Łamiąca wiadomość, patoprawica z "wPolityce" przeciwko wyoutowaniu Zaradkiewicza: "Jaki to ma wpływ na jego pracę?" Żaden. Ale może popytajcie ks. Oko, Krystynę Pawłowicz, popytajcie biskupa Jędraszewskiego i całą resztę mędrców antygenderu. Tych, co chcieli liczyć gejów w Polsce, tych, co chcieli usunąć homoseksualnych nauczycieli z oświaty, tych, co nazywają nas zarazą, itd.
A sprawa jest prosta: na świecie w środowisku LGBT toczy się spór, czy dokonywać outingu, ale coraz powszechniejsze jest przekonanie, że jest to dozwolone. Przy czym outing nie wiąże się z samą tylko tożsamością homoseksualną (ba, można nie uważać się za geja, tylko od czasu do czasu uprawiać seks z mężczyznami, a zostać wyoutowanym) - podobnie jak ujawnianie kochanki konserwatywnego moralisty nie jest związane z tym, że ma życie seksualne. Outowanie wynika tylko i wyłącznie z tego, że ktoś publicznie głosi inne poglądy, a prywatnie robi coś zupełnie innego. Nie oznacza to w żadnym razie pozwolenia na outowanie każdego geja czy lesbijki. Każdy z nas ma prawo do prywatności. Jeśli jednak wprowadza w błąd opinię publiczną, to nie ma znaczenia, czy jest zwolennikiem prohibicji, który na boku czerpie kasę ze sprzedaży alkoholu, czy homofobem, prywatnie szukającym seksu w klubie gejowskim, czy działaczem ekologicznym, który w domu pali oponami i paździerzem. Opinia publiczna ma prawo wiedzieć, że łamie on głoszone publicznie zasady.
Przypadek Zaradkiewicza jest o tyle ciekawy, że nie głosił on poglądów homofobicznych - swego czasu nawet wsparł ustawę o związkach partnerskich. Ale po pierwsze od tego czasu owo poparcie wycofał, a po drugie związał się z jawnie homofobiczną partią i został jednym z głównych jej aparatczyków w sądownictwie. Rozumiem więc wątpliwości, ale chcę przypomnieć garść faktów: żyjemy w kraju, w którym PiS związał się z kościołem i wspólnie wydali wojnę społeczności LGBT, jedni dla słupków, drudzy żeby pokryć skandal z dekadami gwałcenia dzieci. Działacze tej partii w całym kraju przepychają "strefy wolne od LGBT". Prezydent z tej partii zapowiedział, że podpisałby ustawę o "zakazie propagandy homoseksualnej", wzorowaną na regulacjach putinowskiej Rosji. Za namalowanie tęczy na reprodukcji obrazka religijnego policja wchodzi na chatę o 6 rano. Zero współczucia dla zaradkiewiczów, bo to nie oni są tu prawdziwymi ofiarami.
EDIT: Dopiszę może jeszcze parę słów w odpowiedzi na wątpliwości, że to może "zniżanie się do ich poziomu" i "to zwykła zemsta" i "czemu miałoby to służyć".
Otóż w homofobicznym społeczeństwie są różne strategie przetrwania osób nieheteronormatywnych: kompletna abstynencja i ukrywanie się, ukrywanie się w wąskim gronie, pełna jawność, działanie przeciwko dyskryminacji, itp., itd. Przy czym pomińmy tu przykłady państw takich, gdzie grozi za to kara śmierci czy więzienia i skupmy się na krajach takich, jak dzisiejsza Polska czy USA.
Otóż jedną ze strategii jest bycie gejem-homofobem, który w swojej homofobicznej grupie deklaruje potępienie homoseksualizmu albo przynajmniej wspiera przemoc, a potrzeby realizuje prywatnie, w sekrecie. Im bardziej potępia czy wspiera, tym bardziej jest bezpieczny (lub pozornie bezpieczny). Jest to strategia wielu hierarchów kościelnych, znanych kaznodziejów czy prawicowych polityków. Wspomaga ona osobiste bezpieczeństwo kosztem bezpieczeństwa innych osób ze społeczności, zwłaszcza tych najmniej wpływowych, najbardziej kruchych, najmniej samodzielnych: czyli dzieciaków i młodzieży LGBT. Każdy taki homofobiczny rant republikańskiego kongresmena, każde kazanie o tęczowej zarazie, każdy obrzydliwy artykuł prasowy napisany przez krypciocha idzie dalej, osadza się w społeczeństwie, ma swoje realne ofiary. Mamy zatem do czynienia ze swoistym przerzucaniem przemocy na najsłabszych (i przy okazji pomnażaniem jej). Jest to dla naszej społeczności SZKODLIWE.
A ponieważ jest SZKODLIWE, powinno być NIEOPŁACALNE. Żeby każdy zastanowił się, czy naprawdę nie wolałby obrać innej strategii.
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=101584070143199...