Doniesienia z putinowskiej Polski
Czy powinniśmy dać się uwieść rzekomej przemianie Adriana w męża stanu i dlaczego nie.
Popatrzmy co się dzieje. Adrian dostaje owację na stojąco w ukraińskim parlamencie. Adrian przytula się z Zełeńskim i obaj mówią o przyjaźni. Adrian wreszcie spotyka się z Bidenem. Adrian zapewnia, że Polska jest filarem NATO, a pomoc Ukrainie jest niekwestionowana. Adrian pisze ustawę o Sądzie Najwyższym, która ma odmrozić unijne fundusze pocovidowe. Adrian chce kompromisu, zgody, zażegnania konfliktu z UE.
Brzmi dobrze? A przecież to tylko część prawdy. Bo przecież równolegle Adrian już w trakcie wojny mianuje nowych neo-sędziów. Adrianowa ustawa o SN nijak nie rozwiązuje kwestii neo-KRS. Adrian nie proponuje żadnego zasadniczego cofnięcia autokratycznej demolki ustrojowej Prezesa i Ziobry. Adrian ani słowem nie wycofuje się z setek podpisanych bez gadania ustaw, które pozwoliły Prezesowi i Ziobrze tę demolkę przeprowadzić. Ani słowem nie wspomina o "ideologii LGBT", którą szczuł na circa 2 miliony Polek i Polaków. Mianowani przez Adriana sędziowie dublerzy Trybunału Dawniej Konstytucyjnego, nadal w nim orzekają, choć od początku było wiadomo, że są nielegalni, a ich namaszczenie nie miało nic wspólnego z demokracją. Nawet liczne wypowiedzi Adriana o Unii Europejskiej, od bełkotu o żarówkach, po iście kremlowskie zrównywanie jej ze Związkiem Radzieckim - nigdy nie zostały przez niego sprostowane.
Teraz mamy nieco pełniejszy obraz, prawda?
Jak zwraca uwagę Mariusz Janicki (link w komentarzu), możliwe jest, że właśnie popełniamy ten sam błąd, co pięć lat temu. Janicki przypomina, że od wygranej Partii jesienią 2015, aż do lata 2017, Nowogrodzka szła we wszystkich sondażach łeb w łeb z PO (załączę screena z wykresem w komentarzu). Po czym nagle, latem 2017, nastąpiło tąpnięcie, które trwa do dziś. Trendy poparcia dla Partii i PO rozjechały się zupełnie. I choć okresowo PO traciła na rzecz Lewicy (na początku 2019 roku), PSL i Konfederacji (w połowie 2020) lub Hołowni (w 2021), to zasadniczo przez te pięć lat ani PO, ani żadna inna partia nie zbliżyły się sondażowo do dobrozmianowców.
Co się stało latem 2017 roku? Stały się sławne dwa weta Adriana do ustaw o sądownictwie. I clou tezy Janickiego, do której przychylałem się wtedy i przychylam się również dziś, jest takie, że to te dwa weta skatalizowały niechęć społeczeństwa do Partii, rozmyły ją. I dały całkowicie fałszywe przekonanie, że Adrian to może i jest z Partii, ale jednak tam gdzie trzeba umie dać odpór i stanąć po stronie demokracji i praworządności. I że może w związku z tym ta cała Partia to nie jest taka zła, tak całkowicie szalona. Że mamy bezpiecznik ustrojowy w postaci prezydenta. Pamiętacie te weta? Jak wszyscy byli zaskoczeni, że po półtora roku podpisywania wszystkiego co politbiuro podsunęło mu na biurko, Adrian nagle objawił się jako niemal mąż stanu? A pamiętacie, że na obie zawetowane ustawy szybciutko naniesiono bardzo kosmetyczne zmiany i przepchnięto je ponownie, a Adrian grzecznie je podpisał, co bezpośrednio doprowadziło nas do konfliktu z UE, czyli pchnęło nas ku wyjściu z tej struktury? No i najważniejsze: że od tego zdarzenia minęło pięć lat, w trakcie których prezydent podpisał kolejne setki autokratycznych ustaw, doskonale wiedząc, że zmieniają one Polskę w dysfunkcyjny i skazany na konflikt ze światem reżim. No więc mam wrażenie, że trochę o tym w obecnych okolicznościach zapomnieliśmy. Niesłusznie.
Spójrzmy raz jeszcze na ustawę o SN. Załóżmy optymistycznie, że Partia nie prowadzi jednak żadnej gierki z Unią i rzeczywiście odkręci przynajmniej część deform Ziobry, odmrażając kilkadziesiąt miliardów euro dla Polski. Już teraz partyjna propaganda przedstawia Adriana jako magika, który jedną prostą ustawą zażegna trwający kilka lat konflikt i jeszcze sypnie z tej okazji suwerenowi groszem. To, że karmiony toporną retoryką suweren, który i tak z Partią sympatyzuje, może w to wierzyć, to zrozumiałe. Ale że dają się na to nabrać inni, to już wykracza poza moje pojęcie.
Często poruszacie pod moimi postami kwestię odpowiedzialności karnej funkcjonariuszy reżimu po upadku Partii. Może przypomnę, że akurat Adrian, to stoi w kolejce do takowej odpowiedzialności jako jeden z pierwszych. Na przykład za artykuł 128kk, czyli działanie zmierzające do usunięcia przemocą konstytucyjnego organu RP, np. Trybunału Konstytucyjnego. Przypomnę, że nielegalni sędziowie-dublerzy weszli do TK - uwaga - w asyście BOR-u - już 3 grudnia 2015 roku. Dwa tygodnie po wygranej Partii w wyborach. Niektórzy, np. profesor Wojciech Sadurski, podnoszą, że Adrian może też odpowiadać z artykułu 127 kk, czyli za zamach stanu. Adrian wielokrotnie przekroczył także uprawnienia, co łamie artykuł 231 kk.
Żadna mowa w Kijowie, selfie z Zełeńskim czy piąteczka z Bidenem tego nie kasują, ok? Ok.
Tak samo jak nie skasowały tego dwa weta sprzed pięciu lat, ok? Ok.
Trzeba też mieć na uwadze, że przedstawianie Adriana jako Wielkiego Uzdrawiacza, również wynika z zimnej kalkulacji Partii. Prezydent od dawna ma wyższe notowania społeczne niż Prezes, Pinokio, że nie wspomnę o awanturnikach pokroju Ziobry czy Terleckiego. Mimo całej swojej błazenady, tych wszystkich zaciętych min na wiecach i machania pięścią, Adrian jest przez elektorat mniej więcej lubiany. Tymczasem okoliczności nie sprzyjają samej Partii. Beznadziejna polityka fiskalna Glapińskiego, połączona z masowym ukrywaniem rzeczywistego długu (przypomnę, ukryto prawie 300mld złotych), drukowaniem pustych pieniędzy i masowym rozdawnictwem socjalu doprowadziły do historycznej inflacji, która uderza przede wszystkim właśnie w elektorat Partii, bo najszybciej rosną ceny żywności, paliwa i opału. Polski Ład okazał się być spektakularną katastrofą, a nowego wielkiego pomysłu jakoś nie widać. Partia ma również poważne problemy z kleceniem sejmowej większości, przez co musi polegać na Kukizie, Mejzie czy innym Ajchlerze, że nie wspomnę o rosnącym w siłę Ziobrze. Wojna w Ukrainie, wbrew uzasadnionym przewidywaniom, nie przyniosła Partii sondażowego odbicia, co najwyżej nieco spowolniła trwający od lata zeszłego roku rozkład. Generalnie - na Wielkie Odbicie się nie zanosiło.
I wtedy, korzystając z wojennej koniunktury i strategicznej pozycji Polski w tym konflikcie, zaczęto znowu przedstawiać nam Adriana jako dobrego gliniarza. Który nie dość, że przyjmuje w Warszawie Bidena (ktoś jeszcze pamięta, jak raptem rok temu musiał go gonić przy windach?), powie parę ładnych rzeczy w Kijowie (przemówienie było dobre, to fakt), to jeszcze sam jeden poskromi złego gliniarza Ziobrę i zsypie nam z nieba mannę w postaci unijnych miliardów.
Może trzymajmy się więc nieco bliżej ziemi.
Biden nie spotkał się z Adrianem, bo ten nagle stał się demokratą, tylko dlatego, że Polska i Ukraina leżą tam gdzie leżą i nasz kraj siłą rzeczy jest teraz strategicznym hubem NATO. Wycofanie się Adriana z lexTVN nie było żadnym sukcesem, ani wzmocnieniem relacji z USA, tylko bardzo, bardzo spóźnionym powrotem do względnej normalności. Ustawa Adriana o SN również nie jest żadnym kompromisem, tylko zasłoną dymną, która nijak nie demokratyzuje i nie upraworządnia na powrót polskiego ustroju. A fakt, że już w trakcie wojny prezydent i Partia klepnęli nowych neo-sędziów, tylko potwierdza, że nie ma mowy o żadnym resecie. Żadna z tych rzeczy nie cofnie upolitycznienia KRS, demontażu Trybunału Konstytucyjnego, zamiany państwowych mediów w dezinformującą szczujnię, represji służb wobec protestujących, masowego rozkradania publicznych pieniędzy, dotowania sakiewiczówek czy wyrzucania miliardów na idiotyczne projekty typu CPK lub przekop Mierzei.
No i najważniejsze: czy ktoś z Was naprawdę sądzi, że z powodu tej ustawy oraz - załóżmy optymistycznie - odmrożenia unijnych środków - Partia przestanie pchać nas w kierunku folwarcznej dyktatury?
Co stoi na przeszkodzie, by Adrian ładnie uśmiechał się w telewizji i ciągnął sondaże w górę (co się już zaczęło dziać), a w tle Prezes z Ziobrą dalej robiliby swoje?
Nic. W końcu już to zrobili pięć lat temu. A my totalnie o tym zapomnieliśmy.
Może nie popełniajmy tego błędu ponownie.
Post edytowany