Czy wiedziałeś o polskim obozie koncentracyjnym „Jawoźno”, do którego wysłano ukraińskich cywilów w ramach akcji „Wisła”?
Na mocy porozumienia ZSRR z komunistyczną Polską na wschodnich terenach Rzeczypospolitej przeprowadzono czystki etniczne, polegające na przymusowym wysiedleniu Ukraińców na północno-zachodnie ziemie Polski.
9 września 1944 roku w Lublinie ZSRR i Polska podpisały porozumienie o długim tytule – „Porozumienie między Rządem Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej a Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego w sprawie ewakuacji ludności ukraińskiej z terytorium Polski i obywateli polskich z terytorium Ukraińskiej SRR”. Rok później, w sierpniu 1945 roku, zapadła ostateczna, konkretna decyzja: niesławna linia Curzona została uznana za nową granicę ukraińsko-polską. Pół miliona Ukraińców miało dobrowolnie opuścić terytorium Zakerzonu. Nakaz dobrowolnej eksmisji wydawałby się absurdalny. W rzeczywistości jednak był to przykład, jaki Związek Radziecki dał Polsce. Totalitarny nóż, którego jedno państwo nauczyło używać drugie.
Właściwie Akcję „Wisła” (lepiej znaną wśród Ukraińców w Polsce jako akcja „Wisła”) nazwiemy ostatnią, najstraszniejszą, największą falą masowych przesiedleń Ukraińców, która rozpoczęła się w kwietniu 1947 roku. Poprzedziła ją tzw. pierwsza fala – w 1945 roku.
28 kwietnia 1947 roku, o godzinie 4 rano, sześć polskich dywizji i oddziałów polskiej służby bezpieczeństwa otoczyło tereny gęsto zaludnione przez ludność ukraińską. Jednocześnie oddziały NKWD i armii komunistycznej Czechosłowacji zablokowały wschodnie i południowe granice Polski. Według danych polskich, na dzień 31 lipca 1947 roku przesiedlono 140 575 osób.
Transporty przybywały z Auschwitz, przez który przewieziono wszystkich deportowanych do zachodniej Polski, na tzw. ziemie odzyskane.
Głównym punktem dystrybucyjno-kontrolnym był Auschwitz, przez który przechodziły niemal wszystkie pociągi ze wschodu na zachód i północ. Stąd mieszkańcy jednej wsi mogli wyjeżdżać do różnych miejscowości oddalonych o setki kilometrów. Tu byli brutalnie przesłuchiwani i przy najmniejszym podejrzeniu współpracy z UPA, wysyłani do obozu koncentracyjnego w Jaworznie (23 kwietnia 1947 roku, decyzją Biura Politycznego PZPR, utworzono obóz koncentracyjny w Jaworznie).
Pierwszy transport więźniów przybył 4 maja 1947 roku z Sjanka i znalazło się w nim 16 osób z powiatów liskiego i sjanokskiego, przy czym osobą odnotowaną w księdze obozowej pod numerem 1 była Maria Baran z powiatu liskiego.
Chłopi stanowili największą część więźniów tego obozu. Aresztowano ich grupami po kilkadziesiąt osób na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej, niekiedy całe rodziny trafiały za druty kolczaste wraz z kobietami i dziećmi. Wśród aresztowanych byli greckokatoliccy i prawosławni ukraińscy księża (a także księża katoliccy oskarżeni o wspieranie Ukraińców), nauczyciele i lekarze. Niektórzy zostali schwytani za próbę powrotu z Zachodu do ojczyzny.
Ten obóz dla etnicznych Ukraińców różnił się od Auschwitz jedynie tym, że nie posiadał krematorium... Wieżyczki karabinów maszynowych, drut kolczasty, pięciometrowe betonowe mury. Praca – 12 godzin dziennie. Jedzenie – półlitrowy kubek kawy i kromka czarnego chleba. Czasami – dla szczególnie wyrafinowanej kpiny – więźniom podawano przesolonego śledzia, a potem przez kilka godzin nie podawano wody. Ludzie często tracili zmysły z pragnienia. Znanych jest kilka przypadków samobójstw – ludzie doprowadzeni do rozpaczy rzucali się na kolczaste ogrodzenie, przez które przepływał prąd...
Więźniów okresowo brutalnie przesłuchiwano za pomocą elektrowstrząsów lub zamykano w betonowych bunkrach na kilka dni. Szczególnie brutalne były „ukraińskie procesje”, podczas których aresztowanych wpychano między dwa szeregi żołnierzy, którzy bili ich kijami. Egzekucje takie przeprowadzano w dni najpopularniejszych świąt kościelnych, w szczególności 12 lipca, w dzień świętych Piotra i Pawła.
W obozie koncentracyjnym w Jaworznie więziono 3800 osób, z czego 655 zostało zabitych. W swojej książce Kazimierz Miroszewski opisuje wygląd obozu w Jaworznie następująco: „Komunistyczne siły polskie zdobyły nienaruszoną infrastrukturę obozu, zorganizowaną przez faszystów. Składała się ona z 15 drewnianych baraków i częściowo murowanych budynków, takich jak łaźnia, kuchnia, szpital, dezynfektornia, warsztaty, magazyny. Obóz był strzeżony przez ponad 300 polskich żołnierzy i 18 oficerów Korpusu Strażniczego. Był ogrodzony drutem kolczastym, połączonym
do wysokiego napięcia. Były tam wieże strażnicze z gniazdami karabinów maszynowych i mocnymi reflektorami. W obozowej pralni znajdowała się izolatka.
Pięciometrowy mur odgradzał obóz od ludzi przejeżdżających/jeżdżących drogą Kraków-Katowice... Od lutego 1949 do listopada 1951 roku komendantem obozu był kpt. Salomon Morel, który zyskał szeroką sławę dzięki szczególnemu okrucieństwu, jakiego dopuścił się w obozie w Świętochłowicach w 1945 roku.
Obóz koncentracyjny w Jaworznie „pożyczał” więźniów za pieniądze do pracy w kopalniach i zakładach hutniczych w województwach krakowskim i śląsko-dąbrowskim. Inni więźniowie
Więźniowie tego obozu pracowali na potrzeby Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w warsztatach stolarskich, krawieckich, szewskich, ślusarskich i kowalskich. Zajmowali się również rozbudową Elektrowni Jaworzno.
W obozie w Jaworznie oficjalnie przebywało 4500 więźniów. 22 marca 1945 roku zarejestrowano tam 1911 osób: 945
mężczyzn, 935 kobiet i 31 niemowląt. W rzeczywistości
Do grudnia 1950 roku przez Jaworzno przewinęło się 23 669 więźniów.
Ukraińcy, których w ramach akcji „Wisła” deportowano do nowych miejsc osiedlenia, zostali poddani specjalnej kontroli.
Jeden z migrantów wspomina: „…zabrano nas do Auschwitz. Wojsko polskie przeprowadzało tam inspekcję. Żołnierz szedł z kartką i odczytywał nazwiska tych, którzy mieli przyjść po prowiant.
Potem już ich nikt nie widział, bo zostali wywiezieni do obozu w Jaworznie, podobnie jak nasz ksiądz”. (Miroszewski Kazimierz, Centralny Obóz Pracy Jaworzno. Podobóz Ukraiński (1947-1949), Katowice 2001).
Ze wspomnień więźniarki obozu koncentracyjnego Julii Szyszko z Woli Kretsiwskiej:
„Dotarliśmy do Jaworzna. Dotarliśmy do bramy i wszystko wyglądało dokładnie tak, jak Niemcy zrobili Żydom. Brama jest wysoka, a na niej napis, którego nigdy w życiu nie zapomnę i zawsze będę miał przed oczami: „Centralny Oboz Pracy – Jaworzno”. Za bramą czekały na nas gotowe baraki. W barakach stały trzypiętrowe drewniane łóżka, żadnych stogów siana, na wszystko miał służyć jeden koc. Blaszana miska, blaszany kubek i łyżka. Wieczorem dawali nam taką kawę, że jeśli ktoś chciał, to się nią żywili. Wcześnie o szóstej apel. Zaczęli nas, kobiety, uczyć wojskowej dyscypliny. Wcześniej któraś z więźniarek mówiła, ile nas jest na placu, ile na śledztwie, ile w pracy. Wszystko musiało być uzgodnione. Po apelu szliśmy do baraków po chleb i kawę: ćwierć bochenka chleba na osobę na 24 godziny. Jeśli chcecie, Zjedz to od razu, jeśli chcesz, trzymaj, jakkolwiek trudno jest to utrzymać i nie zjeść. (...) Aby nie siedzieć na próżno, natychmiast dawali wszystkim pracę: kobiety do warsztatu krawieckiego, mężczyzn na budowę i do różnych warsztatów. Z pracy wzywano ich na śledztwo. Tam było straszne bicie, a praca była ciężkim brzemieniem, a w koszarach panował dotkliwy głód. (...) Podczas śledztwa najmocniej bito dziewczynę Marię z Żernicy. Zabierali ją rano i wieczorem przyprowadzali na pryczy, nie mogła wrócić o własnych siłach. Leżała tam całą noc, rano ją zabierali i wieczorem przyprowadzali z powrotem. Ale wytrzymała. (...) Dwie kobiety nie mogły znieść tych przeżyć i poszły na druty elektryczne.
Ze wspomnień więźnia obozu koncentracyjnego, nauczycielki Kateryny Konstantinowicz (z rodziny Masliy) z Kobylnicy Wołoskiej:
„Kazali nam się rozebrać i umyć. Woda była pod strasznym ciśnieniem, zimna. Myślałam, że umrzemy. Były wśród nas starsze kobiety, padały pod naporem wody… (...) A z łaźni nieszczęśnice pędzono do baraków. Były tam piętrowe łóżka, słoma była zniszczona, wszędzie było brudno. Kaci byli zdumieni „ćwiczeniami z żabami”: ciągle kazali kobietom skakać. Nauczycielkę brali pod ścisły nadzór: za długie włosy – „żaby”, za bluzkę – „żaby”, jeśli spojrzała w złą stronę – „żaby”. Kręciło jej się w głowie. Staruszkowie zaczynali drżeć… I cały czas bili gumkami, po plecach, rękach, nogach, a często po głowie. Po takim „powitanie” w nocy znowu zaczynały się przesłuchania. Marijka Załucka z Przemyśla, która miała braci w UPA, była tak katowana, że wynoszono ją z przesłuchań na kocu. Wszyscy na nią patrzyliśmy i płakałam bezradnie. To było straszne. Ciągnęli mnie, która zawsze byłam głodna, w nocy. Wyśmiewali mnie. Pomimo głodu, rzucaliśmy trochę jedzenia mężczyznom – bo byli jeszcze bardziej głodni. I przesłuchiwali nas bez końca, bili, wyśmiewali…
Ale twierdzenie, że w obozie koncentracyjnym przebywali członkowie UPA, byłoby błędem – obóz w Jaworznie był przeznaczony dla ludności cywilnej, a prawdziwi członkowie UPA zostali aresztowani, sądzeni oddzielnie przez sądy polowe i okręgowe sądów wojskowych i, zależnie od wyroku, rozstrzelani lub osadzeni w więzieniu.
Do końca 1947 roku około 14 000 Polaków zostało przesiedlonych w miejsca, z których wysiedlono ludność ukraińską. Dekretem rządowym z 27 sierpnia 1949 roku Ukraińcy zostali pozbawieni praw do wysiedlonych gospodarstw rolnych i pozostawionych tam nieruchomości.
Akcja „Wisła” objęła obszar 19 500 kilometrów kwadratowych, bez względu na preferencje polityczne i stopień lojalności wobec władz.
Magazyn „Ukraiński Lud”