"Ped*ł" - tak nazywany jest mój syn w swojej szkole przez kolegów z klasy. Mojego syna to nie obraża. Wie odkąd pamięta, że bycie gejem to jest coś naturalnego. Tak został wychowany. O tym słyszał od urodzenia. Tego go uczyliśmy. Wie, że kiedyś przedstawi mi swoją dziewczynę albo chłopaka i że to będzie bez znaczenia, ponieważ płeć kogoś kogo mój syn pokocha, albo będzie chodził do łóżka nie będzie o niczym przesądzała. Po pierwsze jest moim synem. Po drugie nie widzę najmniejszego problemu w tym, że moje dzieci mogą być homoseksualne, biseksualne i każde inne, a przecież jest z czego wybierać. I pięknie że jest.
"Ped*ł" - mówią do mojego syna koledzy z klasy ósmej. Dlaczego? Ponieważ nosi długie włosy. Zresztą piękne i gęste. Po mamie. Grupa nastolatków uważa, że jeśli mój syn nie jest ojebany maszynką do włosów 3mm na czubku łba o 1 mm po bokach to oznacza, że różni się od nich tak drastycznie, że oto przestają rozumieć, co się w ich łbach odjaniapawla.
Oczywiście to są jeszcze dzieci. Czy na pewno?
To chłopcy w wieku 13-15 lat. Świadomi tego, co mówią i po co to mówią. Mój syn to wyjątkowo inteligenty i wrażliwy chłopak. Niewiele robi sobie z tego, że ktoś nazywa go gejem, używając wulgarnego, prymitywnego określenia. Mój syn wie, że jego koledzy starają się sprostać własnym lękom i wzajemnie wspierają swoją chęć przynależności do grupy.
Ja natomiast zastanawiam się nad czymś innym.
Interesuje mnie po pierwsze to, że jednak moje dziecko wie, że homoseksualność nie jest powodem do drwin i że jeśli tak jest, to ktoś kto drwi jest po prostu głupi albo nie bardzo rozumie co mówi.
Po drugie (i to jest ta bardziej smutna część moich wątpliwości) z jakiegoś powodu mój syn to wie, a jego koledzy nie wiedzą. A przecież też mają rodziców.
Skoro tak, czy w ich domach, w kraju pełnym "dobrych", "wrażliwych" i "gościnnych" ludzi rzuca się "ped*łami" na prawo i lewo, czy może po prostu wychowuje ich "miasto", w sensie że "ulica". Bo przecież wiele rzeczy nasze dzieci wynoszą wstając od stołu po niedzielnym rosole. Idą z tym w świat, a potem nazywają kolegę z długimi włosami, tak jak nazywają.
Oczywiście z interwencją w szkole jest kłopot. Żaden chłopiec chodzący do ósmej klasy nie chce żeby jego ojciec pogarszał sprawę idąc w tak wrażliwej kwestii np. do wychowawcy. Więc nie idę, ale bije się dość często z myślami, bo przecież te bydlęta od "ped*łów" należałoby jakoś uświadomić, że gej nie jest pokryty łuską.
Z drugiej strony nie wierzę, żeby nauczyciele nie słyszeli w jako sposób dzieci (chłopcy) mówią do siebie nawzajem.
Ja wiem, że minister Czarnek jest prawdziwym mężczyzną i testosteron sączy mu się z nosa jak śpik albo ropa z zatok, ale szkoła to jest jednak jakaś powinność wychowawcza (gdzieś na rachitycznym marginesie realizacji programu i tak dalej). Czy wobec tego polska szkoła, surowa jak pruski oficer, nie czuje się odpowiedzialna za swoje w takich sprawach milczenie i swoją bezczynność. Czy lekce wychowawcze nie mogą uwzględniać działań edukacyjnych w obszarze poszerzania świadomości 13-15 latków w kwestiach różnic w orientacjach seksualnych, żeby później jeden z drugim nie określał geja "ped*łem", a może nawet z pomocą Matki Boskiej Królowej Polski uwierzył w to, że ludzie mają prawo być inni i kochać kogo im się podoba byle nie krzywdzić drugiego?
Czy ten buracko-ziemniaczany styl, który nie akceptuje faktu, że ktoś po prostu "nosi się" inaczej musi być normą generalną? Bo przecież to dzieje się na oczach szlachetnych pedagogów, którzy tak lubią mieć rację, że aż jej często nie mają.
Czy winię za to szkołę, że długowłosego chłopca nazywa się "ped*łem"? Czy winię szkole za to, że ci, którzy go tak nazywają myślą, że "pedał" to jest słowo, które ma obrażać? Czy winię szkołę za to, że jej wychowankowie używają tego wulgarnego i graniczne prymitywnego określenia myśląc pewnie, że bycie gejem to jest jednak powód do wstydu?
Owszem, winię. Bo to się jednak dzieje pod okiem pedagogów. To się dzieje w warunkach kompletnego, systemowego braku programu zmiany tego stanu rzeczy.
Kończyłem podstawówkę w roku 1992. Często, podobnie jak mój syn, byłem przedmiotem prymitywnych drwin ponieważ różniłem się od kolegów wyglądem, ubiorem, długością włosów.
To było 30 lat temu. Zdawałoby się, że to jest jednak całe pokolenie, które dorosło w tym czasie i że ten kartoflany mental powinien się zmienić. Że jednak w tym czasie znaleźliśmy się w innej rzeczywistości i że mogliśmy nabrać w płuca innego powietrza. Okazuje się jednak, że w polskich domach i polskiej szkole dalej straszy "pedał". Zapewne straszy jeszcze "Żyd", "Cygan", "ciapaty" i "ukr". No bo czemu nie. Ważne żeby ochrzcić dziecko i dać na ofiarę.
Biada nam powiadam, bo najgorszym nieszczęściem jest żyć pośród głupców. A przecież lepiej nie będzie bo minister Czarnek ocieka hormonem męskim i pachnie kadzidłem.
A szkoła jak to szkoła. Realizuje program. No bo co ma robić, skoro ręce ma pełne roboty, to na głowie już się nie koncentruje.
*Na grafice mogę wyglądać na wkurwionego, bo jestem wkurwiony.
https://www.facebook.com/100009162671508/posts/pfbid02t...