ŻEBY RYDZYK PRZYPADKIEM NIE TRAFIŁ DO WIĘZIENIA…
Wszystko wskazuje na to, że już za 2 dni dojdzie do kolejnego wielkiego PIS-owskiego zamachu na nasze prawa obywatelskie. Który znacznie ograniczy i tak już bardzo ograniczone możliwości jakiejkolwiek społecznej kontroli nad tą bandą złodziei, oszustów i malwersantów. Niestety fakt ten jest, jak na razie, bardzo słabo nagłaśniany w mediach. I znów w roli głównej wystąpi to ścierwo Przyłębska. W tym przypadku pomocną dłoń, a właściwie pretekst, podała Przyłębskiej na tacy inna PIS-owska wywłoka, niejaka Manowska – I Prezes Sądu Najwyższego. I niech mi nikt z czytelników/czek moich postów nie wytyka, że te dwie „damy” określam takimi właśnie epitetami, bo moim zdaniem nawet nazywanie ich „ku*wami” jest obraźliwe dla przedstawicielek najstarszej profesji świata, a nie dla Przyłębskiej i Manowskiej.
17 listopada ma zapaść wyrok TK o zgodności (a właściwie niezgodności) z Konstytucją ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wniosek w tej sprawie skierowała kilka miesięcy temu do TK właśnie Manowska. Która nagle stwierdziła, że ustawa ta zawiera zapisy stanowiące realne zagrożenie dla całej armii polskich polityków i urzędników, a konkretnie dla ich… prywatności. Tymczasem ustawa o dostępie do informacji publicznej jest stara jak świat, obowiązuje już od 20 lat! I jak dotąd jej zapisy nikomu specjalnie nie wadziły, choć nasze sądy musiały już kilkakrotnie precyzować, co należy rozumieć przez pojęcie „informacja publiczna” i kogo ona dotyczy. Co więcej, zgodność tej ustawy z Konstytucją oceniał już (w 2005 r.) także sam TK. Sędzią sprawozdawcą był wówczas Profesor Marek Safjan. Który w uzasadnieniu wyroku o zgodności ustawy z Konstytucją stwierdził, że choć rzeczywiście informacje odnoszące się do działalności organów publicznych zazębiają się niejednokrotnie ze sferą prawnie chronionej prywatności urzędników, to jednak nadrzędną sprawą jest zagwarantowanie „możliwie szerokiego dostępu do informacji publicznych, ponieważ stanowi on istotną gwarancję transparentności życia publicznego w demokratycznym państwie. Uznaje się w konsekwencji, że prywatność osób pełniących funkcje publiczne (…) może podlegać ograniczeniom, które co do zasady znajdować mogą usprawiedliwienie ze względu na wartość, jaką jest jawność i dostępność informacji o funkcjonowaniu instytucji publicznych w państwie demokratycznym”. Koniec cytatu…
Przekładając to na prostszy język wyjaśniam więc, że ówczesny TK orzekł, iż „coś za coś”… Mając rozstrzygnąć, czy ważniejsza jest demokracja, jawność działania organów państwa i społeczna kontrola nad nimi, czy ochrona prywatności i dobre samopoczucie państwowych urzędników, za bezwzględny priorytet TK uznał to pierwsze.… Od siebie dodam, że jeśli komuś nie odpowiada „ograniczenie jego prywatności”, to nie musi się przecież pchać na wysokie stanowiska urzędnicze. Niech założy własny biznes lub niech się zatrudni w prywatnym przedsiębiorstwie, gdzie ustawa o dostępie do informacji publicznej nie obowiązuje…
Cel skierowania wniosku do TK przez Manowską jest oczywisty. Dla wszystkich jest zresztą również oczywiste, że to nie ta szmata było pomysłodawczynią ograniczenia naszego prawa do informacji o działaniach rządu i podległych mu instytucji państwowych. Jestem pewny, że nawet w czasach stalinowskich I Prezes SN miał większą autonomię w podejmowaniu decyzji, niż dziś ma ta suka Ziobry. Jedyne dylematy, przed jakimi ona stoi, to takie, czy wykonywać polecenia swojego mentora i promotora Ziobry, czy może jednak Kaczyńskiego. Bo ostatnio oczekiwania i polecenia tych dwóch kanalii nie tylko często się różnią, ale także wzajemnie wykluczają. Przez krótki czas (lipiec-sierpień 2021 r.) wydawało się, że Manowska zdecydowała się jednak postawić na Kaczyńskiego, bowiem kilkakrotnie odważyła się otwarcie przeciwstawić Ziobrze. Ale chyba wszystko wróciło już do normy i dziś znów „pokorne cielę dwie matki ssie”….
I tak oto w państwie totalnego bezprawia, w którym PIS co drugą swoją ważną decyzją łamie Konstytucję, nagle bardzo ważna stała się dla PIS-u konstytucyjnie gwarantowana ochrona prywatności funkcjonariuszy… PIS. Bo przecież nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie działania swoich polityków oraz nominatów w urzędach i instytucjach Nowogrodzka chce maksymalnie utajnić. Przypomina to do złudzenia, trwający wiele miesięcy, korowód ostentacyjnego, bezczelnego łamania prawa oraz Konstytucji poprzez odmowę ujawnienia list osób popierających kandydatów do neo-KRS. Wtedy też PIS-dzielcy, na czele z trzecią wywłoką Witek, tłumaczyli się RODO i dbałością o bezpieczeństwo danych osobowych tych kanalii sędziowskich, które zdecydowały się popierać nominatów Kaczyńskiego i Ziobry. Gdy w końcu listy zostały ujawnione (bo tak nakazywały wyroki NSA), wyszło na jaw, co było prawdziwym powodem panicznego strachu Nowogrodzkiej przed ich upublicznieniem. Oto kilkunastu kandydatów do neo-KRS uzyskało poparcie raptem nieco ponad 100 sprzedajnych „sędziów”, a nie kilkuset, jak nam długo wmawiano. Na listach wielu kandydatów powtarzały się te same nazwiska, choć pochodzili oni z zupełnie innych regionów kraju. Popieranie PIS-owskich kandydatów do najważniejszego organu w naszym sądownictwie odbywało się na zasadzie: „ty poprzesz mnie i mojego kolegę X, a ja poprę twoją koleżankę Y, a potem razem poprzemy żonę kolegi Z”…
Pikanterii całej obecnej sytuacji dodaje fakt, że Manowska, tak rzekomo wrażliwa na ochronę danych osobowych i prywatności, sama powinna już dawno stanąć przed sądem za dopuszczenie, poprzez swoją głupotę i niedopełnianie obowiązków, do wycieku danych 55.000 pracowników wymiaru sprawiedliwości z bazy danych Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Jakoś wtedy Manowska, będąca dyrektorem KSSiP, tym gigantycznym wyciekiem danych w ogóle się nie przejęła. Nie przejął się również jej przełożony Ziobro, któremu KSSiP podlega. Nie tylko w żaden sposób Manowskiej nie ukarał za brak nadzoru i dopuszczenie do popełnienia ewidentnego przestępstwa, ale jeszcze ją nagrodził – wystawił jej kandydaturę na I Prezes SN. Dziś zaś, gdy niemal 450 sędziów i prokuratorów ma w tej sprawie status pokrzywdzonych, Manowska pozuje na wielce zatroskaną o prawo do prywatności publicznych funkcjonariuszy. Prezes najważniejszego sądu w Polsce uznaje widać, że lepiej, by przestępstwa i kontrowersyjne decyzje jej politycznych kolegów oraz często koszmarne następstwa tych decyzji nie ujrzały w ogóle światła dziennego, niż by ci jej koledzy mieli mieć problemy ze spokojnym snem…
Nie chce Was zanudzać prawnymi niuansami wniosku Manowskiej do TK. Wyrok, który ogłosi Przyłębska, a który to wyrok zapadł już na Nowogrodzkiej, będzie nokautującym ciosem w jawność naszego życia publicznego. Po uznaniu ustawy o informacji publicznej za niezgodną z Konstytucją PIS-owscy urzędnicy nie tylko będą mogli odmawiać odpowiedzi na wiele pytań dla nich niezręcznych, na które dziś jeszcze muszą udzielać odpowiedzi. Nie dowiemy się więc już, dlaczego np. MEN podpisuje umowę na obsługę prawną z kancelarią kolegi Czarnka z okresu „studiów” na KUL, a nie z jakąś inną kancelarią, bardziej renomowaną i tańszą. Nie dowiemy się, dlaczego MON wybiera na kooperanta dla Mesko lub Bumara-Łabędy akurat firmę brata teściowej Błaszczaka, a nie jakiegoś innego producenta. Nie dowiemy się również, dlaczego resort zdrowia chce kupić następne 2.000 respiratorów od kolejnego handlarza bronią lub sprzętem ogrodowym, który, co za przypadek, jest sąsiadem byłego ministra Szumowskiego.
Ale to nie wszystko. Manowskiej nie podoba się również art. 4 ustawy o informacji publicznej, który dotyczy tzw. podmiotów zobowiązanych. Manowska chce takie podmioty wykluczyć z obowiązkowej jawności. A takim „podmiotem zobowiązanym” jest np. Polska Fundacja Narodowa, która od chwili swojego powstania zajmuje się właściwie tylko jednym – robieniem przekrętów na skalę wręcz gigantyczną i trwonieniem naszych pieniędzy. Potrafią wydać 15 milionów zł na reklamę jakiegoś przedsięwzięcia rządu PIS lub nagłośnienie obchodów rocznicy np. Bitwy Warszawskiej. Tylko później za cholerę nie można się dowiedzieć, na czym ta ich popularyzacja rocznicy bitwy polegała. Bo poza 15-minutowym filmikiem propagandowym zamieszczonym na YouTube i 1.000 broszurek wyłożonych w naszym konsulacie w Chicago nic innego nie można znaleźć! Po wydaniu wyroku przez Przyłębską szefowie PFN będą już mogli kraść i szastać dziesiątkami milionów naszych pieniędzy bez obaw, że media to odkryją i nagłośnią...
No i właśnie dziennikarzy dotyczy kolejny artykuł ustawy, który nie podoba się Manowskiej (czytaj – Nowogrodzkiej). Dotyczy on prawa prasowego i odsyła wszelkie pytania dziennikarzy dotyczące instytucji publicznych do… ustawy o dostępie do informacji publicznej! No i wszystko jasne… Gdy ten artykuł ustawy zostanie uznany za niezgodny z Konstytucją, to automatycznie przedstawiciele mediów nie będą już mogli nawet zadawać pytań: kto, komu, kiedy i za ile? Czyli nie tylko wszelkie działania władz zostaną utajnione, ale w dodatku prawo dziennikarzy do zdobywania informacji i zadawania pytań zostanie drastycznie ograniczone.
Skąd się wzięło nazwisko toruńskiego złodzieja w tytule tego felietonu? Ano stąd, że niemal na pewno to właśnie ze względu na Rydzyka nastąpiło gwałtowne przyspieszenie w sprawie stwierdzenia zgodności-niezgodności z Konstytucją ustawy o dostępie do informacji publicznej. Wniosek Manowskiej leżał sobie spokojnie w TK od kilku miesięcy i czekał na rozpatrzenie. I poleżałby pewnie sobie jeszcze kilka lat, bo obecnie TK, pod światłym przywództwem Przyłębskiej, rozpatruje o 60% mniej spraw, niż rozpatrywał pod przywództwem Profesora Rzeplińskiego. W 2015 r. ten skurw*syn Ziobro tak bardzo złorzeczył na niewydolny i fatalnie kierowany TK. I obiecywał jego naprawę, usprawnienie oraz przyspieszenie jego prac. No i tak go właśnie „naprawił” oraz „usprawnił”…
Wniosek Manowskiej, biorąc pod uwagę datę wpływu do TK, powinien być rozpatrywany za jakieś 2-3 lata. Bo w TK nadal na rozpatrzenie czekają sprawy z 2017 r. A tu nagle cała sprawa dostała kopa… Niemal na pewno dzięki właśnie Rydzykowi. Otóż 8 grudnia ma się odbyć rozprawa Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska przeciwko fundacji Rydzyka Lux Veritatis, właśnie w oparciu o jeden z artykułów ustawy zaskarżonej przez Manowską. W procesie tym Rydzykowi grozi odpowiedzialność karna za nieudzielenie informacji o finansach swojej fundacji, do czego był zobowiązany. Wywłoka Przyłębska, orzekając zgodnie z wolą Nowogrodzkiej, przyznając rację wywłoce Manowskiej, też stosującej się do instrukcji otrzymanych z Nowogrodzkiej, zapewni bezkarność toruńskiemu złodziejowi i jego fundacji… Zdaniem prawnika Krzysztofa Izdebskiego sprawa jest oczywista. W zniszczeniu całego naszego systemu dostępu do informacji publicznej i prawnej chodzi wyłącznie o ratowanie Rydzyka. Skoro Ziobro zdecydował się dokonać zmian w kodeksie karnym (!) tylko po to, by ratować takiego śmiecia jak „Skurw*syn Ch*j Pierd*lony Brudna Pała” Obajtek, to tym bardziej można zablokować opinii publicznej dostęp do informacji o działaniach rządzących, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo i dobre samopoczucie samego oj-dyra z Torunia. Rydzyk do więzienia i tak by nie poszedł, bo to nie ten kaliber przestępstwa, za który idzie się siedzieć. Ale niemal na pewno usłyszałby wyrok skazujący (np. na wysoką grzywnę). I taki wyrok mógłby mu bardzo szkodzić w dalszej aktywności publicznej oraz w działalności biznesowej. A najgorsze byłoby dla niego to, że musiałby w końcu ujawnić źródła finansowania swojej fundacji, która zajmuje się głównie wyłudzaniem setek milionów zł z naszych podatków…
No i jeszcze jedna ważna sprawa… Otóż 25 listopada TK ma rozpoznawać wniosek „główki prącia Prezesa” w sprawie rozszerzenia zakresu oświadczeń majątkowych funkcjonariuszy publicznych o informacje dotyczące sytuacji majątkowej także ich najbliższych. Chodzi głównie o współmałżonków polityków PIS. Kaczyński zapowiedział to już dawno i od dawna cała Nowogrodzka kombinowała, jak by się tu wycofać po cichu z tej obietnicy. Środowy wyrok TK będzie świetnym preludium do podważenia konstytucyjności także przepisów o ujawnianiu majątku współmałżonków polityków. Kaczyński będzie mógł rozłożyć bezradnie ręce i powiedzieć suwerenowi – sami widzicie, chciałem dobrze i sprawiedliwie, ale Konstytucja nie pozwala! A Cep, Sasin, Kuchciński, Ziobro, Szydłowa i reszta PIS-owskich bandytów będzie mogła odetchnąć z ulgą i nadal lokować kradzione pieniądze na kontach swoich najbliższych…
Dziękuję za uwagę.
I proszę o udostępnianie tego tekstu gdzie się da, komu się da i kiedy się da...
Jacek Nikodem vel Jacek Awarski