Cześć dziewczyny,
Pisze to tutaj bo jestem po prostu wściekła na miński szpital i całą opiekę medyczna... o ile ze swojego ginekologa w Centrum jestem zadowolona jak i z całej opieki, tak teraz jestem załamana.
Jestem 5 dni po terminie nic się u mnie nie dzieje i jestem zostawiona sama sobie. Kazano mi zgłosić się w tydzien op terminie (wypada w sobotę) więc zdecydowałam ze pójdę w poniedziałek bo położą mnie na weekend i mimo mojego niepokoju nikt się mną nie zajmie... A niepokoję się bo z tego co wiem, KTG po terminie powinno sie robić najdalej co drugi dzien - u mnie nie ma takich zaleceń, ani skierowania, mam siedzieć na przysłowiowej dupie i czekac na cud, kiedy się denerwuje? Moje dziecko leniwe, bo ma już mało miejsca, z rozsądku sama poleciałam we wtorek na KTG do Centrum, bo czułam słabiej ruchy, wyniki ok, skurcze regularnie co niecałe 15 minut jak od zegarka (nie wyczuwalne dla mnie) a dziś wszystko stoi.
Szlag mnie już ttrafia, kto przenosił ciążę to wie, jeszcze w te upały, ale kurde... czemu nikt nie robi mi badań, czemu nie robi sie w szpitalu u nas indukcji pacjentkom wcześniej? Ciąża przebiega prawidłowo, ale mam koleżankę w takiej samej sutyacji, dziewczyna korzysta z usług jednego ze szpitali w Wawie, jest 3 dni po terminie i mimo że ciąża również książkowo dzisiaj stawia się na indukcję...
Jesłi mam już tak czekać to wolałabym aby zrobiono mi KTG, USG i sprawdzono rozwarcie, ale oczywiście strach pójśc, bo zaraz mnie położą, przebadają w 2, 3 godziny i zostawią na wiele dni które spokojnie mogłabym przeczekać w domu...
Jestem tak sfrustrowana, być może ktoś nie zrozumie mojej sytuacji, ale czuję się zostawiona sama sobie z tym wszystkim i z moimi obawami. Nie wiem zupełnie co robić, załamuje mnie to, chciałabym mieć swoją kruszykę już przy sobie... a jesli nie, to przynajmniej wiedzieć, ze wszystko z nią ok.