ewa Hrehorowicz).
We wsi Huta Stepańska pow. Kostopol Ukraińcy zastrzelili 4 Polaków. „W naszym rejonie na pierwszą wartę zgłosili się dwaj koledzy Henryk Piotrowski i Zbyszek Hofman. Młodzi chłopcy... Z opowiadania Miry i Czesława Piotrowskich: „Do pełniących wartę, Henryka Piotrowskiego i Zbyszka Hofmana ... podjechało dwie pary sań zaprzężonych po 2 konie a na nich po czterech ludzi. Zatrzymali się i podali za partyzantów radzieckich. W pierwszej chwili przyczepili się do broni, chcąc, aby im ją oddali. Potem zapytali, kto ma dobre konie. Henryk wiedział, że u sąsiada Hipolita Sawickiego są dobre konie zaprowadził ich tam. W mieszkaniu kazali Henrykowi i Zbyszkowi rozebrać się do bielizny. Kożuch i ubrania zabrali ze sobą. Sawickiemu kazali zaprzęgać konie. Zrobił to jego syn, który wyczuł z kim ma do czynienia i... konie zaprzęgną ale sam uciekł. Odgłosy strzałów usłyszał sąsiad Władysław Libera. Ubrał się i poszedł tam skąd dochodziły strzały tzn. do Hipolita Sawickiego... Gdy wszedł do mieszkania zastał rozebranych Hipolita i Zbyszka... Banderowcy oddają po trzy strzały zabili Liberę, Heńka i Zbyszka. W domu Piotrowskich wyważyli drzwi i wpadli do mieszkania zastali syna Czesława i córkę Mirkę - pytali o ojca. Stanisław Piotrowski wyczuł zagrożenie, ukrył się w drugim pokoju. Banderowcy zostawili ich i poszli szukać ojca. Wtedy Czesław i Mirka uciekają. Piotrowski Czesław zginął ale drogo sprzedał swe życie... zabił jednego banderowca a drugiego ciężko zranił...” (Edward Kwiatkowski: „Życiorys Wołyniaka. Wspomnienia z lat 1929-1972”. Opracowanie: Franciszek Burdzy. Zeszyty łukowieckie, nr 11 – 12 , Październik 2005 – Grudzień 2006.).

- 1944 roku:
We wsi Burakówka pow. Trembowla Ukraińcy uprowadzili Polaka, byłego studenta UJ, którego odnalezione ciało miało wydłubane oczy, odcięte uszy i język, połamane ręce i nogi. Inni: We wsi Burakówka pow. Zaleszczyki: „10.02.1944 r. został zam. Frankel Czesław student UJ, był torturowany.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7)
We wsi Czyżów pow. Złoczów banderowcy z Uhorc i Koropca zamordowali 20 Polaków, większość z nich rozstrzelali w domu Józefa Simińskiego, który obłożyli słomą i spalili. M.in. zginęli: Babicz Władysław, Józef, Helena, Bachranowski Jozef, Chilarski Karol, Bronisław, Antoni, Anna, Chilarska-Iwanczyszyn Maria, Chilarska Tekla, Zofia, Jan, Nowicki Józef, Simiski Józef, Antoni, Jan, Zarzycki Michał, Anna, Żuliński Józef, Maria. (Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003).
We wsi Sorocko pow. Trembowla Ukraińcy zamordowali 2 Polaków. Byli to żołnierze AK z Czortkowa Tadeusz Wolski i Leon Okoński, którzy mieli pomóc zorganizować samoobronę. Miejscowi banderowcy zorganizowali na nich zasadzkę; Wolski zginął w nocy z 9 na 10 lutego 1944 roku, Okońskiego zaś pojmano i po torturach zamordowano. Jego ciało odnaleziono dopiero po dwóch tygodniach.
We wsi Skwarzawa pow. Złoczów banderowcy zamordowali kilkunastu Polaków, wśród nich rozpoznano Bałackiego N., Haszkiewicza N., Teodorowskiego Piotra, Karola, Józefa. (Kubów..., jw.)
We wsi Sosnów pow. Podhajce zamordowali 10 Polaków (w tym małżeństwo i 4-osobową rodzinę) oraz na osiedlu Studynka spalili żywcem w budynku 4-osobową rodzinę Sychodulskich z 2 dzieci, a także zamordowali 2 dalsze osoby; łącznie zginęło 16 Polaków.

Od 8 do 10 lutego 1940 roku NKWD dokonało deportacji około 250 tysięcy Polaków oraz kilka tysięcy Ukraińców, Żydów i Białorusinów, obywateli Rzeczpospolitej, głównie do Kazachstanu i na Syberię. Rozkaz o deportacji podpisał Iwan Sierow, zastępca ludowego komisarza spraw wewnętrznych (Ł. Berii) i zarazem szef NKWD Ukraińskiej SRR. W rozkazie pisał: „Plan deportacji musi być opracowany w najdrobniejszych szczegółach i zrealizowany przez trójki wykonawcze w każdym obwodzie i rejonie. Zadanie to należy wykonać przy zachowaniu zupełnego spokoju, tak by nie wywoływać demonstracji lub paniki wśród miejscowej ludności.” Oskarżeniem było uznanie tych osób za „element społecznie niebezpieczny” (SOE - socjalno opasnyj element). Nikt nie otrzymywał żadnego konkretnego oskarżenia ani wyroku, nie wiedzieli też na jaki okres czasu są przesiedlani. Niektórym grupom na miejscu przesiedlenia mówiono, że pozostaną tu 20 lat. Listę Polaków do deportacji przygotowywał miejscowy tzw. Komitet Ukraiński, natomiast zatwierdzała ją rejonowa „trójka” NKWD, w której składzie najczęściej był miejscowy Żyd i Ukrainiec. Pierwsza deportacja objęła głównie: osadników wojskowych, urzędników państwowych średniego i niższego szczebla (urzędnicy wyższego szczebla byli już wcześniej aresztowani i skazani, część z nich Sowieci już wymordowali), służbę leśną, część kolejarzy. Przesiedlano całe rodziny, z dziećmi, starcami i chorymi. Często pustoszały całe wsie. Domowników budzono brutalnym łomotem w drzwi, zwykle między północą a godziną 2 w nocy i dawano od pół godziny do 2 godzin czasu na spakowanie się. Na miejscu pozostawał praktycznie cały dobytek, na sanie ładowano tylko część ubrań i żywności. Saniami wywozili ich do najbliższej stacji kolejowej sąsiedzi Ukraińcy pod eskortą jednego enkawudzisty i dwóch milicjantów, którymi najczęściej byli miejscowy Żyd i Ukrainiec. Mróz wówczas wynosił około -25°C. Na stacjach kolejowych czekały wcześniej już zgromadzone wagony towarowe. Często ponad dobę kompletowano skład pociągu. Zaskoczenie było całkowite, przerażenie, bezradność, płacz dzieci, rozpacz. Na stację kolejową przywożono osoby nawet niekompletnie ubrane, zerwane ze snu, zszokowane, a nawet zamarznięte na śmierć. Z województwa tarnopolskiego i stanisławowskiego wywożono także „kułaków”, czyli rodziny posiadające powyżej 12 ha ziemi (20 mórg). Np. z powiatu kosowskiego wywieziono wszystkich mieszkańców wsi: Świętego Józefa, Świętego Stanisława i Cieniowej. Z powiatu borszczowskiego ze wsi: Janówka, Słoneczna, Chodykowicka, Turlecka, Duniowa. Z powiatu samborskiego całą ludność ze wsi: Strzałkowice, Biskupce, Wojsztyce i Nadymy oraz z okolic Horodenki i Grzymałowa. Ze Stryja i okolic odjechało 6 transportów liczących do 40 wagonów w każdym. W wagonie umieszczano od 40 do 75 osób. Z Halicza wyjechało 400 wagonów z Polakami, ze Stanisławowa 900 wagonów. Wagony towarowe miały pozabijane deskami okna, w kącie wydrążoną dziurę na załatwianie potrzeb fizjologicznych. Podróż trwała przeciętnie trzy miesiące. Po drodze od chorób i głodu umierały dzieci , starcy i osoby słabsze, a ich ciała wyrzucane były z wagonów na torowiska podczas krótkich postojów, zwykle co drugi lub trzeci dzień.
W kolonii Zarzeczyca pow. Sarny: „Z powodu donosu miejscowych Ukraińców, zostało deportowanych w 1940 r. przez Sowietów w głąb ZSRR dwóch gajowych wraz z rodzinami. Dalszych informacji brak” (Edward Orłowski, w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/17558056/mart...
We wsi Żurów pow. Rohatyn na skutek fałszywych doniesień miejscowych Ukraińców NKWD aresztowało i zesłało na Sybir, skąd już nie powrócił – proboszcza ks. Stanisława Rysikowskiego.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Poniedziałek, 2 marca 2026 15:22:45
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
10 lutego

- 1940 roku:
W osadzie wojskowej Płaszowa Królewska gmina Tosłuchów (Wołyń) podczas deportacji ludności polskiej uciekł jeden z osadników wojskowych o nazwisku Mleczko. Sąsiedzi Ukraińcy wytropili stodołę w której się ukrył i żywcem spalili go.

- 1942 roku:
We wsi Posada Jaćmierska pow. Sanok Ukrainiec gestapowiec Leo Humeniuk zastrzelił Polaka. Łącznie miał on na sumieniu tortury i morderstwa wielu Polaków. Latem 1944 roku, podczas ofensywy Armii Czerwonej, został złapany przez partyzantów AK i przekazany władzom sowieckim, którym uciekł z aresztu i zatarł za sobą ślad.

- 1943 roku:
W miejscowości Aleksandrówka pow. Biłgoraj Niemcy z policjantami ukraińskimi zamordowali 5 Polaków.
W futorze Toptyn pow. Sarny upowcy powracając z rzezi w Parośli zamordowali 15 Polaków; 70-letnią Mariannę Rudnicką zakłuli zadając jej 37 pchnięć bagnetem, natomiast pozostałe osoby zarąbali siekierami.

- 1944 roku:
We wsi Brykoń pow. Przemyślany Ukraińcy zamordowali Polaka, zarządcę majątku. „10.02.1944 r. został uprowadzony Macher Ferdynand zarządca folwarku.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Burakówka pow. Zaleszczyki: „10.02.1944 r. został zam. Frankel Czesław student UJ, był torturowany.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7)
W przysiółku Grabowiec /Grabowce/ należącym do wsi Piłatkowce pow. Borszczów banderowcy zamordowali 18 Polaków. Komański..., s 49-50 wymienia 17 osób, bez Ludwika Barańskiego, który został powieszony („Rzeczpospolita” 14 lipca 2008 r.). Oraz: „Oto nazwiska ofiar: 1. Barański Marian (powieszony na miejscu); 2. Dubiński Józef; 3. Dubowski Ludwik, 4. Kałmuk Stefan,; 5-6. Pidkuresz Franciszek i Edward; 7. Pidkuresz i.n.; 8. Różański Antoni; 9. Tracz Eudokia; 10-14. Wołczyszynowie: Karol, Maria, Bronisław, Helena i Edward.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
W mieście Kowel woj. wołyńskie zmarła postrzelona przez Ukraińców Leokadia Madej.
We wsi Łukowiec Wiszniewski pow. Rohatyn: „10.02.44 r. została zamordowana Ordon Józefa l. 32 z córką l. 13, synem Tadeuszem l. 9 i 6- miesięcznym dzieckiem.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).
We wsi Medyka pow. Przemyśl banderowcy zamordowali 5 Polaków.
We wsi Ostołowice pow. Przemyślany zostali zamordowani przez UPA 2 Polacy, w tym leśniczy Stanisław Kochan.
We wsi Sarnki Dolne pow. Rohatyn został zamordowany przez banderowców ks. Wiktor Szklarczyk.
We wsi Słoboda Konkolnicka pow. Rohatyn: „10.II.1944 Słoboda Kąkolnicka pow. Rohatyn. Bandyci w uniformach niemieckich dokonali napadu. Zabici: Rudnicki Albin, ur. 1894; Dulik syn Władysława lat 8-9. Wyprowadzeni, a następnie w Byble w stajni zamordowani: Kruszelnicki Władysław, wójt; Wybranowski Michał, sekretarz gminny; Sorokowski Grzegorz, ur. 1923; Rudziński Władysław, ur. 1908; Kwiatkowska Józefa (19-20 lat)”. (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373). Oraz: 18.II.1944 Słoboda Kąkolnicka pow. Rohatyn Zabici, domy spalone: Stokowski Grzegorz, gospodarz; Kwiatkowski Józef, Pańczyniak Marceli, Srokowska Antonina i dwoje dzieci”. (jw.). „10.02.1944 r. zostali zamordowani: Dulik syn Władysława l. 8-9 ; Rudnicki Albin l. 50; Rudziński Karol.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).
We wsi Snowicz pow. Złoczów banderowcy zamordowali 4 Polaków, w tym 3 kobiety.

- 1945 roku:
We wsi Hleszczawa (Kleszczawa) pow. Trembowla: „10.02.1945 r. był wielki napad, zabitych zostało 48 Polaków NN, napastników padło ok.20, poza tym 47 budynków zostało spalonych”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Kurniki Szlachcinieckie pow. Tarnopol: „10.02.1945 r. powieszono w biały dzień 6 Polaków NN.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Romanów pow. Włodawa: „10.02.1945 r. został zastrzelony przez UPA rolnik Demczuk Jan były żołnierz AK.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).
We wsi Szlachcińce pow. Tarnopol: „10.02.1945 r. zamordowano 5 Polaków”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Toki pow. Zbaraż: „10.02.1945 r. zostały zamordowane 3 osoby NN”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7)
We wsi Wola Wielka pow. Lubaczów 10 lutego 1945 r. zamordowali Jana Mroczka ur. 1897 r. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).

- 1946 roku:
We wsi Dołżyca pow. Lesko upowcy zamordowali 2 Polaków.

W nocy z 10 na 11 lutego

- 1944 roku:
We wsi Boków pow. Podhajce banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 72 Polaków. „W piątek, 11 lutego 1944 r., o godzinie 22-giej napadli Ukraińcy na wieś Boków, gmina wiejska Bożyków, powiat podhajecki. Przyjechali oni na saniach z okolicznych wsi i rozpoczęli napadać na domy polskie, pozostawiając w spokoju Ukraińców. Napastnicy oszczędzali amunicję, używając jej tylko w wyjątkowych wypadkach, mordowali zaś Polaków siekierami i narzędziami rolniczymi. Pastwą terrorystów padło 24 osoby zamordowane, dwoje dzieci i jeden mężczyzna ciężko ranni. Szymkowiczowi Bronisławowi, lat około 45, z zawodu rolnikowi, byłemu sołtysowi polskiemu, odcięli Ukraińcy głowę i zabrali ją ze sobą. Temu samemu losowi uległo też wielu innych Polaków, jak np.: Rzędzianowski Jan, lat 21, z zawodu rolnik, b. strzelec oraz Pilecki Ludwik, lat 40, z zawodu rolnik. W tym samym dniu zamordowali też Ukraińcy 8-ioro dzieci od lat 2-10 oraz około 13 kobiet, w tym kilka kobiet ciężarnych. Ukraińcy po dokonaniu swojej zbrodni rozpoczęli rabunek mienia pomordowanych, przy czym ściągali nawet obuwie i odzież zabitych. O godzinie drugiej w nocy mordercy odjechali w kierunku Szumlan w powiecie podhajeckim. Nazwiska pomordowanych brzmią: Pilecki Ludwik lat 40; Szymkowicz Karol lat 50; Cywiński Adam lat 38; Pielewski Władysław lat 41; Żydzianowski Jan lat 21; Zacharko Wiktor lat 36; Szymkowicz Bronisław lat 48; Pilecki Michał lat 15; Pilecka Janina lat 12; 10. Pilichowski Kazimierz lat 10; Trzy córeczki Cywińskiego Adama: Maria lat 14, Janina lat 9, Laurenta lat 5; Żędzianowska Antonina lat 56 ; Zacharko Eugenia lat 37; Szymkowicz Marcela lat 41; Szymkowicz Sabina lat 43; Kułaczkowska Karolina lat 49; Cywińska Anna lat 35; Budz Czesława lat 23; Budz Ryszard lat 3; Szymkowicz Krystyna lat 19; Pielichowska Emilia lat 40. Ranni: Pilecka Wanda lat 38; Zacharko Lusia lat 8’ Kułaczkowski Kazimierz lat 54; Pilichowski Jan lat 6. Prócz tego zmarła z otrzymanych ran Pilichowska Emilia, lat 40.” (1944, 24 lutego – Protokół spisany w PolKO w Brzeżanach dotyczący napadu (połączonego z mordami) Ukraińców na wieś Boków w powiecie podhajeckim. Protokół spisany z p. Pileckim Adamem, lat 21, z zawodu stolarzem, z Bokowa, gmina Bożyków, powiat podhajecki. Brzeżany, dnia 24 lutego 1944 . W: B. Ossol. 16722/1, s. 145-146). Imienną listę 66 Polaków (Komański.., s. 254 – 255) uzupełnia prof. Jankiewicz: „W czasie pierwszego napadu 10/11.02.1944 r. zamordowano Pielichowskiego Jana l. 6., czterej bracia Gutowie i Krupa Jan l. 28 .” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). „Z 10/11 lutego we wsi Boków pow. Podhajce banderowcy zamordowali 60 Polaków. Zginęli: Bolinowski Kornel i Wiktor, Cewiński Joachim, Justyn i jego córka Antonina, Cewńiski Adam i 3 córki, Chodyniecki Antoni i Sabina (z Pileckich), Ferenc Aniela, Haladewicz Stanisław, Jakubowski Franciszek, Jurkowski Jan i syn Józef, Kasper Genowefa (z Pileckich), Kułaczkowska Karolina, Pilecki Ludwik, jego dzieci Michał i Janina, Pilecki Ignacy i jego syn, Pilecki Kazimierz, Pilecki Antoni z żoną, Pilecki Jan, Pilecki N. (s. Aleksandra), Pondel N. i jego żona, Pondel Józefa, Rozumek N. i jego syn Władysław, Skulski Ludwik jego żona Zofia i syn, Skulski Walery, Sumisławska Maria i Stanisław, Szymkowicz Bronisław i jego żona Sabina (z Pileckich), Szymkowicz Karol, jego żona Marcela i córka Krystyna oraz zamężna córka Czesława i jej syn Ryszard, Szymkowicz Ludwik, Świderski Franciszek. Zacharko Pantelemon, Wiktor i jego żona Genowefa, Zatorski Jan, jego żona Kornela i syn, (R) Żędzianowski N. i jego syn Jan.” (Kubów..., jw.). „Ostatnio zaszły następujące wypadki mordów i rabunków: 4 na 5 lutego 1944 napad na Buków [Podhajce]”. (1944, 26 lutego – Pismo Pol. K. O. Stanisławów do RGO w Krakowie i Lwowie. Zawiera opis sytuacji uchodźców polskich z napadanych wiosek i wykazy mordów i rabunków. W: B. Ossol. 16721/1, s. 295-302). Wymienione zostały imiennie 23 osoby zabite i 4 ranne. Większość tych ofiar wymienia Komański i Siekierka na s. 254 – 255 opisując napad na wieś Boków pow. Podhajce w nocy z 10 na 11 lutego 1944 roku (nie wymieniają oni Czesławy i Ryszarda Budze). Wieś Buków nie jest wymieniona. Zapewne informacje, jakie otrzymał Polski Komitet Opiekuńczy w Stanisławowie były niedokładne. Oraz: we wsi Boków pow. Podhajce: „Ukraińcy wymordowali 23 Polaków. Dzieciom obcinano ręce i nogi.” (AAN, AK, sygn. 203/XV/15, k. 122).
We wsi Czyżów pow. Złoczów zamordowali i spalili 7 Polaków a 2 ciężko poranili.

- 1945 roku:
We wsi Sieniawa pow. Zbaraż banderowcy wymordowali 26 Polaków i spalili 40 zagród.
We wsi Zazdrość pow. Trembowla obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 40 Polaków, większość spalili żywcem, 14 osób zostało rannych.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Poniedziałek, 2 marca 2026 15:23:09
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
11 lutego

- 1943 roku:
W okolicach wsi Łokacz pow. Horochów Ukraińcy uprowadzili Polaka i Rosjanina (męża Polki) i ślad po nich zaginął.
We wsi Tiutkiewicze pow. Równe został zabity przez Ukraińców w szpitalu 19-letni Polak Feliks Gontarz.

- 1944 roku:
We wsi Hołyń pow. Kałusz: „11.02.1944 r. zostali uprowadzeni inni dwaj górnicy NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).
Koło miasta Luboml woj. wołyńskie Ukraińcy przez trzy dni torturowali 2 ujętych Polaków, zanim ich zakopali w dole.
We wsi Olesko pow. Złoczów banderowcy uprowadzili i zamordowali 12 Polaków.
We wsi Pańkowce pow. Brody Ukraińcy zamordowali 6 Polaków. („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122).
We wsi Popowce pow. Brody Ukraińcy zamordowali 2 Polaków. („Sprawozdanie sytuacyjne z ziem polskich”, nr 10/44 [grudzień 1943, styczeń luty 1944]; w: Instytut Polski i Muzeum im. gen Sikorskiego w Londynie, No: PRM – 122).
We wsi Remizowce pow. Złoczów obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali co najmniej 10 Polaków, w tym rodzinę Turkiewiczów.
We wsi Szpikłosy pow. Złoczów podczas nocnego napadu zamordowali 16 Polaków.
We wsi Terebiniec pow. Tomaszów Lubelski policjanci ukraińscy zastrzelili 13 Polaków, w tym administratora z żoną oraz dzieci lat 6 i 15 (inni napad ten datują dzień później).
W mieście Włodzimierz Wołyński na przedmieściu Komarówka upowcy zabili 3 Polaków, w tym 2 kobiety.
We wsi Wołków pow. Przemyślany bojówkarze UPA napadli na plebanię, zamordowali ks. Józefa Kaczorowskiego i ciężko ranili jego matkę, która zmarła na drugi dzień, a następnie zamordowali kolejnych 2 Polaków.

- 1945 roku:
We wsi Iwanie Złote pow. Zaleszczyki: „11.02.1945 r. zostały zam. dwie Polki NN, które przyjechały po swoją żywność”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Karolówka pow. Zaleszczyki Ukraińcy zabili 2 Polaków, którzy przyjechali z Tłustego do swoich domów po żywność.
We wsi Medyn pow. Zbaraż: „11.02.1945 r. zostały zam. 3 osoby NN, Polacy.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Sieniawa pow. Zbaraż bojówka UPA w nocy zamordowała 26 Polaków i spaliła 40 polskich zagród.
We wsi Sieniachówka pow. Zbaraż w czasie napadu na Sieniawę druga grupa upowców zamordowała 5 Polaków i spaliła kilka polskich zagród.

- 1946 roku:
We wsi Wielkie Oczy pow. Jaworów zamordowali Bolesława Wilhelma lat 20. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
12 lutego

- 1943 roku:
We wsi Tłuste Miasto pow. Zaleszczyki Ukraińcy zamordowali Polaka, nauczyciela; „został zabity Rocicki Marian.” (Kubów..., jw.).
We wsi Turkowice pow. Hrubieszów: „12.02.1943 - kierownik szkoły Zygmunt Bondarewicz wpadł w zasadzkę utworzoną przez policję ukraińska, został przez nich zastrzelony, dzieci usypały mu mogiłę, a po paru dniach partyzanci z Sahrynia przenieśli jego ciało na cmentarz i postawili drewniany krzyż na bezimiennym grobie. Zygmunt Bondarewicz- kierownik szkoły, bestialsko zamordowany przez policję ukraińską, o którym powiedział do siostry Hermany jeden z oprawców: „hardy był wolał zginąć niż broń oddać”. (www.hrubieszow.info/info/hrubieszow_i_okolice_e1/p17.htm). Był on dowódcą kompanii AK Sahryń – Turkowice.
Żabodukt Postów: 82329
kumak
Żabodukt, postów: 82329
Piątek, 20 marca 2026 21:21:38
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Dziś publikujemy w całości drugi najchętniej czytany tekst na stronie przemysl.pro, który spowodował trwającą wiele dni inwazję farm trolii na nasz fanpage oraz, prawdopodobnie, atak na naszą stronę www

To esej, który świadomie pokazuje historię Polaków i UPA lat 1943-47 nie przez pryzmat polskiej ludności cywilnej mieszkającej na Kresach (najczęściej spotykana w Polsce perspektywa historyczna). Nie przez pryzmat pamięci o żołnierzach Ukraińskiej Powstańczej Armii i jej walki z niemieckim i sowieckim okupantem (a więc tak, jak to widzi dziś ukraińska polityka historyczna). Przedstawiamy tę historię oczami mieszkańców Pogórza Przemyskiego. Oczami ukraińskiej ludności cywilnej zamieszkującej niegdyś tę część Podkarpacia.

Nie jest to więc obraz całości wydarzeń, ale uzupełnienie tego obrazu o historie rzadko przebijające się do opinii publicznej - losy Ukraińców, którzy mieszkali w powiecie przemyskim czy ustrzyckim oraz całej tej grupy narodowościowej na terenach PRL, w tym 450 tys. ludzi, przymusowo poddanych repatriacji do "sowieckiego raju - krainy kołchozowego szczęścia" oraz ok. 140 tys. ludzi wysiedlonych na tzw. :"Ziemie Odzyskane" w ramach Akcji Wisła. To historia, która pozwala lepiej rozumieć wydarzenia z czasów tuż po II wojnie światowej:

BIRCZA 1945-46. HISTORIA NIEOPOWIEDZIANA

W nocy z 6 na 7 stycznia 1946 roku Bircza broniła się przed atakiem UPA. W sobotni wieczór (17 stycznia) w tej miejscowości odbyła się rekonstrukcja historyczna tej bitwy. Co zdarzyło się 80 lat temu, jaki jest kontekst tej ważnej, mało znanej lokalnej historii?

Tekst: Andrzej Orzechowski

W styczniu 1946 roku Bircza była najważniejszą polską twierdzą na Pogórzu Przemyskim, niemal całkowicie opanowanym wówczas przez UPA. W latach 1945-46 Ukraińcy mieli tam swoją… Republikę Powstańczą, z własną pocztą, szkołą podchorążych. Stolicą Republiki były oddalone zaledwie 10 km od Przemyśla Olszany. Jesienią 1945 r. i w pierwszych miesiącach 1946 r. niemal cały teren Pogórza był kontrolowany przez Ukraińską Powstańczą Armię. Jak do tego doszło?

Miks kulturowy? Nie całkiem

W wioskach Pogórza Przemyskiego już przed II wojną światową Ukraińcy stanowili 80-90% ludności. Można się o tym przekonać, jeżdżąc rowerem po tych, niezamieszkałych w zdecydowanej większości terenach. O „ukraińskości” tych ziem informują tablice z krótką historią nieistniejących wsi, postawione przez Lasy Państwowe. I tak np. Jamnę Dolną i Jamnę Górną w dolinie rzeki Jamninki, na zachód od Arłamowa, przed II wojną światową zamieszkiwało blisko 2 tys. osób. Spośród nich ledwie 26 osób deklarowało narodowość polską, 24 – żydowską. To 2,5% mieszkańców.

Na całym Pogórzu – jak pisze dr Artur Brożyniak, historyk IPN, w pracy poświęconej trzem bitwom o Birczę – jedynie w czterech miejscowościach Polacy przeważali nad ludnością ukraińską. Jedną z nich była Bircza, gdzie przed wojną ok. 40% mieszkańców chodziło do Kościoła rzymskokatolickiego i czuło się Polakami (drugą największą mniejszością byli tam Żydzi). W sąsiedniej miejscowości, w Starej Birczy, aż do końca II wojny światowej przeważała już jednak ludność ukraińska.

Skąd wzięła się Republika Powstańcza na Pogórzu Przemyskim? Skąd u Ukraińców chęć masowego, zawziętego oporu przeciw władzy ludowej? Dlaczego nawet 16-, 17-letni chłopcy zaciągali się od jesieni 1945 roku do Ukraińskiej Powstańczej Armii, przez Polaków do dziś kojarzonej głównie z ludobójczą czystką etniczną na Wołyniu i w Galicji Wschodniej?

Powszechny opór przeciw przesiedleniom

Głównym powodem był fakt, że ukraińscy mieszkańcy Pogórza Przemyskiego nie chcieli opuszczać terenów, które ich rodziny zamieszkiwały od setek lat. Nie chcieli wyjeżdżać do sowieckiego, stalinowskiego „raju”, czyli do ZSRR. Za dobrze znali ten „raj” – przede wszystkim na skutek największej ich narodowej tragedii w dziejach nowożytnych, czyli z powodu pamięci o Wielkim Głodzie przełomu lat 20. i 30. XX wieku.

Tymczasem już we wrześniu 1944 r. rozpoczęły się akcje repatriacyjne. Najpierw komunistyczne władze zachęcały ludność ukraińską z terenów wschodniej Polski do dobrowolnych wyjazdów. Ale efekt tych apeli, mimo propagandowych tekstów w prasie i materiałów w kronikach filmowych, był znikomy. Dlatego szybko komuniści – realizując wizję Stalina, wizję monoetnicznej Polski – zdecydowali się na przymusowe wysiedlenia ludności do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

Polska Ludowa, chcąc zmusić ukraińską ludność do uległości, już wcześniej zresztą przymusowo zamykała cerkwie, szkoły i ośrodki kultury. Przynajmniej na terenach kontrolowanych przez nowe władze. To budziło wściekłość i naturalny opór rdzennych mieszkańców tych ziem. To sprawiło także, że od 1945 roku zmieniał się charakter UPA. Nacjonalistyczna organizacja dążąca do budowy jednolitego etnicznie państwa ukraińskiego jeszcze w 1943 roku była przez większość Ukraińców traktowana z dystansem. Po przejściu frontu i nastaniu sowieckich porządków UPA była jednak jedyną organizacją oporu wobec komunistów. Dlatego szybko stawała się formacją masową.

Mieszkańcy ukraińskich wsi, którzy wcześniej często traktowali żołnierzy UPA jak uzbrojonych intruzów, wymuszających żywność i destabilizujących codzienne życie wsi w imię abstrakcyjnych haseł narodowych, sami zaczęli wysyłać swoich synów do UPA. Pełni nadziei, że to jedyny ratunek przed przesiedleniami, wywłaszczeniami, terrorem NKWD i innymi „dobrodziejstwami” aparatu sowieckiej władzy.

Ukraińska wojna domowa

Ukraińcy za dobrze wiedzieli bowiem, co znaczy żyć pod butem Stalina. Nie tylko ze względu na to, że w latach 1939-41, przez blisko 21 miesięcy, tereny na Wschód od Sanu znajdowały się w granicach ZSRR. Kościół grekokatolicki, nauczyciele, działacze społeczni już wcześniej dostarczali miejscowej ludności wiedzę, że na przełomie lat 20. i 30. kilka milionów Ukraińców w Związku Radzieckim zmarło z powodu głodu – ludobójczej akcji wynikającej z fatalnie przeprowadzonej, przymusowej kolektywizacji wsi (wywłaszczania ludzi z ich majątków, tworzenia kołchozów).

Dlatego opór tego narodu przeciw władzy sowieckiej przybrał… monstrualne rozmiary – zarówno w całej Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej, jak i na wschodnich krańcach PRL. Według Grzegorza Rossolińskiego-Liebe w USRR w latach 1944-50 trwała wojna domowa. Pamiętający „sowiecki raj” ludzie masowo wstępowali do UPA, a władza sowiecka krwawo się z nimi rozprawiała… Według danych przytaczanych przez autora mocno krytycznej biografii Bandery, Sowieci zamordowali 153 tys. ludzi zaangażowanych w opór przeciw władzy ludowej (głównie związanych z OUN-UPA), przetrzymywali w więzieniach 134 tys., a w głąb Związku Radzieckiego deportowali 203 tys. ludzi.

Skala oporu i skala represji Sowietów wobec walczących z komunistyczną władzą była zupełnie nieporównywalna, mniej więcej 10-krotnie większa niż skala oporu Polaków przeciw rządowi PKWN w Lublinie a następnie komunistycznym władzom w Warszawie.

UPA opanowuje Pogórze

Zamieszkane głównie przez Ukraińców Pogórze Przemyskie (podobnie jak Bieszczady oraz wiele terenów na wschód od Sanu) było naturalną częścią tego powszechnego oporu. UPA na tych terenach – tak jak i polscy żołnierze wyklęci – wierzyła w zmianę porządku ustalonego w Jałcie, choćby za sprawą konfliktu sowiecko-amerykańskiego. Wierzyła w zmianę granic i w niepodległe państwo ukraińskie, obejmujące także etnicznie ukraińskie ziemie Pogórza Przemyskiego i Bieszczad. Latem 1945 roku, gdy zaczęły się wysiedlenia do ZSRR, zaczęła jeszcze naturalnie rosnąć w siłę.

Ukraińska Powstańcza Armia dążyła więc do opanowania całych Bieszczad i położonych wyżej terenów na wschód od Sanu, czyli m.in. całego Pogórza Przemyskiego. Szybko zdobyła zresztą kontrolę nad zdecydowaną większością tych terenów. Jedynym silnym ośrodkiem władzy ludowej na Pogórzu Przemyskim, punktem koncentracji polskiego wojska, była „Twierdza Bircza”. To tam stacjonowało najwięcej żołnierzy Wojska Polskiego – formacji biorącej też udział w przymusowych repatriacjach ukraińskich mieszkańców wschodniej części Podkarpacia i Lubelszczyzny do ZSRR, a następnie w tłumieniu oporu UPA i w czystkach etnicznych dokonywanych na ludności ukraińskiej.

Pierwsze walki UPA o Birczę miały miejsce 22 października 1945 roku. Były skazane na niepowodzenie, bo „siły polskie należy szacować na ok. 650 żołnierzy, 140 milicjantów i 60 członków samoobrony” – pisał w pracy poświęconej trzem próbom zdobycia Birczy przez UPA Artur Brożyniak, historyk IPN. Straty polskich oddziałów były jednak poważne – zginęło m.in. 15 żołnierzy z 28 pułku piechoty i 9. Dywizji Piechoty.

Exodus ludności cywilnej

Po pierwszym ataku UPA na Birczę kolejna grupa polskich mieszkańców opuściła tę miejscowość i pod eskortą wojska udała się do Przemyśla. Dla wszystkich (szczególnie dla wojskowych) stało się jasne, że miejscowość jest strategicznym punktem walk na Pogórzu Przemyskim. Wojsko potrzebowało domów. Wykorzystując strach przed UPA nie miało przy tym większych problemów z przekonaniem ludności cywilnej do czasowego opuszczenia rodzinnej miejscowości.

Druga próba zdobycia Birczy i opanowania później całego Pogórza Przemyskiego nastąpiła w nocy z 29 na 30 listopada 1945 r. Także zakończyła się niepowodzeniem. Po odparciu wojsk UPA w Birczy zostało już tak niewielu cywilów, że nawet miejscowy ksiądz rzymskokatolicki (ks. Duda) opuścił parafię. Nie miał już za bardzo dla kogo odprawiać mszy.

Historia trzeciej bitwy o Birczę

W pierwszych dniach stycznia 1946 roku w Birczy stacjonował m.in. batalion 26 pułku piechoty liczący 222 żołnierzy. W czasie trzeciego ataku zarówno batalionem, jak i obroną Birczy dowodził sowiecki oficer narodowości ukraińskiej, kpt. Arsenti Kuźmienko. Stacjonowali tam także żołnierze 28 pułku piechoty, milicjanci, członkowie paramilitarnego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego podległego Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego, urzędnicy Komisji Przesiedleńczej…

W trakcie walk na pomoc przybędą jeszcze z Przemyśla żołnierze 30 pułku piechoty, dowodzeni przez innego sowieckiego oficera mjra Teodora Czerkaszyna. Wspomniany oddział to żołnierze piechoty i kawalerii, ok. 230 osób.

Polskich cywilów niezwiązanych z władzą ludową była ledwie garstka. Na obrzeżach wsi, w mniej bezpiecznych, opuszczonych domach, zamieszkali Polacy, którzy uciekli z innych wiosek. Spore siły milicyjne i wojskowe dawały im iluzję bezpieczeństwa. Iluzję, bo to właśnie ci napływowi cywile byli jedynymi, polskimi ofiarami trzeciej bitwy z UPA. Jeden z zamieszkiwanych przez nich domów spłonął, w pożarze zginęło pięcioro Polaków, w tym dwie kobiety i dziecko.

Trzeci napad Ukraińskiej Powstańczej Armii na największy polski garnizon na tych terenach – podobnie jak dwa poprzednie – nie powiódł się. Był źle przygotowany. Na przeprowadzenie akcji naciskało dowództwo okręgu OUN. Rozkaz zdobycia Birczy nie podobał się jednak wielu członkom UPA, dla których było już jasne, że rozbicie najsilniejszego w regionie garnizonu wojsk polskich będzie niezwykle trudne.

Ofiary głównie po stronie ukraińskiej

W trzeciej walce o Birczę nie zginął prawdopodobnie ani jeden żołnierz Wojska Polskiego. Artur Brożyniak w swojej pracy poświęconej napadom UPA na Birczę wspomina jedynie taką historię: „Około godziny 12.00 [7 stycznia] banderowiec ukryty w żydowskiej łaźni w pobliżu synagogi ostrzelał rannego żołnierza, który szedł do punktu sanitarnego po skończonej walce. Wspomniany doznał bardzo ciężkich ran postrzałowych. Część świadków stwierdziła, że prawdopodobnie z powodu obrażeń wkrótce zmarł”. Nie ma jednak w dostępnych źródłach żadnych dowodów na to, że wspomniany żołnierz zmarł.

Liczbę zaangażowanych w atak żołnierzy UPA ciężko oszacować. Było ich co najmniej kilkuset. Po stronie ukraińskiej było też wiele ofiar. 28 martwych osób w wieku 17-32 lata Polacy zakopali później w ogrodzie Jana Laszkiewicza, niedaleko starej żydowskiej łaźni. Po 1990 roku mniejszość ukraińska w Polsce zaczęła starania o ekshumację tych ciał.

2 kwietnia 1995 roku odbyło się nawet gminne zebranie w Birczy, z udziałem zaproszonych przedstawicieli mniejszości ukraińskiej, na którym mieszkańcy mieli wyrazić zgodę na ekshumację i pochowanie zabitych na miejscowym cmentarzu. Nie wyrazili. Z samego zebrania powstał później znakomity, głośny reportaż Lidii Ostałowskiej „Postanowienie”.

Dobici strzałem z bliskiej odległości

Do ekshumacji ciał doszło ostatecznie dopiero w 1999 roku. Badania pod kierunkiem prof. Andrzeja Koli z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika wykazały – na podstawie stanu szkieletów – że część rannych w bitwie została zakatowana na śmierć lub zabita strzałem w głowę oddanym z bliskiej odległości. Ustalono, że oprócz 23 członków UPA grób zawierał również ciała pięciu cywilów, wcześniej więzionych w lokalnym areszcie.

Zdaniem Artura Brożyniaka z IPN wspomniana piątka to byli „przewodnicy z cywilnej siatki, którzy towarzyszyli dowódcom atakujących grup, członkowie ochrony „Konyka” i sztabu przemyskiego kurenia UPA”. Historyk IPN bagatelizuje dobicie rannych żołnierzy i zabicie bez wyroku uwięzionych cywilów: „Zgodnie z obowiązującym prawem polskim i międzynarodowym nie mieli oni statusu jeńców wojennych, część nosiła polskie mundury, z punktu widzenia prawnego byli terrorystami”.

Sam Instytut Pamięci Narodowej zapłacił za kolejne (już nie tak jednoznaczne) ekspertyzy i umorzył śledztwo w sprawie zbrodni. Najmłodsza z ofiar wykopanych z ogrodu Jana Laszkiewicza miała 17 lat, najstarsza – 32 Wyniki badań pierwszych ekshumacji, jak i fakt pochowania 28 zabitych w ogrodzie jednego z mieszkańców Birczy, przy krzakach porzeczek, to jedne z najbardziej problematycznych elementów tej historii, które na pewno kładą cień na „bohaterską obronę” Birczy.

Żołnierze UPA pochowani w Przemyślu

Warto dodać, że mieszkańcy Birczy ostatecznie ani w 1995 roku, ani później, nie zgodzili się na pochowanie ciał zabitych w ich miejscowości. Choć apelował do nich o to nawet proboszcz rzymskokatolickiej parafii z tej miejscowości, ksiądz Stanisław Misiak. Dlatego też szczątki żołnierzy trafiły do Przemyśla. Pochowano ich na cmentarzu Strzelców Siczowych – żołnierzy Ukraińskiej Armii Ludowej Symona Petlury, internowanych przez władze II RP w obozie w Pikulicach po 1920 roku, zmarłych tam z powodu ciężkich warunków panujących w obozie.

Fakt pochowania w Przemyślu żołnierzy UPA – zabitych w walce bądź rozstrzelanych już po walce – miał swoje kolejne reperkusje. W czerwcu 2016 roku środowiska nacjonalistyczne w Polsce rozpętały histerię, że mniejszość ukraińska czci w Przemyślu żołnierzy UPA. Doprowadziło to do atmosfery pogromowej w mieście i ataku kiboli, a nawet zwykłych mieszkańców, na ukraińską procesję grekokatolicką zmierzającą na cmentarz żołnierzy Ukraińskiej Armii Ludowej.

Do dziś procesję muszą ochraniać liczne siły policji, choć pochowani na cmentarzu Strzelców Siczowych żołnierze UPA nie mieli nic wspólnego (poza nazwą) z czystkami etnicznymi na polskiej ludności na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Ba, sami byli w sporej części ofiarami zbrodni.

Pamięć o lokalnej historii…

Upamiętnienie ataków UPA na Birczę w tym roku nie spotkało się z żadnymi protestami mniejszości ukraińskiej w Polsce. Dlaczego? Bo w tym przypadku upamiętnienie nie jest wcale takie złe – może prowadzić do przywracania pamięci o zapomnianych i niechętnie opowiadanych w regionie wydarzeniach (czego ten tekst niech będzie tylko jednym z przykładów). To, co działo się na Pogórzu Przemyskim czy Bieszczadach w latach 1945-1947 nie jest bowiem szerzej znane mieszkańcom Polski i Podkarpacia. Zarówno fakt, że Pogórze Przemyskie w 80-90% było zamieszkane przez ludność ukraińską, jak i historia powszechnego oporu ukraińskiej ludności przeciw wysiedleniom do ZSRR, przeciw komunistycznej władzy, a następnie historia potwornych represji tej ludności, jest w Przemyślu i w regionie tak skrywana i tak niechętnie odkopywana jak 28 ciał z ogrodu Jana Laszkiewicza w Birczy.

Rekonstrukcje mogą przywracać pamięć o tej zapomnianej historii lokalnej. W tym przypadku – warto ją przypominać, bo dotąd słyszeliśmy na ogół dość jednostronną narrację. Stąd przeciętny mieszkaniec regionu nie ma pojęcia o tym, że we wzajemnych, polsko-ukraińskich czystkach etnicznych, na terenach dzisiejszej Polski zginęło więcej Ukraińców niż Polaków (szacuje się, że ok. 8-10 tysięcy cywilów narodowości ukraińskiej). Nie słyszy też, że sprawcami rzezi były zarówno oddziały poakowskie (do największej zbrodni doszło w Pawłokomie koło Dynowa, gdzie w dniach 1-3 marca 1945 roku oddział Józefa Bissa „Wacława” wymordował 375 ukraińskich mieszkańców wsi), jak i regularne, będące na żołdzie komunistycznego państwa oddziały Wojska Polskiego.

Na terenach wschodniego Podkarpacia doszło do wielu czystek etnicznych na Ukraińcach dokonanych przez Wojsko Polskie – 25 stycznia mieliśmy 80. rocznicę zbrodni w Zawadce Morochowskiej, gdzie żołnierze 34 pułku piechoty wymordowali 62 osoby, głównie kobiety, starców i dzieci. „Byli wśród nas i tacy, którzy rozkoszowali się tą rzezią. Zabijali dzieci, wykłuwali im oczy i wycinali kobietom piersi” – zeznawał jeden ze sprawców. W lipcu tego roku będzie 80. rocznica rzezi w Terce, gdzie w podpalonej przez wojsko stodole spłonęło kilkadziesiąt kobiet i dzieci.

…i lokalna amnezja

To historie zupełnie nieznane, bo lokalne instytucje (szkoły, uczelnie, IPN – Oddział w Rzeszowie) zupełnie nie popularyzują oporu Ukraińców przeciw komunistom, przeciw wysiedleniom do sowieckiego „raju”. Nie wspominają o represjach, jakie spadły wskutek tego na ludność ukraińską. Zbrodnia komunistyczna jest zła, gdy dotyczy Polaków. Przedstawianie historii Ukraińców na ziemiach polskich jako ciągu dalszego „rzezi UPA”, niemal jako integralnej części historii Wołynia, to totalny bezsens. Poza szyldem („UPA”) nic tych historii nie łączy.

Polskie Instytucje idą nawet dalej. Powszechnie wypierają wielowiekową obecność Ukraińców – kiedyś zwanych ludnością ruską – na naszych terenach. Można się o tym przekonać się choćby odwiedzając… przemyski magistrat: Na parterze, na ścianie, widzimy tam znaną, piękną grafikę przedstawiającą XVII-wieczny Przemyśl, w której jednak oryginalny napis: „PREMISLIA CELEBRIS RUSSIAE CIVITAS” zastąpiono – ku radości środowisk narodowych – napisem „PREMISLIA LIBERA REGIA CIVITAS”. Niepoprawnie jest zauważać, że Przemyśl w tym czasie – w XVII i w XVIII wieku – znajdował się w województwie ruskim…

Pamięć a upamiętnienie

Sposób, w jaki w Przemyślu i w regionie wymazuje się pamięć o ukraińskich traumach okresu powojennego (mordach dokonanych przez oddziały poakowskie, Bataliony Chłopskie, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, repatriacjach, rzeziach dokonywanych przez oddziały Wojska Polskiego czy wreszcie brutalnie przeprowadzonej akcji Wisła) przypomina nieco sposób, w jaki Polska i Europa zapomniała o… homoseksualnych ofiarach nazistów.

Dopiero w ostatnich latach powstają prace na ten temat (np. „Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej”). Ich autorzy – dr Joanna Ostrowska i Piotr Chruścielski dokładnie analizują też kwestię pamięci o tych ofiarach. Chruścielski rozważa m.in. różnicę między „pamięcią” a „upamiętnianiem”:

"[Upamiętnianie] jest koturnowe i patetyczne, wykluczające tych, których życiorysy nie wpisują się we wzniosłe narracje. Nie dziwi zatem opór przed „upamiętnianiem” tych, którzy bohaterami nie byli. Odejście od „upamiętniania” na rzecz „pamiętania” pozwoliłoby, moim zdaniem, na dużo bardziej rzeczową dyskusję."

Niech ta refleksja będzie puentą tej historycznej opowieści o rekonstrukcji w Birczy i o tych ofiarach, które nie mieszczą się w wygodnych, dominujących dziś narracjach o naszej lokalnej historii. Ale jest jeszcze jeden temat, który w tym historycznym mini-eseju chciałbym przy okazji poruszyć.

Inna perspektywa

Pamięć o niuansach lokalnej historii jest ważna. Ale jeszcze ważniejszy dziś wydaje się jej szerszy kontekst, znajomość historii naszych sąsiadów. Działalność rosyjskich farm trolli skutecznie buduje bowiem mur między Polakami a Ukraińcami. Tylko elementarna, rzetelna wiedza o historii Ukrainy może sprawić, że ten mur zacznie się kruszyć i że będziemy w stanie się wzajemnie zrozumieć.

Dziś słowo UPA to straszak, symbol ludobójstwa, zbrodni. To także paliwo dla Rosji, konsekwentnie – już od czasów Stalina – pracującej na budowanie podziałów między Polakami i Ukraińcami. To wreszcie paliwo dla skrajnie prawicowych sił, napędzające w Polsce podobny wzrost nacjonalizmów, który już doprowadził – w latach 1943-1947 – do tragedii ludobójstwa i wzajemnych czystek etnicznych, do nieprzepracowanych aż do dzisiejszego dnia traum ludności zamieszkującej tereny nad Sanem. Skrót UPA służy dziś rosyjskiej propagandzie do budowania nieufności i psucia wzajemnych relacji między naszymi narodami i trafia – właśnie za sprawą tych traum – na bardzo podatny grunt

Nie raz dawałem publicznie wyraz temu, że wkurza mnie zarówno kult żołnierzy wyklętych w Polsce, jak i kult UPA na Ukrainie. Ale… mimo wszystko wydaje mi się, że – nawet jeśli tych nacjonalistycznych formacji nie lubimy, to jednak można – przy odrobinie dobrej woli – ten nurt polityki historycznej zrozumieć. Dlatego m.in. przypominam w tym tekście skalę sowieckich represji wobec UPA. To ok. 200 tys. ofiar śmiertelnych (przypomnę: 134 tys. w USSR, kolejnych kilkadziesiąt tysięcy to inni członkowie OUN-UPA zmarli np. wskutek warunków życia w więzieniach, łagrach, gułagach na wschodzie Rosji). A więc ogromna cena, jaką płacono za walkę z totalitarną, stalinowską władzą.

Ukraińską, narodową traumę po tej skali represji i zbrodni lat 1945-1950 można porównać chyba jedynie do traumy po zdławieniu Powstania Warszawskiego i zrównania z ziemią Warszawy. Polska (i Ukraina) Chrystusem narodów Kult Powstania Warszawskiego w Polsce, tak jak i kult UPA na Ukrainie, to przede wszystkim kult cierpienia (tyle, że tu z rąk hitlerowskiej, a tam stalinowskiej władzy). W obliczu tak wielkiej ofiary i takiej skali cierpienia, wszystkie pytania i wątpliwości zawsze schodzą na dalszy plan. Zresztą sami o tym powinniśmy doskonale wiedzieć. Bo czy sami też nie czcimy stalinowskich ofiar, zapominając o ofiarach niepodległościowych formacji, które hołubimy? Czy my, Polacy – oddając hołd kilku tysiącom żołnierzy wyklętych – pamiętamy np. o ponad pięciu tysiącach ofiar cywilnych polskiego podziemia niepodległościowego po II wojnie światowej?

Część z nas oczywiście przypomina o morderczych rajdach „Burego” czy „Ognia”, o zbrodniach w Pawłokomie, w Piskorowicach, w Wierzchosławicach, a więc o zbrodniach, którymi ofiarami były mniejszości narodowe. Prawie nikt już jednak nie pamięta o polskich ofiarach – zwykłych ludziach, którzy zostali zabici w trakcie napadów rabunkowych (żołnierze wyklęci nie byli na żołdzie państwa, z czegoś musieli żyć), czy też o zabitych działaczach ludowych, którzy ośmielili się przeprowadzać reformę rolną i dzielić ziemię „panów”? Cel wyższy – niepodległość, opór przeciw komunistycznej władzy – usprawiedliwia dziś wszystko.

Gdy Sejm głosował nad ustanowieniem 1 marca Narodowym Dniem Żołnierzy Wyklętych, nikt nie zauważył, że przecież 1 marca to rocznica największej zbrodni żołnierzy wyklętych (poakowskich oddziałów „Wacława”) w Pawłokomie, nikt nie zwrócił uwagi na wrażliwą dla Ukraińców datę. Przeciw ustanowieniu tego święta głosowało jedynie trzech najbardziej oczytanych posłów (m.in. nieżyjący już reżyser Kazimierz Kutz). Reszta nie bawiła się w niuanse, bo też – tak jak na Ukrainie – liczyło się przede wszystkim cierpienie z rąk totalitarnej, komunistycznej władzy.

Polityka historyczna > historia

Równie ważny był przy tym pożytek nowego kultu i nowego święta dla bieżącej polityki historycznej. Jak odpowiedzieć na coraz większe zagrożenie ze strony Rosji i Putina, starego KaGieBisty, przywracającego w Rosji pomniki Stalina? Jak zmobilizować naród do poświęceń, do większych wydatków na armię, do wstępowania w szeregi wojska? Najlepiej przypomnieć ofiary sowieckiego aparatu państwa – narodowych bohaterów walki z komunistami oraz skalę stalinowskich represji (od wywózek na Sybir, po żołnierzy wyklętych, katownie UB i więzienia lat 1944-1953).

Ukraina w praktyce kopiuje w dużej części tę naszą politykę historyczną. Tyle, że tam mówimy o znacznie większej skali zbrodni i cierpienia, które te zbrodnie unieważnia. W Polsce pamięć o ponad pięciu tysiącach ofiar zniknęła wobec cierpienia dziesięciu tysięcy żołnierzy wyklętych. Na Ukrainie pamięć o stu tysiącach ofiar UPA ginie wobec cierpienia ok. dwustu tysięcy żołnierzy UPA, którzy zginęli z rąk władzy sowieckiej lub zmarli wskutek deportacji, plus kolejnych trzystu tysięcy, którzy cierpieli lecz przeżyli sowieckie represje.

Ten sam wróg na wschodzie

Stepana Banderę śmiertelnie otruł cyjankiem, w 1959 roku w Monachium, agent KGB. Roman Szuchewycz zmarł w czerwcu 1950 r. Nawet nie wiadomo do końca jak – może wskutek morderstwa, może fatalnych warunków uwięzienia w sowieckim łagrze (są różne wersje). Pomniki Bandery i Szuchewycza na Ukrainie to też więc – przede wszystkim – forma pielęgnowania cierpienia i ukraińskiej pamięci o zbrodniczym charakterze sowieckiej władzy, a nie chęć igrania na nosie Polakom.

Analogie znajdziemy nawet w Przemyślu. Upamiętnienie (poprzez nadanie imienia ulicy) postaci endeckiego działacza i publicysty, Włodzimierza Bilana, jest hołdem dla jego cierpienia i śmierci w stalinowskim więzieniu. Nie jest wymierzone w Żydów, bo nie jest też – mam przynajmniej taką nadzieję – gloryfikacją jego wściekle antysemickiej twórczości, której nie powstydziłby się Adolf Hitler (patrz: teksty publikowanej w periodyku „Ziemia Przemyska” w drugiej połowie lat trzydziestych XX w., można je znaleźć na stronach Podkarpackiej Biblioteki Cyfrowej).

Wolałbym oczywiście, by zarówno kultu żołnierzy wyklętych w Polsce, jak i kultu UPA na Ukrainie nie było. Ulica Bilana w Przemyślu – moim zdaniem – też powinna zniknąć, bo mamy przecież wielu innych, mniej obciążonych swoimi chorymi, nacjonalistycznymi poglądami bohaterów. Wiem także, że i tu, i tam, każde z tych upamiętnień może być – choć nie musi – paliwem dla skrajnej prawicy. Ale mimo wszystko staram się rozumieć, że taka polityka historyczna, szczególnie w obliczu wojny bądź zagrożenia ze Wschodu, może mieć pierwszeństwo.

Gdy zagraża nam dziki wschód, putinowska Rosja, pielęgnujemy cierpienie z rąk tegoż dzikiego wschodu. To czysty pragmatyzm, w którym niestety nie ma już miejsca na niuanse, na przykład na fakt, że wśród bohaterów mamy też pospolitych bandytów i morderców. Cele są bowiem zupełnie inne niż prawda historyczna, która jak zwykle – nie tylko w dziejach Polski i Ukrainy – na ogół jednak przegrywa z polityką historyczną.
Żabodukt Postów: 82329
kumak
Żabodukt, postów: 82329
Sobota, 21 marca 2026 09:14:18
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Skutki braku higieny na dawnej polskiej wsi. Niechęć chłopów do wody miała przykre konsekwencje

Higiena osobista mieszkańców polskiej wsi przez całe stulecia ograniczała się co najwyżej do obmycia twarzy i rąk. Kąpano się zaś tylko od wielkiego święta. Takie podejście do czystości miało bardzo przykre konsekwencje dla otoczenia. Zdecydowanie nie chcielibyście się znaleźć w jednym pomieszczeniu z XIX-wiecznym chłopem.

Przez stulecia symbolem braku higieny polskich chłopów były wszechobecne wszy oraz kołtun. Ten ostatni mieszkańcy wsi jeszcze pod koniec XIX wieku, a w niektórych rejonach kraju nawet po II wojnie światowej, uważali za groźną chorobę.

Czystość „poza obrębem pojęć” chłopów
Kołtun stanowił nad Wisłą taką plagę, że w Europie powszechnie kojarzono go z Polakami (więcej na temat kołtuna przeczytacie w tym artykule). Jego rozpowszechnienie wynikało bezpośrednio z ogólnej awersji włościan do wody. Znamienne są tutaj słowa lekarza i filantropa Henryka Dobrzyckiego. Na kartach wydanej w 1877 roku pracy pt. O kołtunie pospolicie „plica polonica” zwanym pisał bez ogródek, że:

Kto wniknął w warunki bytu naszego ludu, kto zna sposób jego życia i potrzeby, a zwłaszcza, kto wykonywał praktykę lekarską między prostym ludem, ten dotykalnie się przekonał, iż poczucie czystości leży prawie poza obrębem pojęć tej przeważnej liczebnie masy zaludnienia, a czystość w chacie wieśniaka chyba do wyjątkowych zjawisk zaliczyć wypada.

O tym jak wyglądało podejście do higieny osobistej chłopów z ziem Królestwa Polskiego pod koniec XIX wieku możemy się przekonać sięgając po książkę Józefa Tchórznickiego pt. Dla zdrowia ludu. Znany lekarz i wielki propagator higieny w 1896 roku z goryczą pisał, że na wsi:

Rano wstawszy nabiera się w usta tyle wody, ile się zmieści i puszcza się ją po trochu na dłonie, którymi przemywa oczy i twarz. Czasami nabiera się po raz drugi i znów rozbryzguje i na tym koniec.

Chłopki myły się częściej
Dalej Tchórznicki dodawał, że sytuacja wyglądała lepiej we wsiach położonych nad rzekami. Tam przynajmniej latem chętnie się kąpano dla ochłody. Lekarz zauważał przy tym, że częściej „stosunkowo myły się kobiety niż mężczyźni”. Wynikało to w znacznej mierze z obowiązków, jakie spoczywały na ich barkach.

Chłopki miały bowiem „większą sposobność ku temu, piorąc bieliznę w rzekach, lub na balii”, a poza tym „w ogóle częściej miały z wodą do czynienia”. Jednak i w tym wypadku „mycie to dotyczyło bardziej rąk i nóg”, głowę bowiem szorowały „bardzo rzadko”.

Nieznośny odór
Takie podejście do higieny osobistej miało przykre skutki dla otoczenia. Ciężko pracujący i niemyjący się miesiącami chłopi roztaczali wokół siebie bardzo nieprzyjemny zapach. Jak pisał autor Dla zdrowia ludu.

Odór jest tak nieznośny, że nieprzyzwyczajony umyka co prędzej, lub otwiera lufcik, a woń tę wydają te brudne skóry, te przesiąkłe dziesięcioletnim potem spancerki [kaftany], a nade wszystko obuwie! Gdy to się wszystko złączy w karczmie z zapachem wódki i knastru [tytoniu do fajek], można zemdleć, a rozchorować się bardzo łatwo.

Lud jednak wśród tej atmosfery żyje, bawi się, hula, weseli, pije i jarmarkuje. Przypuszczając, że inaczej być nie może, przyucza od dziecka nerwy do tego rodzaju wonności i pozostaje w takim zwierzęcym stanie.

Niemyta szyja
Tchórznicki w swej książce pisał o chłopach z Kongresówki, ale sytuacja wyglądała niemal identycznie na terenie Galicji. Zresztą bardzo niewiele w tej materii zmieniło się również po odzyskaniu niepodległości. Zgodnie z tym, co podawał Kazimierz Moszczyński w książce pt. Kultura ludowa Słowian jeszcze pod koniec lat 20. XX wieku:

Włościanie z Małopolski i Mazowsza, zamierzający się myć, czerpią zwykle kwartą wodę z cebra, kubła albo stągwi, nabierają wody pełne usta, stawiają kwartę gdzie bądź w pobliżu i wodą z ust obmywają naprzód ręce a potem twarz, dobierając jej z kwarty ile trzeba; szyja pozostaje przy tym zwykle nietknięta.

W niektórych okolicach myją się wprawdzie co rano nad miskami, ale toaleta taka sprowadza się ściśle mówiąc, do opłukania oczu oraz zwilżenia twarzy i nie zasługuje w naszym rozumieniu nawet na nazwę mycia. Mydło nie jest przy tym wcale używane.

Źródło tekstu: https://wielkahistoria.pl/podejscie-polskich-chlopow-i-c...

Źródło zdjęć: domena publiczna
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Sobota, 21 marca 2026 19:37:08
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Informacje » kalendarz pamięci polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa, 21 marca
kalendarz pamięci polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa, 21 marca
Opublikowano 21 marca 2024 przez Wołyń Pamiętamy

– 1943 roku:

W miasteczku Horyńgród pow. Równe Ukraińcy zamordowali 25-letnią Helenę Kochanowicz a jej syna Juliana lat 9 spalili wraz z domem. Oraz: „Jak w każdą noc poszliśmy spać do stodoły. Gdzieś o północy obudziły nas okropne krzyki ludzi, ryki krów, rżenie koni, kwiki świń. To było straszne. Przez szpary desek zobaczyliśmy płonące budynki. Stanęliśmy obok siebie i nie wiedzieliśmy co robić – myśleliśmy, że jesteśmy otoczeni. Po chwili ojciec zadecydował, że musimy wychodzić przez te małe drzwiczki pojedynczo, bo możemy być żywcem spaleni. Piszę wychodzić ale trzeba było wypełzać. Kilka metrów trzeba było pełznąć przez pole i wtoczyć się do rowu, który tam się znajdował. Cały czas krzyki, ruch i znowu słychać było bliskie rozmowy biegających Ukraińców. Rów był kilka metrów od drogi. Mogli w każdej chwili wejść do rowu. Jakie myśli targały każdym z nas nie wiedząc co dzieje się z tymi ludźmi, którzy krzyczą mordowani żywcem. Bardzo długo wlokły się godziny w rowie, aż zaczęło świtać. Nie mogliśmy dłużej zatrzymywać się w tej kryjówce, mogli nas spostrzec. Bardzo ostrożnie szliśmy w kierunku domu. /…/ Gdzieś może około ósmej przyszli do nas sąsiad Polak z 12-letnim chłopakiem Stefanem. Był to syn drugich sąsiadów (oni mieszkali z drugiej strony wsi). Zaczęli opowiadać. Powiedzieli, że kilka rodzin nie żyje, jedni zostali spaleni żywcem, a drugich, którzy nie zdołali uciec czy schować się zamordowano w ich domach. Stefan, chłopak też tej nocy postradał rodziców. Siedzieli tak jak my w stodole. Ukraińcy podeszli do drzwi i kazali im wychodzić. Zerwali kłódkę i otworzyli drzwi. W tym czasie ojciec Stefana chciał powstrzymać napaść, kazał Stefanowi świecić latarką, a sam chciał ugodzić kogoś z bandy. Niestety sam został śmiertelnie ugodzony siekierą. Stefanowi w ciemnościach Ukrainiec siekiera ściął kawałek policzka, na szczęście niegroźnie. Ukraińcy byli zajęci rodzicami mordując ich, więc nie zauważyli kiedy Stefan ze swoją siostrą Stefcią w tym czasie wypełzli przez przygotowany otwór w tylnej części stodoły i schowali się w warzywnym ogrodzie. Nie przeczuwali, że zostaną sami na świecie mając po 12 lat (byli bliźniakami). Tam w stodole zamordowano ich rodziców i spalono. Inna polska rodzina tej nocy skryła się w piwniczce-kopcu na ziemniaki i inne warzywa. Kopiec znajdował się w tym dużym gospodarstwie na podwórku. Był dość okazały, z drzwiami. Ukraińcy spalili ich dom, stodołę, oborę z krowami, końmi, chlewy z trzodą i kurnik kurami. Właścicieli nie znaleźli, nie domyślili się gdzie przebywają, chociaż cały czas chodzili po tym kopcu i tylko mówili, gdzie oni się schowali, gdzie oni mogą być. Gospodarze byli w kopcu i cały czas modlili się. Niemcy stacjonowali 2-3 km od naszej wioski. Widzieli w nocy łuny pożarów, dobrze wiedzieli co się dzieje. Jednak nie przyjechali, nie powstrzymali tej rzezi. Usłyszeliśmy tej nocy kilka strzałów. Chyba na wiwat, bo wiedzieli, że znowu będzie o ileś Polaków mniej, a przecież to było im na rękę. Po tej strasznej nocy została nas garstka. Ktoś rzucił pomysł, żebyśmy udali się do tej miejscowości, gdzie są Niemcy, niech coś z nami zrobią. Tu już nie możemy zostać na następną noc. Przyszło kilka kobiet ukraińskich do mieszkania i widząc, że się pakujemy udawały zdziwienie dlaczego to robimy. Moja mama powiedziała im, że dobrze wiedzą co działo się tej nocy. Większość naszych rzeczy wrzuciliśmy do dużego kufra i ojciec włożył go do dołu w spiżarce. Nie wiem po co, bo przecież wiadomo było, że tu już nigdy nie wrócimy. Zresztą i tak nie moglibyśmy tego zabrać ze sobą. Pan Golasowski, który odwiedził nas rano, zaproponował, że możemy wrzucić kilka węzełków na jego furmankę. Udało mu się uratować konia i wóz. Pod wieczór, jakby miał jakieś przeczucie i zaprowadził konia z wozem pod swój las. Konia odwiązał i puścił. Na szczęście nikt z Ukraińców tego nie zauważył. Rano zagwizdał na konia i ten wrócił. Tak udało nam się z majątkiem w postaci kilku węzełków (każda uratowana rodzina chciała coś zabrać) dotrzeć do Niemców, zostawiając znajomych, którym nie udało się przeżyć. Na miejscu zobaczyliśmy tłumy ludzi, którzy też przyszli z tej przyczyny. Tu zorientowaliśmy się, ze rzezie odbywały się we wszystkich wsiach, gdzie byli Polacy. Dużo uciekło w pojedynkę, resztę rodziny wymordowano. Jedni uciekli w nocnych koszulach, inni na pół goli, nic ze sobą nie zabrali. Niemcy załadowali nas na auta ciężarowe i odwieźli do Równego. W Równem Niemcy zarządzili tak, że kto ma rodzinę lub znajomych może odejść. Nas przyjęli znajomi ojca, państwo Matusińscy. Razem pracowali w Monopolu Tytoniowym, jeździli w teren, każdy w swój rejon. /…/ Po dwóch tygodniach przyszła do nas nauczycielka Polka z Horyńgradu, która teraz też mieszkała w Równem i doniosła nam, że ojciec został zamordowany. Opowiadała jej o tym Ukrainka, której mąż leżał w szpitalu a ona przyjechała go odwiedzić. Mąż jej nie chciał uczestniczyć w morderstwach, przeciął sobie nogę i dlatego leżał w szpitalu w Równem. Całymi dniami płakałam, mówiłam, że już nigdy nie będzie tak jak do tej pory i że nigdy nie będzie całej rodziny – byliśmy bezsilni. Po jakimś czasie byłam na targu i dostrzegłam Ukraińca z naszej wioski. On też mnie zauważył i ostentacyjnie przeszedł obok z rękami w kieszeniach, śmiejąc się w głos. Chciał mnie upokorzyć i tym samym przekazać mi co zrobili z moim ojcem. /…/ Przed samym wyjazdem dostaliśmy pocztówkę od stryjecznego brata Romana, w której donosił, że jego mama została zamordowana przez Ukraińców. Oni całą rodziną czekali na transport na stacji w Czortkowie. Stryjenka z innym oczekującym pojechała do domu zabrać coś jeszcze i już nie wróciła. Została zastrzelona w lesie, wypadła z bryczki, a furman wrócił bez niej. Nie wiadomo, czy wypadając jeszcze żyła i co z nią zrobili. Nigdy tego nie dowiedzieliśmy się. Wyruszyliśmy w nieznane 16 czerwca. Dzień był piękny, słoneczny ale moje serce płakało a oczy też. Nie mogłam tym ludziom wybaczyć krzywd, jakie nam wyrządzili”. (MOJE KRESOWE WSPOMNIENIA; w: http://www.wykop.pl/ramka/3855419/wspomnienia-babc... ). Tej zbrodni nie wymieniają W. i E. Siemaszko opisując Horyńgród na s. 713 – 714.

W osadzie Konstantynów pow. Równe UKraincy wymordowali, stosując wymyślne tortury, dwie polskie rodziny.

W kol. Rudnia pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: 16-letniego chłopca oraz Konstantego Kazimirskiego, którego związali drutem kolczastym i powiesili na drzewie.

– 1944 roku:

We wsi Haniów, gm. Matyjowce pow. Kołomyja: „21.03.44 r. zostali zamordowani: 1-10. Aschenbrenner i.n.; Milowski i.n. były sołtys; Workowski Józef; Zalewski i.n. z żoną i siostrą; Cztery osoby NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.; Seria – tom 8).

We wsi Wola Wielka pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Bronisława Głaza ur. 1921 r. i Rozalię Gutowską ur. 1874 r. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa).

We wsi Wólka Żmijowska pow. Jaworów zamordowali 10 Polaków: 3 mężczyzn, 4 kobiety i 3 dzieci.

We wsi Żukocin pow. Kołomyja: „21.03.1944 r. został zamordowany Dumański i.n.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.; Seria – tom 8). „Z naszych znajomych w 1943 r. zginął Domański w Żukocinie, oblany benzyną i podpalony przez Ukraińców ” (Maria Maleńczak; w: Wrocławski Rocznik Historii Mówionej, Rocznik VI I I, 2018 ) Prawdopodobnie chodzi o Dumańskiego, gospodarza z Żukocina, którego dom i majątek został spalony. Wykazy imienne, s. 38, podają jego śmierć pod datą 21 III 1944 r.

– 1945 roku:

We wsi Buk pow. Lesko Ukraińcy zamordowali 7-osobową rodzinę polską Podwalskich.

We wsi Kalnica koło Wetliny pow. Lesko podczas walki UPA z oddziałem sowieckim zginęło 4 Polaków i 5 Ukraińców.

We wsi Nowiny Horynieckie pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Annę Kazik lat 34.

W przysiółku Szpickiery koło Smreka pow. Lesko (Bieszczady) Ukraińcy z sotni „Wesełego” zamordowali 7 Polaków: dziadków oraz 5 wnucząt, które nadziali na kołki w płocie. Milicjant Mieczysław Halik przypomniał sobie, że gdzieś tu na jednym ze wzgórz mieszkają jeszcze dwie polskie rodziny. „Gdy wypadliśmy na skraj polanki, ujrzeliśmy jak jeden z bandytów dosłownie nabijał na jeden z kołków, na których normalnie na wsi wiesza się gliniane garnki, maleńką dziewczynkę. Czworo innych dzieci konało już w podobny sposób, a dwoje starców opiekujących się dziećmi leżało z roztrzaskanymi głowami. Dwoje dzieci nie miało jeszcze ukończonych dwóch lat. Dziewczynka, ostatnia wbita na kołek, była jeszcze przytomna i otwierała wykrzywioną bólem buźkę, jakby chciała o coś prosić, lecz tylko wielkie łzy strumykiem toczyły się po policzkach. W chwilę potem i ona straciła przytomność, główka opadła, a włoski zasłoniły umęczoną twarzyczkę.” (Żurek…, s. 59; UPA w Bieszczadach). W Szpickierach stały dwa budynki mieszkalne, w tym leśniczówka nad potokiem Bystrym, zamieszkała przez leśniczego Ludwika Masłyka. Inni: „Redaktorzy „Kalendarium Ludobójstwa” https://wolyn.org/…/1423-kalendaium-ludob... sugerują, że wspomniane powyżej dwie polskie rodziny ze wsi Strzebowiska mieszkały w leśniczówce (2 budynki mieszkalne) Szpickiery, zamieszkałej przed wojną przez leśniczego Ludwika Masłyka, jednak źródła własne leśników nie wymieniają go wśród ofiar, lecz Jana Sarneckiego, gajowego Nadleśnictwa Państwowego Wetlina, zamordowanego 2.04.1945 „przez UPA wraz z żoną i synem Romanem lat 14 oraz 2-letnią wnuczką nadzianą na sztachetę płotu”. Według szkicu bojowego UPA ich bojówki 21.03.1945 nie wycofywały się przez leśniczówkę Szpickiery.” ( https://www.krosno.lasy.gov.pl/…/6f35ab4c-8a26-04fa&he... pozycja 307.) Wiesław Tokarczuk uzupełnia: „Bojówkarze UPA uciekając przed Armią Czerwoną i MO przechodzili przez Smerek i doszli do Wetliny. Mijając domy Polaków mogli popełnić tę makabryczną bestialską zbrodnię 21.03.1945 lub tydzień później – 2.04.1945. Wg Mieczysława Halika wymordowana polska rodziny mieszkała na jednym ze wzgórz, nie nad potokiem. Żołnierze i milicjanci ścigali uciekających banderowców. Opowieść Halika może być prawdą. Dziewczynka była wnuczką gajowego Sarneckiego.” Szpickiery znajduje się jednak na trasie ucieczki Strzebowiska – Smerek.

We wsi Wetlina pow. Lesko podczas walko UPA z oddziałem sowieckim zginęło 2 Polaków i 10 Ukraińców, mieszkańców wsi.

– 1946 roku:

We wsi Jasiel pow. Sanok w wyniku ataku UPA zginęło bądź zostało zamordowanych po poddaniu się 89 żołnierzy WOP i 5 milicjantów z Komańczy oraz we wsi Ukraińcy wymordowali 2 polskie rodziny liczące 8 osób (łącznie 102 Polaków). Podczas ewakuacji zagrożonej placówki WOP w Jasielu (Beskid Niski) nastąpił atak sotni: „Chrina”, „Didyka” i „Myrona” (wg. G.. Motyki), inni podają także sotnię „Bira”. Według archiwum WOP w Jasielu broniło się 108 żołnierzy WOP i 5 milicjantów z Komańczy, banderowców było ponad 500-set. Co najmniej dwóch żołnierzy zginęło (wg relacji Pawła Sudnika), 2 uciekło, jeden do Czechosłowacji, drugi do Komańczy. Do niewoli dostało się więc 104 żołnierzy WOP (w tym 11 rannych) i 5 milicjantów. Już 21 marca zamordowany został dowódca strażnicy chor. Władysław Papierzyński. „Ukraińcy przywiązali łańcuchem jedną jego nogę do gałęzi jodły, a drugą do uprzęży konia. Ciało zostało rozerwane w powietrzu” (Jan Rajchel: „Trudne dni Jasiela”; w: Gazeta Bieszczadzka, nr 25 z 10.12.2015 r.). Jego żona bezskutecznie usiłowała dowiedzieć się od władz wojskowych o losie męża, prawdę poznała dopiero w 1975 roku z publikacji książkowej Teofila Bieleckiego i Jana Ławskiego „Gdy umilkły ostatnie strzały”, wydanej w 1969 roku. Nie wiadomo, dlaczego wojsko ukrywało tę informację, znajdującą się już od 1946 roku w archiwum wojskowym. Dopiero po ponad 30 latach żona odszukała i odwiedziła pierwszy raz grób męża (Siekierka…, s. 982 – 983). Następnie jeńców poprowadzono do Wisłoka Wielkiego, pozostawiając w Jasielu rannych 11 żołnierzy, po zabraniu im umundurowania. W nocy z 20 na 21 marca 5 oficerów i 5 milicjantów było przesłuchiwanych z zastosowaniem brutalnych tortur połączonych z okaleczaniem. Rano zostali oni zaprowadzeni na wzgórze Berdo i zabici strzałami w tył głowy. Tego i następnego dnia według sporządzonej listy rozstrzelanych zostało dalszych 31 podoficerów i żołnierzy, których zwłoki zostały później (tj. 18 czerwca 1946 r.) odnalezione dzięki szeregowemu Pawłowi Sudnikowi, który jako jedyny zdołał zbiec z miejsca kaźni i potem go odnaleźć. 22 marca odprowadzono do Karlikowa 5 jeńców i zwolniono ich. Pozostałych rozstrzelano prawdopodobnie w lesie koło Wisłoka Górnego, grobu ich nie odnaleziono, ale też i nie szukano go. Ze 113 osobowej załogi (108 żołnierzy i 5 milicjantów) ocalało łącznie 19 żołnierzy (2 uciekło podczas walki, 11 pozostawiono rannych, 5 uwolniono oraz Paweł Sudnik). Gdyby za źródłami ukraińskimi przyjąć, że w walce zginęło 24 żołnierzy, to wynikałoby, że UPA zamordowała 70 polskich jeńców. W czerwcu 1946 roku specjalnie wyznaczona komisja udała się z szer. Sudnikiem w rejon Wisłoka, gdzie udało się odnaleźć zbiorowy grób, a w nim 36 zwłok tylko w bieliźnie, ze skrępowanymi rękami i nogami. A powinno być w nim 41 ciał (5 oficerów, 5 milicjantów i 31 żołnierzy). Tymczasem w książce A. Baty „Bieszczady. Szlakiem walk z bandami UPA” znajduje się kserokopia dokumentu „Opis wypadku” z dnia 28.11.1946 roku. Komendant Wojewódzki MO w Rzeszowie, ppłk Orłowski pisze m. in.: „W dniu 18.6.1946 r. odnaleziono grób 60-ciu pomordowanych żołnierzy między którymi znajdowały się zwłoki zaginionych w dniu 26.III. 46 r. milicjantów Posterunku M.O. Komańcza.” Z imienia i nazwiska wymienia on 5-ciu milicjantów. Śledztwo w tej sprawie podjęła Okręgowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie dopiero 27 kwietnia 2015 roku. Wówczas dowództwo Wojska Polskiego, w większości sowieckie, ukrywało straty ponoszone w walkach z UPA, a przez następne 70 lat państwowe instytucje naukowe ten temat omijały. Dotyczy to także między innymi pogromu, jakiego doznała w drugiej połowie marca 1947 roku, w rejonie wsi Smolnik, kompania piechoty 34 pp. 8 DP z Baligrodu.

We wsi Komańcza pow. Sanok po opuszczeniu przez żołnierzy zagrożonej strażnicy WOP Ukraińcy ją spalili i zabili we wsi 6 Polaków. O zniszczeniach dokonanych przez UPA w nocy z 21 na 22 marca 1946 roku przez UPA, “Rocznik Sanocki” tom IV podaje: „Na przestrzeni od Komańczy do Czaszyna cała linia kolejowa zdemolowana. Wszystkie mosty spalone, słupy telegraficzne ścięte i spalone na stosie. Miejscami całe odcinki toru kolejowego wraz z podkładami wrzucone do rzeki. Między m. Mokre a m. Czaszyn strącono z nasypu kolejowego cysternę z ropą i wagon pancerny oraz lokomotywę, które następnie spalono. Mosty drogowe, począwszy od Komańczy aż po Tarnawę, wszystkie spalone. /…/ Atak na gromadę Komańcza z 21 na 22 marca miał również tragiczne skutki. Ukraińcy przebrani po części w polskie mundury spalili budynek sanatorium kolejowego (w Letnisku), budynek byłego starosty Klimowa, komisariat Straży Granicznej, budynek nauczycielki Drozdowej, w którym mieściła się prywatna polska szkoła oraz mleczarnia. Ponadto spalona została strażnica kolejowa, budynek milicjanta Hirscha, budynek wójta Kasiewicza, budynek doktora Hellera w którym mieścił się komisariat MO, stację i dwa magazyny kolejowe. Nauczycielka Drozdowa została spalona wraz z budynkiem szkoły, zginęła również jej siostra nazwiskiem Kułak. Ukraińcy uprowadzili i zastrzelili także milicjantów Błaszczaka i Latuska, porucznika Gerasika oraz kolejarza Gońcę. UPA zamierzała spalić również klasztor Nazaretanek – na usilną prośbę przełożonej klasztoru udało się upowców od tego zamiaru odwieść” ( http://www.twojebieszczady.net/komancza.php). W rzeczywistości klasztor nie został spalony, ponieważ często ukrywali się w nim ranni Ukraińcy . W pożarze domu zginęły kierownik szkoły Ludwika Drozd i jej siostra nauczycielka Maria Kułak (W. Wesołkin: „W dorzeczu Osławy. Część VII”; w: „Bieszczad” nr 212/2016).

We wsi Korolówka pow. Włodawa Ukraińcy zamordowali Kazimierza Śliwę.

We wsi Smolnik ad Baligród pow. Lesko w walce z UPA poległ szer. Kazimierz Kozłowski, u. 1924 r.

– 1947 roku

We wsi Dąbrowa pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Katarzynę Kornagę lat 47, Michała Kornagę syna Błażeja lat 47, Ewę Kornagę ur. w Krowicy Lasowej, Władysława Turasa (lub Furasa). (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Sobota, 21 marca 2026 19:37:44
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Informacje » kalendarz pamięci polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa, 20 marca
kalendarz pamięci polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa, 20 marca
Opublikowano 20 marca 2024 przez Wołyń Pamiętamy

– 1942 roku:

We wsi Kryniczki pow. Krasnystaw policjanci ukraińscy zamordowali 24 Polaków i spalili ich gospodarstwa.

20 marca 1942 roku Władysław Sikorski poleciał do Stanów Zjednoczonych. „Został przyjęty przez prezydenta Roosevelta, który zapewnił go, że rząd USA zgodnie z zasadami Karty Atlantyckiej nie zaciągnie w czasie trwania wojny żadnych tajnych zobowiązań wobec zmian granic w Europie”. (Żaroń Piotr: Armia Polska w ZSRR, na Bliskim i Środkowym Wschodzie, Warszawa 1981, s. 119).

– 1943 roku:

We wsi Antonowce pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 8 Polaków, w tym 3 nauczycieli i ich 3 dzieci oraz 1 Ukraińca, nadleśniczego, syna prawosławnego duchownego.

We wsi Antonówka gmina Uhorsk pow. Krzemieniec zamordowali 3 Polaków: leśniczego oraz gajowego z żoną (Edward Orłowski…, jw.).

W miasteczku Deraźne pow. Kostopol zamordowali kilka polskich rodzin, w tym 13-osobową rodzinę Wołoszynów (rodziców i ich 11 dzieci). Świadek, wówczas 13.letni Romuald Drohomirecki opowiada: „Tej nocy wymordowano prawie wszystkich Polaków w Deraźnem i okolicy. Rano wyrwałem się z domu i pobiegłem na pocztę do mojego kolegi Fredka Kaczyńskiego. To, co tam zobaczyłem, było przerażające: Przy wejściu na progu leżała pani Kaczyńska z przerąbaną na pół głową. W kuch leżał Fredek, też z roztrzaskaną głową, cały we krwi, ale miał otwarte oczy. Na łóżku w kuchni leżała babcia z rozrąbaną głową. Zastrzelony pan Kaczyński leżał przewieszony przez parapet, przy otwartym oknie. W pokoju przy ścianie, w pozycji na wpół leżącej, zobaczyłem Danusię, siostrę Fredka, tylko w samej porwanej koszuli, z rozciętym brzuchem, od piersi w dół, tak mocno, że aż było widać jelita. Nogi miała dziwnie powykręcane. Wydawała jeszcze chrapliwe jęki – musiała długo męczyć się, zanim skonała. Wtedy pewnych rzeczy nie rozumiałem, dziś przypuszczam, że przed zamordowaniem mogła być gwałcona, a dopiero potem bestialsko zamordowana. Na podłodze i ścianach wszędzie krew, cały dom unurzany we krwi. Stałem zdrętwiały ze strachu i trzęsący się z przerażenia. Bałem się czegokolwiek dotknąć. Nawet nie wiedziałem, jak wyjść z tego domu. Po chwili przyszły Ukrainki. Jedne lamentowały, inne rabowały. Nawet na podwórku wyłapywały drób, który z wrzaskiem uciekał na wszystkie strony. Przybiegła też jakaś polska dziewczynka, pewnie koleżanka Danusi. Też bardzo płakała i trzęsła się ze strachu. Wreszcie, jakimś odruchem wyrwałem się z tego horroru i jak ogłupiały płacząc, pobiegłem do swojego domu. Pojawił się u nas ksiądz. Byłem tak przerażony, że nie mogłem wydobyć z siebie słowa i ciągle płakałem. A oni wciąż mnie pytali, co tam widziałem. Gdy w końcu opowiedziałem, mama z księdzem nie mogli uwierzyć i natychmiast poszli zobaczyć to na własne oczy. Gdy wrócili, mama strasznie płakała, a ksiądz powiedział, że trzeba zorganizować pogrzeby. Otworzył kościół i wkrótce zaczęli schodzić się pozostali przy życiu Polacy z miasta i okolic, a także niektórzy Ukraińcy. Zaczęto zwozić furmankami w pobliże kościoła zmasakrowane zwłoki pomordowanych Polaków. Zastygłe w okropnych mękach ciała osób dorosłych i dzieci wydawały się jakby jakimiś rzeźbami z piekielnego horroru. Zesztywniałe w tragicznych pozach, nie chciały się mieścić w drewnianych skrzyniach zbitych w pośpiechu. Prawie wszystkie dzieci miały roztrzaskane główki oraz połamane rączki i nóżki. Wiele dziewcząt i młodych kobiet miało rozcięte brzuchy. Okrywano je prześcieradłami, które szybko nabierały czerwonej barwy. Po krótkiej modlitwie ksiądz polecił jak najszybciej przewieźć ciała ofiar na pobliski cmentarz, aby je pochować. Dziś trudno powiedzieć, ilu było pomordowanych. Leżeli w wielu rzędach po kilkanaście osób. Myślę, że było tam około 70 czy 80 ciał. Na cmentarzu wykopano dwa ogromne doły przy samym płocie, po lewej stronie cmentarza, i w pośpiechu dokonano zbiorowego pochówku” (Jacek Borzęcki: Dom unurzany we krwi; w: „Gazeta Polska” z 11 lipca 2012). W miasteczku Deraźne pow. Kostopol wierni, schodzących się ze wsi na poranną Mszę 21 marca 1943 r., zastali zamknięty kościół. Polacy i Ukraińcy biegali po domach oglądać zamordowanych tej nocy. Ksiądz Józef Krok, który cudem ocalał schowany pod mostek w rowie, zarządził szybki pogrzeb. Porąbane w większości zwłoki, zwożono na cmentarz bez trumien, owinięte w prześcieradła i kapy. W pośpiechu zakopano około 70 zamordowanych. Przyglądający się z oddali Ukraińcy nie sprawiali wrażenia zmartwionych, mieli kolejne widowisko. Przyzwoici z nich, niepopierający mordów, musieli obawiać się o swoje życie, ze strachu zostali w domach. (Wołyńska opowieść wigilijna Janusza Horoszkiewicza

http://isakowicz.pl/wolynska-opowiesc-wigilijna-ja... )

We wsi Hańkowce pow. Śniatyn zamordowali 5 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę o nazwisku Sorochan.

We wsi Lachów pow. Włodzimierz Wołyński policjanci ukraińscy odchodząc do lasu do UPA zamordowali 5 Polaków. „We wsi Lachów gmina Poryck pow. Włodzimierz Wołyński 18/19 III 1943 lub 20 III 1943 zostali zastrzeleni po skatowaniu przez dezerterów posterunku policji ukraińskiej w Porycku, którzy udawali się zaciągnąć do UPA leśniczy Jerzy Dogmat (Dołhmat ?) Jerzy lat 25, por. rez. WP, oraz zarządca majątku Piotr Berhrt .(Edward Orłowski:…, jw.). Byli to: Jerzy Dogmat i Piotr Bernardt, ich groby znajdują się w Porycku.

We wsi Modryń pow. Hrubieszów Ukraińcy zamordowali 5 Polaków.

W futorze Rudnia Antonowiecka pow. Krzemieniec zamordowali 30-letnią Polkę Pelagię Foinę.

We wsi Uhorsk pow. Krzemieniec Ukraińcy w lesie rozebrali do naga i odrąbali głowę Polakowi Eustachemu Stańskiemu, który przed wojną był powiatowym instruktorem rolnym, życzliwym dla Ukraińców.

– 1944 roku:

We wsi Andrzejówka gm. Korczyn pow. Sokal „20.03.44 r. zostali zamordowani: 1-4. Kunach Jan – ojciec i jego dzieci: Jan l. 11 i Franciszek l. 6; oraz Kraska Michał l. 52, 5-8. Przybyła Kazimierz l. 33; Sobiecki Marian l. 28, Helena l. 22 i Stefan l. 9. Sobiecki Józef l. 26.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.; Seria – tom 8).

We wsi Bojanice pow. Sokal Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: rodziców z 5-letnim synem oraz chłopców lat 6 i 11.

We wsi Czerepnica koło Dawidowa pow. Lwów: „1-24. Około 10-20.03.1944 r. zamordowano księdza NN i 23 parafian NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.; Seria – tom 8).

W kol. Dąbrowa k. Mańkowa pow. Horochów zamordowali 2 rodziny polskie liczące 7 osób.

We wsi Dźwiniacz pow. Zaleszczyki: „20.03.1944 r. zostali zam. Jakubiszynowie Michał i Mikołaj, rolnicy” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw., tom 7).

We wsi Hańkowce pow. Śniatyn Ukraińcy zamordowali 5 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę Sorochanów.

We wsi Huta Werchobuska pow. Złoczów Ukraińcy oraz esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” zaatakowali świtem w sile około 600 napastników; oddział AK podjął obronę osłaniając ucieczkę Polaków; zamordowanych zostało bądź zginęło 30 Polaków (Komański…., s. 500). Ewa Siemaszko: „Teraz wojna – nie ma krewnych”; w: „Nasz Dziennik” z 28 lutego – 1 marca 2009 podaje datę napadu „kilkusetosobowej bandy UPA” 22 marca 1944 roku i zamordowanie 40 Polaków. Także W. Kubów napad datuje na 22 marca, mord na 30 Polakach, w tym 13-osobowej rodzinie Zawadzkich.“Mniej więcej 2 tygodnie po zniszczeniu wsi Huta Pieniacka nasza banda wspólnie z wołyńską bandą UPA oraz bandami UPA z okolicznych wsi dokonała napadu i pogromu wsi Huta Wierchobuska rejonu oleskiego, położonej w odległości 5 km od wsi Huta Pieniacka. Przyczyną pogromu tej wsi, jak zeznałem wyżej, było to, że jej mieszkańcy również utrzymywali kontakty z czerwoną partyzantką. W wyniku pogromu wsi Huta Wierchobuska zostało spalonych około 60–70 domów z zabudowaniami gospodarskimi. Zabito także podczas próby ucieczki ze wsi około 100 mieszkańców. Banda UPA zrabowała mienie i bydło ofiar pogromu”. (Wyciąg ze sprawy agenturalnej NKGB USRS nr 40 „Zwiery”, jedn. Arch. 2387, s. 26, 50, 55, 56, 112 .PA SBU, F. 26, op. 2, spr. 2, k. 208–211.; w: http://koris.com.ua/other/14728/index.html?page=10... ).

We wsi Liski pow. Tomaszów Lubelski w walce z UNS-UPA zginęło 4 partyzantów AK „Korczaka” a wielu zostało rannych, ale uratowano 18 rodzin polskich, które ukrywały się w schronach w stanie skrajnego wyczerpania fizycznego i psychicznego.

We wsi Okniany pow. Tłumacz Ukraińcy zakłuli nożami 3 Polaków: lat 18, 20 i 55.

We wsi Pakoszówka pow. Sanok w wyniku oskarżeń Ukraińców z Falejówki oraz gestapowca Ukraińca Leo Humeniuka Niemcy rozstrzelali 5 Polaków pod zarzutem przynależności do AK.

We wsi Poluchów Mały pow. Przemyślany: „Około 20.03.1944 r. zamordowano panią Macher i.n. [Według Lucyny Kulińskiej napad był 02.04.1944 i zginęło w nim 11 osób.]” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw., tom 7).

We wsi Poturzyn pow. Tomaszów Lubelski sotnia „Jahody” oraz USN ze stanic w Liskach, Kościaszynie, Suszowie, Radostowie, Wasylowie Małym wymordowały 72 Polaków, wystrzelały bydło i psy (Konieczny…, s. 176); idąca na pomoc kompania AK „Wygi” została odparta, zginęło 4 partyzantów; dopiero oddział AK „Wiktora” dotarł do wsi wieczorem: „na miejscu zastali zwłoki pomordowanych Polaków (co najmniej 72)” (Motyka…, s. 194; Tak było… ).

We wsi Radostów pow. Tomaszów Lubelski w walce z UNS-UPA zginął 1 partyzant AK „Ligoty”.

We wsi Sorocko pow. Trembowla Ukraińcy uprowadzili 20-letniego Michała Nuzbana, który zaginął.

We wsi Wiszniów pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy z UNS zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków (w tym samym czasie, co i w Poturzynie, straty mogą być podobne).

Ukraińcy uprowadzili Władysława Polniaka, lat 36, zakładając mu łańcuch na szyję i po torturach zamordowali go na terenie wsi Dachnów. Inni: We wsi Dachany k. Wielkiej Woli pow. Lubaczów 20 marca 1944 r. zamordowali Władysława Polniaka z Woli Wielkiej ur. 1908 r. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa).

– 1945 roku:

We wsi Lubycza Królewska pow. Rawa Ruska Ukraińcy zamordowali 7 Polaków.

We wsi Zazdrość pow. Trembowla Ukraińcy zamordowali 30 Polaków. IPN Wrocław S 6/02/Zi – śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich na terenie pow. Trembowla, woj. tarnopolskie, w latach 1939–1945. w tym w Starej i Nowej Zazdrości w dniu 20 marca 1945 r. − 30 osób powiązanych kolczastym drutem i spalonych w niezamieszkanym domu.

– 1946 roku:

We wsi Bełz pow. Hrubieszów: „20.03.1946 r. zostali powieszeni Widyk Tomasz narodowości polskiej i Ostapiuk Hryć narodowości ukraińskiej.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.; Seria – tom 8).

We wsi Łupków pow. Sanok sotnie „Stacha” i „Brodycza” ostrzelały strażnicę WOP w Łupkowie i tamtejszy posterunek kolejowy MO oraz zamordowały 5 Polaków, cywili.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Sobota, 21 marca 2026 19:38:10
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Informacje » kalendarz pamięci polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa, 19 marca
kalendarz pamięci polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa, 19 marca
Opublikowano 19 marca 2024 przez Wołyń Pamiętamy

– 1942 roku:

We wsi Toporów pow. Radziechów został pobity przez Ukraińców ks. Józef Jastrzębski, ur. w 1908 r., wikariusz parafii Toporów i do końca życia został inwalidą.

– 1943 roku:

W kol. Chmielówka pow. Łuck chłopi ukraińscy zamordowali 2 Polaków.

W miasteczku Mielnica pow. Kowel: „Gdy w Mielnicy 19 III 1943 r. został zamordowany ksiądz, ksiądz biskup wydał polecenie księdzu Henrykowi Grabowskiemu, sąsiadowi z Powurska, by uchronić tam od profanacji Najświętszy Sakrament. Ksiądz Grabowski prosił mnie, bym razem z nim pojechał do Mielnicy. Pojechaliśmy na początku kwietnia 1943 r. W Mielnicy plebania była ogołocona, na podłodze rozrzucone książki, w kuchni kury z odciętymi głowami. O świcie, w dniu odpustu 19 III 1943 bowiem zabrano księdza, gospodynię, aptekarza z żoną i dziećmi. Opodal wszystkich zamordowano. /…/ Po powrocie do siebie, dowiedziałem się, że dwa dni po naszym odjeździe wymordowano wszystkich parafian Mielnicy” (ks. Edmund Domański; w: Dębowska M, Popek L.: Duchowieństwo diecezji łuckiej. Ofiary wojny i represji okupantów 1939 – 1945. Lublin 2010, s. 63. Siemaszko…, s. 398 jako datę mordu podają 18 marca 1943 r., a rzeź ponad 100 Polaków 29 sierpnia 1943 r.).

We wsi Romejki pow. Sarny Ukraińcy ujęli 45-letniego Antoniego Zielińskiego z kol. Perespa, wycięli mu język, wyłupali oczy, wyłamali ręce i nogi i obwiązawszy głowę płaszczem rozpalili na brzuchu ognisko, ze spalonego ciała pozostała tylko głowa i nogi (Siemaszko…, s. 745).

We wsi Sytnica pow. Łuck zamordowali 3 młodych Polaków; 18-letniego Wincentego Halkiewicza związali drutem kolczastym i wlekli za furmanką aż do uśmiercenia.

We wsi Wyrka, wieś, gm. Stepań, pow. Kostopol: „Wniosek oskarżający Hryhorija Bortnyka z 23 września 1944 r. W marcu 1943 r. BORTNYK porzucił służbę w policji i pod pseudonimem „PIENIEK” ochotniczo wstąpił do bandy „UPA”. /…/19 marca 1943 roku pod bezpośrednim kierownictwem oskarżonego BORTNYKA w chut[orze] Wirki rejonu klesowskiego zostały wymordowane 2 rodziny obywateli sowieckich liczące 7 osób – DOMASZEWSKIEGO Michaiła i FURMAŃCA Władimira s. Izaaka.” (PA SBU, F. 13, spr. 985, k. 121–123. W: Polska i Ukraina w latach trzydziestych–czterdziestych XX wieku. Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych. Tom 4 POLACY I UKRAIŃCY POMIĘDZY DWOMA SYSTEMAMI TOTALITARNYMI 1942–1945 CZĘŚĆ PIERWSZA Warszawa – Kijów 2005).

We wsi Zabara pow. Krzemieniec zamordowali 2 Polaków, w tym Szymańskiego ożenionego z Ukrainką.

We wsi Żdżary Duże pow. Włodzimierz Wołyński policjanci ukraińscy zbiegli ze służby niemieckiej zastrzelili ośmioma kulami na oczach żony i dzieci Polaka, nauczyciela Kazimierza Mederskiego.

– 1944 roku:

We wsi Bohorodyczyn pow. Tłumacz Ukraińcy zamordowali siekierami, nożami, przerzynając piłą, paląc żywcem 28 Polaków. Dokument ukraiński podaje: „W dniu 19.03.44. grupa „Ł” i bojówka powiatowa przeprowadziła akcję na wieś Bohorodyczek. Spalono 50 gospodarstw, zabito 46 Polaków. Oni robili donosy do Gestapo na wioski: Bortniki, Przybyłów, Gruszkę. Bohdan.” (IPN BU 1554/177, k. 4-8; w: . http://suozun.org/dowody-zbrodni-oun-i-upa/n_dow... ).

We wsi Kobaki pow. Kosów Huculski: „ 19 marca 1944 r. rozpoczęło się morderstwo dokonywane na Polakach przez Ukraińców. W okrutny sposób najpierw zamordowali nożami leśniczego o nazwisku Michałowski. Zaczął się okres grozy. […] Co wieczór o zmroku opuszczaliśmy własny dom [w Kobakach] i wędrowaliśmy daleko w pole […]. Braliśmy ze sobą koce, owijaliśmy się w nie i kładliśmy się na kupy obornika, który wywieźli chłopi jesienią. Rano, gdy budziliśmy się, byliśmy przysypani śniegiem. Tak chodziliśmy codziennie. […]. Zaczęły się dnie deszczowe. Nie można było w dalszym ciągu spać na polu. Poszliśmy do sąsiedniej wioski Rożnowa. Była tam stara stodoła. […] Następnym wieczorem szukaliśmy znów innej kryjówki i tak za każdym razem gdzie indziej. (Wanda Jaskółowska: „Co wieczór o zmroku opuszczaliśmy własny dom…” Fragmenty relacji znajdującej się w Ośrodku KARTA, sygn. AW II/157/ł. W Kobakach z rąk UPA zginęło około 30 Polaków).

We wsi Korczmin pow. Tomaszów Lubelski obrabowali i spalili wszystkie gospodarstwa oraz zamordowali 12 Polaków.

We wsi Litowiska pow. Brody „zostali zamordowani: Cieśla Maria, Cieśla Eugenia, Głośna Zofia, Horobiowski N. (Ukrainiec za odmowę zabicia żony Polki), jego żona oraz dwóch synów, Jarosz Ludwika (Polka i bratowa herszta bandy Iwana Jarosza), Laskowski Jan, jego żona Katarzyna i ich syn Bronisław l. 17 oraz córka Antonina l. 13, Morawska N., Pankiewicz N. (kobieta), Pańczuk Józef (Ukrainiec), Pańczyszyn Michał (Ukrainiec), Simon Józef, jego żona Józefa, Sobecki N., Sobecka N., Storczuk Anna, Unger Joanna l. 4, Unger Tadeusz l.1 rok, Wierzbowski Józef, Wiśniewska Zofia (Ukrainka), Czajka N. z całą rodziną”. (Kubów…, jw.).

We wsi Michałków pow. Tłumacz: „19.03.1944 r. wystrzelano ludność, ale brak danych szczegółowych.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.; Seria – tom 8).

We wsi Mogielnica pow. Trembowla obrabowali i spalili 150 gospodarstw polskich oraz zamordowali 60 Polaków, w tym 16-letnią Nellę Janicką zgwałcili i zakłuli nożami. Tadeusz Zakarczemny opowiadał, jak zginął jego wujek Jan, weterynarz w Mogielnicy: „Przyszli i bestialsko go zamordowali. Wujence poobcinali piersi i ściągnęli skórę z głowy. To było bestialskie morderstwo, trudne do opisania” („Nasz Dziennik” z 30.06.2003). Inni: w mieście Trembowla: „Nella Janicka, 16 lat – zgwałcona i zamordowana okrutnie wraz z matką i bratem przez ludobójców z OUN-UPA w 1944 r.” ( http://www.stowarzyszenieuozun.wroclaw.pl/trembowla.htm).

We wsi Nowosiółka pow. Podhajce : Julian Manasterski (ojciec Tadeusza Manasterskiego i Adeli Manasterskiej /Kisielewskiej/ – byłych mieszkańców Lublinowa) zamordowany przez Ukraińców 19 marca 1944 r. Stanisław Monasterski – zamordowany przez Ukraińców w marcu 1944 r.

W kol. Piłsudczyzna pow. Horochów Ukraińcy z sąsiednich wsi wrzucili do studni 2 Polaków: matkę z synem, Mykoła Kasińczuk ze Świniuch nosił potem spodnie zamordowanego Polaka.

We wsi Przewodów pow. Hrubieszów: „Pomordowani przez U.P.A. w Przewodowie pow. Hrubieszów w dniu 19.03.44 r. – 11 osób. Rozstrzelani: Rodzina Błaszczaków (4 osoby): Błaszczak Wojciech l.44 (ojciec), Błaszczak Kazimiera l. 18 (córka), Błaszczak Stanisław lat 14 (syn), Wojner Edward l. 21 (zięć). Nikodem Zofia l. 19 (zamieszkała w Mycowie, zamordowana w Przewodowie w drodze do Łaszczowa, siostra Franciszki Kaczor, córka Walentego Nikodema z Mycowa). Musiniak Genowefa l. 16 ( zamieszkała w Mycowie, zamordowana w Przewodowie w drodze do Łaszczowa). Rodzina Maryńczaków 3 osoby, Rodzina Michałków 2 osoby. Jedna osoba p. Bronisława Wojner, matka Edwarda Wojnera, uratowała się, chowając się pod kamiennym fundamentem drewnianego kościółka, który później został spalony, była świadkiem mordu, w nocy dotarła do Łaszczowa, opowiadając tam hiobowe wieści. (Kazimiera Adamczyk, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl oraz e-mail do autora z 03.01.2010).

We wsi Sorocko pow. Trembowla banda ukraińska z Iławczy zamordowała 13 Polaków, mężczyzn znanych z patriotycznej postawy. Pod koniec marca zamordowali jeszcze 1 Polaka.

We wsi Staje pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zamordowali 12 Polaków, w tym 17-letnia dziewczyna została rozdarta (Z. Konieczny…., s. 175).

We wsi Szumlany pow. Podhajce: „19. III.1944 Szumlany pow. Podhajce: zabici: Palczak Karol lat 45 i dwóch synów; Kamiński Józef lat 43 i jego żona Hanna; Palczak Marcin lat 50; Michalewicz Natalia lat 45; Palczak Felicja lat 45 i 3 dzieci; Skotnik Piotr lat 55; Czarny Franciszek, pracownik Liegenschaftu uprowadzony z końmi.” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373).

We wsi Zapole pow. Luboml w walce z bandą UPA zginęło 2 partyzantów AK.

We wsi Żniatyń pow. Sokal (pow. Hrubieszów) Ukraińcy zamordowali 72 Polaków (inny świadek podaje liczbę 156 ofiar), spalili kościół i plebanie oraz większość polskich gospodarstw (IPN Lublin, sygn. S. 114/11/Zi ). Bartek Waśko: „Słabo rozpoznana przez historyków jest sprawa ataków bojców UPA na mieszkańców mojej rodzinnej wsi Żniatyn. W opracowaniach badaczy pojawiają się zaledwie wzmianki dotyczące zniszczenia wsi, spalenia kościoła i mordów. Znałem sporo faktów z przekazów rodzinnych, przywoływanych często przez moją babcię i jej siostrę, ale potrzebne było jakieś usystematyzowanie tego. Babcia miała zaledwie 10 lat (jej siostra kilka lat więcej), więc nie pamiętała wszystkiego, chociaż czasy były takie, że dzieci dojrzewały znacznie szybciej i znacznie więcej rozumiały. Kierowany imperatywem moralnym, kilka lat temu udałem się w te rejony licząc, że uda się odnaleźć ostatnią żyjącą osobę, która dość dobrze pamięta tamte wydarzenia, bo przeżyła je mając ponad 20 lat. Pani Michalina jeszcze żyła i chociaż kontakt z nią był utrudniony z racji podeszłego wieku, to w czasie naszej rozmowy, zaszło coś nieprawdopodobnego. W miarę snucia swojej opowieści, wzrok jej przytomniał, fakty, daty, nazwiska zaczęły powracać, i podsumowując tę wizytę mogę z pewnością stwierdzić, że udało się uzyskać sporo nowych informacji. Wszystko co udało mi się ustalić streszczę poniżej, a możliwe to było dzięki następującym osobom, moim rozmówcom.

Cecylia Cybul z domu Zawadzka, data urodzenia 16.05.1934, Żniatyn

Bronisława Pokrop z domu Zawadzka, data urodzenia 9.06.1929, Żniatyn

Michalina Kulpa, rok urodzenia 1923, Żniatyn

Wszystkie wymienione kobiety mieszkały na miejscowym folwarku, w czworakach. W czasie wojny, do roku 1944, cały czas zamieszkały w Żniatynie, powiat sokalski. W Żniatynie w 1944 roku mieszkało 40 rodzin polskich oraz około 160 rodzin ukraińskich. Moje rozmówczynie wiedziały o trzech atakach UPA. Pierwszy i jednocześnie najbardziej tragiczny miał miejsce w nocy 19/20 marca. Mordy rozpoczęły się wieczorem i trwały całą noc. Druga akcja UPA miała miejsce około tygodnia później – dokładnej daty nie dało się ustalić. Ostatni atak miał miejsce już w Wielkim Tygodniu (a więc 2-3 tyg po pierwszym ataku). Wtedy zginęło dużo osób które przeżyły pierwsze dwie akcje np. ukrywając się. Polacy zamieszkali w Żniatynie do ostatniej chwili nie wierzyli w tak dramatyczny scenariusz. Chociaż docierały informacje o mordach na Wołyniu to wydawało to się nieprawdopodobne. Na dodatek miejscowi Ukraińcy zapewniali o braku możliwości realizacji takiego scenariusza w Żniatynie, ewentualnie o fizycznym niedopuszczeniu do mordów.

Z mojej rodziny zginęło 12 osób, w większości rozstrzelanych. Śmiercią męczeńską zmarło małżeństwo Bajdów. Moja Babcia, wtedy 10 latka, ukryta w zaroślach była świadkiem jak zamordowano Józefę Bajdę – Ukrainiec rozerżnął jej brzuch na oczach skrępowanego męża, którego następnie przywiązano drutem kolczastym plecami, do pleców konającej żony. Gdy ta zmarła, mężczyznę zabito strzałem w głowę.

Najbardziej dramatyczny los dotknął Polki, żony Ukraińców. Kilkanaście kobiet zostało spędzonych za jedną ze stodół, nad wykopanym dużym dołem. Zostały pokłute bagnetami, zrzucone do dołu, który następnie zasypano. Ludność polska, która wróciła do domów po wojnie próbowała odnaleźć mogiłę kobiet, ale okazało się że wspomniane kobiety zakopane za stodołą zostały w międzyczasie wykopane, a ciała przeniesione w nieznane, do dzisiaj nieodkryte miejsce. Krajobraz wsi dzisiaj jest zmieniony do tego stopnia, że babcia, z którą odwiedziłem okolicę, miała wielki problem z lokalizacją folwarku, który był głównym i największym kompleksem budynków we wsi, a został spalony przez Ukraińców do gołej ziemi. W tej sytuacji odnalezienie konkretnych mogił jest raczej niemożliwe, chyba, że zrządzeniem przypadku.

Żaden z Ukraińców nie został osądzony. Po wojnie temat wymordowania wsi nie istniał, z oczywistych, politycznych względów. Pewnego dnia policja zbierała wywiad we wsi, ale nie wyciągnięto wobec nikogo żadnych konsekwencji, chociaż nazwiska Ukraińców, którzy brali udział w mordach były powszechnie znane. Tutaj przytoczę ciekawy wątek poboczny. Jeden z uratowanych z mojej rodziny namierzył Ukraińca, który podczas tych pamiętnych dni zabił mu rodziców. Ukrainiec ów w ramach akcji Wisła został przesiedlony na Pomorze. Mój “wujek” odnalazł go tam działając z zamiarem pozbawienia go życia. Historia niemal filmowa – zaczaił się, gdy ten wykonywał swoje gospodarcze obowiązki i zaatakował go w oborze, chcąc przebić tym co akurat było pod ręką. Zrządzeniem losu, pod ręką było akurat ulubione narzędzie mordu stosowane przez Ukraińców – widły. Ukrainiec padł na kolana, zaczął płakać i szlochać jak dziecko. Wspomnienia wróciły, wujek nie wytrzymał tego napięcia, odrzucił widły, odwrócił się na pięcie i wybiegł zszokowany.

Pani Michalina, mieszkająca do dzisiaj w Żniatynie podała bez wahania liczbę ofiar: 156 osób. Masakrę przeżyło podobno około 40 Polaków, kilku dość szybko po wojnie wróciło do Żniatyna, sporządzono wtedy też dokładna listę ofiar. Rejestr w kilku kopiach, latami przechowywany był na miejscowej plebanii i po domach. Niestety wydaje się, że przepadł – w każdym razie nie udało mi się ustalić kto mógłby posiadać jeszcze egzemplarz. Zarówno Pani Michalina jak i jej syn pamiętają tę liczbę bardzo dokładnie – jestem przekonany, że to bardzo dokładna wartość. Mój pradziadek z żoną i córkami uciekł na zachód Małopolski. Tam znajdowały się gospodarstwa, do których od lat prowadzono nabór (do pracy sezonowej) na terenach Żniatyna, a więc ludzie dysponowali kontaktami. Powrót mieszkańców nastąpił dopiero po wojnie w 1946, ale nie do samego Żniatyna, tylko do Waręża, ewentualnie Hrubieszowa. Dopiero po ustaniu walk z UPA, Polacy (w tym Pani Michalina w 1948) wracali do Żniatyna.

Na cmentarzu w Żniatynie znajdują się dwie oznaczone mogiły ofiar z tego pamiętnego roku, oraz masa grobów nieoznaczonych czy w stanie rozkładu. Syn Pani Michaliny wyraził żal, że zjawiłem się tak późno – jeszcze 3-4 lata temu Pani Michalina potrafiła wymienić kolejno domami wszystkich z imienia i nazwiska, taka to była trauma. Teraz pamięta już tylko liczbę ofiar oraz część nazwisk. Końcowa lista nazwisk ofiar które udało mi się ustalić: moja rodzina: 1. Kazimierz Zawadzki; 2. Maria Zawadzka (żona Kazimierza); 3. Stanisław Zawadzki; 4. Leokadia Zawadzka (żona Stanisława); 5. Józef Zawadzki (syn Stanisława i Leokadii); 6. Teofil Gierus; 7. Maria Gierus (żona Teofila); 8. Władysław Gierus (syn); 9. Stanisław Gierus (syn); 10. Józef Gierus (syn); 11. Władysław Bajda; 12. Józefa Bajda (żona Władysława). Dodatkowo, rozmówcy wiedzieli o następujących rodzinach: 13. Rodzina Majdański (2 osoby, matka, córka w ciąży); 14. Rodzina Maziarski (2 osoby, matka, córka); 15. Rodzina Partyka (6 osób, Piotr, Justyna, Franciszka, Zofia, Helena, Maria); 14. Rodzina Filip (min 1 osoba, Jan); 15. Rodzina Oczak (6 osób); 16. Rodzina Środa (4 osoby, Katarzyna, Franciszka, Jan , Aniela); 17. Rodzina Wygiera (1 osoba); 18. Rodzina Konstanty (6 osób); 19. Rodzina Jagielscy (4 osoby, Katarzyna, Piotr); 20. Rodzina Jaśków (5 osób); 21. Rodzina Potrzescz (7 osób); 22. Rodzina Płocidym (5 osób); 23. Rodzina Łokiewicz (2 osoby); 24. Rodzina Zygmunt (4 osoby); 25. Anna Dzirba; 26. Leontyna Tyska; 27. Stanisław Wolicki; 28. Zofia Pyłypczuk; 29. Piotr Kwiatkowski. Wspomniane 20 kobiet – żon Polek” (76 rocznica Rzezi Wołyńskiej: https://www.facebook.com/…/a.16465158026…...

– 1945 roku:

We wsi Grąziowa pow. Dobromil Ukraińcy zamordowali 7 Polaków.(źr. APP, SPP sygn 79 s 21; http://www.rodaknet.com/rp_wycislak_28.htm).

We wsi Magdałówka pow. Skałat Ukraińcy zamordowali 1 Polaka, Aleksandra Hryniewicza ze wsi Ostapie.

We wsi Werbka pow Buczacz: „Podaję do wiadomości, że 19 marca 1945 roku na wieś Werbka rejonu koropieckiego napadła banda licząca około 30 ludzi, którzy z wielkim okrucieństwem zamordowali 10 cywilnych osób, w tym Polaków – 6 osób i Ukraińców – 4. Po przyjeździe na miejsce zbrodni oraz w wyniku przeprowadzonego dochodzenia ustalono, co następuje: banda licząca około 30 osób wkroczyła do wsi Werbka 19 marca 1945 roku o 6 godzinie rano. Na czas pobytu we wsi banda wystawiła straż – dwuosobowe ruchome patrole, które zmieniały się co godzinę. Zabroniono jakiegokolwiek poruszania się po wsi. W przypadku, gdy ktoś przechodził przez wieś, banda zatrzymywała go i odstawiała do domu, w którym znajdowali się bandyci. Zatrzymani pozostawali w tych domach dopóty, dopóki banda nie opuściła wsi. Banda ta przebywała we wsi Werbka mniej więcej do godziny 12 w dzień i wycofała się do tak zwanego lasu wuglerskiego. W czasie pobytu we wsi bandyci zamordowali w bestialski sposób 10 cywilnych mieszkańców wsi Werbka: 1. Domacki Józef s. Wiktora lat 42–43, narodowości polskiej. 2. Domacka Justyna lat 38, narodowości ukraińskiej. 3. Domacki Michał s. Józefa lat 15, narodowości polskiej. 4. Domacki Wiktor lat 75, narodowości polskiej. 5. Domacka Anna lat 70, narodowości ukraińskiej 6. Bandiak Ludwik lat 3, narodowości polskiej. 7. Bandiak Anna c. Pawła lat 2, narodowości ukraińskiej. 8. Bandiak Maria c. Dmytra lat 65, narodowości ukraińskiej 9. Bandiak Maria c. Pawła lat 6, narodowości polskiej 10. Zamlińska Janka c. Jana lat 3, narodowości polskiej. Banda była uzbrojona w broń różnych systemów: PPD, karabiny rosyjskie i ręczne karabiny maszynowe systemu „Diegtiariewa”. Bandyci byli ubrani w rozmaite mundury: czerwonogwardzistów, tj. szynele, czapki z nausznikami, buty lub trzewiki, oraz mundur żołnierza niemieckiego, nie mieli żadnych dystynkcji”. (Meldunek specjalny naczelnika RO NKGB w Koropcu dla naczelnika UNKGB obwodu tarnopolskiego z 21 marca 1945 r,; za:. http://www.zbrodn/ia – wolynska.pl/__data/assets/ pdf_file/0004/3946/Polskai-Ukraina-w-latach-trzydziestychczterdziestych-XX-wieku-t4- cz1.pdf). Komański…, s. 177 dokumentuje mord 20 Polaków w nocy z 19 na 20 lutego 1945 roku, ale nie ma wśród ofiar w/w osób. Z treści meldunku wynika, że zamordowane zostały dwie rodziny polsko-ukraińskie liczące 9 osób oraz 3-letnia dziewczynka. Syn, po ojcu Polaku w dokumencie ma przypisaną narodowość polską, córka, po matce Ukraince narodowość ukraińską. Do tradycji takich małżeństw należało, że syn przyjmuje wiarę ojca, natomiast córka wiarę matki, co nie zawsze wiązało się z przynależnością narodową.

We wsi Ostapie pow. Skałat Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.

– 1946 roku:

We wsi Mokre pow. Sanok podczas napadu na pociąg Ukraińcy zastrzelili 4 Polaków, a 10 uprowadzili i zaginęli oni bez wieści; łącznie zamordowali 14 Polaków.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Sobota, 21 marca 2026 19:39:53
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
18 marca
– 1943 roku:
W kol. Berezyna k. Druchowej pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 7-osobową polską rodzinę Bogusława Zemke, zwłok jednego dziecka nie odnaleziono.

We wsi Biczal pow. Kostopol zarąbali siekierami 18 Polaków, całe rodziny, gospodarstwa obrabowali i spalili.

We wsi Boguszówka pow. Łuck zamordowali Józefa Badowskiego.

W kol. Borówka pow. Kostopol zamordowali 29 Polaków, w tym m. in. zostali zamordowani przez Ukraińców pod wodzą Leonida Aleksandruka i Andreja Szejdy: gajowy Stanisław Lemański, leśniczy Markiewicz oraz urzędnik leśnictwa Bronisław Ostrowski lat 35 z synem. „Według relacji Mieczysława Kobyłeckiego, w marcu 1943 r. Ukrainiec Serhij Kopernik, który miał narzeczoną Polkę oraz 2 braci należących do UPA, ostrzegł mieszkańców o planowanym napadzie Ukraińców i wskazał, na których drogach przygotowano zasadzki na uciekającą ludność. 18 marca większość Polaków, pod eskortą 5 członków AK z Janowej Doliny, wyjechała furmankami do Klewania w pow. rówieńskim. W nocy z Ukraińców zginęli pozostali mieszkańcy (29 osób) którzy nie chcieli opuścić kolonii.” (Źródło: AIPN, 27 WDAK, VI/17, Relacja Mieczysława Kobyłeckiego, k. 55).

We wsi Brzuchowicze pow. Kowel policjanci ukraińscy zamordowali polską rodzinę kierownika szkoły.

W kol. Byteń pow. Kowel w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zabitych zostało co najmniej 20 Polaków. Inni: „W dniach 18 i 19 marca w dworach, wioskach i osadach gminy Hołoby, pow. kowelskiego żandarmeria niemiecka z Kowla wraz z policją ukraińską przeprowadziła „czystkę” wśród Polaków mordując 206 osób, w tym dzieci i kobiety. W poszczególnych miejscowościach zamordowano: Byteń – 46 osób, Chobut – 10 osób, Wielich – 45 osób, Gończybród – 13 osób, Porsk Duży – 12 osób.” (prof. Władysław Filar: WOŁYŃ W LATACH 1939 – 1944. w: http://www.gatago.com/alt/pl/ukraina/16210065.html ).

W kol. Chobut pow. Kowel w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zabitych zostało co najmniej 8 Polaków. Na cmentarzach we wsiach Chobut i Hołoby znajdują się mogiły około 45 ofiar pacyfikacji wsi Byteń i Chobut.

We wsi Chodaki pow. Krzemieniec zbiegli ze służby niemieckiej policjanci ukraińscy zastrzelili 3 Polaków.

We wsi Dederkały Wielkie pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali co najmniej 8 Polaków: 4-osobową rodzinę Buczalskich na chutorze, dwóch agronomów, urzędnika gminy i właściciela sklepu, którym połamano ręce, torturowano i zastrzelono.

W kol. Dembówka pow. Kowel zamordowali braci Adama i Jana Rydzanków.4-osobową rodzinę na chutorze, dwóch agronomów, urzędnika gminy i właściciela sklepu, którym połamano ręce, torturowano i zastrzelono.

We wsi Duży Porsk pow. Kowel w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zabitych zostało kilka polskich rodzin, imiennie znane jest 11 ofiar.

W kol. Głęboczek pow. .Kostopol Ukraińcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, prawdopodobnie kilka rodzin.

W majątkach Gończy Bród po. Kowel policjanci ukraińscy zamordowali 14 Polaków i 1 Rosjanina, w tym 2 rodziny właścicieli.

W kol. Józefin pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali kilka polskich rodzin, niewiele osób wyrwanych napadem ze snu i półnagich zdołało uciec, ich gospodarstwa obrabowali i spalili

We wsi Jungówka pow. Horochów Ukraińcy zamordowali nauczyciela Mieczysława Garczyńskiego.

W kol. Kalinownik pow. Kowel policjanci ukraińscy zamordowali kilka polskich rodzin.

W miasteczku Mielnica pow. Kowel podczas pacyfikacji policja ukraińska zamordowała 17 Polaków, przedstawicieli miejscowej inteligencji, w tym nauczycieli, lekarzy oraz proboszcza ks. Wacława Majewskiego. „Osoby wyciągano z domów wczesnym rankiem, wiązano ręce drutem kolczastym, pędzono w kierunku Wielicka i w lesie zamordowano” (Siemaszko…, s. 398). „Stowarzyszenie Kresy Pamięć i Przyszłość z siedzibą w Chełmie podaje do wiadomości, że w wyniku akcji poszukiwawczej przez członków naszego stowarzyszenia odnalezione zostało miejsce ostatecznego spoczynku zamordowanego w marcu 1943 roku księdza parafii Mielnica pow. Kowel, woj. wołyńskiego Wacława Majewskiego wraz z kilkunastoma mieszkańcami tej miejscowości. Mamy zgodę na upamiętnienie miejsca spoczynku. Mając na uwadze bardzo przykre doświadczenia z Radą Ochrony Walk Pamięci i Męczeństwa, podczas ekshumacji poległych żołnierzy AK na Wołyniu w 2011 roku, oraz braku reakcji Pana Kunerta na pismo dot. uroczystego pochówku w/w w 2012 r. – Instytucja ta zostanie jedynie powiadomione o fakcie. Stronę upamiętnienia miejsca jak również uroczystości decyzją Zarządu Stowarzyszenia przejmie na siebie nasza organizacja. Z kresowym pozdrowieniem Krzysztof Krzywiński – Prezes. Chełm, 11 sierpnia 2013.”( http://www.wolyn.btx.pl/index.php/publikacje/653-odnal... ).

W kol. Nowa Dąbrowa pow. Kowel policjanci ukraińscy zamordowali co najmniej 11 Polaków, w tym nauczycielkę i 2 rodziny.

We wsi Różaniec pow. Biłgoraj Niemcy z policją ukraińską zamordowali 69 Polaków, wywieźli do obozów około 1 tysiąca Polaków i spalili 180 gospodarstw.

W leśniczówce Spasów pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, gajowych; jeden to Józef Witkowski lat 51, drugi NN (Edward Orłowski…, jw.).

We wsi Turkowice pow. Hrubieszów zamordowali nauczyciela Antoniego Pelca, był pn oficerem AK.

W kol. Wielick pow. Kowel w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zamordowanych zostało 11 polskich rodzin oraz 17 Polaków z Mielnicy.

We wsi Wola Obszańska pow. Biłgoraj Niemcy z policją ukraińską aresztowali 150 mężczyzn podejrzanych o współpracę z partyzantami, których wywieziono ich do obozu w Zwierzyńcu.

We wsi Wronowice pow. Hrubieszów.policja ukraińska zabiła oficera z miejscowej placówki AK (prawdopodobnie chodzi o Antoniego Pelca) oraz Władysława Iwaniuka, lat 25.

– 1944 roku:

We wsi Białe pow. Przemyślany Ukraińcy zamordowali 30 Polaków.

We wsi Dołhobyczów pow. Hrubieszów w ponownym napadzie Ukraińcy zamordowali 23 Polaków, w tym 11 kobiet.

We wsi Kotłów pow. Zborów Ukraińcy zamordowali 18 Polaków.

We Lwowie: „18.03.44 r. zamordowano na ulicy Pijarów rzemieślnika Polaka l. 31, NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.; Seria – tom 8).

We wsi Łopatyn pow. Radziechów zamordowali 3 Polaków, w tym braci Borkowskich.

We wsi Majdan Sieniawski pow. Jarosław policjanci ukraińscy zamordowali 2 Polaków.

We wsi Mosty pow. Rudki Ukraińcy zamordowali Józefa Stopnickiego.. „W ostatnich czasach zastrzelono w Mostach, pow. Rudki na granicy naszego powiatu strażnika rzecznego Polaka, co wywołało przerażenie w izolowanej wsi Wołoszcza (55 plus 60 rodzin polskich w odległości 5 km, dużo rodzin poprzednio przez Ukraińców obrabowanych). Mordu dokonało 5-ciu bandytów w jasny dzień nic nie rabując.” (1944, 18 kwietnia – Pismo PolKO z Drohobycza do RGO w Krakowie wraz z załącznikami dotyczące położenia ludności polskiej w powiecie drohobyckim w związku z napadami nacjonalistów ukraińskich i bierną postawą władz niemieckich wobec zagrożenia życia i mienia ludności polskiej. W: B. Ossol. 16722/1, s. 141-142, 343-344, 347-356).

We wsi Nadorożna pow. Tłumacz Ukraińcy zamordowali 37 Polaków.

We wsi Oszczów pow. Hrubieszów Ukraińcy z sotni „Jahody” zamordowali 16 Polaków zwołując ich na tzw. „zebranie pojednawcze” w Domu Ludowym. Zapoczątkowało to polsko-ukraińskie starcia w tej miejscowości, które trwały do 19 marca; w ich wyniku zginęło następnych 23 Polaków, w tym 15 kobiet (Motyka…, s. 193; Tak było…: w przypisie podaje on, że według źródeł ukraińskich zebranie w Oszczowie było… zasadzką polską, patrz: 1947. Propamjatna knyha… s. 110; Polacy więc zrobili zasadzkę, aby ich wymordowano!).

We wsi Pawłowa pow. Jaworów policjant ukraiński z żandarmem niemieckim zamordowali 1 Polaka i 1 Ukraińca.

We wsi Staje pow. Rawa Ruska: „17 marca 1944 roku liczna grupa wyrostków ukraińskich, w wieku od 15 do 18 lat napadła na polskie zagrody i wymordowała wszystkich napotkanych Polaków. Zginęli wtedy: Katarzyna Dziuroń (92 lata), zatłuczona kołkami w łóżku, Józef Dziuroń (85 lat), zakłuty nożami w łóżku, Jan Dziuroń, syn Katarzyny (70 lat), zakłuty nożami, Helena Białoskórska (88 lat), Paweł Legażyński (70 lat), zastrzelony na podwórzu, Anna Górnicka (65 lat), zamordowana, a zwłoki wrzucono do studni, Maria Legażyńska (20 lat), wyprowadzona z domu, zgwałcona przez kilku napastników, następnie zamordowana, a zwłoki położone zostały pod stodołą, Anna Legażyńska (70 lat) została uduszona, a zwłoki wrzucono do piwnicy, Aleksander Niżyk (85 lat) i jego żona Katarzyna (65 lat) zostali zamordowani w domu, a zwłoki wywieziono pod lasek i tam zakopano, Józef Muzyczka (30 lat) został zastrzelony w mieszkaniu, Agnieszka Malinowska (35 lat) została uprowadzona na pole, tam zastrzelona i zakopana, Mikołaj Seneta (80 lat) obłożnie chory, został zatłuczony kijami w łóżku, Antoni Seneta (85 lat), został zakłuty nożami w łóżku. /…/ Pod koniec marca grupa miejscowych Ukraińców spaliła drewniany kościół w Stajach” (Aleksander Kijanowski; w: Siekierka…, s. 796; lwowskie).

We wsi Wasylkowce pow. Kopyczyńce banderowcy zamordowali 2 Polki.

We wsi Wola Wielka pow. Lubaczów zamordowali 2 Polaków.

– 1945 roku:

We wsi Dragonówka pow. Tarnopol banderowcy w mundurach NKWD wymordowali 7 Polaków z 2 rodzin Domarackich (2 matki i 5 dzieci), w tym: małe dziecko utopili w cebrzyku z pomyjami oraz uprowadzili 14-letnią córkę, która zaginęła bez wieści. „Przetrzymywali ją w piwnicy w Podhorcach. Dziewczynka była bita i gwałcona. Zmarła”. ( http://roztocze.net/arch.php/22746_Ukrai?cy_wystaw...

We wsi Gaje Wyżne pow. Drohobycz upowcy zamordowali 3 Polaków.

We wsi Jezierzany pow. Buczacz zostali zamordowani przez UPA: Byk Wojciech l.52, Byk Helena l. 54, Waleniszyn Piotr l. 40 oraz Ukrainiec Riwnyj Mykoła l. 18 (Kubów…., s. 53). .Komański i Siekierka na s.153 podają, że mord na 5 Polakach, w tym wymienionych wyżej, oraz na Ukraińcu miał miejsce 18 grudnia 1945 roku.

We wsi Kłodno Wielkie pow. Żółkiew w obronie ludności polskiej w walce z upowcami zginął 19-letni Józef Rudaniecki.

We wsi Korczowa pow. Jaworów: „18 marca 1945 r. w Korczowej został zamordowany przez UPA milicjant Stefan Kielar.” (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s. 118).

We wsi Leszczawa Górna pow. Przemyśl upowcy spalili dwa domy polskie i zamordowali 3 Polki, w tym dwie po torturach powiesili.

We wsi Olijewo-Korolówka woj. stanisławowskie: „18.03.1945 r. została zam. Biła Franciszka (1925) żona Ukraińca. Powiesili także jej męża za to, że miał żonę Polkę (!).” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw.; Seria – tom 8).

– 1946 roku:

We wsi Witryłów pow. Brzozów upowcy uprowadzili Jana Pelca z synem Piotrem, którzy zaginęli bez wieści.

– 1947 roku:

We wsi Klimówka pow. Gorlice banderowcy obrabowali gospodarstwo i uprowadzili Józefa Siwaka, który zaginął bez śladu.
Mińsk Mazowiecki Postów: 4495
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4495
Sobota, 21 marca 2026 19:40:38
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Informacje » kalendarz pamięci polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa, 17 marca

– 1943 roku:

W kol. Hipolitówka pow. Kostopol Ukraińcy podpalili zagrodę Józefa Guziewicza a jego żonę zarąbali siekierami.

We wsi Kułaczkowce pow. Kołomyja zamordowali poprzez uduszenie 29-letniego Polaka, plut. Jana Nowickiego.

W kol. Michałówka pow. Kostopol zamordowali rodzinę Boziów: matkę i jej 4 dzieci.

We wsi Ropienka pow. Lesko zamordowali Polaka o nazwisku Szczawiński.

W osadzie leśnej Zadąbrowie gmina Rafałówka pow. Sarny Ukraińcy zamordowali około 20 Polaków. Słabo uzbrojona samoobrona pod dowództwem ppor. Adama Roskowińskiego nie mogła powstrzymać bandytów. Ocaleli uciekali w stronę stacji kolejowej w Rafałówce, gdzie stacjonował oddział Wehrmachtu (Dariusz Jakóbek: Skrwawiona ziemia, zapomniane ofiary; w: „Pabianice”, nr 8/2016; za: https://pabianice.tv/rzez-wolynska-na-fotografii/).

– 1944 roku:

We wsi Bybło pow. Rohatyn: „17.III.1944 Bybło pow. Rohatyn Zabici Biliński Karol; Siekierski Jan; Bigus Marian; Czajkowski Marian; Paszczyński Kazimierz; Klementowski Ludwik; Siekierski Rudolf; Kopiorski Feliks; Wiśniowski Marian; Jastrzębski Ludwik; Jastrzebski Kornel; Kopowska i jej 3 dzieci; Stryjski Marian; Siekierski Bolesław; Siekierski Józef.” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373).

We wsi Dołhobyczów pow. Hrubieszów Ukraińcy zamordowali 13 Polaków spędzonych do Domu Ludowego oraz 4 Polaków na drodze za wsią, łącznie 17 Polaków, w tym kobiety.

We wsi Hubin pow. Buczacz zamordowali 11 Polaków i 1 Ukrainkę, żonę Polaka: „17.03.1943 r. została zamordowana rodzina Pilipczuków: Julian (ojciec i mąż), Katarzyna z domu Morszczan (jego żona Ukrainka), i 3 córki: Eleonora, Bronisława i Julianna; Z drugiej rodziny Pilipczuków zostali zam.: Antoni (ojciec), jego żona Katarzyna z domu Pasieczna i córka Eleonora l. 19 oraz 4 osoby NN.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie…, jw., tom 7).

We wsi Klubowce pow. Tłumacz uprowadzili do Nadrożnej i zamordowali Józefa Skrzypnika.

We wsi Kułaczkowce pow. Kołomyja na drodze do stacji kolejowej w Gwoźdźcu został uduszony Jan Nowicki, plutonowy, uczestnik bitwy nad Bzurą.

We wsi Nadorożna pow. Tłumacz zamordowali 37 Polaków. „Aż trudno sobie wyobrazić, że 91-letnia dziś kobieta przeżyła tyle lat w rozpadającej się chacie: bez prądu, ogrzewania, bieżącej wody. W chałupie, która grozi zawaleniem, z odpadającymi dachówkami i dziurami w ścianach większymi niż drzwi czy okna. Tragiczna historia ostatniej Polki w Tłumaczu pokazuje, jaki los spotkał naszą rodaczkę ze skraju Pokucia. Mimo życiowego dramatu nie traci ona pogody ducha, a Fundacja Studio Wschód robi wszystko, by ułatwić jej funkcjonowanie i podnieść na duchu. Życiowy dramat naszej rodaczki rozpoczął się pod koniec drugiej wojny światowej, gdy pani Józefa miała 19 lat. Wtedy to na jej oczach Ukraińcy z UPA pojmali, a następnie zamordowali około 30 Polaków z Nadorożnej. Widok jadących furmanek z trumnami, z których krew sączyła się na ulice, był przerażający dla ówczesnej nastolatki. Jak twierdzi pani Józia, właśnie wtedy przestała żyć. Na skutek przesiedleń, rodzinny Tłumacz (ówczesne województwo stanisławowskie) pani Muczulskiej opuścili praktycznie wszyscy Polacy. Niezłomna Polka postanowiła jednak zostać na ziemi, którą tak bardzo kochała i kocha do dziś. Początkowo mieszkała z matką, jednak mając trzydzieści kilka lat, nasza rodaczka straciła i ostatnią bliską osobę. Budynek, który zamieszkuje pani Józefa jest w opłakanym stanie, grozi nawet zawaleniem. Nie ma w nim praktycznie niczego: elektryki, bieżącej wody, ogrzewania podczas zimy. A te na Ukrainie są straszne, mróz sięga tutaj do minus 40 stopni Celsjusza. Jak starsza kobieta, mogła przeżyć tyle lat w szopie, do której zimą wlatuje śnieg?” (Ostatnia Polka w Tłumaczu. Tragiczna historia naszej rodaczki z Pokucia; 28.05.2016; w: http://www.studiowschod.pl/artykuly/ostatnia-polka-w-tlum... ).

We wsi Oszczów pow. Hrubieszów upowcy z sotni „Jahody” zamordowali 16 Polaków zwołując ich na tzw. „zebranie pojednawcze” w Domu Ludowym, zapoczątkowało to polsko-ukraińskie starcia w tej miejscowości, które trwały do 19 marca, w ich wyniku zginęło następnych 23 Polaków (Motyka…, s. 193; Tak było…: w przypisie podaje on, że według źródeł ukraińskich zebranie w Oszczowie było… zasadzką polską, patrz: 1947. Propamjatna knyha… s. 110; Polacy zrobili więc zasadzkę, aby ich wymordowano). „Śledztwo w sprawie zbrodni przeciwko ludzkości, popełnionej w dniu 17 marca 1944 r. we wsi Oszczów i innych miejscowościach województwa lubelskiego, poprzez zabicie co najmniej 117 osób spośród polskiej ludności cywilnej, przez funkcjonariuszy państwa niemieckiego, we współudziale policji ukraińskiej oraz nacjonalistów ukraińskich. (S.49/07/Zi ). W toku prowadzonego postępowania ustalono, iż nacjonaliści ukraińscy współpracujący z jednostkami niemieckimi, dokonywali napadów na jeszcze inne pobliskie miejscowości, a mianowicie: Dołhobyczów, Kryłów, Witków, Kabłubiska, Siekierzynka, Horoszczyce, Żabcze, Poturzyn, Honiatyń, Uhrynów, Gołębie, Zaręka, Sulimów, Uśmierz, Waręż, Liwcze, Winniki, Leszków, Hulcze, Rusin, Chochłów, Dłużniów, Myców, Chłopiatyn, Przewodów, Smoligów, Modryniec, Łasków, Mołczyny. Akcje te przeprowadzane były w latach 1941 – 1947, niejednokrotnie dochodziło do kilku napadów na jedną miejscowość, w krótkim odstępie czasu.” IPN Lublin, S.49/07/Zi). Relacja Władysława Zielińskiego: „Większość mieszkańców Oszczowa o mającym się odbyć „zebraniu pojednawczym” dowiedziała się dopiero 17 marca w godzinach rannych […] Nikt nie przypuszczał, że dzień 17 marca 1944 roku będzie ostatnim normalnym dniem w życiu Oszczowa. […] Tłumnie przybyli na zebranie w Domu Ludowym zarówno Polacy jak i Ukraińcy. […] Oczekiwanie na rozpoczęcie zebrania przedłużało się. […] Część ludzi weszła już do środka a cześć pozostała na dworze nie zwracając uwagi na to, co się dzieje. Kilku młodych chłopców, należących do konspiracji zrozumiało, że za tym wszystkim coś się kryje i trzeba być czujnym. Samorzutnie pilnie obserwowali wszystko, co się wokół nich dzieje. W pewnym momencie zauważyli, że od strony Honiatyna jadą trzy furmanki. Natychmiast wysłano zwiad by zaobserwować gdzie się zatrzymują i co będą robić. Zwiadowca zdołał oddalić się o Domu Ludowego około 200 metrów. W tym czasie wozy przejeżdżały już szosę Dołhobyczów – Waręż z mężczyznami w mundurach niemieckich i ukraińskiej policji, uzbrojonych w broń maszynową. Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Młodzi mężczyźni zorientowawszy się, jakie im grozi niebezpieczeństwo, wezwali wszystkich do ucieczki i sami zaczęli uciekać. Zrobiło się ogromne zamieszanie. Wszyscy uciekali. Przybysze widząc to błyskawicznie obskoczyli plac, na którym znajdowała się Dom Ludowy. Było ich dziesięciu. Trzech w mundurach niemieckich, hełmach i ciemnych okularach, czterech w mundurach policji ukraińskiej i trzech w cywilu. W czterech rogach postawili karabiny maszynowe. W pierwszym momencie nie mogli zapanować nad tłumem. Rozkazali wszystkim położyć się na ziemię potem polecili wstać. Uspokoiliby nikt się niczego nie bałby nie robił popłochu. Polakom polecili wchodzić do Domu Ludowego a Ukraińcom kazali iść do domu, ale Ukraińcy nie szli tylko biegiem uciekali robiąc ponowne zamieszanie. Sadzono, że to łapanka do Niemiec. Między uciekającymi Ukraińcami znalazło się wielu Polaków. Po wepchnięciu wszystkich Polaków do Domu Ludowego, sprawdzeniu dokumentów i odebraniu pieniędzy polecono uwięzionym usiąść na scenie na ziemi. Weszło pięciu mężczyzn. Czterech w mundurach ukraińskiej policji, piąty z „Diechtiarowem”, a pozostali z bronią maszynową. Właściciel „Diechtiarowa” przykląkł na jedno kolano, ale coś mu się zacięło, pozostali zaczęli go sztorcować po ukraińsku, zdenerwowany wybiegł na dwór, ale po kilku sekundach wrócił i przejechał się dwukrotnie serią po siedzących Polakach. Pozsyłali też strzelali. Rozległy się głosy kościelnych dzwonów. Mordercy wyskoczyli z Domu Ludowego, ściągnęli ubezpieczenia, które plądrowały już zabudowania Piotrowskich, wskoczyli na furmanki i odjechali w kierunku Honiatyna przy dźwięku szalejących dzwonów kościelnych. Po drodze zdążyli jeszcze zabić cztery osoby narodowości polskiej. W Oszczowie zapanował sądny dzień”. (Władysław Zieliński: Tragedia Oszczowa, w: Jaroszyński W., Kłembukowski B., Tokarczuk E., Łuny nad Huczwą i Bugiem, Walki oddziałów AK i BCh w obwodzie Hrubieszowskim w latach 1939-1944, Zamość 1992, s. 198-200). Inni: „11 marca sotnia „Jahody”, czyli Iwana Sycz-Sajenki, dokonała mordu w Oszczowie w gminie Dołhobyczów. Jak podaje Jerzy Markiewicz, sołtys mieszanej narodowościowo wsi Oszczów, zaciekły ukraiński nacjonalista, niejaki Juszczak zwołał zebranie miejscowej społeczności, rzekomo mające doprowadzić do uspokojenia sytuacji i niedopuszczenia do wzajemnych walk. To braterskie spotkanie miało się odbyć w Domu Ludowym. Do udziału w nim zaproszono miejscowego popa prawosławnego i księdza katolickiego. Ksiądz nie wziął w nim udziału, bo zatrzymał go miejscowy Ukrainiec, ostrzegając, że zebranie to podstęp. Zaprowadził księdza do mieszkania Piotrowskich, co uratowało mu życie. Gdy spotkanie rozpoczęło się, pod Dom Ludowy podjechała na saniach sotnia UPA, dowodzona przez Iwana Sycz-Sajenkę pseudonim „Jahoda” i otoczyła budynek, w którym odbywało się spotkanie. Ukraińcom kazano wyjść, a Polaków wystrzelano z broni maszynowej. Pod zwałami trupów ocalało tylko dwóch mężczyzn, którzy stali się świadkami zbrodni. Pozostałej przy życiu ludności polskiej oprawcy „Jahody” nie zdążyli wymordować, bo ksiądz katolicki widząc, co się dzieje, pobiegł do kościoła i zaczął bić w dzwony na trwogę. Przestraszyło to „Jahodę”, że dzwony ściągną jakiś polski oddział. Polecił oddziałowi wsiąść na sanie i odjechać w stronę Honiatyna. Ludność polska natomiast uciekła do polskiej miejscowości Horoszczyce.” (Marek A. Koprowski: Łuny na Wschodzie; Poznań 2019, s. 102 – 103)

We wsi Płowe pow. Radziechów Ukraińcy zamordowali 8 Polaków, w tym zastrzelili 16-letniego Kazimierza Szewczyka i zwłoki wrzucili do studni.

We wsi Ropienka pow. Lesko policjant ukraiński o nazwisku Worona zastrzelił Polaka Szczawińskiego.

We wsi Rzeczyca pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zamordowali 23 Polaków.

We wsi Staje pow. Rawa Ruska: „17 marca 1944 roku liczna grupa wyrostków ukraińskich, w wieku od 15 do 18 lat napadła na polskie zagrody i wymordowała wszystkich napotkanych Polaków. Zginęli wtedy: Katarzyna Dziuroń (92 lata), zatłuczona kołkami w łóżku, Józef Dziuroń (85 lat), zakłuty nożami w łóżku, Jan Dziuroń, syn Katarzyny (70 lat), zakłuty nożami, Helena Białoskórska (88 lat), Paweł Legażyński (70 lat), zastrzelony na podwórzu, Anna Górnicka (65 lat), zamordowana, a zwłoki wrzucono do studni, Maria Legażyńska (20 lat), wyprowadzona z domu, zgwałcona przez kilku napastników, następnie zamordowana, a zwłoki położone zostały pod stodołą, Anna Legażyńska (70 lat) została uduszona, a zwłoki wrzucono do piwnicy, Aleksander Niżyk (85 lat) i jego żona Katarzyna (65 lat) zostali zamordowani w domu, a zwłoki wywieziono pod lasek i tam zakopano, Józef Muzyczka (30 lat) został zastrzelony w mieszkaniu, Agnieszka Malinowska (35 lat) została uprowadzona na pole, tam zastrzelona i zakopana, Mikołaj Seneta (80 lat) obłożnie chory, został zatłuczony kijami w łóżku, Antoni Seneta (85 lat), został zakłuty nożami w łóżku. /…/ Pod koniec marca grupa miejscowych Ukraińców spaliła drewniany kościół w Stajach” (Aleksander Kijanowski; w: Siekierka…, s. 796; lwowskie).

We wsi Tłusteńkie pow. Kopyczyńce zamordowali 22 Polaków (inne źródło podaje, że zamordowanych zostało 18 Polaków z 4 rodzin).

We wsi Waręż pow. Sokal zamordowali 11 Polaków, obrabowali ich gospodarstwa oraz zniszczyli plebanię i wnętrze kościoła.

We wsi Zagórze Konkolnickie pow. Rohatyn: „17.III.1944 Zagórze Kąkolnickie powiat Rohatyn: Widyczka Paweł, gospodarz postrzelony przez Mykietyna Marcela syna Piotra i Sucharewskiego Mikołaja syna Bazylego”. (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373).

W kol. Zadąbrowie pow. Sarny: Brzozowski Jan – członek samoobrony, został zamordowany w czasie napaści Ukraińców na kolonię Zadąbrowie w dniu 17 marca 1943 roku. Jastrzębski Jan. zamordowany w czasie napadu 17.3.1943 r Kopij Lucjan, żona Maria z d. Sulikowska, syn Franciszek, córki Helena i Mieczysława. Maria, Helena i Mieczysława Sulikowskie, zostały zamordowane w czasie napadu na kolonię w dniu 17.3. 1943 r. Roskowiński Feliks, żona IN z d. Sulikowska, synowie Adam i Stanisław, córki Maria, Stefania i jeszcze dwie. Adam – podporucznik rezerwy, kierował samoobroną na Zadąbrowiu. Feliks i Adam zostali zamordowani w dniu 17 marca 1943 roku, pochowani we wspólnej mogile pomordowanych w tym dniu na Zadąbrowiu. Socha Antoni, żona Maria z d. Sulikowska Maria została zamordowana 17.3.1943 r. Sulikowski Jan , żona Maria i 4 córki IN. Jan i Maria zostali zamordowani w dniu 17.3.1943 roku. Sulikowski Walerian, żona Maria z d. Zakrzewska, syn Hilary, córka Wiktoria. Walerian i Hilary zostali zamordowani na Zadąbrowiu w czasie napaści ukraińskiej 17 marca 1943 roku. Wasiecki Antoni, zamordowany 17.3.1943 roku Wasiecka Antonina z córką IN, zostały zamordowane 17.03.1943 r. Zakrzewski Stanisław, żona Ludwika ~ 1875 (*Temne) z d. Sulikowska; żona Ludwika została bestialsko zamordowana przez Ukraińców w miejscowości Wyrka w lipcu 1943 roku. Kolonia Zadąbrowie została po napadzie w marcu 1943 roku rozgrabiona i spalona przez Ukraińców wszyscy pomordowani w czasie napadu zostali pochowani we wspólnej mogile na Zadąbrowiu, Ludwika Zakrzewska została pochowana na Wyrce. ( http://free.of.pl/w/wolynskie/miejsca-z/zadabrow... )

– 1945 roku:

W miejscowości Bircza pow. Przemyśl na cmentarzu ma grób Flader Wincenty ur. 1925, który zginął z rąk UPA 17 III 1945.

We wsi Janów Lwowski pow. Grudek Jagielloński banderowcy zamordowali 2 Polaków: Ciupryka i Czerwińskiego; mieli wydłubane oczy, wyrwane języki i ślady tortur.

We wsi Opulsko pow. Sokal zamordowali 2 Polaków.

We wsi Ropienka pow. Lesko zamordowali Marię Szmajdę. Inni: W połowie marca w Ropience banderowcy zamordowali Marię Szmajdę i jej ojca, gdyż wiedział on o działalności Dobrowolskiego, jednego z uczestników masakry Polaków w Liszczowatem. (Syrnyk, s. 218).

– 1946 roku

We wsi Orzechówka pow. Brzozów Ukraińcy uprowadzili i zamordowali Władysława Masłyka.

Zaloguj się aby uczestniczyć w dyskusji oraz uzyskać dostęp do większej ilości wątków na tym forum.

Aktualności

OK