Pis to zbieranina przestępców, komuchów i złodziei
Jednym z głównych haseł tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości w wersji PiS było odsunięcie sędziów, działających pod dyktando polityków. "Stan po Burzy" w pełni popiera ten postulat. Tyle że rządowe maile wykradzione przez hakerów ze skrzynki szefa Kancelarii Premiera, pokazują, że to tylko propagandowe hasło. Obóz władzy po prostu obsadził sądy swoimi ludźmi, spotyka się z nimi i wydaje im dyrektywy. Dobry przykład to szefowa Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska, była wiceminister sprawiedliwości w resorcie Ziobry. Od momentu nominacji na sędziego Sądu Najwyższego jesienią 2018 r. Manowska była nieformalną liderką grupy sędziów, których wprowadził tam PiS. W maju 2020 r. została — dzięki PiS i prezydentowi — szefową Sądu Najwyższego. Maile Dworczyka pokazują sytuację z jesieni 2019 r., gdy Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego — ulubiona zabawka Ziobry, obsadzona przez jego prokuratorów przebranych w sędziowskie togi — zawiesiła olsztyńskiego sędziego Pawła Juszczyszyna za krytykę działań obozu władzy w sądownictwie. Premier Morawiecki wysyła wówczas maila do swych najbliższych współpracowników. Jedzie z gospodarską wizytą w Polskę, ale domaga się pilnego przesłania kilku "bulletów", czyli krótkich zdań, w których dostanie argumenty za zawieszeniem Juszczyszyna, by mógł je przedstawić mediom w krótkich chwilach wytchnienia od przecinania wstęg. Słowo-klucz to dla Morawieckiego "sanowanie", które ma być receptą na "chaos", "anarchię" i "bezwład". Swoją drogą premier żąda nawet, aby współpracownicy ustawili dziennikarza, który go o to zapyta — a niezawodne TVP wykonuje rozkaz celująco. Co ma do tego Manowska? Otóż premier pisząc do swych ludzi, przywołuje wspólne biesiadowanie z Manowską — i to dzień przed zaplanowaną rozprawą Izby Dyscyplinarnej w sprawie Juszczyszyna. "Mam prośbę o ściągnięcie tych zapisów od pani Manowskiej, które wczoraj cytowała podczas kolacji" — czyli Morawiecki chciał w sprawie Juszczyszyna wykorzystać argumentację, którą przedstawiła mu Manowska podczas wspólnej konsumpcji. Szanowna Pani Prezes, czy mamy rozumieć, że podczas sympatycznej kolacyjki rozmawialiście o wyroku, który miał zapaść następnego dnia? To jest odpolitycznienie sądów w waszej wersji? "Stan po Burzy" analizuje sytuację w sądownictwie także pod kątem decyzji Komisji Europejskiej, która po roku zwłoki, zgodziła się sfinansować polski Krajowy Plan Odbudowy, czyli pakiet inwestycji wart dziesiątki miliardów euro. Co prawda PiS Izbę Dyscyplinarną SN zlikwidował, ale sędziowie tacy jak Juszczyszyn — wbrew postulatom Brukseli — nie są przywracani do pracy. Dlaczego zatem mimo to Komisja Europejska zdecydowała się zaakceptować KPO? To polityka — dla Brukseli niewygodna była sytuacja, gdy wstrzymuje fundusze dla kraju, który pomaga uchodźcom wojennym. Z drugiej jednak strony akceptacja dla KPO to pusta decyzja, bo wypłata pieniędzy ruszy najwcześniej jesienią i będzie poprzedzona sprawdzeniem, czy rząd wypełnia tzw. kamienie milowe, czyli czy realizuje konkretne ustalenia z Brukselą. A zatem to nie jest koniec gry o KPO, tak naprawdę to dopiero początek.
TW Ryszard — którego proces lustracyjny trwa — został głównym kadrowcem PiS w państwowych spółkach. Tego nawet "Stan po Burzy" by nie wymyślił
Pozostając przy agentach z czasów komuny. "Stan po Burzy" jak zwykle z satysfakcją wita kolejny partyjno-państwowy awans Kazimierza Kujdy, dawnego prezesa partyjnej spółki PiS — "Srebrna". Kujda poszedł w odstawkę, gdy okazało się, że jest na niego teczka w zbiorze zastrzeżonym, czyli spec archiwum dawnej bezpieki. Mamy tę teczkę. Kontakty TW "Ryszarda" — to pseudonim Kujdy — ze służbami można podzielić na trzy fazy. W latach 1979-81 Kujda utrzymywał regularne kontakty z oficerem prowadzącym, dzięki czemu jako student wyjeżdżał na Zachód. Później wyjechał na dłużej za granicę i kontaktów nie było w ogóle. W 1983 r., po powrocie, zaczął unikać SB i kilkukrotnie żądał zaprzestania współpracy. Jednak przyjmując wyznawane do tej pory zasady PiS, Kujda był tajnym i świadomym współpracownikiem SB. W jednej takiej pisemnej relacji z wyjazdu do Anglii wymienił wszystkich spotkanych po drodze Polaków. Był gotów dostarczyć także adresy osób poznanych na Zachodzie. Dokumentów do podpisu nikt mu nie podsuwał, bo wypisywał je własnoręcznie. Esbecy pozyskali Kujdę na tzw. przesłankach patriotycznych. Kujda miał powiedzieć esbekom: "Udzielenie pomocy waszym organom w tym zakresie, jest obywatelskim obowiązkiem każdego Polaka".
Ale mamy nawet drugą teczkę Kujdy — zestaw dokumentów, które przesłał do sądu lustracyjnego, by się bronić. Dokumenty paszportowe i zgłoszenia dewizowe z czasów PRL, notatniki z lat 70., kwity z każdego zagranicznego wyjazdu z czasów komuny i sporo zdjęć — widać, że Kujda ma bardzo zacne archiwum domowe, a w nim dużo, dużo ciekawych kwitów. Tak się składa, że ilekroć autorzy "Stanu po Burzy" Agnieszka Burzyńska ("Fakt") oraz Andrzej Stankiewicz (ONET.PL) pokazują tę drugą teczkę Kujdy, tylekroć Kujda dostaje awans. Najpierw dostał od Jarosława Kaczyńskiego fuchę w radzie nadzorczej Polskiej Spółki Gazownictwa, kluczowej dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Potem został ekspertem w Ministerstwie Klimatu — także strategicznym w kwestiach energetyki. Teraz nastąpiła kulminacja — Kujda zasiadł na stołku szefa gabinetu wicepremiera Jacka Sasina, który nadzoruje państwowe spółki. TW Rysiek — którego proces lustracyjny wciąż trwa — jako główny kadrowiec w spółkach skarbu? Tego nawet "Stan po Burzy" nie byłby w stanie wymyślić. A to pewnie wciąż nie koniec, bo znów pokazujemy w programie teczkę ostrzegawczą Kujdy.
To Kujda jako szef Srebrnej miał budować dla Kaczyńskiego wieżowiec na działce spółki w centrum stolicy — miliony z wynajmu pozwoliłyby środowisku PiS przykryć finansowo całą opozycję razem wziętą. To Kujda opłacał ważne dla PiS dzieła — choćby publikację monumentalnej biografii Lecha Kaczyńskiego. Kujda był także szefem Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska w rządach PiS — i zapewniał finansowanie dla interesów ojca Tadeusza Rydzyka. Za rządów PiS toruńska geotermia pochłonęła, lekko licząc 30 mln zł z kasy NFOŚ, a dalsze 10 mln poszło na realizacje innych dalekowzrocznych biznesów pierwszego redemptorysty.
Skoro geotermia jak dotąd nie stanowi recepty na rosnące ceny energii, to "Stan po Burzy" — zgodnie z linią polityczną Zbigniewa Ziobry, innego ulubieńca ojca Rydzyka — idzie w las. Radzimy, jak w obliczu kryzysu energetycznego zbierać chrust, wedle instrukcji ziobrysty Edwarda Siarki, wiceministra klimatu odpowiedzialnego za polskie lasy. Siarka wydał specjalne oświadczenie, by przypomnieć: "Cały czas obowiązuje, za zgodą leśniczego, możliwość zbierania gałęzi na opał. W tym roku po rozpoczęciu wojny w Ukrainie i zawirowaniu na rynku energii wzrosły zapytania do nadleśnictw o wskazanie terenu i zgodę na pozyskiwanie drewna opałowego w lokalnych lasach. Priorytetowo należało zadbać, by pierwszeństwo samopozyskiwania drewna miały społeczności lokalne".
https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/stan...






