8°C

16
Powietrze
Wspaniałe powietrze!

PM1: 6.56
PM25: 9.64 (23,9%)
PM10: 10.76 (64,28%)
Temperatura: 8.20°C
Ciśnienie: 1026.55 hPa
Wilgotność: 58.65%

Dane z 19.10.2026 14:10, airly.eu

Szczegółowe dane meteoroliczne z Mińska Maz. są dostępne na stacjameteommz.pl


facebook
REKLAMA

Forum

"demokracja "w Polsce międzywojennej

107 postów
Mińsk Mazowiecki Postów: 4651
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4651
Sobota, 11 kwietnia 2026 • 18:06:55
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
https://www.google.com/amp/s/dorzeczy.pl/amp/695560/k...
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Wtorek, 14 kwietnia 2026 • 22:20:10
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Piłsudski - największy szkodnik w historii Polski. Andrzej Ceglarski o tym co zrobił złego Polsce
Post edytowany
Mińsk Mazowiecki Postów: 4651
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4651
Piątek, 17 kwietnia 2026 • 11:28:24
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Jak widzę według lewaków jedyni patrioci w II RP to tylko komuniści :)
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Wtorek, 28 kwietnia 2026 • 23:18:20
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
ohater Niemiec i Rosji! Jan Piński, Andrzej Ceglarski
Post edytowany
Mińsk Mazowiecki Postów: 4651
Totamto
Mińsk Mazowiecki, postów: 4651
Czwartek, 7 maja 2026 • 08:14:47
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Poczytać warto, o Pińskim, autorzy powyższych wypocin:

Trolle w natarciu
Problem fake newsów staje się coraz poważniejszym wyzwaniem dla czytelników, jak wynika z cytowanych na początku badań NASK. Do dziś z rozsiewaniem fake newsów państwa demokratyczne nie radzą sobie.

Ponad połowa polskich internautów w ostatnich miesiącach zetknęła się w internecie z manipulacją lub dezinformacją - wynika z przeprowadzonego przez Pracownie Badań Społecznych NASK sondażu. Wyniki wskazują, że najczęstszymi nadużyciami, jakie Polacy spotykają w mediach, są tzw. fake newsy. W ostatnich latach publikowanie fałszywych wiadomości w mediach, szczególnie społecznościowych, stało się bardzo częstym zjawiskiem. Problem dezinformacji w sieci ma swój systemowy, zorganizowany wymiar - manipulowanie obrazem rzeczywistości może mieć swoje systemowe cele, często wrogie wobec państw i opinii publicznej w innym kraju. Jednak problem fake newsów może wynikać również z aktywności konkretnych osób, które motywowane w różnorodny sposób, produkując fałszywe informacje chcą oddziaływać na opinię publiczną. To również bardzo destrukcyjna działalność.



Kłamliwe informacje publikowane w mediach mogą przybierać różnorodną formę. Część z nich ma charakter prostej jednorazowej akcji, która ma wywołać odpowiedni skutek. Tak było w przypadku pojawienia się w mediach społecznościowych „informacji” o inwigilowaniu przez służby specjalne byłego ministra Radosława Sikorskiego. Wrzutka pojawiająca się 22 marca 2019 roku początkowo brzmiała bardzo sensacyjnie. Jeden z dziennikarzy, Jan Piński, w serwisie Twitter napisał, że ABW „od 2016 r. w ramach procedury "Lord" inwigilowała @sikorskiradek”. Jan Piński jednocześnie pytał, co „uzasadniało użycie tajnych służb przeciwko byłemu marszałkowi Sejmu i szefowi MSZ?”. Informacja, zdementowana w sposób jednoznaczny przez Macieja Wąsika i rzecznika Ministra Koordynatora zaczęła szybko żyć własnym życiem. Były szef MSZ zapowiedział drążenie sprawy. W jej wyjaśnienia włączył niemal natychmiast Rzecznika Praw Obywatelskich, jak i Prezesa Rady Ministrów, domagając się wyjaśnień i żądając ochrony swoich praw obywatelskich. Problem w tym, że żadne prawa w tym przypadku nie zostały naruszone, bowiem cała historia nie ma żadnego związku z rzeczywistością. Mówiło o tym jednoznaczne dementi przywołane powyżej. Wydaje się, że wpis Jana Pińskiego miał na celu wytworzenie określonego zamieszania informacyjnego, a także okoliczności, w których Radosław Sikorski mógł podjąć swoje polityczne działania. Było także próbą podsycania wątpliwości wokół polskich służb i siania insynuacji, jakoby służby specjalne w Polsce podejmowały działania sprzeczne z prawem. Okazało się przy tym, że jeden wpis na koncie w mediach społecznościowych jest w stanie skutkować podejmowaniem szeregu działań polityczno-urzędowych przez jednego z byłych najważniejszych urzędników RP. Taka jest dziś siła fake newsa. Szerzenie fałszywego przekazu oparte na jednostkowym wpisie w mediach społecznościowych może mieć – jak widać – spore oddziaływanie.



Zdarzają się jednak całe kampanie oparte na publikowaniu nieprawdziwych informacji. W czasie takich działań wykorzystuje się szereg różnych metod działania. Rozbudowaną kampanię, opartą na działaniach politycznych, ale i informacyjnych, możemy obserwować na bieżąco. W mediach wciąż prowadzona jest operacja dyskredytowania Marszałka Sejmu, a także dalszego insynuowania działań nielegalnych prowadzonych rzekomo przez służby specjalne. Sprawa doniesień dotyczących tzw. sekstaśm, które mają obciążać polityków PiS, w tym Marszałka Sejmu, jest w całości oparta na tezach wytworzonych przez Wojciecha J., byłego agenta Centralnego Biura Antykorupcyjnego. J. okazał się człowiekiem zupełnie niewiarygodnym, a w czasie swojej służby w CBA oraz po jej zakończeniu kolportował niemające poparcia w faktach tezy, m.in. dotyczące wejścia w posiadanie materiałów kompromitujących polityków, którzy mają być przedmiotem potencjalnego szantażu. Sprawa tez Wojciecha J. pojawiła się początkowo w mediach społecznościowych, a potem na mało znaczących portalach, jak wiesci24.pl, czy CrowdMedia.pl. Teksty z tych serwisów promował m.in. Roman Giertych i Jan Piński, starając się szokować i wzbudzać w czytelnikach skrajne emocje. Sprawa stała się głośna dopiero po tym, jak tygodnik Jerzego Urbana, postaci pełniącej w PRL niechlubną rolę propagandową na rzecz komunistycznego reżimu, opisał ją, rzucając cień podejrzeń na Marszałka Sejmu. Potem poszło już szybko. Znalazły się osoby, które promowały insynuacje, znaleźli się politycy, którzy rozdmuchali temat tak mocno, że wszedł on na czołówki medialnych przekazów. Zainteresowanie mediów oraz polityków tzw. totalnej opozycji sprawiło, że Wojciech J. i jego rewelacje znajdują podatny grunt. Tymczasem doniesienia w tej sprawie wynikają wyłącznie z wyobraźni i wyrachowania Wojciecha J. i jego popleczników.

Ustalenia CBA w tej sprawie są jednoznaczne i powinny przeciąć spekulacje. Początkowo Wojciech J. był przez CBA traktowany poważnie. W związku z doniesieniami dot. próby przekupstwa, a także sygnalizowanym przez niego problemem taśm z udziałem osób publicznych Biuro przeprowadziło dochodzenie wewnętrzne. W czasie tej procedury proszono również o pomoc instytucje kontrolną funkcjonującą w innej służbie mundurowej. Postępowanie wykazało, że Wojciech J. nie ma żadnych dowodów na podawane przez siebie tezy. Nie zarejestrował żadnych materiałów w formie elektronicznej. Wbrew temu co twierdzi nie ma również świadka, który potwierdza jego wersję wydarzeń i wskazuje, że J. pozyskał jakiekolwiek dowody, o których mówi i pisze. W czasie postępowania CBA aktywnie starało się dotrzeć do materiałów, które ponoć miał pozyskać J. Obecnie J. i jego akolici twierdzą, że CBA starało się tuszować aferę. Ta afera jednak była jedynie wytworem Wojciecha J. Nie ma żadnych dowodów świadczących o tym, że doniesienia J. są prawdziwe. Mimo tego wersja wydarzeń Wojciecha J. jest kolportowana zarówno przez media jak i polityków.

Szczegółowa analiza doniesień J. wskazuje, że jego tezy są dobrze skrojone. Bazują bowiem – jak w przypadku każdej dobrze przygotowanej kampanii dezinformacyjnej – na realnych wydarzeniach. Faktem jest, że w ostatnich latach dzięki działaniom prokuratury i ABW udało się rozbić działania grupy zajmującej się sutenerstwem i ochroną nielegalnego biznesu. Dzięki decyzjom organów ścigania w 2016 roku zatrzymano „biznes” dwóch braci R. prowadzących przez lata nielegalną działalność na Podkarpaciu. Działalność ochranianą przez nieuczciwych funkcjonariuszy służb mundurowych. W prawdziwą historię o nielegalnym biznesie tolerowanym przez lata przez państwowe instytucje wpisał się Wojciech J. dorabiając do tego swoją własną – nie popartą dowodami – historię. To typowy modus operandi dla autorów kampanii, które mają na celu dezinformowanie opinii publicznej. Siła przekazu sprawiła, że obecnie spekuluje się, że w agencjach towarzyskich braci R. tworzono materiały, które mogły być użyte jako materiał do szantażu. To jednak zostało negatywnie zweryfikowane przez ABW, prowadzącą pojedyncze czynności w śledztwie w tej sprawie. W czasie przeszukania prowadzonego przez Agencję wykluczono, by lokale prowadzone przez braci R. dysponowały możliwością tworzenia tzw. „sekstaśm”. W pokojach, w których świadczono usługi seksualne, nie instalowano urządzeń nagrywających obraz ani dźwięk.

Fakty i realia nie są jednak ważne w tej historii. Zaskakujące w historii J. jest zarówno to, że najważniejsi politycy opozycji i największe media lansują nieopartą na faktach opowieść Wojciecha J., jak i to w jaki sposób historia opisana przez tygodnik Urbana trafiła do polskiego mainstreamu. Okazuje się, że w „holowaniu” tematu do głównych mediów brał udział szereg osób, które w mediach społecznościowych podawały dalej tezy autora tekstu, albo zadawały nieśmiałe pytania o prawdziwość tez Wojciecha J. Łańcuszek „podań dalej” czy wskazanych zapytań spowodował, że insynuacje wytworzone przez byłego agenta CBA okazały się być najważniejszym przekazem mediów w Polsce. Fakt iż taki stan utrzymuje się przez szereg dni, że fałszywa historia Pana J. wytworzyła nie tylko medialne przekazy, ale również szereg działań politycznych, sugeruje, że mamy do czynienia z poważniejszą kampanią oddziaływania na jednego z najważniejszych polityków partii rządzącej. Z uwagi na kalendarz polityczny – tocząca się kampanię wyborczą – należy założyć, że mamy do czynienia nie tylko z próbą oczernienia konkretnej osoby, ale również z próbą wytworzenia skutków politycznych w postaci utraty zaufania do środowiska rządowego, a także niezwykle ważnych instytucji państwa, jakimi jest Sejm czy służby specjalne. Promowanie tez Wojciecha J. to przede wszystkim cios w Marszałka, ale również kolejny sposób na oskarżanie służb specjalnych o działania niezgodne z prawem.

W ostatnich latach powszechność fake newsów stała się tak dużym problemem, że walka z kłamstwami w mediach – szczególnie społecznościowych – stała się wyzwaniem. Wygląda na to, że kłamstwa i tezy oparte na nieprawdziwych scenariuszach są atrakcyjniejsze. Dlatego nawet twarde oficjalne dementi nie jest w stanie zatrzymać maszyny alternatywnych doniesień. Jeśli jest zapotrzebowanie produkcja fake newsów idzie pełną parą. Czytelnicy zawsze się znajdą. Taki wniosek można wysnuć przy okazji analizy kolejnego przykładu fake newsa, „próby zatrzymania” Leszka Czarneckiego. Fałszywa narracja w tej sprawie rozpoczęła się w listopadzie 2018 roku. To wtedy w niszowym i mało wiarygodnym medium pojawia się po raz pierwszy informacja o rzekomej próbie zatrzymania Leszka Czarneckiego. Próbę tą miała podjąć ABW na warszawskim Okęciu. Z publikacji Grzegorza Jakubowskiego miało wynikać, że Agencji nie udało się zatrzymać biznesmena przez nieudolność jej funkcjonariuszy. Zapewne sprawa nie nabrałaby rozgłosu (medium, które publikowało rewelacje nie jest specjalne znaczącym), gdyby nie aktywność publiczna mec. Romana Giertycha, pełnomocnika Leszka Czarneckiego, który w rozmowie z mediami nagłośnił tezę Jakubowskiego powtarzając ją, pytając czy to prawda i oceniając, że jeśli się to potwierdzi mamy do czynienia ze skandalem. Słowa mec. Giertycha obliczone były na promocje tematu przy jednoczesnym uciekaniu od wskazania, czy mamy do czynienia z prawdą czy nie. Mec. Giertych osiągnął swój cel - temat przedostał się do medialnego mainstreamu i szybko zyskiwał na popularności. Tego samego dnia ukazało się dementi, wskazujące, że tezy te nie mają poparcia w faktach – nie było żadnej próby zatrzymania Leszka Czarneckiego przez ABW, jednak debatę publiczną udało się już zainfekować.

Temat Czarneckiego nie pojawił się w listopadzie 2018 roku przypadkiem. Nazwisko tego biznesmena było wtedy na czołówkach gazet, w związku ze sprawą nieprawidłowości w KNF. Śledztwo CBA w tej sprawie doprowadziło m.in. do zatrzymania Marka Ch., byłego Przewodniczącego KNF i postawienia mu zarzutów. Działania Biura i prokuratury wyjaśniają okoliczności opisane przez Czarneckiego w zawiadomieniu złożonym kilka miesięcy po nagranej przez niego rozmowie z Markiem Ch. Fake news o zatrzymaniu Czarneckiego trafił więc na podatny grunt, bowiem jego nazwisko przyciągało bardzo mocno uwagę opinii publicznej. Nieprawdziwa teza o próbie zatrzymania Czarneckiego była elementem większej kampanii informacyjnej. Wraz ze śledztwem ruszyła w mediach akcja promowania spekulacji na temat domniemanego drugiego dna w całej sprawie. Część mediów i polityków insynuowała – bez żadnych faktów, że rządzący próbują tuszować wielką korupcyjną siatkę, której częścią miał być Marek Ch. W domniemaniu w prace wskazanej siatki mieli być włączeni najważniejsi ludzie w Polsce. Choć dowodów brakowało, nie przeszkodziło to mediom i części polityków szerzyć swoje pomówienia. „Wrzucenie” w takiej chwili informacji o próbie zatrzymania Czarneckiego przez ABW było elementem podsycania wątpliwości i podejrzeń, że w tej sprawie jest „drugie dno”.

Jednoznaczne dementi, a nawet fakt iż nie było żadnego dowodu na próbę zatrzymania Czarneckiego przez ABW – bo takiej próby nie było, nie zatrzymał publikacji w tej sprawie. Temat w zaskakujący sposób wrócił kilka tygodni później. W marcu 2019 roku „Puls Biznesu” opublikował materiał podtrzymując fałszywą tezę o próbie zatrzymania Czarneckiego. Dodatkowo tekst wskazywał na rzekomą szeroką operację inwigilowania biznesmena przez służby specjalne. Był również elementem ośmieszania ABW, którą ponoć biznesmen wraz z żoną mieli „ograć”. Choć tekst „PB” był opisany żywym i barwnym językiem nie miał nic wspólnego z rzeczywistością. Niestety przez ten tekst udało się fałszywą narrację wtłoczyć do głównego przekazu. Ta manipulacja kolejny raz pokazuje, jak nośne mogą być wymyślone tezy.

Fałszywymi doniesieniami próbuje się w ostatnim czasie ingerować w debatę publiczną. Czasem przybiera to formę wręcz groteskową. W jednym z ostatnich swoich tekstów Jan Piński zaatakował PiS wskazując, że realizuje w Polsce interesy oligarchy powiązanego z Kremlem. Sensacyjnie brzmiący tekst opublikował Najwyższy Czas, a za nim portal wiesci24.pl promowany często przez Pińskiego. Tekst szokował tytułem i leadem, wskazując, że w Polsce lada chwila dojdzie do zmian legislacyjnych korzystnych dla rosyjskiego oligarchy zajmującego się produkcją wódki. Słowem – PiS miał nie tylko działać na korzyść Rosji, ale również na rzecz biznesu alkoholowego. Problem w tym, że lektura tekstu nie pozwalała w żaden sposób na wyciąganie wniosków, które wynikają z tytułu. Okazuje się, że tekst Pińskiego opisuje zorganizowaną przez kilku konkretnych posłów konferencję dotyczącą przeciwdziałania alkoholizmowi. W trakcie tego spotkania niektórzy prelegenci wskazywali na potrzebę nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Prezentowano główne założenia potencjalnych zmian wskazując m.in. na potrzebę zmian ws. podatków na alkohol. Jak wynikało z tekstu z tych zmian nie byłaby zadowolona część przemysłu alkoholowego, np. branża piwowarska. Zmiany miałyby bowiem prowadzić do wzrostu cen piwa. Jednak wbrew głównemu przekazowi tekstu Pińskiego sprawa dotyczy działań ludzi zaangażowanych społecznie w walkę z problemami alkoholowymi, zaś w tej sprawie nie ma nawet konkretnych propozycji ustawowych. Mimo tego alarmistyczny tekst Pińskiego brzmiał jakby już doszło w Polsce do niezwykle groźnych decyzji o charakterze politycznym. Wygląda więc na to, że Piński swoim fake newsem postanowił walczyć z decyzjami, których nikt jeszcze nie podjął, w sprawie, która de facto nie istnieje. Temat być może spędza sen z powiek części branży alkoholowej, ale na pewno w sensie realnym nie istnieje. Nie przeszkodziło to temu autorowi na pisanie sensacyjnie skrojonego materiału, obliczonego na sparaliżowanie decyzji dotyczących przemysłu alkoholowego w Polsce.

W przypadku opisanych powyżej sytuacji udało się wytworzyć w mediach zainteresowanie fałszywymi narracjami. Głównym ich motorem zdaje się być chęć wytworzenia konkretnej sytuacji i narracji politycznej, która zdaje się mieć na celu atak na obecnie rządzących. Jednocześnie ma na celu podtrzymywanie i podsycanie atmosfery podejrzeń wobec działań władz. Co interesujące, niemal za każdym razem inicjowaniem fake newsów w opisanych przypadkach zajmuje się grupa mało wiarygodnych dziennikarzy, którzy produkują początkowe treści, potem – sukcesywnie – promowane przez kolejne osoby, by ostatecznie znaleźć się w przekazach najważniejszych mediów w Polsce. Wskazane działania informacyjne nie tylko wiążą się z manipulowaniem informacjami, ale również są przykładami cynicznego wykorzystania doniesień medialnych dla politycznych celów. Opisane przykłady posłużyły do pokazania, że władza ma niedobre zamiary, służby specjalne są rzekomo uwikłane w liczne afery i skupiają swoją aktywność głównie na tuszowaniu afer na szczytach władzy. Jak widać niestety takie działania mają spory wpływ na życie publiczne w Polsce. Często mają swój dalszy ciąg w realnym świecie. Konferencje prasowe, interpelacje, interwencje poselskie tworzone na podstawie fake newsów są zarówno próbą zbicia politycznego kapitału na fałszywych informacjach, ale również uwiarygadniają kłamliwą narrację utrwalając ją w debacie publicznej.

Problem fake newsów staje się coraz poważniejszym wyzwaniem dla czytelników, jak wynika z cytowanych na początku badań NASK. Do dziś z rozsiewaniem fake newsów państwa demokratyczne nie radzą sobie. Kraje Zachodu nie wypracowały na razie skutecznego mechanizmu regulowania kwestii fake newsów, zaś ich autorzy w sposób cyniczny i wyrachowany chowają się za przepisami dotyczącymi wolności słowa i swobodami demokratycznymi. W najbliższych latach skala problemu może sprawić, że to właśnie ochrona wolności słowa będzie wymagała nowych rozwiązań prawnych dotyczących autorów fake newsów. Fake newsy, kolportowane często na potrzeby polityczne, są bowiem problemem dla nas wszystkich. Infekują debatę publiczną wykrzywiając jej sens i uderzając w wiarygodność informacji jako takiej.

Stanisław Żaryn
https://www.gov.pl/web/sluzby-specjalne/trolle-w-...
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Wtorek, 12 maja 2026 • 06:09:10
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W zaborze rosyjskim Polacy i Żydzi żyli obok siebie przez stulecia. Ale mało kto dziś wie, jak bardzo żydowska była struktura wielu miast na Kresach i w Kongresówce.
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Środa, 13 maja 2026 • 00:14:44
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Zapomniany plan deportacji: Tajne uchwały polskiego rządu z marca 1939 roku w sprawie ukraińskiej
​Warszawa, Marzec 1939. Na kilka miesięcy przed wybuchem II wojny światowej, w atmosferze narastającego napięcia międzynarodowego, polski rząd podjął radykalne decyzje dotyczące mniejszości ukraińskiej. Dokumenty, które przez dekady pozostawały w cieniu historii, rzucają nowe światło na politykę "umocnienia polskości" na Kresach Wschodnich.
​Kluczowe ustalenia Komitetu do Spraw Narodowościowych
​23 marca 1939 roku, pod przewodnictwem najwyższych urzędników państwowych, Komitet do Spraw Narodowościowych przy Radzie Ministrów zatwierdził tajne wytyczne, które miały na celu drastyczną zmianę struktury demograficznej i politycznej na Wołyniu oraz w Małopolsce Wschodniej.
​Główne założenia planu obejmowały:
​Wysiedlenia i deportacje: Planowano usunięcie "elementu niepewnego" (ukraińskiej inteligencji, duchowieństwa i działaczy społecznych) z 30-kilometrowego pasa granicznego.
​Marginalizacja gospodarcza: Ograniczenie wpływów ukraińskiej spółdzielczości i handlu na rzecz kolonizacji polskiej.
​Polonizacja administracyjna: Przymusowe obsadzanie stanowisk w samorządzie lokalnym wyłącznie przez Polaków oraz intensyfikacja osadnictwa wojskowego.
​Nacisk religijny: Kontynuacja tzw. akcji rewindykacyjnej, polegającej na przekazywaniu cerkwi prawosławnych Kościołowi rzymskokatolickiemu, co miało służyć asymilacji narodowej.
​Nazwy kluczowych dokumentów archiwalnych:
​Historycy wskazują na następujące akty prawne i instrukcje, które stanowiły fundament tej polityki:
​Wytyczne w sprawie umocnienia polskości na Wołyniu (marzec 1939).
​Plan wysiedlenia elementu ukraińskiego z pasa granicznego – dokument opracowany przy współpracy z Sztabem Głównym WP.
​Instrukcja dla starostów w sprawie zwalczania wpływów OUN – pozwalająca na stosowanie administracyjnych kar zesłania i uwięzienia bez wyroków sądowych (m.in. w Berezie Kartuskiej).
​Kontekst historyczny i konsekwencje
​Polityka ta była wynikiem obaw Warszawy przed wykorzystaniem "kwestii ukraińskiej" przez III Rzeszę oraz ZSRR przeciwko spójności terytorialnej RP. Jednak brutalizacja metod administracyjnych doprowadziła do odwrotnego skutku: radykalizacji nastrojów wśród ludności ukraińskiej i wzrostu poparcia dla działań podziemnych OUN.
​Wiele z tych planów nie doczekało się pełnej realizacji z powodu niemieckiej agresji 1 września 1939 roku. Niemniej jednak, represje podjęte latem 1939 roku (tysiące aresztowań i osadzenie w obozach) na stałe wpisały się w tragiczny rozdział relacji polsko-ukraińskich tamtego okresu.
​Źródła archiwalne:
​Archiwum Akt Nowych (AAN), Prezydium Rady Ministrów, sygn. 57.
​Dokumenty Komitetu do Spraw Narodowościowych przy Radzie Ministrów (1937–1939
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Środa, 13 maja 2026 • 14:09:29
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Nie mamy wątpliwości, że część z was nie ma pojęcia, dlaczego wszystkie nasze strony, profile czy adres mailowy zawierają datę "1926". Dokładnie sto lat temu - 12 maja 1926 roku - polscy żołnierze zaczęli do siebie strzelać na ulicach Warszawy.

Zginęło łącznie 379 osób, a około 1000 zostało rannych.

W większości artykułów o przewrocie zobaczycie fotografie Piłsudskiego i jego oficerów. Tymczasem ofiarami walk - jak zwykle - nie byli ci, którzy do nich doprowadzili, ale szeregowi żołnierze czy mieszkańcy miasta. Normalni ludzie, których trzeba było pochować.

Być może nie byłoby zamachu majowego, gdyby nie zamordowanie prezydenta Narutowicza po antysemickiej nagonce oraz lata kryzysu gospodarczego, na który kolejne chaotycznie powstające i upadające koalicje narodowo-chłopskie odpowiadały przemocą wobec protestujących robotników.

Po zamachu majowym była za to na pewno dyktatura sanacyjnych pułkowników, której zawdzięczamy proces brzeski, krwawe tłumienie strajków, Berezę Kartuską i bohaterską ucieczkę do Rumunii we wrześniu 1939 roku.

Hańba!

Fot. Tadeusz Łuniewski za Narodowe Archiwum Cyfrowe
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Czwartek, 4 czerwca 2026 • 21:09:00
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Polska i jej mieszkańcy podczas wojny polsko-bolszewickiej byli podzieleni jak nigdy. Nie chcieli walczyć o Polskę, bo nie wierzyli, że ona powstanie. Tutaj fragment książki, nad którą pracuję o zbrodniach wojennych w wojnie z bolszewikami:
"Według danych Milicji Ludowej do połowy 1919 roku liczba dezercji wśród Polaków, Żydów i Ukraińców była na bardzo zbliżonym poziomie. Na tym tle wyróżniali się jednak polscy chłopi. Nie wierzyli oni w niepodległą Polskę, a bolszewicka propaganda straszyła ich powrotem pańszczyzny.
Chłopi z powiatu sandomierskiego dopytywali się nawet czy wygrywają Polacy czy nasi, czyli bolszewicy, których utożsamiali z Rosją carów, która dała im wolność. Mówiono, że „Panowie robią pobór”. Niewielu chłopów chciało walczyć w „pańskiej” armii. Płk Michał Tokarzewskiego raportował 17 marca 1919 roku, że „z Białej Podlaskiej przyjechał transport do Ostrowi złożony z 500 rekrutów, 150 po drodze uciekło, a reszta tak zdemoralizowana, że dowództwo dywizji odsyła ich z powrotem”1.
Liczba dezercji mimo usilnych starań nie spadała. Wręcz przeciwnie. Na tyłach wzrosła do niebotycznych rozmiarów. Wiosną 1919 roku okręgu chełmskim z 2,9 tys. poborowych zgłosiło się zaledwie 1,1 tys. osób. W łódzkim z 4 tys., stawiło się zaledwie 1,7 tys. poborowych. Rok później, podczas bolszewickiej ofensywy, poborowi również nie garnęli się do służby. W Łomży stawiło się 33 proc. powołanych. W Kolnie zaledwie 26 proc. W Radomiu około 40 proc. Więcej chętnych było w Kielcach, gdzie stawiło się około 60 proc. powołanych.
Wedle danych Naczelnego Dowództwa, w zależności od regionu do poboru stawiało się średnio od 30 do 50 procent poborowych. Najgorsze wyniki były na Pomorzu, wschodniej części Kongresówki i w Małopolsce. Na Kaszubach były regiony, gdzie nie stawił się nikt. W Galicji ukrywało się 36,7 tys. dezerterów". Nie świadczy to najlepiej, co?
Co znamienite, zbliżanie się Armii Czerwonej pod Warszawę, nie tylko nie skonsolidowało armii, ale spowodowało, że dezercji było więcej. Powodów było kilka. Po pierwsze obawa przed przegraną. Po drugie bojaźń o swoje życie. Po trzecie... żniwa. Chłopi, jak pisałem wyżej, zwłaszcza w biedniejszych regionach, traktowali konflikt jako „sprawę panów”, nie własną. Dla nich liczyła się rola i to, że stoi odłogiem i nie ma kto zebrać zboża.
Dlatego wielu dezerterów uciekało, by zadbać o rodzinne gospodarstwo, zwłaszcza w okresie żniw lub gdy wypadki losowe, np. choroba, śmierć bliskich, wymagały ich obecności w domu. Niewielkie wynagrodzenie i brak stałego wsparcia w jednostkach sprzyjały odchodzeniu z armii. W 1920 roku Żandarmeria szacowała, że to było powodem ponad 80 proc. dezercji szeregowych żołnierzy, pochodzących ze wsi.
Do tego dla wielu chłopów niepodległość Polski była pojęciem abstrakcyjnym. Priorytetem była codzienna egzystencja. Pobór był traktowany jako obowiązek narzucony „z góry”, a nie szansa na obronę ojczyzny.
Ponadto we wsiach bardzo dobrze działała zarówno sowiecka, jak i kontrrewolucyjna propaganda, która sugerowała chłopom, że front wkrótce przeminie lub że lepiej uciec do domu niż walczyć o coś, co nie jest im bliskie. I często nawet księża nie byli ich wstanie przekonać, zwłaszcza, że z powodów ekonomicznych wielu chłopom zaszli za skórę.
I w żaden sposób chłopom nie przeszkadzały surowe kary, jakie mogły ich spotkać. Dr Leszek Kania pisał w "Wyroki bez apelacji. Sądy polowe w Wojsku Polskim w czasie wojny z Rosją Sowiecką 1919–1921":
"Nawet surowe wyroki nie zrobiłyby w tym czasie wrażenia, gdyż żołnierz bardziej obawiał się kozackiego pałasza niż oddania pod sąd polowy. [...] Temida wojskowa pokazała natomiast pazur wobec dezerterów i ludzi uchylających się od poboru w przededniu bitwy o Warszawę i Lwów. Zaznaczyła się surowymi wyrokami na odbitych
terenach. Salwy plutonów egzekucyjnych odegrały swoją rolę, obwieszczając powrót polskiego państwa i przywracając jego autorytet”.
Teraz coś bezpośrednio o "powszechnej mobilizacji społeczeństwa". W sierpniu, kiedy polska armia była najliczniejsza, udało się zmobilizować zaledwie 2,8 proc. społeczeństwa. W tym w regularnej armii: ok. 400–450 tys., w Armii Ochotniczej ok. 100–120 tys. i ok. 50–70 tys. w jednostkach o charakterze porządkowym.
Jak widać, społeczeństwo w większości reagowało biernie lub ograniczało swój udział do rekrutów i powołań, a narracja o „jedności całego narodu” jest znacznym uproszczeniem.
Największą siłę stanowiła armia zawodowa i mobilizowani rezerwiści, bo 1,5 proc. całości społeczeństwa, a udział spontanicznych ochotników był relatywnie niewielki. Pokazuje to, że sukces militarny był efektem organizacji, planowania i dyscypliny, nie masowego entuzjazmu społecznego.
Teraz doleję oliwy do ognia i powiem wam, że ci niewdzięczni Ukraińcy, którzy nie chcą bronić swojego kraju w tej chwili mają zmobilizowane 4,7 proc. ogółu społeczeństwa.
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Piątek, 19 czerwca 2026 • 13:53:25
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Marek Moczulski
z 21 listopada 1930 r.„Lwów. Galicja Wschodnia, piątek.Jedenastu ukraińskich chłopów, w większości okrutnie pobitych przez Polaków, leży tu w małym, skromnym ukraińskim szpitalu. To tylko kilka z wielu ofiar tego, co rząd nazywa „pacyfikacją Galicji Wschodniej”. Trzeba być całkowicie szczerym w sprawie jednej z najstraszniejszych zbrodni współczesności. Tych jedenastu chłopów zostało tak zmasakrowanych na gołych tyłkach, że ich ciała były dosłownie jedną siekaną masą.Z przerażeniem i słabością, ale jednocześnie z pretekstem, że nie mogę się przerazić tym ostatecznym, niepodważalnym dowodem, zwróciłem się… do uprzejmych księży, którzy opiekują się torturowanymi ofiarami, aby pokazali mi prawdziwe okaleczenia. Potem zdjęto bandaże… i zobaczyłem… niebieskoszare, żywe ciało, pobite cztery… tygodnie temu na jedną, ohydną masę. Mam zdjęcia tych okaleczeń....kiedy polskie władze we Lwowie dowiedziały się o istnieniu tych zdjęć, przeszukały nie tylko ukraiński szpital, ale także domy wszystkich ukraińskich lekarzy. Co więcej, polskie władze nie zapytały, kim było 11 ofiar. Polacy zaprzeczają, twierdząc, że nie ma strachu. Chcieli tylko zniszczyć... zdjęcia.Na wsiach chłopi byli przerażeni i nie śmieli mówić. Każdy, kto próbował ich przesłuchać, był aresztowany lub nie wpuszczany. Każdy, kto próbował dotrzeć do prawdy, był śledzony jak cień przez bandę polskich szpiegów.../.../Ofiary, które widziałem osobiście – mianowicie 11 osób tutaj, w szpitalu – to tylko kilka spośród bardzo dużej liczby./.../,,, Kilka osób zginęło w wyniku pobicia. ... Mychajło Pietruszka, mieszkający we wsi Mosty Wełyki, uciekł w strachu, został złapany i pobity. ... Zmarł w wyniku pobicia 25 października. Chłop Tiutko, którego pobito w Gaju, zmarł, gdy całe jego ciało sczerniało od ciosów.Rodzaj popełnionych okrucieństw był bardzo zróżnicowany, a skala zniszczeń, jakie wyrządził głównie 14 Pułk Ułanów Polskich, była ogromna./.../Czasami wojsko strzelało do mieszkańców wioski, gdy uciekali do lasu. Bito również kobiety i dzieci.Angielska gazeta „Manchester Guardian” zamieściła w numerze z 21.11.1930 roku artykuł swojego korespondenta Voighta o polskich pogromach w Galicji pod tytułem „Na Ukrainie. Chłopi faszerowani i zabijani”. Artykuł został napisany we Lwowie 14 listopada i opierał się na tym, co korespondent widział na własne oczy. przez Polaków, leży tu w małym, skromnym ukraińskim szpitalu. To tylko kilka z wielu ofiar tego, co rząd nazywa „pacyfikacją Galicji Wschodniej”. Trzeba być całkowicie szczerym w sprawie jednej z najstraszniejszych zbrodni współczesności. Tych jedenastu chłopów zostało tak zmasakrowanych na gołych tyłkach, że ich ciała były dosłownie jedną siekaną masą.Z przerażeniem i słabością, ale jednocześnie z pretekstem, że nie mogę się przerazić tym ostatecznym, niepodważalnym dowodem, zwróciłem się… do uprzejmych księży, którzy opiekują się torturowanymi ofiarami, aby pokazali mi prawdziwe okaleczenia. Potem zdjęto bandaże… i zobaczyłem… niebieskoszare, żywe ciało, pobite cztery… tygodnie temu na jedną, ohydną masę. Mam zdjęcia tych okaleczeń....kiedy polskie władze we Lwowie dowiedziały się o istnieniu tych zdjęć, przeszukały nie tylko ukraiński szpital, ale także domy wszystkich ukraińskich lekarzy. Co więcej, polskie władze nie zapytały, kim było 11 ofiar. Polacy zaprzeczają, twierdząc, że nie ma strachu. Chcieli tylko zniszczyć... zdjęcia.Na wsiach chłopi byli przerażeni i nie śmieli mówić. Każdy, kto próbował ich przesłuchać, był aresztowany lub nie wpuszczany. Każdy, kto próbował dotrzeć do prawdy, był śledzony jak cień przez bandę polskich szpiegów.../.../Ofiary, które widziałem osobiście – mianowicie 11 osób tutaj, w szpitalu – to tylko kilka spośród bardzo dużej liczby./.../,,, Kilka osób zginęło w wyniku pobicia. ... Mychajło Pietruszka, mieszkający we wsi Mosty Wełyki, uciekł w strachu, został złapany i pobity. ... Zmarł w wyniku pobicia 25 października. Chłop Tiutko, którego pobito w Gaju, zmarł, gdy całe jego ciało sczerniało od ciosów.Rodzaj popełnionych okrucieństw był bardzo zróżnicowany, a skala zniszczeń, jakie wyrządził głównie 14 Pułk Ułanów Polskich, była ogromna./.../Czasami wojsko strzelało do mieszkańców wioski, gdy uciekali do lasu. Bito również kobiety i dzieci.Angielska gazeta „Manchester Guardian” zamieściła w numerze z 21.11.1930 roku artykuł swojego korespondenta Voighta o polskich pogromach w Galicji pod tytułem „Na Ukrainie. Chłopi faszerowani i zabijani”. Artykuł został napisany we Lwowie 14 listopada i opierał się na tym, co korespondent widział na własne oczy.
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Sobota, 20 czerwca 2026 • 08:23:46
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W okresie międzywojennym Polska zmagała się już z problemem wyższości rasowej i istniał silny ruch społeczny na rzecz zdobywania terytoriów zamorskich. Głównym głosem tych ambicji była Liga Morska i Kolonialna. Organizacja powstała w 1930 roku w wyniku reorganizacji Ligi Morskiej i Rzecznej, a na jej czele stał wpływowy generał Gustaw Orlicz-Drescher. Przed wybuchem II wojny światowej liczyła ona prawie milion członków.
Liga Morska i Kolonialna próbowała działać za pośrednictwem przedsiębiorstw prywatnych i inicjatyw migracyjnych, gdyż oficjalny rząd w Warszawie często działał ostrożniej na arenie międzynarodowej.
Brazylia (stan Paraná): W 1934 roku Liga zakupiła ziemię w brazylijskim stanie Paraná i założyła osadę kolonizacyjną Morska Wola. Planowano przesiedlić tam tysiące polskich rodzin. Projekt został jednak zrealizowany jedynie w połowie z powodu oporu brazylijskiego rządu Getúlio Vargasa, który uchwalił ustawy przeciwko enklawom narodowym.
Liberia: W 1934 roku Liga podpisała z rządem Liberii umowę o współpracy gospodarczej i kulturalnej. Polscy przedsiębiorcy zakupili tam około 50 plantacji kawy, kauczuku i kakao. Planowano utworzenie bazy wojskowej dla polskiej marynarki wojennej pod przykrywką handlu, ale z powodu protestów Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii (które uznały Liberię za swoją strefę wpływów) umowa została anulowana w 1938 roku.
Madagaskar: W 1937 roku rząd polski, we współpracy z Ligą, wysłał oficjalną komisję pod przewodnictwem majora Mieczysława Lepieckiego na kontrolowaną przez Francję wyspę Madagaskar. Celem było zbadanie możliwości masowego przesiedlenia tam polskich Żydów. Francja zgodziła się na przydzielenie części wyspy, ale warunki techniczne i wysokie koszty projektu uniemożliwiły jego realizację.
Angola i Mozambik: W latach 30. XX wieku przedstawiciele Polski prowadzili z Portugalią negocjacje w sprawie masowego zakupu ziemi dla kolonistów w tych regionach, ale Lizbona nie chciała oddać kontroli nad tymi terytoriami.
Ponadto w okresie międzywojennym polityka II Rzeczypospolitej Obojga Narodów wobec ziem ukraińskich (Galicji i Wołynia), które od 31 lipca 1924 roku oficjalnie nazywano „Kresami Wschodnimi”, nosiła wyraźne znamiona kolonizacji wewnętrznej – osadnictwa. Warszawa postrzegała te tereny jako strategiczny dodatek rolno-surowcowy oraz rynek zbytu dla polskich towarów https://www.facebook.com/photo/?fbid=1312272717768324&a...
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Sobota, 20 czerwca 2026 • 08:25:39
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Podczas gdy dziś niektórzy próbują przedstawiać Polskę wyłącznie jako ofiarę historycznych tragedii, warto pamiętać o tych stronach, na których ofiarami byli Ukraińcy.
17 czerwca 1934 roku prezydent Polski Ignacy Moszczycki podpisał dekret o utworzeniu obozu w Berezie Kartuskiej, miejsca pozasądowego uwięzienia przeciwników politycznych reżimu „sanacyjnego”. Dla tysięcy Ukraińców obóz stał się symbolem prześladowań, upokorzeń i walki o prawo do bycia sobą na własnej ziemi.
Brzoza Kartuska działała na terenie dzisiejszej Białorusi, wówczas części Polski. Formalnym powodem jej powstania był zamach na polskiego ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pięackiego. Poprzedziła go jednak długotrwała polityka dyskryminacji ludności ukraińskiej: zamykanie szkół ukraińskich, represje wobec języka ukraińskiego, niszczenie instytucji kulturalnych i religijnych, a także niesławna „pacyfikacja” z 1930 roku, kiedy to władze polskie siłą stłumiły ukraiński ruch narodowy w Galicji i na Wołyniu.
Ludzi wysyłano do Berezy Kartuskiej bez procesu ani śledztwa. Wystarczyła decyzja policji lub administracji. W obozie przetrzymywano ukraińskich nacjonalistów, członków OUN, księży, intelektualistów, osoby publiczne, a także białoruskich, żydowskich i polskich opozycjonistów.
Warunki były nieludzkie. Więźniom odbierano imiona – stawali się jedynie numerami. Zmuszano ich do noszenia specjalnej odzieży i drewnianych butów, przetrzymywano w przepełnionych celach z mokrą betonową podłogą, głodzono i zmuszano do wyczerpującej pracy. Karano ich za mówienie po ukraińsku, bito za nieposłuszeństwo, zamykano w izolatkach, a ich wyroki przedłużano. Władze obozowe dążyły nie tylko do izolacji więźniów, ale także do złamania ich woli moralnej.
Przez Berezę Kartuską przeszło tysiące Ukraińców. Wśród nich znaleźli się przyszły Naczelny Dowódca UPA Roman Szuchewycz, Taras Bulba-Borowiec, Dmytro Hrycaj, Oleksa Hasyn, Bohdan Krawciw, Wołodymyr Horbowyj, Arsen Ryczyński i wiele innych postaci, które stały się symbolami ukraińskiego ruchu wyzwoleńczego.
Bereza Kartuzka nie była obozem śmierci w nazistowskim rozumieniu tego słowa, ale stała się narzędziem terroru politycznego, gdzie ludzi karano za ich przekonania, świadomość narodową i pragnienie wolności. Dla wielu Ukraińców droga do niepodległości wiodła właśnie przez więzienia, obozy, zesłania i represje.
Dziś, wspominając Berezę Kartuską, musimy pamiętać nie tylko o cierpieniach jej więźniów. Musimy pamiętać o niezłomności ludzi, którzy pomimo upokorzeń, bicia i prześladowań, nie wyrzekli się swojego języka, kultury i marzenia o wolnej Ukrainie. https://www.facebook.com/photo/?fbid=2049037769016028&a...
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Środa, 24 czerwca 2026 • 22:10:09
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Dlaczego zamordowano generała Zagórskiego? Mecenas Andrzej Ceglarski
Post edytowany
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Środa, 24 czerwca 2026 • 23:34:12
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Według spisu powszechnego z 1921 roku II RP liczyła 27 mln osób, z czego Polacy stanowili ok. 69% ludności. W ponadtrzydziestoprocentowej grupie mniejszości narodowych najliczniejsi byli: Ukraińcy, Żydzi, Białorusini, Niemcy. Trudno jednak określić dokładne dane procentowe. Kiedy odbywał się pierwszy spis, jeszcze kształtowały się granice, badanie nie objęło więc m.in. polskiej części Górnego Śląska i Litwy Środkowej. Spis z 1921 roku został także zbojkotowany przez znaczną część Ukraińców. Jego dane nie były więc pełne. Natomiast w drugim spisie, z 1931 roku (w którym zapytano o narodowość i język), zdarzały się sytuacje fałszowania wyników – zawyżano liczbę osób deklarujących język polski jako ojczysty. Taka możliwość istniała, ponieważ wielu mieszkańców Kresów Wschodnich swój język określało jako „tutejszy”, „nasz”, „chłopski” itp. Pozwalało to zbierającym dane na różnorodne interpretacje. Ponadto niektórzy, świadomie lub nie, kategorię narodowości łączyli z pojęciem obywatelstwa. Wielu Żydów uważało się za Polaków wyznania mojżeszowego; podobnie kształtowała się sytuacja w innych grupach narodowych. Bywało, że poczucie tożsamości dzieliło jedną rodzinę. Charakterystycznym przykładem są bracia Szeptyccy (rodzina o korzeniach ukraińskich): Andrzej był biskupem greckokatolickim i duchowym przewodnikiem Ukraińców, a Stanisław – oficerem Wojska Polskiego. https://zpe.gov.pl/a/mniejszosci-narodowe-ii-rp-i...
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Piątek, 26 czerwca 2026 • 22:09:03
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Katownia Piłsudskiego. W 1934 r. dyktator Polski założył obóz do torturowania swoich wrogów.
Post edytowany
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Piątek, 26 czerwca 2026 • 23:23:59
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Kim naprawdę był Józef Piłsudski? Leszek Żebrowski
Post edytowany
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Poniedziałek, 29 czerwca 2026 • 23:26:03
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Piłsudski był idiotą, tylko który?
Post edytowany 2 razy
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Wtorek, 4 sierpnia 2026 • 16:58:51
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Kto nam to zrobił? Może Nawrocki wie?
Historycznie rzecz biorąc, polski rząd i reżim komunistyczny tworzyły obozy karne, w których masowo przetrzymywano Ukraińców:
Brzoza Kartuska, Jaworzno i ​​Biały Jeleń. [1, 2]
Brzoza Kartuz (1934–1939)
Status: Oficjalnie nazywany „obozem segregacyjnym”, utworzony na mocy zarządzenia prezydenta Polski Ignacego Mościckiego.
Szczegóły: Położony w pobliżu miasta Bereza (obecnie Białoruś). Przetrzymywano bez procesu członków OUN, komunistów i ukraińskiej inteligencji przez okres 3 miesięcy (z możliwością przedłużenia).
Ofiary: Tysiące Ukraińców (w tym Roman Szuchewycz i Taras Bulba-Borowiec) przeszło przez obóz w warunkach surowego reżimu i poddawanych torturom.
Jaworzno (1945–1949)
Status: Obóz koncentracyjny w PRL, utworzony na bazie byłego obozu Auschwitz.
Szczegóły: Działał w województwie śląskim. Wykorzystywany w ramach akcji „Wisła”, mającej na celu uwięzienie Ukraińców oskarżonych o powiązania z UPA lub nielojalność wobec władz komunistycznych.
Ofiary: Uwięziono około 4000 Ukraińców, setki z nich zmarło z głodu i wyczerpującej pracy.
Biały Jeleń (lata 30. XX wieku)
Status: Tajny obóz koncentracyjny na Wołyniu (w pobliżu Sarn).
Szczegóły: Odpowiednik Berezy Kartuzkiej, ale w ramach ostrzejszego i bardziej tajnego systemu izolowania sumiennych Ukraińców bez wyroków sądowych. https://www.facebook.com/photo/?fbid=2546067642574577&a...
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Wtorek, 4 sierpnia 2026 • 21:47:23
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Członkowie Polskiej Partii Narodowo-Socjalistycznej (Polska Partia Narodowo-Socjalistyczna). Partia została założona w 1934 roku przez prawnika i ideologa polskiego narodowego socjalizmu, Władysława Obrzembskiego. Partia wydawała czasopismo „Swastyka”. Partia Narodowych Socjalistów Polskich została zdelegalizowana w 1937 roku https://www.facebook.com/photo/?fbid=1457738253068013&a...
Żabodukt Postów: 83002
kumak
Żabodukt, postów: 83002
Niedziela, 9 sierpnia 2026 • 09:40:44
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Gdy Roman Dmowski opuszczał stolicę i próbował utworzyć separatystyczną prowincje poznańską, Żydzi budowali jej obronę. Dramatyczne oblicza lata 1920 roku
Historyczne zdjęcie przedstawia ludność Warszawy, w tym liczną grupę Żydów, zaangażowaną w budowę fortyfikacji i zasieków w sierpniu 1920 roku. Był to czas tzw. Cudu nad Wisłą, kiedy w obliczu śmiertelnego zagrożenia ze strony bolszewików mobilizowano całe społeczeństwo do obrony stolicy.
Widoczni po lewej stronie mężczyźni w tradycyjnych strojach, z pejsami i w nakryciach głowy (jeden w kapeluszu, drugi w jarmułce pod czapką), to ortodoksyjni Żydzi. Podobnie jak przedstawiciele innych grup społecznych i wyznaniowych, włączyli się oni w prace przy wznoszeniu umocnień na przedpolach miasta, co stanowiło istotny element wojennej mobilizacji obywatelskiej.
Podczas Bitwy Warszawskiej w sierpniu 1920 roku społeczność żydowska w Polsce – podobnie jak całe społeczeństwo – znalazła się w niezwykle dramatycznym położeniu w obliczu nadciągającej nawały bolszewickiej. Udział i pomoc ze strony Żydów miały różny charakter: od oficjalnych deklaracji i zaciągu do wojska, przez pracę fizyczną przy fortyfikacjach, aż po wsparcie finansowe i aprowizacyjne.
Pomoc nie ograniczała się do pojedynczych osób – angażowały się w nią tysiące ludzi, choć dokładne oszacowanie skali bywa przedmiotem dyskusji historyków ze względu na późniejsze napięcia polityczne. W lipcu i sierpniu 1920 r. czołowe organizacje i partie żydowskie (w tym syjonistyczni posłowie na Sejm oraz zarząd warszawskiej Gminy Żydowskiej) wydały płomienne apele wzywające ludność żydowską do chwycenia za broń i obrony Rzeczypospolitej. W odezwach podkreślano, że wróg ze wschodu niesie zniszczenie dla wszystkich obywateli. https://1920.gov.pl/10-pazdziernika-1920/
Tysiące mieszkańców Warszawy i okolic – w tym ortodoksyjni Żydzi widoczni na archiwalnych zdjęciach (w tradycyjnych strojach i chałatach) – ramię w ramię z Polakami kopali rowy, wznosili okopy i budowali zasieki obronne na przedpolach stolicy.
W szeregi Wojska Polskiego i Armii Ochotniczej wstąpiło kilka tysięcy żydowskich ochotników (np. w samym obozie akademickim w Rembertowie Żydzi stanowili ok. 35% ochotników, a w lipcu i sierpniu do armii dołączyły kolejne tysiące). Wśród żołnierzy i oficerów walczących z bolszewikami byli zarówno asymilatorzy, jak i weterani Legionów Polskich (niektórzy odznaczeni Orderem Virtuti Militari).
gen. bryg. Bernard Mond – wybitny dowódca, weteran obrony Lwowa i wojny 1920 roku (wtedy w stopniu majora), nazywany przez Józefa Piłsudskiego „dzielnym Żydem”. Otrzymał Krzyż Srebrny Virtuti Militari za wybitne dowodzenie i męstwo na polu walki.por. Walter Munk – oficer pociągu pancernego „Mściciel”. Odznaczony Virtuti Militari za odwagę pod Zamościem, gdzie powstrzymał natarcie kawalerii Budionnego.por. Mieczysław Birnbaum – żołnierz piechoty walczący w wojnie polsko-bolszewickiej. Odznaczony Krzyżem Srebrnym Virtuti Militari, późniejsza ofiara zbrodni katyńskiej.
W tym czasie Dmowski i endecja w 1920 roku postąpili jak pożyteczni idioci bolszewików. Środowiska neo-endeckie przedstawiają Romana Dmowskiego jako genialnego polityka, dyplomatę, a przede wszystkim człowieka, który to zawsze przekładał dobro Ojczyzny ponad prywatę i partykularne interesy
Faktem jest ze Roman Dmowski wszedł w skład Rady Obrony Państwa powołanej 1 lipca, lecz już 19 lipca zrezygnował z udziału w jej pracach, a 4 sierpnia przybył do Poznania, gdzie w następnych dniach rozpoczął aktywną działalność polityczną.
Dmowski wycofał się z centralnego ośrodka kierowania państwem w momencie największego zagrożenia i następnie zaangażował się w działalność polityczną w Wielkopolsce, gdzie pojawiły się również koncepcje utworzenia odrębnego zaplecza wojskowego i politycznego. Współczesne źródła pokazują, że obawy przed powstaniem konkurencyjnego wobec Warszawy ośrodka władzy nie były wyłącznie późniejszą legendą polityczną.
Wincenty Witos pisze, że otrzymywał informacje od „zupełnie wiarygodnych ludzi”, iż prowadzona jest agitacja za obaleniem rządu i usunięciem Piłsudskiego. Dalej pisze o przygotowaniach separatystów do oderwania Poznańskiego od Polski i utworzenia niezależnego państwa oraz o pogłoskach, że całej akcji patronuje Dmowski. Co ważne, Witos sam zaznacza, że spodziewa się w tych wiadomościach przesady. To jest istotne, bo nie możemy przedstawiać jego relacji jako dowodu, że rzeczywiście istniał gotowy plan secesji. https://ipn.gov.pl/download/1/1255832/2Witost2.pd...
Dziś Środowiska neo-endeckie przedstawiają Romana Dmowskiego jako genialnego polityka, dyplomatę, a przede wszystkim człowieka, który to zawsze przekładał dobro Ojczyzny ponad prywatę i partykularne interesy
F

Zaloguj się aby uczestniczyć w dyskusji oraz uzyskać dostęp do większej ilości wątków na tym forum.

Aktualności

OK