0°C

14
Powietrze
Wspaniałe powietrze!
Jest fantastycznie!

PM1: 5.79
PM25: 8.60 (34,38%)
PM10: 11.65 (23,3%)
Temperatura: 0.36°C
Ciśnienie: 1016.82 hPa
Wilgotność: 80.39%

Dane z 29.03.2020 22:50, airly.pl


facebook

Forum

Relacje polsko-ukraińskie czyli Lachy i Chachoły

4414 postów
Żabodukt Postów: 32148
kumak
Żabodukt, postów: 32148
Sobota, 22 lutego 2020 20:48:40
-2
+1 -3
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
@ten to przynajmniej był homo-niewiadomo czyli POlitycznie POprawny- kolejna ruska bzdura- Bandera nie był homo https://pl.wikipedia.org/wiki/Jaros%C5%82awa_Bandera
Siennica Postów: 794
Wnuczek
Siennica, postów: 794
Niedziela, 23 lutego 2020 11:25:18
0
+1 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Lwów – miasto i ludzie Niepodległej Rzeczypospolitej.
https://vod.tvp.pl/video/lwow-miasto-i-ludzie-nie...
Żabodukt Postów: 32148
kumak
Żabodukt, postów: 32148
Poniedziałek, 24 lutego 2020 22:26:39
-1
+1 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Wieś Huta Pieniacka i tragedia która wydarzyła się w niej 28 lutego 1944 roku jest dzisiaj w Polsce jednym z najważniejszych symboli tragicznych losów polskiej ludności cywilnej na tzw. „Kresach” podczas II wojny światowej. Upamiętnienie ofiar zamordowanych w tej wsi, stało się w ostatnich latach tradycyjnym „otwarciem sezonu” antyukraińskiej nagonki propagandowo-histerycznej


Prezydent Polski Andrzej Duda, nie chcąc być gorszy od najbardziej polskich Polaków, od dwóch lat wydaje oświadczenia w związku z rocznicą tej tragedii, w których to oświadczeniach oskarża o zniszczenie wsi wyłącznie Ukraińców i nazywa tę tragedię ludobójstwem czyli jedną z najstraszniejszych zbrodni.



Jeszcze kilka lat temu wspominano o Niemcach jako odpowiedzialnych za zbrodnię w Hucie Pieniackiej. Dzisiaj już jednak tę kwestię skutecznie w Polsce wymazano ze świadomości społeczeństwa. Dzisiaj niemal każdy Polak Hutę Pieniacką kojarzy jako ukraińską zbrodnię...

Co „wiedzą” Polacy o tragedii, która wydarzyła się w Hucie Pieniackiej?
„Wiedzą”, że była to zbrodnia dokonana na niewinnej i bezbronnej polskiej ludności cywilnej.
„Wiedzą” również, że była to zbrodnia dokonana przez Ukraińców - żołnierzy Dywizji „Galicja” i UPA.
Polacy „wiedzą” również, że bezbronnych mieszkańców wioski Ukraińcy zamordowali tylko za to , że byli Polakami.
„Wiedzą” też, że w wiosce bezpośrednio przed jej zniszczeniem przebywał kilka dni niewielki sowiecki oddział partyzancki.
Kiedyś, dawno temu, taką wersję wydarzeń propagowali tylko ludzie działający w jawnie antyukraińskich środowiskach kresowych. Dzisiaj jest to już oficjalne stanowisko najwyższych polskich władz państwowych.

Co o tej tragedii wiedzą Ukraińcy?
Wiedzą, że podczas niemieckiej akcji pacyfikacyjnej, w której brały udział oddziały niemieckiej policji pomocniczej, składającej się z Ukraińców, zamordowano kilkaset cywilnych mieszkańców Huty Pieniackiej a wioskę spalono.
Wiedzą , że była to typowa podczas tamtej wojny akcja karalna. Takich akcji w owym czasie Niemcy dokonali na terytorium dzisiejszej Ukrainy kilkaset. We wszystkich tych akcjach brali udział niemieccy żołnierze i policjanci różnych narodowości (wśród nich zarówno Polacy jak i Ukraińcy).
Ukraińcy wiedzą o zbrodni w Hucie Pieniackiej, pamiętają i szanują pamieć o niej, czego najlepszym dowodem jest dwukrotna szybka odbudowa pomnika upamiętniającego ofiary tej zbrodni, po tym jak moskiewska agentura ten pomnik niszczyła

Czego o tej zbrodni nie wiedzą Polacy, czego nie wiedzą Ukraińcy?
Co jest przemilczane?
Kto mówi prawdę, a kto fałszuje historię?
Jaka jest prawda?

Tutaj już na wstępie musimy jednoznacznie stwierdzić, że po obu stronach dochodzi do manipulacji i przemilczeń, ale takie działania to jeszcze nie grzech śmiertelny...
Gorzej jeżeli któraś ze stron świadomie i z premedytacją całkowicie fałszuje ówczesną rzeczywistość - tworzy historię na nowo, oszukuje własny naród, bezpodstawnie oskarża naród sąsiedni.

Tak jest - stroną, która dokonuje wszystkich tych niegodziwości jest strona polska w osobie najważniejszego polskiego polityka i nie tylko. I czyni to od bardzo dawna, systematycznie nasilając swoją propagandę. Strona ukraińska też w kwestii Huty Pieniackiej nie jest święta, ale pomiędzy przemilczeniami a fałszywymi oskarżeniami jest taka różnica, jak między zakonnicą a kobietą lekkich obyczajów...

Podejmując ten temat postaramy się udowodnić czytelnikom, że tak właśnie jest...
Zajmiemy się szczegółową analizą wydarzeń, okoliczności, przyczyn, rozbieżności w interpretacjach, ale również następstw czyli dzisiejszego wykorzystywania tej tragedii dla celów propagandowych oraz do tzw. „polityki historycznej”.

Z uwagi na fakt, że temat jest niezwykle skomplikowany i wielowątkowy, podzielimy go na kilka części, które systematycznie będą publikowane na naszej stronie.

Skupimy naszą uwagę na prawdziwych przyczynach zniszczenia wsi Huta Pieniacka:
kto i dlaczego dokonał pierwszego ataku 23 lutego 1944 roku,
kto zaplanował i zorganizował pacyfikację wsi 28 lutego 1944,
kto wydał rozkaz zniszczenia Huty Pieniackiej,
kto był wykonawcą,
kto dowodził wojskami,
które jednostki wojskowe brały udział w tej akcji
kto ponosi odpowiedzialność za zniszczenie wsi i wymordowanie jej mieszkańców.

Wyjaśniając właśnie te kwestie, możemy odpowiedzieć na najbardziej istotne pytanie:

- na ile uzasadnione są polskie oskarżenia Ukraińców o zagładę Huty Pieniackiej?

Nie mniej ważne jest, żeby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego we wszystkich niemal sowieckich publikacjach odpowiedzialnych za zniszczenie Huty Pieniackiej i jej mieszkańców nazywano „Niemcami”, „Faszystami”, „Nazistami”, „Hitlerowcami”, lecz w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia oskarżenia przeniesiono nagle na „ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów”?

W tym miejscu trzeba zauważyć , że moskiewska władza właśnie w roku 1989 nagle przypomniała sobie o strasznej tragedii polskiej wsi Huta Pieniacka i 26 lutego 1989 dokonała uroczystego odsłonięcia pomnika upamiętniającego ofiary zbrodni.
Analogiczna sytuacja miała miejsce w Polsce, gdzie dopiero z końcem lat osiemdziesiątych Edward Prus rzuca oskarżenia pod adresem Ukraińców.

Równie ważna będzie dokładna analiza wpływu sowieckich oddziałów partyzanckich na przebieg wydarzeń, a zwłaszcza ich obecności w wiosce, liczebności, czasu w którym tam przebywały, działań dywersyjnych w okolicy, zbrodni dokonywanych w sąsiednich ukraińskich wioskach, stopnia współpracy z tymi oddziałami Polaków z Huty Pieniackiej. Te kwestie są niezwykle istotne.

Pełna wiedza na ten temat pozwoli bowiem zrozumieć, że niemieckie władze okupacyjne wydały rozkaz zniszczenia wioski właśnie z uwagi na sowieckie oddziały stacjonujące w wiosce, grasujące po okolicy, przeprowadzające w styczniu i lutym ataki na obiekty ważne dla obrony i ewentualnego odwrotu oraz atakujące niewielkie oddziały niemieckie.

Zwrócimy również szczególną uwagę na wyniki śledztwa prowadzonego w Polsce w sprawie Zbrodni w Hucie Pieniackiej przez Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, przejętego później przez IPN – śledztwa (co podkreślamy) nigdy nie ukończonego. Wykażemy, że polskie wyniki śledztwa (publikowane dotychczasowe ustalenia) w sprawie zbrodni w Hucie Pieniackiej, to prymitywne tworzenie wersji wydarzeń na zamówienie, w której to wersji pojawia się a mnóstwo błędów, pomyłek i fałszerstw.

Aby lepiej zrozumieć istotę problemu zacznijmy jednak od historii dawniejszej...

Huta Pieniacka położona była w malowniczej dolinie, pokrytego bukowymi lasami Pogórza Woroniackiego (Вороняцьке горбогір'я), 20 km na południe od Brodów i 20 km na północny wschód od Złoczowa. Najbliższe wioski: Żarków, Jasieniów, Werchobuż, Hołubica, Pieniaki. Największą wioską w okolicy były Pieniaki. Huta pierwotnie należała właśnie do tej wioski, stąd też późniejsza nazwa - Huta Pieniacka. Lasy otaczały wieś że wszystkich stron.

W metrykach Józefowskich z 1786 r. Napisano, że Huta Pieniacka była „nową osiadłą wioską”. (ЦДІАУЛ, ф. 19, оп. ХУІІІ, сп. 290, арк. 14).

Jest to pierwsza wzmianka o polskiej wsi między wioskami etnicznej ludności Ukraińskiej. W XX wieku mieszkańcy Huty Pieniackiej mówili o sobie, że żyją na tej ziemi „z dziada pradziada”, ale ich przodkowie na początku XIX wieku tak powiedzieć nie mogli...

Nazwa Huta wskazuje na produkcję szkła. Potwierdzają to dokumenty archiwalne. W raporcie władz administracyjnych lwowskiego okręgu z 18 kwietnia 1807 stwierdzono, że produkcja szkła zajmuje się we wsi 37 robotników (ЦДІАУЛ, ф. 146, оп. 7, сп. 244, арк. 9).

Wioska stopniowo i systematycznie rozrasta się:
W 1820 w Hucie Pieniackiej było 56 gospodarstw (ЦДІАУЛ, ф. 20, оп. ХІХ, сп. 193), w 1857 mieszka 535 osób, a według spisu 1900 już 890, przy czym 762 mieszkańcy to rzymscy katolicy (głównie Polacy), 78 to greko-katolicy (Ukraińcy), a 50 to Żydzi.

W latach I wojny światowej populacja wsi znacznie się zmniejszyła. Według spisu ludności z 30 września 1921, w Hucie Pieniackiej zamieszkuje 724 osób, w tym 659 Polaków, 45 Ukraińców i 19 Żydów. Podczas polskiego panowania w Galicji 1920-1939 działała w Hucie polska szkoła. Wiadomo, że w 1925 roku uczęszczało do niej 58 uczniów. Populacja Huty Pieniacka na początku II wojny światowej nie jest znana, ale większość mieszkańców była Polakami, chociaż Ukraińcy również w wiosce żyli (i w lutym 1944 także).

Źródła nic nie mówią o jakichkolwiek konfliktach etnicznych Ukraińców i Polaków w Hucie Pieniackiej (i okolicy) w czasach Austro-Węgier (1772-1918) lub w okresie Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej i Ukraińskiej Republiki Ludowej (1918-1920), nie spotyka się również wspomnień, które mówiłyby o takich konfliktach. Jeżeli były jakieś konflikty, to nie miały one charakteru etnicznego.

Taka sytuacja możliwa była dzięki zrównoważonej i tolerancyjnej polityce narodowej Austrii i cesarza Franciszka Józefa I, którego starsze pokolenia Ukraińców pamiętały jako dobrego władcę. Za czasów Franciszka Jozefa niemal w każdej wiosce na Brodowszczyźnie działały ukraińskie szkoły i czytelnie, bez przeszkód wydawane były ukraińskie gazety, czasopisma i książki; nawet banknoty obok napisów niemieckich, polskich i węgierskich miały napisy w języku ukraińskim «п’ять корон», «десять корон», «двадцять корон», «п'ятдесят корон».

Przyszła pierwsza wojna światowa, a u jej schyłku wojna o ukraińskie ziemie. Sąsiedzi ze wszystkich stron rozrywają Ukrainę na kawałki. Niektórzy z nich krzyczą, że nie ma takiego narodu jak Ukraińcy, a ukraińskie ziemie nazywają odwiecznie swoimi. Później następuje sojusz Polski z Petlurą, zdrada w Rydze i podział Ukrainy między Moskwę i Warszawę.

Sytuacja zmieniła się dramatycznie po zajęciu kraju przez Polskę w 1920 roku. W tym okresie (1920-1939) rząd II Rzeczypospolitej położył „kamień węgielny” - fundament polsko-ukraińskiej konfrontacji i późniejszych konfliktów etnicznych.

Nie będziemy wgłębiać się w ten wątek i opisywać tutaj wszystkich upokorzeń, poniżeń i niegodziwości przedwojennej polskiej władzy wobec Ukraińców. Zwrócimy tylko uwagę na pewną analogię, wiążącą polskie akcje pacyfikacyjne sprzed wojny z akcjami niemieckich okupantów. Rzecz jasna skala zbrodni i przestępstw jest nieporównywalna, ale jedna cecha jest wspólna: zastosowanie „odpowiedzialności zbiorowej” – czyli karanie niewinnych...

Polacy bili ludzi i niszczyli ich dobytek „karząc” za spalone przez OUN polskie mienie państwowe i prywatne. Niemcy mordowali i zrównywali z ziemią w odwecie za zabitych Niemców oraz za działania dywersyjne na terenach przez nich okupowanych. W obu wypadkach był to „odwet” (tak przynajmniej nazywały te zbrodnie ówczesne władze) dokonywany na niewinnej ludności, mający na celu zastraszenie jej i zmuszenie terrorem do lojalności wobec władz.

W przypadku Niemców częstą praktyką było używanie obcoplemieńców: Ukraińców przeciwko Polakom, Polaków przeciwko Ukraińcom i nie tylko. Huta Pieniacka nie była żadnym wyjątkiem. Gdyby to była ukraińska wieś, Niemcy do pacyfikacji wykorzystaliby swoje oddziały, składające się z Węgrów, Polaków, Rosjan lub przedstawicieli innych narodów, służących w tym czasie Niemcom.

Polacy z Huty Pieniackiej byli mordowani z powodu współpracy z czerwonymi partyzantami, działającymi wówczas na bezpośrednim zapleczu frontu, a nie "dlatego , że byli Polakami", jak twierdzi się w Polsce od jakiegoś czasu i jak niedawno obwieścił prezydent Andrzej Duda. Tym bardziej, że wśród ofiar byli również Ukraińcy, Żydzi ale także Niemcy (jak choćby babcia Sulimira Żuka - Urszula Nessel)

Huta Pieniacka była w tym czasie „stolicą” sowieckich oddziałów dywersyjno-terrorystycznych.
Wspominany w polskich źródłach oddział NKWD pod dowództwem Borysa Dawidowicza Krutikowa nie był jedynym sowieckim oddziałem w wiosce i nie gościł w niej kilka dni, jak twierdzą polscy historycy, lecz dokładnie dni 42.

W Hucie Pieniackiej zbierały się również inne oddziały - konkretnie Armii Ludowej, jak również oddział polskich policjantów, którzy zdezerterowali ze służby u Niemców.
Wszystko to wykażemy poniżej i w następnych odcinkach. Pojawią się istotne szczegóły, o których milczą polskie media, i o których nie mówią polscy historycy, publicyści i politycy.



„Stolica” czerwonych dywersantów.
Jaki wpływ na przebieg wydarzeń w Hucie Pieniackiej mieli czerwoni partyzanci?
Jaka była liczebność czerwonych?
Czym zajmowali się przebywając w wiosce?
Jak wyglądała ich współpraca z Polakami?
W jakim okresie tam przebywali, kiedy opuścili wioskę i dlaczego?
Jakie zbrojne oddziały pojawiły się w wiosce przed tragedią?
Zacznijmy od polskich źródeł i polskiego spojrzenia na sowieckie oddziały w Hucie Pieniackiej.

W polskich źródłach mówiących o Hucie Pieniackiej pojawia się często oddział NKWD pod dowództwem Borysa Dawidowicza Krutikowa. Prawie nic nie mówi się o innych czerwonych partyzantach, przebywających w tej wiosce. Krutikowa wspomina się „od niechcenia”, bagatelizując jego wpływ na wydarzenia w Hucie. Przy tym warto zwrócić uwagę, na fakt, ze narracja zmienia się niemal na naszych oczach...

Jeżeli w publikowanych tymczasowych wynikach polskiego śledztwa mówi się o czerwonych partyzantach dość dużo, choć z żenującymi błędami, to już w materiałach docierających do szerokiej opinii publicznej, pojawiają się tylko krótkie wzmianki. Przy czym tak w wynikach śledztwa, jak w innych polskich tekstach zauważyć można liczne błędy, nieścisłości, nierzetelności, a nawet kłamstwa i kompletne bzdury.

Wygląda to tak, jakby polskim prokuratorom i koncesjonowanym historykom nie chodziło o dotarcie do prawdy, a jedynie o „politykę historyczną” - o wypaczenie faktów i bezpodstawne oskarżenia. Śledztwa nigdy nie zakończono.

Takie śledztwo prowadzić można w nieskończoność i od czasu do czasu „informować” społeczeństwo o „nowych ustaleniach”, dotyczących „ukraińskiej zbrodni ludobójstwa” w Hucie Pieniackiej.
„Nowe ustalenia” nie musza być przełomowe – najważniejsze, żeby do opinii publicznej docierało wciąż powtarzane hasło: „ludobójstwo dokonane przez ukraińskich nacjonalistów”.

Zróbmy małą kwerendę polskich tekstów (rewelacje „histeryków kresowych” pomijamy):

1. Bogusława Marcinkowska*.
Ustalenia wynikające ze śledztwa w sprawie zbrodni ludobójstwa funkcjonariuszy SS "GALIZIEN" i nacjonalistów ukraińskich na Polakach w Hucie Pieniackiej 28 lutego 1944 roku. Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej nr 1 2001

Na temat sowieckich partyzantów czytamy:

...Społeczność wsi pozostawała w dobrych stosunkach z oddziałem partyzantki radzieckiej. Partyzanci radzieccy wykorzystywali nie niepokojoną przez Niemców i nacjonalistów ukraińskich Hutę Pieniacką jako bazę wypoczynkową i rekonwalescencyjną dla swych rannych.
W styczniu i lutym 1944 r. oddział partyzantów radzieckich, w liczbie 1000 żołnierzy, stacjonował we wsi przez kilkanaście dni. Nie uszło to uwagi niemieckich władz okupacyjnych, ale w czasie pobytu partyzantów we wsi nie doszło do konfrontacji. Około 20 lutego 1944 r. partyzanci radzieccy opuścili Hutę Pieniacką. 23 lutego 1944r. oddziały bojowe Niemców i policji ukraińskiej przeprowadziły rekonesans bojowy w celu zbadania sytuacji we wsi…

* Bogusława Marcinkowska - prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie, prowadząca wówczas śledztwo w sprawie zbrodni w Hucie Pieniackiej.


Zwróćmy uwagę - nie ma tutaj mowy o Krutikowie, a jedynie o „zaprzyjaźnionym 1000 osobowym oddziale partyzantów sowieckich”. Taki „wynik śledztwa”- choćby tymczasowy - już choćby tylko z uwagi na podaną liczbę jest kompromitacją całego zespołu śledczego. Nie było tak licznego sowieckiego oddziału w Hucie Pieniackiej. Było kilka sowieckich oddziałów, ale ich łączna liczebność z pewnością nie sięgała tysiąca.
O tym jednak napiszemy później.

Zwróćmy również uwagę na to, że prowadzone śledztwo dotyczyło zbrodni dokonanej rzekomo przez funkcjonariuszy SS-Gallizien i ukraińskich nacjonalistów, a nie przez Niemców. Niemiecka odpowiedzialność za zbrodnię była dla śledczych kwestią drugoplanową - to nie Niemcy mieli być oskarżeni, a wyłącznie Ukraińcy. Tytuł śledztwa sam w sobie jednoznacznie świadczy o politycznym podtekście dochodzenia.


2. Prokurator Waldemar Szwiec
- Naczelnik OKŚZpNP w Krakowie
Śledztwo Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie w sprawie zbrodni w Hucie Pieniackiej https://dobry-duch.blogspot.com/2019/04/zagada-huty-pieniackie...
Żabodukt Postów: 32148
kumak
Żabodukt, postów: 32148
Środa, 26 lutego 2020 20:23:33
-1
+1 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W drugiej części zamieścimy tylko pytania, które zapewne odbija się od adresatów niczym groch od ściany - pytania do polskiego IPN-u, do polskich historyków, publicystów, kresowych aktywistów, edytorów Wikipedii i do wszystkich innych producentów nowej „polityki historycznej”.
Do tych wszystkich, których "tfurczość" widzimy na grafice powyżej.

A co tam widzimy?
Wołyń 43 - w lutym 44 w Galicji,
niemiecka zbrodnicza akcja karalna jakich podczas wojny Niemcy przeprowadzili setki, ale o Niemcach i ich odpowiedzialności za zbrodnie kreatorzy polskiej świadomości społecznej nawet nie wspomnieli, nie było ich tam, nie mieli nic w z tym wspólnego!
Skandaliczne historyczne oszustwo!!!



Pytań jest wiele. Zadamy tylko kilka najistotniejszych.
Zaczynamy od najważniejszego.


1. Czy wiadomo Wam o tym, że sowieccy partyzanci stacjonowali w wiosce do dnia 25 lutego 1944 roku, a nie do 23 lutego, jak twierdzi się we wszystkich polskich opracowaniach?

Dokument - wspomnienia Borysa Dawidowicza Krutikowa :


Źródło: Фонди Рівненського обласного краєзнавчого музею КН 27244 / ІІІД 14019

Przekład:

"...Konieczna była zmiana daty opuszczenia Huty Pieniackiej, kombat [Koreniewski] nalegał, aby do 23 lutego, w dniu Armii Czerwonej, konieczne wysadzić linie kolejową albo most w pobliżu stacji Zarwanica, bezpieczną drogę do miejsca akcji dobrze znali Polacy i ja. W ten sposób uczcimy święto - powiedział kategorycznie.

Nalegałem, aby tego nie robić i zaoferowałem, że lepiej po cichu opuścić wioskę, nie przyciągając uwagi wroga, ludność powinna być bezpieczna, a święto uczcimy już podczas przemarszu. Poparło mnie kierownictwo samoobrony, ale Koreniewski był nieustępliwy i nakazał swoim saperom wysadzić linię kolejową.

Grupa malikowców w towarzystwie Borysa Charitonowa i przewodników wybranych przez Wojciechowskiego wyruszyła w podróż. Była to jasna, mroźna noc, saperowi o nazwisku Sierżant nie udało się zmarzniętymi palcami uporać z zapalnikiem, który wybuchł mu w rękach. W rezultacie ręce pozostały bez palców, wiele małych odłamków raniło twarz. Zamiast zniszczyć linie kolejowa, wysadzili w powietrze własnego sapera i szybko wrócili do wioski, by doktor Golin [nazwisko nieczytelne] i lekarze batalionu pomogli rannemu. Pomimo tego wypadku, dzień 23 lutego był dniem wielkiej „świątecznej pijatyki”.
Na prośbę mieszkańców wioski, w nocy 25 lutego batalion Koreniewskiego wyruszył z Huty Peniackiej. Razem z nimi odeszliśmy również my..."

Skany z niewydanych wspomnień Krutikowa, dotyczące Huty Pieniackiej dostępne w całości tutaj: Pamietnik Krutikowa - Huta Pieniacka


Polskie źródło, potwierdzające akcją dywersyjną, opisaną przez Krutikowa: https://dobry-duch.blogspot.com/2020/02/zagada-huty-pieniackie...

Załączone materiały graficzne widoczne są dla zalogowanych użytkowników
Mińsk Mazowiecki Postów: 856
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 856
Czwartek, 27 lutego 2020 21:01:05
0
+1 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Spadaj Ruski trollu z Polskiego forum.
Tą ruską propagandę wiesz gdzie sobie wsadź? Tam gdzie całujesz Putina
Żabodukt Postów: 32148
kumak
Żabodukt, postów: 32148
Piątek, 28 lutego 2020 11:16:01
-1
+1 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Przeczytaj artykuł zanim zaczniesz komentować. Ten pan to polski ekspert od historii na Wołyniu. W atrykule są dokumenty potwierdzające działalność Rosjan na Wolyniu
Post edytowany 2 razy
Żabodukt Postów: 32148
kumak
Żabodukt, postów: 32148
Piątek, 28 lutego 2020 11:18:06
-2
+1 -3
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Spadaj ruski troll z polskiego forum. ..nie pij tyle
Mińsk Mazowiecki Postów: 856
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 856
Sobota, 29 lutego 2020 22:54:52
+2
+2 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Oj TVN wypala umysł.
Żabodukt Postów: 32148
kumak
Żabodukt, postów: 32148
Środa, 4 marca 2020 23:47:54
-1
+1 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Господин Жарин i Huta Pieniacka
DOBRODZIEJ·ŚRODA, 4 MARCA 2020·6 MIN
Świadek - osoba obecna przy czymś i mogąca o tym opowiedzieć.
Mniej więcej tak właśnie rozumiemy słowo „świadek”. I tak właśnie brzmi jego definicja w Słowniku Języka Polskiego PWN. Ale spece od „polityki historycznej” w Polsce i tutaj wprowadzają manipulacyjne gierki, i tutaj fałszują, co się tylko da i jak tylko się da.
„Wspaniały” przykład:
W tekście pojawiają się słowa:
W Archiwum Polskiego Radia zachowało się bezcenne nagranie świadka zbrodni...
Pojawia się również link do audycji radiowej z roku 2017 z takim opisem:
Świadek Stanisław Kowalski opowiedział o przebiegu zbrodni w audycji Edyty Późniak “O Wołyniu”. (PR, 12.03.2017).
Otwieramy link, słuchamy wspomnień pana Kowalskiego i już w pierwszych minutach audycji dowiadujemy się od niego, że w lutym 1944 pan Stanisław Kowalski przebywał w Niemczech wraz z młodszą o 3 lata siostrą. O dacie wyjazdu na przymusowe roboty do Niemiec pan Kowalski mówi:
Nas zabrali w marcu, 23 marca 1942 roku, a moja siostrę , znowu z grupa następną w sierpniu tego samego roku.
Nie mógł więc być świadkiem wydarzeń, o których mówi!
Wszystko, co „wie” (a w swoich „wspomnieniach” opowiada różne niestworzone historie, jak na przykład to, że każda Ukrainka, mająca męża Polaka, otrzymała rozkaz zamordowania go) to „wiadomości”, gdzieś zasłyszane, plotki i pogłoski oraz propagandowe wymysły kresowych autorów pokroju Prusa czy Kormana.
Podkreślamy: „ŚWIADEK” od marca 1942 roku był ponad 1000 kilometrów od miejsca wydarzeń, które „wspomina”. Po wojnie wyjechał do Australii...
Czy autor tekstu nie wysłuchał radiowej audycji polecanej przez siebie? Czyżby był dyletantem nie znającym elementarnych zasad swojego rzemiosła? Czy po prostu bezczelnie fałszuje rzeczywistość?
Jesteśmy przekonani , że w grę może wchodzić tylko drugi wariant. Wynika to z pierwszych słów w tekście. Cytujemy
28 lutego 1944 roku oddziały SS Galizien i Ukraińskiej Powstańczej Armii dokonały pacyfikacji wsi Huta Pieniacka położonej w Małopolsce Wschodniej.
SS Galizien? To kłamstwo. Nie było w Hucie Pieniackiej tej dywizji. W skład sił niemieckich, zdobywających wieś i dokonujących pacyfikacji, wchodzili również Ukraińcy, ale nie z Dywizji „Galicja” i nic nie wskazuje na to, żeby stanowili większość. Chodziło o niewielką część sił niemieckich. Nawiasem mówiąc Polacy („folksdojcze”) też tam byli.
Ukraińskiej Powstańczej Armii? Nie istnieją żadne dowody na to, że w pacyfikacji brał udział jakiś oddział UPA. Nie można wykluczyć tego kategorycznie, bo w pobliżu działał kureń, którego dowódca przez samych banderowców był oskarżany o kolaborację, ale ukraińscy świadkowie zaprzeczają udziałowi UPA i nikt nie podał wiarygodnego źródła informacji o działaniu UPA w Hucie Pieniackiej podczas pacyfikacji. Niewielki patrol UPA pojawił się następnego dnia, gdy Niemców już nie było, a wieś już dogasała. Pozwolił on odejść polskim niedobitkom, które jeszcze we wsi były.
Małopolsce Wschodniej? Sztuczna nazwa, wymyślona w okresie międzywojennym, mająca na celu ugruntowanie w świadomości społecznej przekonania o polskości Galicji Wschodniej i wyparcie historycznej nazwy tych ziem („Hałyczyna”=„Galicja” / Województwo Ruskie). Lwów, należący przed pierwszym rozbiorem do Prowincji Małopolskiej, jest „Małopolską” w takim samym stopniu, w jakim Hel jest „Wielkopolską”. Wszak należał do Prowincji Wielkopolskiej, bo cała Korona była administracyjnie podzielona tylko na dwie prowincje.
I kwestia najważniejsza - najbardziej bulwersująca podłość!
GDZIE NIEMCY? NIE BYŁO ICH TAM? SĄ NIEWINNI? NIE DOWODZILI? NIE DECYDOWALI? NIE BRALI UDZIAŁU W PACYFIKACJI?
To tak, jakby pisząc o obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, nie wspomnieć ani słowem o Niemcach, a rozwodzić się tylko nad działaniami polskich kapo i podkreślać, że był to „polski” obóz.
Za Polskim Radiem te oszczercze oskarżenia powtarza oczywiście „elita”:
https://www.facebook.com/notes/dobrodziej/%D0%B3%D0%BE%...
Żabodukt Postów: 32148
kumak
Żabodukt, postów: 32148
Środa, 18 marca 2020 18:34:08
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
„Mało się różnią od bydła”. Jak naprawdę wyglądali polscy chłopi pańszczyźniani?
Nieludzki i wprost niewyobrażalny wyzysk. Praca tak ciężka, że do podobnej nie zmuszano nawet zwierząt. Żałosne zarobki, brak jakiejkolwiek opieki i horrendalne warunki życia. Polscy chłopi pańszczyźniani nie byli wcale zdrowi, silni i zahartowani. W przededniu upadku Rzeczypospolitej przedstawiali obraz nędzy i rozpaczy. https://wiadomosci.onet.pl/kraj/jak-wygladali-polscy-chlo...
Gdziekolwiek zatrzymaliśmy się, przybiegli do nas gromadami żebracy i prosili o jałmużnę z najpodlejszym natręctwem" - opisywał historyk William Coxe
Brytyjczyk przedstawiał to, co zobaczył i nie miał żadnego interesu w koloryzowaniu polskiej rzeczywistości
"Trzeba przyznać, że jakikolwiek los spotka Polskę, stan ich pogorszyć się nie może" - przewidywał Coxe
O wyglądzie zewnętrznym mieszkańców polskich wsi pod koniec XVIII w. możemy się przekonać sięgając po "Historię chłopów polskich" Aleksandra Świętochowskiego. Autor, na kartach opasłego, klasycznego dzieła przytoczył między innymi relację Williama Coxe’a.

„Są niewolniczo uniżeni”
Brytyjski podróżnik i historyk zjeździł pół Europy. W trakcie swych licznych wojaży trafił także nad Wisłę. Opis, który wyszedł spod jego pióra uchodzi za wyjątkowo wartościowy, ponieważ trudno zarzucać mu stronniczość.

Coxe przedstawiał to, co zobaczył i nie miał żadnego interesu w koloryzowaniu polskiej rzeczywistości. Dodatkowo potrafił odnieść wygląd polskich chłopów do tego, jak prezentowali się włościanie w innych rejonach kontynentu. Pisał:

Nigdy nie mógłbym wystawić sobie w myśli okolic tak smutnych i pustych. (…) Przez 45 mil spotkaliśmy tylko dwa powozy i 12 wozów (…) Widok nędznych wsi zgadzał się zupełnie z mizerną okolicą, która je otacza.
Mińsk Mazowiecki Postów: 856
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 856
Dziś, 11 godz. temu
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Nie bronię Pańszczyzny ale taka sytuacja była w całej Europie, a Polska pod koniec XVIII w była biednym źle rządzonym krajem który chylił się ku upadkowi. Szlachta walczyła tylko o utrzymanie przywilejów i była przeciwna wszelkim reformom.

Nie taka pańszczyzna straszna...

W ostatnich latach coraz częściej można usłyszeć głosy przyrównujące dolę chłopów w I Rzeczypospolitej do losu niewolnika w Stanach Zjednoczonych. Życie chłopów w państwie polsko-litewskim nie było jednak aż takie straszne.

Spichlerz Europy na chłopski barkach

W II poł. XV w. Królestwo Polskie wchodziło w swój Złoty Wiek. Zwycięska wojna trzynastoletnia z Zakonem Krzyżackim spowodowała, że od 1466 r. Polska kontrolowała ujście Wisły. Już niedługo fakt ten okazał się mieć kolosalne znacznie, gdy Europa Zachodnia zaczęła gwałtownie potrzebować polskiego zboża. Tym samym, z roku na rok Polska stawała się przysłowiowym spichlerzem Europy, budując przy tym swoją potęgę polityczną.

Ta potęga w znacznej mierze jest zasługą chłopów pańszczyźnianych, pracujących w szlacheckich folwarkach. Wraz z rosnącą koniunkturą, szlachta stopniowo rozszerzała swoje wpływy nad tą grupą społeczną. W 1496 r. Jan Olbracht nadał szlachcicie przywilej wyłącznego posiadania ziemi i zakaz opuszczania przez chłopa wsi bez zgody swojego pana. W 1520 r. Zygmunt Stary umożliwił szlachcie ostateczne rozstrzyganie sporów w sprawach chłopskich. Szlachta miała też możliwość ustalania wysokości pańszczyzny, z czasem wynoszącej po sumowaniu nawet kilkanaście dni w tygodniu (!). Dzięki temu herbowi mogli tanio pozyskiwać zboże, które później wysyłano na rynki zachodnioeuropejskie.
Podróżnicy przemierzający Rzeczpospolitą często zostawiali po sobie nie najlepsze opisy losu polskich chłopów. Szczególnie dotyczy to wieku XVIII. Cesarz Józef II pod koniec tego stulecia stwierdzał, że chłop wygląda tak marnie, że nie da się wyobrazić jego nędzy. Starosta przemyski von Moellern w 1783 r. pisał, że chłopi nadużywają alkoholu, aby zapomnieć o swojej ciężkiej doli.

Skoro jest tak źle, to czemu jest tak dobrze

Pamiętajmy jednak, że te i podobne opisy pochodzą głównie z okresu, gdy Rzeczpospolita była w kryzysie, osłabiona wojnami z II. poł XVII w. Wieś polska wieku XVI i w znacznej mierze XVII wyglądała dużo lepiej. W niektórych regionach upominano nawet gospodarzy, aby nie obnosili się zbytnio ze swoim bogactwem, by nie wprowadzać w zakłopotanie sąsiadów z szlacheckiego zaścianka.

Chłopi w I Rzeczpospolitej stanowili ok. 80 proc. mieszkańców i podobnie jak w innych warstwach społecznych istniało wśród nich duże zróżnicowanie. Całkiem sporą grupę stanowili pełnorolni kmiecie, za których pańszczyznę odrabiali wynajęci parobkowie. Chłopscy gospodarze nierzadko też byli bogatsi od znacznej części drobnej szlachty. Z kolei jedną trzecią stanu chłopskiego stanowili zagrodnicy, którzy posiadali niewielki przydział ziemi. Najniżej sytuowani byli fornale, podejmujący się sezonowo najemnych prac.
Wśród osób demonizujących pańszczyznę krążą opowieści o złych panach, którzy przecinali chłopom ścięgna, karali śmiercią i niemiłosiernie torturowali. Owszem, takie przypadki można było spotkać. Za zabicie chłopa przez szlachcica nie groziła bowiem żadna kara. Należy jednak pamiętać, że ten sam chłop był podstawą sukcesu folwarku szlacheckiego i większość panów zdawała sobie z tego sprawę. Dlatego o swoich poddanych starali się zazwyczaj dbać, bo mogli ich po prostu stracić. W odróżnieniu od np. krajów niemieckich, gdzie w XVI w. dochodziło nawet do wojen chłopskich, w Rzeczpospolitej „ludowe powstania” miały charakter co najwyżej drobnej ruchawki. Wyjątek mogą stanowić powstania kozackie, lecz sami Kozacy walczyli bardziej o przyznanie im przywilejów szlacheckich, a nie o prawa czerni (do której zresztą odnosili się z pogardą). Rosnący stopniowo ucisk feudalny nie niósł zatem za sobą większych zbrojnych wystąpień. Polscy chłopi mieli bowiem inny sposób, aby dobrze się ustawić w tworzącym się systemie.

Powszechne było zbiegostwo. Gdy pan okazywał się nazbyt okrutny bądź wymagający, chłop po prostu uciekał do innej wsi, gdzie czekały go lepsze warunki pracy. Uciekano też do miast bądź na wschód, gdzie chłopi otrzymywali często wolniznę, czyli zwolnienie od obciążeń feudalny na dany okres. Żyzna ziemia pozwalała im tam się szybko wzbogacić, a niespokojne duchy mogły z kolei dołączyć do Kozaków lub innych oddziałów wojskowych i za parę lat, dzięki zdobytym na wojnach łupom, skutecznie uzurpować szlachectwo.

Feudalny pakiet socjalny

Wbrew powszechnym opiniom, pańszczyzna nie była do końca darmową pracą. Chłop otrzymywał w zamian za to ekwiwalent w postaci czegoś, co dziś byśmy nazwali, pakietem socjalnym. Poddany za wykonywanie obowiązku pańszczyźnianego miał prawo do użytkowania ziemi należącej do pana oraz mógł liczyć na jego opiekę. To na szlachcicu ciążył obowiązek budowy, a następnie naprawienia jego chaty, gdy np. zniszczyła go burza. To szlachcic miał też dbać o zdrowie jego i jego rodziny.
Pod tym względem warto zwrócić uwagę, jak wyglądały pierwsze lata po zniesieniu pańszczyzny. Proces ten został zapoczątkowany w Prusach w 1808 r. Przyjęty jednak system dobrowolnych umów uwłaszczeniowych pomiędzy panem a chłopem spowodował, że zrealizowano go na tym obszarze dopiero w połowie XIX w. Zbiegło się to z uwłaszczeniem w Galicji z 1848 r. Najdłużej pańszczyzna zachowała się w Rosji, gdyż do 1864 r. Jednakże we wszystkich tych trzech zaborach zaobserwowano podobne zjawisko. Wzrosła liczba ludzi luźnych, chodzących od wsi do wsi, nie mogących sobie poradzić bez opieki dworu. Wielu włościan nie potrafiło uwierzyć w uwłaszczenie i uważali to za oszustwo. Dochodziło nawet do przedziwnych dzisiaj dla nas sytuacji, gdy to w niektórych miejscach dobrowolnie, na prośbę samych chłopów, wracano do relacji feudalnych.

Pewną unowocześnioną wersją pańszczyzny, która najdłużej utrzymała się na ziemiach polskich, bowiem do 1932 r., była istniejąca na Orawie i Spiszu żelarka. Chłop (żelorzy), który po uwłaszczeniu miał zbyt mało gruntów, aby się utrzymać, w zamian za ziemie, mieszkanie i prawo użytkowania dworskich pastwisk, dobrowolnie świadczył na rzecz dworu nieodpłatną pracę w polu. W odróżnieniu od chłopa pańszczyźnianego, żelorz posiadał wolność osobistą.

Powyższe oczywiście nie oznacza, że pańszczyzna była czymś dobrym, lecz nie należy współczesnych nam kryteriów dopasowywać do wówczas panujących. Chociaż idąc tym tropem można dojść do zaskakujących konstatacji. Obciążenia feudalne bowiem rzadko przekraczały 30 proc. dochodów chłopa. W czasach, gdy dzień wolności podatkowej przypada gdzieś w połowie roku, taka stawka podatkowa jest marzeniem. Ten niby niesprawiedliwy system umożliwiał też włościanom bycie beneficjentami koniunktury na polskie zboże. Ich los pogorszył się dopiero wraz z upadkiem całej Rzeczpospolitej. Jednak i w tamtym okresie powszechne było, podobnie jak w poprzednich wiekach, zjawisko zbiegostwa chłopów z krajów ościennych, szczególnie z Rosji, do Rzeczpospolitej właśnie. Zatem w porównaniu z sąsiednimi państwami dola chłopska musiała być tutaj po prostu lepsza i daleko jej było do niewolniczego losu.

Zaloguj się aby uczestniczyć w dyskusji oraz uzyskać dostęp do większej ilości wątków na tym forum.

Aktualności

OK