·
#SłowoNaNiedzielę dla Michała
We czwartek na sali sejmowej poseł PiS, Piotr Kaleta, postanowił wygrać konkurs na najgłupszego homofoba. Parlamentarne wystąpienie okrasił żenującym fotomontażem pobranym z Demotywatorów. Zdjęcie przedstawia trzech uzbrojonych w karabiny Amerykanów protestujących przeciw lockdownowi, przy czym na prezentowanej przeróbce doklejono im w miejsce broni sztuczne penisy i podpisano, że fotka przedstawia strajkujący ruch LGBT…. Pisowiec nie tylko nie wysilił się, żeby przyjrzeć się zdjęciu i wychwycić oczywistą manipulację obrazem, ale najwyraźniej, nigdy nawet nie nauczył się, by weryfikować źródła informacji z internetu. Polska władza ustawodawcza taka piękna…
A jednak. Kaleta przegrał tego dnia w głupocie i podłości z kolegą Kai Godek. Krzysztof Kasprzak prezentując w Sejmie projekt „Stop LGBT” tłumaczył, że ruch LGBT jest totalitarny (???!), dlatego publiczne mówienie o prawach osób LGBT powinno być zakazane na równi z propagowaniem komunizmu i faszyzmu. Dalej w swoim wystąpieniu jeszcze kilkakrotnie sugerował podobieństwo, a wręcz związek nazizmu z homoseksualnością. Skąd wziął takie rewelacje? Czyżby zainspirował go serial „Allo, allo” ? Dziń dybryKasprzak nie podaje źródeł, ale my wskażemy je za niego: „Różowa swastyka” - jedyna znana praca postulująca jakoby elity hitlerowskich Niemiec składały się głównie z gejów, a okultyzm oraz homoerotyka ukształtowały nazizm i doprowadziły do Holokaustu. O nienaukowym podejściu tej publikacji świadczy chociażby brak rozróżnienia między pedofilią a homoseksualnością, oraz bezpodstawne przypisywanie różnym postaciom innych skłonności jak np. koprofilii. Ot tak, w ramach taniej sensacji. Osobiście uważamy, że książce brakuje tylko rozdziałów o płaskiej ziemi, ufo i krwi noworodków na macę.
Niestety, jeśli coś brzmi jak szalona teoria spiskowa oraz jest tak określane przez większość historyków… to prawie na pewno zostanie podchwycone przez fanatyków religijnych. Jednym z autorów „Różowej swastyki” jest członek Watchmen on the Walls oraz Oregon Citizens Alliance (czyli organizacji chrześcijańskich radykałów, którzy nie kryją swoich homofobicznych przekonań… takie amerykańskie odpowiedniki naszych Rycerzy Chrystusa, Ordojurków i fundacji Kai Godek). Książka jest popularna praktycznie wyłącznie w chrześcijańsko-fundamentalistycznych kręgach.
No to porozmawiajmy o faktach.
Jedynym potwierdzonym źródłowo przypadkiem osoby homoseksualnej na wysokim stanowisku w nazistowskich Niemczech był Ernst Röhm, szef SA, zamordowany w ramach partyjnej czystki jeszcze w 1934.
Homoseksualność była w III Rzeszy przestępstwem. Uważano ją za zagrożenie dla rozwoju rasy aryjskiej, siejące zgorszenie dla ludzi normalnych (w domyśle, oczywiście, hetero… super retoryka, popularna aż do dziś także w Polsce, prawda, Panie Ministrze? Panie Prezydencie?).
W 1935 naziści zaostrzyli obowiązujący już wcześniej paragraf 175 kodeksu karnego określający homoseksualność na równi z zoofilią jako „przeciwny naturze nierząd”. W III Rzeszy wystarczyło samo podejrzenie o homoseksualność, czyjś donos o „kuszącym charakterze spojrzenia” kolegi albo cynk, że sąsiad nieżonaty…
1941 - Hitler wydaje edykt o karze śmierci dla członków SS i policjantów za czyny homoseksualne.
W latach 1933-1945 naziści aresztowali około 100 tysięcy mężczyzn podejrzanych o związki z mężczyznami. W obliczu zagrożenia życia, znaczna część zatrzymanych wypierała się swojej orientacji. Jednak szacuje się, że 5-15 tysięcy gejów uznanych za wymagających „naprawienia” ciężką pracą trafiło do obozów koncentracyjnych. Tych więźniów oznaczano różowym trójkątem i kierowano do najcięższych zadań. Część poddawana była okrutnym procedurom medycznym (w tym kastracji) i torturom.
Sugestię, że nazizm jest powiązany z nieheteronormatywnością, można tylko porównać do obwiniania dzieci za pedofilię. Przypisywanie ofiarom roli sprawców jest wyjątkową perfidią. Niestety, jak widać, hańbią się takimi zagrywkami już nawet wpływowe osoby w Polsce nie tracąc przy tym zaufania wyborców, czy wiernych.
Ale skoro otwarto puszkę Pandory, czyli temat porównań do najróżniejszych totalitaryzmów, odniesiemy się do pewnego bardzo powszechnego mitu. Hitlerowskie Niemcy czy stalinowska Rosja podawane są często jako przykłady państw ateistycznych, które dopuściły się większych zbrodni niż jakiekolwiek państwo chrześcijańskie. I co wy na to, bezbożnicy?! Oczywiście najkrócej zakończyć taką dyskusję pokazując fotki pasów „Gott mit uns” używanych w hitlerowskiej armii (także w połączeniu ze swastyką) albo radośnie witających Hitlera, hajlujących biskupów niemieckich…
Ale spróbujmy rozwinąć temat. W argumentacji o rzekomym ateizmie totalitaryzmów pomijany jest oczywiście fakt, że mentalność społeczeństw tych państw ukształtowała religia. I to religia w swoim najpowszechniejszym, zbratanym z władzą ujęciu. Zarówno nurt chrześcijaństwa w Niemczech jak i Rosji propagował przekonanie, by prawa jednostki cenić znacznie mniej niż ideę wielkiego silnego narodu. Prawosławie umacniało serwilizm w Rosji, w Niemczech z jednej strony protestantyzm zaszczepił kult porządku społecznego ponad wolności osobiste, z drugiej katolicyzm rozwijał militarny, chłodny zamordyzm.
Po zmianie systemu, większość przywódców totalitarnych pragnęła, co prawda, zdetronizować rolę religii w życiu narodu, ale zastępując ją parareligijnym kultem własnej osoby. Hitler, Lenin, Stalin, Mao, Kim Dzong - nie byli traktowani jak ludzie, a półbogowie. Ojcowie narodu, idealizowani, wynoszeni na piedestał, obdarzani bezkrytycznym uwielbieniem mas. Portret wodza w każdym urzędzie, niesiony na pochodach dokładnie jak święte obrazy na procesjach. Symbole partii niemal na każdym rogu, takie nowe symbole religijne… Przywódcy nieustannie cytowani i przedstawiani w mediach jako osoby wyjątkowe i nieomylne (Kim Dzong Un wręcz dokonuje cudów). W szkołach dzieci uczone wierszy na cześć wodza. Jakiekolwiek głosy krytyki i potencjalni przeciwnicy - bezlitośnie usuwani, przy czym warto odnotować, że w reżimach totalitarnych praktyka więzienia/zabijania przeciwników politycznych nie budziła powszechnego sprzeciwu. Wręcz przeciwnie, osoby o odrębnych poglądach, szczególnie ci krytykujący przywódcę, uważani byli za wrogów narodu.
Wszystkie te wzorce setki lat przed XX-wiecznymi totalitaryzmami wypracował w Europie kościół. System, który nie szanuje prawa jednostki do wolnego wyboru, narzuca „jedyną słuszną” ideologię i stara się w pełni kontrolować społeczeństwo, ingerując tak we wszystkie aspekty życia publicznego jak i prywatnego… to definicja pasująca przecież tak samo do faszyzmu, komunizmu, jak i państwa wyznaniowego. Ciekawe podobieństwo? Nieprzypadkowe.
Warto pamiętać, że homofobiczne prawo III Rzeszy nie wzięło się znikąd. Pochodziło z Prus - najbardziej [fragment edytowany] konserwatywnego religijnie landu.
Od kilku dni czytamy w necie apele tzw. postępowych katolików nawołujących kościół do odcięcia się od inicjatyw w stylu „Stop LGBT”. Tłumaczycie, że szerzenie nienawiści jest niechrześcijańskie. No bardzo to miłe z Waszej strony, pragniemy jednak przypomnieć, że osoby szerzące uprzedzenia, osoby głoszące nienawistne poglądy (i to nie tylko wobec LGBT) nie są w kościele wyjątkami, są istotną częścią tak historii, jak i teraźniejszości tej instytucji. Nie odwracajcie się od prostej prawdy: Jędraszewski i Rydzyk są obecnie filarami polskiego krk. Wasze pobożne życzenia o „oczyszczenie się kościoła” nie przynoszą żadnych skutków od lat. Wręcz przeciwnie - kościół jako organizacja się radykalizuje, w tym umacnia w szerzeniu nienawiści. A Wy go nadal sponsorujecie i zasilacie szeregi wiernych. To na masowe poparcie, a więc i na Was episkopat powołuje się, gdy wchodzi w układy z politykami i odbiera kobietom oraz osobom LGBT podstawowe prawa. Wasze czekanie na cud wbija właśnie na niebezpieczny poziom łudzenia się, w czasach, gdy coraz liczniejszej grupie ludzi dzieje się krzywda z powodu wpływów kościoła na prawo i politykę. Należąc wciąż do wspólnoty katolickiej, jesteście współodpowiedzialni za szkodliwość społeczną kościelnej instytucji.
Przypominamy - projekt homofobicznej ustawy zbierano regularnie przed kościołami. Wielu księży angażowało się w akcję, nawoływało z ambony, przypominało o projekcie w ogłoszeniach parafialnych. Gdzie wtedy byliście? Gdzie katolicy protestujący przeciw takim inicjatywom zanim rozrosną się do poziomu poważnego projektu prezentowanego w Sejmie? Czy musi dojść do skandalicznych sytuacji, jak wystąpienia Waszych braci w wierze - Kalety i Kasprzaka - żeby choć na moment uświadomić Wam koszmar narzucania katolicyzmu w Polsce?
Państwo wyznaniowe to rodzaj totalitaryzmu. Zacznijmy nazywać sprawy po imieniu. Nie chcecie do niego dopuścić, odetnijcie się wyraźnie od instytucji kościoła. To nie czas na złudzenia i półśrodki, a ostatni dzwonek, by poważnie zadbać o świeckie państwo - chroniące prawa wszystkich obywateli.
#ŚwieckieCzyliDlaWszystkich #StrajkKobiet #SamePlusy #ŚwieckiePaństwo #NarodowaApostazja