12°C

3
Powietrze
Wspaniałe powietrze!

PM1: 1.18
PM25: 1.73 (6,94%)
PM10: 2.27 (4,53%)
Temperatura: 12.36°C
Ciśnienie: 1022.42 hPa
Wilgotność: 64.71%

Dane z 29.05.2020 10:10, airly.eu

Szczegółowe dane meteoroliczne z Mińska Maz. są dostępne na stacjameteommz.pl


facebook

Forum

żołnierze przeklęci

902 postów
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Poniedziałek, 27 kwietnia 2020 08:51:19
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
z cyklu dobrodziejstw prl-u

Kłamstwo założycielskie PRL (1)



Natychmiast po przejęciu władzy komuniści zaczęli prześladować osoby głoszące prawdę o zbrodni katyńskiej.

Zaraz po ujawnieniu przez Niemców w kwietniu 1943 roku mogił polskich oficerów zamordowanych przez Sowietów w Katyniu, Kreml rozpoczął kampanię propagandową mającą na celu zrzucenie winy za tę zbrodnię na Niemców. W ślad za nim również polscy komuniści zaczęli twierdzić, że zbrodni w Katyniu dokonali Niemcy w 1941 roku. Kłamstwo katyńskie stało się kłamstwem założycielskim PRL.

W PRL-u kłamstwo katyńskie podtrzymywano do 1989 roku, zaś osoby odważające się głośno kwestionować oficjalną wersję o mordzie na polskich oficerach poddawano rozmaitym represjom. Wśród nich liczne grono stanowili członkowie rodzin ofiar katyńskich.


W latach 1946-1956 wyroki w sprawie „katyńskiej” łączono zazwyczaj z inną działalnością „antypaństwową”. W ten sposób unikano procesów „katyńskich”, aby nie upubliczniać samego wydarzenia. Sądy najczęściej skazywały głoszących prawdę o Katyniu z art. 22 dekretu z 13 czerwca 1946 r. o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy Państwa (tzw. mały kodeks karny).


W pierwszej kolejności represji doświadczyli ludzie, których Niemcy zabrali w czasie wojny do Katynia w celu pokazania im mogił polskich oficerów. Po powrocie do kraju wykorzystywani byli przez gestapo do antysowieckiej akcji propagandowej. Po wojnie komunistyczna prokuratura oskarżała ich na podstawie art. 2 dekretu z 31 sierpnia 1944 roku.


Aresztowano wówczas m.in. Hieronima Majewskiego, Mikołaja Marczyka, Franciszka Urbana Prochownika i Tomasza Ruska. Prokurator Sądu Apelacyjnego w Łodzi oskarżył H. Majewskiego o to, że w maju i czerwcu 1943 roku „idąc na rękę władzy państwa niemieckiego, działał na szkodę Państwa Polskiego przez szerzenie propagandy antyradzieckiej, głosząc publicznie – na organizowanych w tym celu, przez władze niemieckie, zebraniach – że jeńcy polscy w Katyniu zostali zamordowani przez Związek Radziecki”. Sąd uznał go za winnego i skazał na sześć lat więzienia, z których odsiedział ponad cztery.


Identyczny zarzut przedstawiono M. Marczykowi, który podczas dwudniowego pobytu w Katyniu otrzymał od Niemców – jako dowód zbrodni – patki, naramienniki, guziki i inne części umundurowania zamordowanych oficerów Wojska Polskiego. Pamiątki te po jego powrocie do kraju umieszczono w gablocie przed bramą wejściową Huty Stalowa Wola. Marczyk wygłaszał także odczyty publiczne, w których oskarżał Sowietów o zbrodnię katyńską.


„W ten sposób oskarżony – zdaniem prokuratora – usiłował powstrzymać i zahamować zapał członków Polskiego Ruchu Oporu do zbrojnego działania i wyzwolenia się spod jarzma okupacji imperializmu niemieckiego oraz wzbudzić nienawiść do Związku Radzieckiego, ostoi pokoju światowego niosącego wyzwolenie uciskanym narodom i wołającym pomsty tysiącom niewinnych ofiar”. Sąd uznał go za winnego i skazał na dwa lata więzienia.


Z kolei ks. Tomasz Rusek został oskarżony w 1953 roku o to, że „w czerwcu 1943 r. i lutym 1944 r. w Lublinie idąc na rękę okupacyjnej władzy hitlerowskiej, działał na szkodę ludności polskiej siejąc defetyzm swoim kazaniem w kościele Św. Pawła na temat mordu katyńskiego i przemówieniem publicznym w kinie Apollo na temat ustroju socjalistycznego –przedstawiając rzekomą groźbę bolszewizmu i nawołując do ściślejszego jednoczenia się z okupacyjną władzą hitlerowską”. Sąd skazał go początkowo na rok więzienia, a w następstwie rewizji wniesionej przez prokuratora podwyższył wyrok do trzech lat.


Represjonowany był także ks. Leon Musielak, więzień Kozielska, jeden z nielicznych, którzy uniknęli zagłady w 1940 roku Jako świadek zbrodni został skazany w 1952 roku na pięć lat więzienia.


Na szczególną uwagę zasługują młodzi ludzie – uczniowie i studenci, którzy nie poddali się wszechogarniającemu i potrafili głośno mówić prawdę o Katyniu, płacąc za to wysoką cenę. Jednymi z nich byli członkowie młodzieżowej organizacji „Biali banici” z Wrześni, którzy kolportowali, wykonane na ręcznej drukarence, ulotki nawiązujące do mordu katyńskiego. Zostali aresztowani przez bezpiekę w kwietniu 1954 roku. Pięciu z nich przekazano Sądowi dla Nieletnich w Poznaniu. Sprawę St. Owczarzaka, który skończył już 18 lat, rozpatrywał Sąd Wojewódzki w Poznaniu, który wyrokiem z 12 sierpnia 1954 roku skazał go na cztery miesiące aresztu.


Na terenie Jarocina prawdziwą wersję wydarzeń w Katyniu głosili członkowie organizacji „Armia Krajowa”. Rozlepiali rysunki przedstawiające generalissimusa Stalina jako kata polskich oficerów w Katyniu. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa aresztowali ich 24 października 1949 roku. Zostali oskarżeni o przynależność do „nielegalnej organizacji AK (Armia Krajowa), mającej na celu obalenie przemocą demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, a w ramach tej organizacji werbowanie członków i kolportowanie ulotek o treści wrogiej Polsce Ludowej i sprzymierzonemu Związkowi Radzieckiemu”. Czesław Maciejewski, Marian Budarz, Edward Piotrowski, Bronisław Rojewski, Czesław Kowalczyk, Henryk Adamczak i Wincenty Jackowiak skazani zostali na kary od dwóch do dziewięciu lat więzienia.


Z kolei Józef Bałka podważył na lekcji fizyki w III Gimnazjum Mechanicznym w Chełmie zdanie nauczyciela o niemieckim sprawstwie zbrodni katyńskiej, mówiąc, że „ nieprawdą jest, jakoby mordu tego dokonali Niemcy, ponieważ nikt nie jest tak zdolny jak Sowieci i właśnie oni tego mordu dokonali”. Został uznany za winnego przestępstwa z art. 11 i 22 dekretu z 13 czerwca 1946 roku i skazany na trzy lata pobytu w Ośrodku Pracy Więźniów w Strzelcach Opolskich.


Natomiast Jerzego Makowskiego – ucznia XI klasy szkoły ogólnokształcącej w Rypinie bezpieka aresztowała 27 kwietnia 1953 roku. Na podstawie donosów kolegów z klasy oskarżono go m.in. o to, że „wypowiadał się fałszywie na temat zbrodni katyńskiej popełnionej przez Niemców mówiąc, że czynu tego dokonały rzekomo władze radzieckie”. Sąd Wojewódzki w Bydgoszczy uznał go za winnego, skazując na cztery miesiące aresztu.


Na podstawie donosu dwóch członków Związku Młodzieży Polskiej przy Państwowej Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi została aresztowana i skazana studentka tej uczelni Zofia Dwornik, której ojciec mjr Stefan Dwornik był jeńcem Starobielska i został zamordowany w Charkowie. Zarzucono jej przedstawianie ZSRS w złym świetle, czyli twierdzenie, że wymordowanie polskich oficerów w Katyniu było dziełem Sowietów, którzy najpierw w 1939 r. napadli na Polskę, przyczyniając się do klęski wrześniowej. Sąd wymierzył jej 31 stycznia 1951 roku karę 1 roku więzienia.


Represjom poddawano także nauczycieli, odważnie głoszących prawdę o zbrodni katyńskiej. Jedną z nich była Maria Odyniec – nauczycielka Nauki o Polsce i Świecie Współczesnym w Zasadniczej Szkole Budowy Okrętów w Gdyni przy Stoczni Gdyńskiej im. Komuny Paryskiej. Prokuratura oskarżyła ją o to, że nawoływała uczniów „do czynów skierowanych przeciwko jedności sojuszniczej Państwa Polskiego z Państwem sprzymierzonym ZSRR, oddziałując na ich psychikę wypowiedziami szkalującymi Związek Radziecki i jego Armię”. W dniu 22 września 1952 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku uznał ją za winną zbrodni z art. 11 mkk i za „niezgodne z faktami” przedstawianie sprawy zamordowanych oficerów polskich w Katyniu skazał na pięć lat więzienia.


Karol Dejewski oskarżony został w Lipnie 20 września 1952 roku o „ułatwianie szerzenia propagandy podżegania do wojny prowadzonej przez zagraniczne radiostacje państw kapitalistycznych” i w związku z tym o rozpowszechnianie „fałszywych wiadomości” dotyczących zbrodni katyńskiej. Na podstawie zeznań świadków prokurator zarzucał mu, że schodzili się do niego „kułacy” aby wysłuchiwać „audycji państw kapitalistycznych”. Został skazany na jeden rok więzienia oraz konfiskatę radia, jako przedmiotu przestępstwa.


Za słuchanie BBC i „rozpowszechnianie fałszywych wiadomości” o zbrodni katyńskiej oskarżono również w 1952 roku Aleksandra Stanisławskiego, a następnie skazano na jeden rok pobytu w obozie pracy przymusowej.


CDN.

Opublikowano: 22 kwietnia 2020, 08:15 ; Ostatnia aktualizacja: 22 kwietnia 2020, 10:25
https://www.salon24.pl/u/chris1991/1039620,klamstwo-z...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Poniedziałek, 27 kwietnia 2020 08:54:37
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Kłamstwo założycielskie PRL (2)



O ile w okresie tuż powojennym znakomitą większość osób poddanych różnym represjom za głoszenie prawdy o zbrodni katyńskiej stanowili chłopi i robotnicy, to w latach późniejszych byli to przedstawiciele inteligencji.


Wiele osób publicznie mówiących prawdę o sowieckiej zbrodni w Katyniu trafiało do aresztów i więzień bezpieki z powodu donosów kolegów lub przypadkowych świadków. Do Miejskiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Chorzowie przysyłano mnóstwo anonimów na Huberta Locha, spawacza w Wytworni Wagonów i Mostów w Chorzowie, który „rozsiewał wrogą propagandę, powtarzając usłyszane oszczerstwa rzucane przez Głos Ameryki na ZSRR dot. Katynia”. Został aresztowany w październiku 1952 roku, a od wyroku skazującego uratowała go amnestia.


Również na podstawie donosu aresztowano w 1952 roku Józefa Miszkiela, pracownika Spółdzielni Szewskiej „Zgoda” w Giżycku, zarzucając mu, iż „opierając się na audycjach usłyszanych w języku polskim z państw kapitalistycznych, w fałszywym świetle przedstawiał zbrodnię katyńską”. We wrześniu 1952 roku skazany został na karę trzech lat więzienia.


W tym okresie, poza sądami, również kierowana przez Romana Zambrowskiego Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym skazywała ludzi za mówienie prawdy o Katyniu.


Zatrudniony na Wydziale Stalowni w Hucie im. Feliksa Dzierżyńskiego w Dąbrowie Górniczej Jan Bania 13 lutego 1952 roku zwrócił się w łaźni do robotników, „że słuchał radia z Ameryki w jęz. polskim i usłyszał, że Związek Radziecki wymordował 12 tys. Oficerów polskich w Katyniu. Powiedział, że posiadał w domu gazetę z okresu okupacji, którą schował na pamiątkę i w gazecie tej Niemcy pisali, że ZSRR wymordował polskich oficerów w Katyniu”. Bezpieka aresztował go, na podstawie orzeczenia Komisji Specjalnej w Warszawie z 28 lipca 1952 roku skierowano go na okres czterech miesięcy do obozu pracy.


Orzeczeniem Komisji skazany został również Józef Korfanty, który w rozmowie z dwoma świadkami „rozpowszechniał fałszywe wiadomości”, że Związek Sowiecki wymordował polską inteligencję i odpowiada za Katyń. „Jest rzeczą oczywistą, że tego rodzaju wypowiedzi naruszają – napisał przesłuchujący go śledczy - autorytet naczelnych organów Państwa Polskiego – oraz mogłyby spowodować w szerszych kołach robotników wrogość do ZSRR, co ze względu na stosunki łączące oba państwa byłoby niewątpliwe szkodliwe”. Niekorzystne dla oskarżonego zeznania świadków przyczyniły się do orzeczenia Komisji, która uznała Korfantego za winnego i skazała na 12 miesięcy obozu pracy.


„Przestępcą katyńskim” okazał się także Marcin Krężel – funkcjonariusz Służby Więziennej w Jaworznie, który został w 1951 roku oskarżony o „rozpowszechnianie fałszywych wiadomości skierowanych przeciwko jedności sojuszniczej Państwa Polskiego ze Związkiem Radzieckim”. W czasie rozmowy z kolegami przekonywał o sowieckiej odpowiedzialności za masowy mord na oficerach polskich w Katyniu. Wojskowy Sąd Rejonowy skazał M. Krężla na cztery lata więzienia, argumentując, że czyn oskarżonego całkowicie wyczerpuje znamiona przestępstwa z art. 11 mkk, „ponieważ propaganda szerząca nieufność i wrogość do państwa sprzymierzonego sama przez się stanowi nawoływanie do czynów skierowanych przeciwko jedności sojuszniczej Państwa Polskiego z państwem sprzymierzonym”.


Warto zauważyć, że wśród skazanych za głoszenie prawdy o zbrodni katyńskiej w okresie 1946-1956 przeważali robotnicy i chłopi, do których wedle komunistycznej propagandy należała władza w PRL.


W marcu 1952 roku Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego wydało specjalną instrukcję nakazującą ujawnienie osób i grup „rozpowszechniających oszczercze wersje w sprawie Katynia”. Ludzi takich należało aresztować i pociągać do odpowiedzialności karnej . Przepisy te z pewnymi modyfikacjami istniały do końca lat 80.


Po 1956 roku praktyką było wydawanie wyroków w zawieszeniu, przy jednoczesnym nakładaniu wysokich grzywien. Poza wyrokami sądowymi stosowano inne szykany - aresztowania, wezwania na komendę, długie przesłuchania, rozmowy „ostrzegawcze”, rozpuszczanie krzywdzących plotek , rewizje osobiste i miejsc zamieszkania, konfiskaty ulotek i materiałów związanych z Katyniem, zastraszenia, groźby i pobicia.


Po pozyskaniu informacji o przygotowywaniu symbolicznego grobu ku czci pomordowanych polskich oficerów w pobliżu Alei Zasłużonych na warszawskim cmentarzu Powązkowski SB założyła sprawę agenturalno-śledczą krypt. „Powązki”.


Po przybyciu na miejsce esbecy zatrzymali Jerzego Kosmana, „który w obecności kobiet i młodzieży wyraził się, że sprawcą mordu oficerów w Katyniu był Stalin”. Sąd skazał go później na rok więzienia w zawieszeniu.


W ramach sprawy „Powązki” zarządzono również obserwację zewnętrzną miejsca, gdzie znajdował się wcześniej symboliczny grób. Esbecy zauważyli, że znicze na tym miejscu paliła Ludwika Dymecka, której mąż został zamordowany w Katyniu. Została zatrzymana i osadzona w areszcie na 48 godzin.


W 1961 i 1962 roku w tym samym miejscu wetknięto chorągiewkę z napisem „Katyń”, a w latach 1963-1964 złożono szarfę z napisem „Męczennikom Katynia”. Składano wiele kwiatów i zapalano świeczki. Aby zniechęcić ludzi do upamiętniania sowieckiego ludobójstwa, esbecy wylegitymowali kilka kobiet w starszym wieku, wywodzących się, jak określono, „z kręgu rodzin oficerów Katynia”. Jednak prowadzone przez aparat bezpieczeństwa „czynności zapobiegawczo-porządkowe” w tzw. Dolince Katyńskiej nie odnosiły większych skutków. Ludzie nadal składali tam wieńce i zapalali znicze.


Szerokim echem odbił się proces studentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Tadeusza Madały i Zbigniewa Boczkowskiego, którzy zostali oskarżeni o to, że w okresie od grudnia 1966 r. do lutego 1967 r. rozpowszechniali w Lublinie „fałszywe wiadomości dotyczące stosunków polsko-radzieckich po 1939 r.”, które następnie wysyłali w listach do rożnych osób w kraju. W obawie przed demonstracjami kolegów oskarżonych budynek sądu został obstawiony przez milicję. Oskarżonych bronił mecenas Władysław Siła-Nowicki, który tłumaczył, że rozpowszechnianie wiadomości dotyczących tzw. Sprawy katyńskiej nie wynikało „z celowego zamiaru szkodzenia interesom Państwa Polskiego, lecz (...) jedynie z potrzeby dociekań naukowych”, gdyż T. Madała należał do młodego pokolenia, znającego tylko z opowiadań bolesny akt wojennej tragedii. Młodzież pragnęła zatem „dowieść właściwej prawdy historycznej”. Adwokat uzasadniał, że „obydwaj oskarżeni broniąc swego poglądu na sprawę Katynia narazili się na cierpienie moralne”, dodając jednocześnie, że „przytłaczająca większość Polaków” na sprawę Katynia ma swój własny pogląd, którego nie wypowiada. Sąd uznał jednak Madałę i Boczkowskiego za winnych i skazał na dwa lata pozbawienia wolności.


W 1973 roku podejrzanym o przestępstwo z art. 271 został również krakowianin Józef Herzog – uczestnik kampanii wrześniowej, po wojnie więzień stalinowski za działalność w Zrzeszeniu Wolność i Niezawisłość. Bezpieka przeprowadziła w jego mieszkaniu rewizję, poddając później b. akowca wielogodzinnym przesłuchaniom. Od Herzoga żądano jednak (bezskutecznie), aby usunął z rodzinnego grobowca na Cmentarzu Rakowickim napisy „poległ w Katyniu” i „poległ w Starobielsku”.


Każda, nawet niewielka wzmianka o sowieckiej odpowiedzialności za zbrodnię w Katyniu powodowała wszczęcie śledztwa przez organa aparatu bezpieczeństwa. We wrześniu 1975 roku dyrekcja Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie poinformowała tamtejszą komendę MO, że na terenie filii ujawniono cztery książki, „w których nieznany czytelnik dokonał dopisków o wrogiej treści, skierowanych przeciwko ZSRR i PRL”. W wyniku podjętych czynności ustalono, że autorem wymienionych notatek był emeryt Stanisław Weiss. Dopisał on na marginesie wypożyczonych z biblioteki pozycji kilka zdań o Katyniu. W książce M. Wańkowicza „Wojna i pióro” – po zdaniach autora „Wyobrażam sobie, co się działo w Sielcach. Brak było polskich oficerów” (s. 470) dopisał: „Kazał ich Stalin wymordować w Katyniu!”. Również w książce J. Kirchmayera „Powstanie Warszawskie” przypomniał o zbrodni sowieckiej.


Stanisław Weiss został przesłuchany, a esbecy w raporcie napisali, iż „dokonał kilkadziesiąt dopisków fałszujących w swej treści fakty historyczne z okresu drugiej wojny światowej, które mogłyby wyrządzić poważną szkodę interesom Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”, czyli dopuścił się czynu przewidzianego w art. 271 § 1 kk. Podprokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Rzeszowie Józef Styka postanowił warunkowo umorzyć postępowanie karne, wyznaczając okres próby na 2 lata. Jednocześnie zobowiązał Weissa do naprawienia wyrządzonej przestępstwem szkody przez wpłacenie na rzecz WBP w Rzeszowie wartości zniszczonych książek, ich oprawy w łącznej kwocie 230 zł oraz do wpłaty 1500 zł na rzecz Towarzystwa Przyjaciół Dzieci. W uzasadnieniu napisał, że jego czyn w ówczesnej „sytuacji społeczno-politycznej” nie stanowił szczególnego zagrożenia dla interesów państwa.


Inną formą walki aparatu bezpieczeństwa z prawdą katyńską były tzw. rozmowy ostrzegawcze. Gdy długoletni pracownik wydziału narzędziowni Zakładów Teleelektronicznych „Telkom-Telfa” w Bydgoszczy Bogdan Łeppak zaczął publicznie dzielić się „informacjami zasłyszanymi w czasie negatywnych wystąpień kleru katolickiego (...) o rzekomym wymordowaniu polskich żołnierzy i oficerów w Smoleńsku i Katyniu przez żołnierzy radzieckich” – Służba Bezpieczeństwa założyła Sprawę Operacyjnego Sprawdzenia krypt. „Jerzy”. Jej celem było „wszechstronne rozpoznanie osobowości figuranta”, „ustalenie pobudek i motywów jego negatywnej działalności”, „rozpoznanie stopnia zaangażowania w prowadzeniu szkodliwej działalności”, „operacyjne udokumentowanie zagrożenia” i jego „profilaktyczne zlikwidowanie”.


W trakcie rozmowy ostrzegawczej esbecy chcieli zastraszyć p. Łeppaka, aby więcej nic nie mówił publicznie o zbrodni katyńskiej. Jednocześnie został poinformowany o odpowiedzialności karnej z tytułu rozpowszechniania wrogiej propagandy i zapoznali z treścią artykułu 271 § 1 kk126.


CDN.



Opublikowano: 27 kwietnia 2020, 08:08
https://www.salon24.pl/u/chris1991/1041096,klamstwo-z...
Żabodukt Postów: 35570
kumak
Żabodukt, postów: 35570
Piątek, 1 maja 2020 08:37:45
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
tak bedzie https://www.facebook.com/ObroncyNaroduPolskiego/photos/...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Piątek, 1 maja 2020 08:57:18
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
trzeba nasrać w każdym temacie , prawda kumaczu
Żabodukt Postów: 35570
kumak
Żabodukt, postów: 35570
Piątek, 1 maja 2020 10:07:31
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
czy nie zgadzasz się z liczbami ofiar bandytów?
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Piątek, 1 maja 2020 11:00:28
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
wy sami jesteście gnidą i bandytą tyle że w wymiarze lokalnym
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Środa, 6 maja 2020 09:13:45
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
z cyklu dobrodziejstw prl-u


60 lat temu mieszkańcy Nowej Huty walczyli na ulicach miasta z komunistami, którzy chcieli usunąć krzyż

60 lat temu, 27 kwietnia 1960 mieszkańcy Nowej Huty toczyli walki z komunistycznym okupantem, który w ramach walki o świeckie państwo i laicyzacje przestrzeni publicznej chciał zlikwidować krzyż stojący w centrum miasta.

Lewica od wieków tak bardzo nienawidzi katolicyzmu, że nieustannie dąży do fizycznego wyeliminowania, krzyża z przestrzeni publicznej. W ostaniach latach czerwoni (dziś występujący w tęczowych kostiumach) dążyli do zniszczenia krzyża na Giewoncie. W PRL komuniści walczyli z krzyżem między innymi w Nowej Hucie.


Nowa Huta to dzielnica Krakowa stworzona przez komunistów. W planach czerwonych miała być to dzielnica socrealistyczna i ateistyczna. Wbrew oczekiwaniom komunistycznego okupanta polscy robotnicy nie chcieli się odciąć od katolicyzmu. Komunistyczna władza postanowiła więc robotnikom wybić katolicyzm za pomocą represji, bicia pałkami i prześladowań.


Jak można dowiedzieć się ze strony „Dzieje pl.” (Muzeum Historii Polski) z artykułu „50. rocznica walki o krzyż w Nowej Hucie” „PRL-owskie władze chciały, żeby Nowa Huta, wzorcowe miasto socjalizmu, była "miastem bez Boga". Jednak po "odwilży" w 1956 r. władze obiecały zgodę na budowę w tej dzielnicy kościoła. W marcu 1957 r. u zbiegu ówczesnych ulic Marksa i Majakowskiego stanął krzyż poświęcony przez metropolitę krakowskiego abp. Eugeniusza Baziaka. […] 19 kwietnia 1960 r. proboszcz parafii w Bieńczycach ks. Mieczysław Satora otrzymał pismo z żądaniem usunięcia krzyża. Na działce wytyczonej pod budowę kościoła miała stanąć szkoła […] 27 kwietnia 1960 r., gdy robotnicy przystąpili do wykopywania krzyża, mieszkańcy stanęli w jego obronie. Były to w większości kobiety. […] Zgromadzeni pod krzyżem ludzie śpiewali pieśni religijne, składali kwiaty, modlili się. Po południu dołączyli do nich robotnicy, którzy skończyli pracę w nowohuckich zakładach. Coraz większe siły koncentrowała milicja, ściągnięto ZOMO. Do rozpędzenia zebranych użyto gazu, a wieczorem milicja dostała zgodę na użycie ostrej amunicji. Uliczne walki trwały do późnej nocy. "Wyłączono oświetlenie dzielnicy i wstrzymano komunikację z Krakowem" […] "Starcia trwały kilkanaście godzin, w Dzielnicowej Radzie Narodowej wybito szyby. Z zachowanych dokumentów wynika, że milicja zużyła w czasie zajść 1700 ładunków gazu i wystrzeliła 140 sztuk ostrej amunicji" [...] "Ilu z protestujących zostało rannych, nie wiadomo. Oficjalnie do Szpitala im. Żeromskiego zgłosiło się wówczas 17 osób, a do kliniki chirurgii kilka kolejnych" […] Protest stłumiono, a krzyż został zniszczony. Władze skonfiskowały 2 mln zł uzbierane przez mieszkańców na budowę kościoła”.


Portal „Dzieje pl.” informuje, że „po zajściach zatrzymano 493 osoby, w tym 25 kobiet i 50 nieletnich. 147 osób aresztowano. Prowadzono 170 dochodzeń. 87 osób sądy skazały na kary od 6 miesięcy do 5 lat więzienia. 119 osób zostało ukaranych przez kolegia ds. wykroczeń grzywnami, a 4 inne 1-2-miesięcznymi aresztami. Kilkadziesiąt osób zwolniono z pracy”. Pomimo to „dzięki bp. Karolowi Wojtyle udało się doprowadzić do budowy świątyni w Nowej Hucie, choć pierwszy kościół — Arka Pana — powstał w innym miejscu — kilkaset metrów dalej. Jego budowę rozpoczęto w październiku 1967 r., a w maju 1977 r. kard. Karol Wojtyła dokonał jego konsekracji”.


Historie walki o krzyż w Nowej Hucie można poznać z (wydanej przez Dom Wydawniczy Ostoja) książki „Krzyż Nowohucki — dzieje walk o wiarę i wolność” autorstwa Jerzego Ridana. Nieżyjący już autor książki był reżyserem filmowym i teatralnym, scenarzystą, pedagogiem, producentem, autorem publikacji, działaczem organizacji kulturalnych, wykładowcą na Uniwersytecie Jagiellońskim. Na kartach pracy „Krzyż Nowohucki — dzieje walk o wiarę i wolność” czytelnicy znajdą opis wydarzeń, wspomnienia uczestników, oficjalne dokumenty.


Warto pamiętać, że dziś lewica i groteskowa opozycja ma na swoich sztandarach hasła ateizmu, laicyzacji, świeckiego państwa, pod którymi czai się rzeczywistość zwalczania wolności słowa, swobody religijnej, odebrania rodzicom prawa do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem, dyskryminacji i marginalizacji katolików, uprzywilejowania ateistów kosztem wierzących.


Takie antydemokratyczne praktyki lewicy Polacy znają z czasów PRL, o czym można się przekonać, czytając artykuł Łucji Marek „Ofensywie klerykalizmu trzeba położyć tamę”. Partyjno-państwowa walka z Kościołem o ducha narodu w okresie Wielkiej Nowenny na przykładzie województwa katowickiego” opublikowany na łamach 1024 stronicowego zbioru artykułów naukowych (wydanych staraniem Instytutu Pamięci Narodowej) „Pół wieku Milenium. Religijne, polityczne i społeczne aspekty obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski (1956 –1966/1967)”.


W okupowanej po II wojnie światowej przez komunistów Polsce, w komunistycznej propagandzie (w tym i w czasopismach wydawanych przez Stowarzyszenie Ateistów i Wolnomyślicieli) przedstawiano „wiarę jako szkodliwą dla człowieka, hamulec samodzielności i niezależności myślenia”, wyraz ignorancji, głupoty, braku wykształcenia, fanatyzmu i prymitywizmu.


Celem komunistycznej propagandy była kreacja negatywnego wizerunku Kościoła, wiary i duchownych. Komuniści oskarżali Kościół o wykorzystywanie ciemnoty do zbicia kapitału politycznego w walce z socjalizmem i rzekomym światopoglądem naukowym.


Warto wskazać hipokryzje komunistów, którzy sami poprzez cenzurę, represje, zmonopolizowanie mediów, uniemożliwili Polakom korzystania z wolności słowa, wymianę poglądów i czerpanie informacji, i równocześnie oskarżali katolików o hamowanie „samodzielności i niezależności myślenia”. Współcześnie tak samo, jak komuniści w PRL zachowuje się w III RP lewica i groteskowa opozycja, która pod hasłami obrony demokracji ma na celu likwidacje wolności słowa, zgromadzeń, demokracji, i swobodnego dyskursu politycznego.


Komuniści usprawiedliwiali prześladowanie katolików w PRL potrzebą obrony świeckiego charakteru państwa, obroną niewierzących przed dyskryminacją i prześladowaniem ze strony katolików. Dziś tak samo swoje antydemokratyczne działania uzasadnia lewica i groteskowa opozycja.


W swojej antykatolickiej propagandzie komuniści zwalczali idee pochodzenia moralności od Boga, etykę katolicką. Boga oskarżali o mściwość, eucharystie porównywali z kanibalizmem, Kościół oskarżali o prowadzenie „akcji godzącej w interes całego narodu, jątrzącej politycznie”. W propagandzie komunistycznej głoszono, że Bóg nie potrzebuje pośredników, zarzucano duchownym nienasyconą chciwość. Rządowa propaganda zwalczała sakrament spowiedzi, głosząc, że służy on klerowi do indoktrynowania i zniewalania. Państwo komunistyczne w ramach walki z katolicyzmem promowało darwinizm, negowało istnienie duszy, religii przeciwstawiało naukę.


Zdaniem komunistów katolicy ograniczali wolność sumienia poprzez nawracanie niewierzących. Komuniści stworzyli całą świecką obrzędowość mająca być alternatywą dla obrzędowości katolickiej. Choć udało się rozpropagować śluby cywilne, to świeckie obrzędy nadawania imion w urzędach stanu cywilnego czy świeckie pogrzeby nie stały się popularne.


Komuniści oskarżali Kościół, że chce z rodzinny uczynić ośrodek dewocji, bigoterii, indoktrynacji dzieci. Komunistyczna propaganda broniła przed katolikami pozytywnego wizerunku par żyjących w konkubinatach i niechrzczących dzieci.


W ramach walki z katolicyzmem „administracja państwowa nie wyrażała zgody na wznoszenie nowych kapliczek lub odrestaurowanie starych figur, krzyży przydrożnych, budowy dzwonnic”. By specyfikować aktywność katolików, komuniści zwalczali i szkalowali ruch pielgrzymkowy. By zniechęcić Polaków do pielgrzymek, władze ograniczały kursowanie pociągów do miejscowości pielgrzymkowych, zakazały wynajmowania autokarów pielgrzymom. Nie wydawano też zgody na instalacje nagłośnienia w kościołach. Jedną z najbardziej kuriozalnych decyzji komunistów był zaaresztowanie kopii obrazu Czarnej Madonny peregrynującego po Polsce (w odpowiedzi polskie parafie zaczęły uroczyście nawiedzać puste ramy).


Nienawiść komunistów do katolicyzmu była tak wielka, że komuniści odbierali nie tylko możliwość pociechy duchowej dla osób chorych, likwidując przy szpitalne kaplice, ale także odbierając chorym pomoc medyczną poprzez wyrzucanie z pracy w szpitalach pielęgniarki zakonnice (których poświęcenie dla cierpiących było absolutnie sprzeczne z komunistyczną propagandą). Przez komunistów zwalczane były też katolickie inicjatywy antyalkoholowe – dyktaturze zależało na rozpijaniu narodu, by był zdegenerowany i niezdolny do oporu.

https://prawy.pl/108108-60-lat-temu-mieszkancy-...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Środa, 6 maja 2020 09:16:18
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Kryminały w PRL – czyli jak komuna wykorzystywała popkulturę w celu indoktrynacji

W okupowanej przez komunistów powojennej Polsce każda publikacja (od ulotki, przez artykuł, do książki) musiał mieć zgodę cenzury (Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, i jego wojewódzkich ekspozytur) na publikacje. Proces zdobywania zezwolenia był bardzo długi i wnikliwy, i dotyczył wszelkich publikacji w tym, też np. „Listów do Marysieńki” króla Jana III Sobieskiego. Takie zezwolenie na publikacje (czy to w postaci książki, czy powieści w odcinkach drukowanej w prasie) musiało zdobyć 1000 opublikowanych w PRL kryminałów.

Według Doroty Skotarczak autorki pracy „Otwierać, milicja! O powieści kryminalnej w PRL” (wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej) cenzura pozwalała wydawać powieści oceniane przez cenzorów jako chłam, o ile były zgodne z polityką PZPR – powieści wartościowe, ale politycznie niepoprawne nie miały szans na wydanie. Cenzura z tekstów powieści wykreślał bardzo wiele tematów – od krytyki bezpieki, aparatu MO, władz PRL, przez lekceważenie komunistów i Czechów, opisy skali patologii w PRL, aż do sugestii, że polscy dyplomaci zajmowali się szpiegostwem, czy informacje o tym, że w jakimś mieście było lotnisko wojskowe, a gdzie indziej wydobywany był Uran (choć były to informacje powszechnie znane). Zakazywano też pozytywnego pisania o zachodnich agentach, nawet gdy współpracowali z wywiadami państw komunistycznych lub ścigali neonazistów.


Cenzorzy dbali do tego stopnia o zachowanie wierności ideologii komunistyczne, że przeciwni byli wznawianiu powieści kryminalnych z II RP z racji na to, że akcja tych powieści miała miejsce w świecie burżuazyjnym, który miał być obcy dla żyjących w komunistycznych realiach.


Nakłady powieści kryminalnych w PRL były duże – sięgały od 20 do 240.000 egzemplarzy. Powieści zagranicznych autorów były atrakcyjniejsze dla polskich czytelników z dwu powodów – po pierwsze życie w PRL było obrzydliwie upolitycznione, po drugie rzeczywistość PRL była nuda i szara na tle rzeczywistości zachodu, a po trzecie w PRL wydawano tylko najlepszych zachodnich autorów (a nie chłam), podczas gdy kryminały autorów z PRL były często bardzo kiepskie.


Kryminały w PRL były bardzo popularne. Polski kryminał narodził się już w latach 70 XIX wieku (Józef Ignacy Kraszewski „Sprawa kryminalna”), swoje trumfy powieść kryminalna święciła w II RP (polskie kryminały były antysowieckie i przygodowe, wydawano też powieści głównie z Wielkiej Brytanii, ale nie z USA).


O czym mało się pamięta zaraz po II wojnie światowej, w początkach komunistycznej okupacji, w naszym kraju działy prywatne wydawnictwa. Wydawano dużo, w tym liczne wznowienia, a także kryminały pseudozachodnie (pisane przez Polaków pod pseudonimami). Publikowane nawet kryminały powstałe podczas wojny, które wydawali na emigracji na zachodzie Polacy. Od 1946 do 1949 wydawane było czasopismo „Co tydzień powieść” zawierające kryminały przygodowe, często grafomańskie i przesycone erotyką. Jednym z autorów kryminałów był Stefan Kisielewski, który swoje powieści kryminalne publikował też pod pseudonimem w Instytucie Literackim w Paryżu. Na ekranach ówczesnych kin można było zobaczyć filmy z USA, a w lokalach usłyszeń amerykańską muzykę.


Rozrywkowa popkultura skończyła się na przełomie 1949 i 1950 roku, kiedy komunistyczny okupant wprowadził socrealizm. Z kin zniknęły amerykańskie filmy, z lokali amerykańska muzyka, i zabroniono wydawania literatury burżuazyjnej w tym też kryminałów. Od 1952 władze systematycznie niszczyły politycznie niepoprawną literaturę w bibliotekach, w tym i kryminały (zakazana była między innymi Agata Christie), westerny, książki przygodowe i romanse. Kultura socrealistyczna musiała być posępna. Od 1950 do 1955 w PRL nie produkowano filmów rozrywkowych. PZPR doprowadził do zerwania ciągłości w kulturze, Polacy mieli nie wiedzieć o istnieniu polskiej literatury rozrywkowej, a jej twórcy zostali skazani na zapomnienie.


Sensacyjne tematy poruszane były w dobie socrealizmu w książkach wydawanych w Bibliotece Przygód Żołnierskich – jedną z nich była powieść „Cień” autorstwa Aleksandra Ścibor-Rylskiego, w której autor szerzył stalinowską propagandę i szkalował żołnierzy wyklętych (powieść zekranizował Jerzy Kawalerowicz). W socrealistycznych kryminałach negatywnymi bohaterami byli żołnierze wyklęci, AK, NSZ, przedwojenne elity (wszyscy oni oskarżani byli o kolaboracje z Niemcami).


Sytuacja zmieniła się w czasie odwilży. W 1954 wydano opowiadania Artura Conan Doyle, w 1955 roku powieści Agaty Christie i powieść Leopolda Tyrmanda „Zły”. Nastąpiła nobilitacja literatury rozrywkowej, w tym i kryminałów. Kryminały wydawało Ministerstwo Obrony Narodowej, Iskry, wydawnictwo Śląskie i wydawnictwo Poznańskie, w ogromnych nakładach od 25.000 do 140.000 (wszystko się sprzedawało).


W okresie odwilży wiele kryminałów było politycznie niepoprawnych – MO nie była idealna (realia były takie, że 20% funkcjonariuszy popełniało przestępstwa, funkcjonariusze nie mieli wykształcenia), przestępstwa popełniali też i działacze PZPR. W kryminałach nie wyjaśniano pozycji SB w MO (bezpieka choć autonomiczna, to znajdowała się w strukturach Milicji Obywatelskiej).


Kryminały wydawane w czasie odwilży szczerze ukazywały ponure realia PRL – biedę, niskie zarobki, ciężkie warunki pracy, brak podstawowych towarów, brak mieszkań, alkoholizm, choroby weneryczne, chuligaństwo, częsty brak pomocy dla ubogich, pensje niewystarczające na podstawowe wydatki, nieuczciwość kierujących przedsiębiorstwami państwowymi, malwersacje, korupcje (wynikające z tego, że uczciwie nie dało się zarobić na normalne życie), czarny rynek, nielicznych żyjących w dobrobycie.


W kryminałach wydawanych w okresie odwilży śledczy często rozwiązywali sprawy sięgające przeszłości, nie tylko II wojny światowej, ale i II RP (korzystając z archiwów policji II RP) - II RP przedstawiana była neutralnie. Kryminały te jednak nie były wole od komunistycznej indoktrynacji – bohaterowie walczyli nie tylko z niemieckim podziemiem, ale i szpiegami państw burżuazyjnych, powieści gloryfikowały UB i MO, pozytywni bohaterowie mieli komunistyczne pochodzenie (działali w KPP, walczyli w Brygadach Międzynarodowych, GL, AL, KBW, zwalczali żołnierzy wyklętych), szkalowani byli żołnierze podziemia antykomunistycznego. Milicjanci rozwiązujący zagadki kryminalne byli ideowymi komunistami, żyli w biedzie, byli oddani służbie, nie mieli życia prywatnego.


W kryminałach o szpiegach z zachodu „zachodni mocodawcy byli okrutni i bezwzględni, mamili kandydatów na tajnych agentów pieniędzmi i karierą, wykorzystywali też podstępne i piękne kobiety, aby tym bardziej omotać podwładnych. Nie pozwalali wycofać się im z gry, a nielojalność karali śmiercią”.


Charakterystyczne dla kryminałów z PRL było to, że nie identyfikowały, jakie to w PRL służby walczą z obcymi szpiegami, byli tylko ''nasi'' i nic więcej. Sensacyjna tematyka w kryminałach PRL była na marginesie, milicjanci rozwiązywali bardzo przyziemne sprawy. Na kartach powieści kryminalnych poruszano problem prostytucji, czasami dopiero pojawiających się w PRL narkotyków. Bohaterami powieści kryminalnych niezwykle często byli przedstawiciele grup społecznych nielicznych w PRL (inteligenci, artyści, wolne zawody, studenci) co wpisywało się w klasyczne schematy zachodniej powieści kryminalnej. Miejscem akcji była głównie Warszawa.


„Powieści kryminalne powstałe w latach 1955-1961 cechuje bardzo duża różnorodność” zapewne dzięki temu, że władze usunęły na fali odwilży ograniczenia narzucone literatom. „Powieść kryminalna tamtego okresu niesie wielkie bogactwo obserwacji społeczno-obyczajowych”. „Pokazuje biedę, niesprawiedliwość, niegodziwość MO i UB, ale jednocześnie gloryfikuje tę służbę i próbuje wytłumaczyć przyczyny ubóstwa większości społeczeństwa”. Niestety okres odwilży szybko się skończy (choć nie wrócono do praktyki powszechnego terroru okresu stalinizmu), czego wyrazem jest to, że powieść kryminalna staje się sztampowa i dryfuje w kierunku powieści milicyjnej.


W latach 50 i 60 XX wieku, w PRL masowo wydawane były powieści milicyjne. Obok kryminałów dziejących się w PRL, kryminałów z zachodu, były też kryminały pseudozachodnie pisane pod zachodnio brzmiącymi pseudonimami przez pisarzy z PRL (byli wśród nich Waldemar Łysiak, Maciej Słomczyński występujący pod pseudonimem Joe Alex, Andrzej Szczypiorski pod pseudonimem MS Andrews).


Powieść milicyjna była nieciekawym gatunkiem dla czytelników spragnionych rozrywki – były to bardziej fabularyzowane reportaże z nudnej pracy funkcjonariuszy MO, nie było w nich walki dobra ze złem, czy namiętności. Cechą powieści milicyjnych było to, że ich bohaterem była nie jednostka (funkcjonariusz milicji), ale kolektyw (aparat MO). W powieściach milicyjnych bardzo ważne było ich polityczne przesłanie – pozytywnymi bohaterami byli „partyjni, milicja, osoby mające już przed wojną postępowe poglądy, walczące podczas wojny domowej w Hiszpanii po stronie republiki albo należące do Armii Ludowej”. Milicjanci będący bohaterami powieści milicyjnej byli ubodzy, pracowici, moralni i ideowo wierni komunizmowi.


W powieściach milicyjnych zawsze ostanie słowo należało do Milicji Obywatelskiej. Co ciekawe funkcjonariusze MO przedstawiani na kartach powieści milicyjnej żyli w biedzie, mieli permanentne problemy finansowe, byli nieatrakcyjni, zapracowani i obciążeni rodzinami.


Pisanie kryminałów w PRL kontrolowali zatrudnieni przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Wydziale Prasowym recenzenci milicyjni. Wydział Sprawozdawczo Informacyjny Oddziału Kontroli, Badań i Analiz Komendy Górnej MO przez współprace z prasą, radiem i telewizją dbał o polepszenie wizerunku MO w społeczeństwie, wspierał produkcje seriali kryminalnych („Przygody psa cywila”), czy wydawanie kryminałów (np. w serii wydawnictwa Iskry „Ewa wzywa 07”). Zdarzało się, że autorzy powieści czy scenariusz pracowali w resorcie (seriale „Przygody psa cywila”, „07 zgłoś się”, komiks wydany w 53 zeszytach o przygodach kapitana Żbika).


W latach 60 w PRL nastąpił rozwój kultury masowej. W kinach pojawiły się filmy z USA i produkowane w PRL kino rozrywkowe. Telewizja emitowała rodzime seriale i programy („Wojna domowa”, „Stawka większa niż życie”, „Kabaret starszych panów”). Młodzież mogła słuchać rock and rola. Polacy jednak dalej żyli w ubóstwie.


W latach 60 MO się modernizowała, nie tylko powstał pion do zwalczania przestępczości gospodarczej, ale milicja chciała zyskać sympatie społeczną. Milicjanci mieli być życzliwi i uprzejmi, mieli nawet podręcznik „Uprzejmy milicjant”. Wydział Sprawozdawczo Informacyjny Oddziału Kontroli, Badań i Analiz Komendy Górnej MO, by kreować pozytywny wizerunek, organizował konkursy dla autorów kryminałów (nagrodzone prace były publikowane w serii „Ewa wzywa 07”). Wydział prasowy MSW recenzował powieści kryminalne, dbając, by były realistyczne. Komendy wojewódzkie wspierały publicystów z lokalnej prasy. Świetną formą kreowania pozytywnego wizerunku MO była seria komiksów (53 zeszyty) o kapitanie Żbiku wydawana od 1968 do 1982 – w pierwszych trzech zeszytach głównym bohaterem nie był kapitan Żbik, ale „młoda, piękna i inteligentna porucznik Ola”.


Kryminały wydawane były w kilku seriach wydawniczych (Srebrny kluczyk, Labirynt, Ewa wyzywa 07, Tukan, Konik morski, Jamnik). W kinach można było zobaczyć kryminały zrobione przez filmowców z PRL (Bareja „Dotknięcie nocy”), w TVP emitowano Teatr sensacji Kobra (a w nim sztuki oparte na prozie Christie i Chestertona) i seriale („Kapitan sowa na stropie” Barei).


W kryminałach lat 60 nie ma już krytyki MO, jednak milicjanci dalej żyją w biedzie, mają kłopot rodzinne, rodziny milicyjne są tradycyjne (kobieta nie pracuje, tylko wychowuje dzieci) – w kolejnych dekadach nie ma już narzekań na ubóstwo funkcjonariuszy. Pojawiają się młodzi wykształceni funkcjonariusze, którzy nie mają kombatanckiej przeszłości – albo romansują, albo mają stałe partnerki mające wolne zawody. Widać pewne inspiracje Bondem – choć w „Księdze strachów” można znaleźć fragment, w którym Pan Samochodzik krytykuje Bonda.


Na kartach kryminałów często poruszany jest „parobem malwersacji i nadużyć w przedsiębiorstwach państwowych” - na lewo można było zarobić gigantyczne sumy. Była to trafna diagnoza pokazująca, że w PRL nie można było uczciwie się dorobić, a państwo skutecznie blokowało wszystkie inicjatywy, płacąc ludziom za ciężką prace nędzne grosze. W powieściach kryminalnych ukazane są patologie socjalistycznej gospodarki „przerost zatrudnienia, nielegalne wyjazdy delegacyjne […] zakupy niepotrzebnego sprzętu”. Jednak większość kryminałów działa się wśród nielicznych w społeczeństwie osób bogatych, by uniknąć opisu biedy w PRL. Przedstawione w kryminałach bogate elity były zdemoralizowane, kupowały sobie względy ładnych kobiet. Normą wśród opisanych bogatych były często podróżne na zachód i praca wolna od czasowych ograniczeń etatu.


W 1964 zadebiutowała najbardziej znana autorka kryminałów w PRL Joanna Chmielewska (Irena Barbara Kuhn z domu Becker). Bohaterka jej powieści zachwycała się MO i SB, i podobnie jak autorka była architektem. Bohaterem rozwiązującym zagadki kryminalne był też stworzony przez Nienackiego Pan Samochodzik, który podobnie jak autor powieści był w ORMO i krytykował II RP.


Akcja kryminałów z lat 60 miała miejsce w Warszawie lub w miejscowościach wypoczynkowych (co ciekawe w małych pensjonatach, a nie dużych domach wczasowych). Kryminały jednoznacznie potwierdzały, że PRL nie była egalitarna, elity nawet na wakacjach nie miały styczności z klasą robotniczą. Brak egalitaryzmu widać było nawet w tym, że dzieci ze względu na swoje pochodzenie były segregowane przy przyjęciu do klas w szkołach. Autorzy kryminałów taktownie przemilczali wszelkie kłopoty z aprowizacją.


W powieściach szpiegowskich w latach 60 XX wieku nie wiadomo było do końca, kto walczy z wrogimi szpiegami z zachodu. Negatywnymi bohaterami byli szpiedzy z USA i RFN, chcący wykraść polskie wynalazki. Akcja powieści szpiegowskich miała też miejsce za granicą. Korzenie wydarzeń miały w czasie II wojny światowej. Wrogim elementem była mniejszość niemiecka szpiegująca na rzecz RFN.


Kryminały z lat 60 nie były wolne od komunistycznej propagandy, ale w odmiennej formie. Antykomuniści, też ci z AK, byli bandytami. Bohaterami byli kombatanci z AL i GL – co ciekawe też ci z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. PRL zachowywała swoją ciągłość z II RP.


Najczęstszymi tematami kryminałów z lat 60 były przestępstwa gospodarcze i zaszłości z II RP oraz kradzieże dzieł sztuki, porwania (ale nie dla okupu), kradzieże i przestępczość nieletnich. Narkotyki jeszcze były nieczęstym tematem. Nie były na łamach kryminałów poruszane sprawy związane z Kościołem. Szokującym tematem były zbiorowe gwałty dokonywane przez margines społeczny. Głównymi bohaterami byli mężczyźni, kobiety pojawiały się w epizodycznych rolach.


PRL na kartach kryminałów jawił się jako kraj bezpieczny, ale ubogi (nie licząc elity żyjącej w dobrobycie). Wzrost zarobków pracowników resortu był widoczny w tym, że opisywani milicjanci nie żyli już w biedzie.


Pod koniec 1970 roku władze w PRL przejął Gierek. W ramach propagandy sukcesu zakazane było pisanie o kłopotach. W kryminałach nie było nachalnej propagandy (choć przełożeni zawsze byli mądrzejsi od swoich podwładnych, do których mieli stosunek ojcowski, młodzi popierali PRL, a zbrodniarzami okazywali się AKowcy), w powieściach funkcjonariusze żyli w dobrobycie – pomimo dobrych zarobków w resorcie praca w nim nie była popularna – co roku było wolnych 1130 etatów oficerskich i 7200 podoficerskich. Bohater był bardziej zbiorowy (kolektyw MO) niż indywidualny. Z jednej strony bohaterka Joanny Chmielewskiej zakochiwała się w funkcjonariuszy, a z drugiej na kartach powieści innych autorów przez oddanie funkcjonariuszy pracy ich życie rodzinne się rozpadało. Bohaterami drugiego planu byli przedstawiciele bogatych elit, często podróżujących na zachód, mających gosposie, w tym i zdemoralizowani artyści. Jako negatywni bohaterowie pojawiają się hipisi – narkomani, brudasy, drobi przestępcy, zdemoralizowani seksualnie. Na kartach powieści nie ma opisanych kłopotów z zaopatrzeniem. Pojawiają się odniesienia do popularnej w latach 70 tematyki paranormalnej (w tym i UFO).


W latach 70 zdarzyło się, że milicja, by sprowokować seryjnego zabójcę, i dzięki temu go ująć, wsparła wydanie kryminału opisującego zbrodnie wiązane z seryjnym zabójcą. Zmianą w tematyce, zgodną z polityką Gierka zawartą w wytycznych cenzury, było to, że kadra kierownicza przestała być opisywana jako sprawcy przestępstw gospodarczych. Stałym elementem były zaszłości historyczne, w tym walka z żołnierzami wyklętymi kreowanymi na kryminalistów. Dozwoloną tematyką była kradzież dzieł sztuki, przemyt zabytków (oraz złota i waluty) na zachód, kradzież przez zachodnich szpiegów polskich wynalazków.


Jednym z najbardziej szokujących kryminałów lat 70 była powieść „SOS” opisująca kręcenie filmów porno w PRL przeznaczonych dla zachodu. Jednym z negatywnych bohaterów tej powieści był sadysta mordujący swoje ofiary i zmuszające młode Polki do gry w takich filmach. W kryminałach lat 70 poruszona była tematyka narkotyków, gwałtów, przestępstw na tle seksualnym, seryjnych zabójstw i nielegalnych aborcji. Kryminały pokazywały zakazane przez cenzurę w prasie oblicze patologii w PRL – morderstw z prozaicznych przyczyn, ubóstwa (choć kryminały w latach 70 odmalowywały obraz PRL jako bogatego kraju), ogromnych zysków z prostytucji, przestępczości jako tradycji rodzinnej, chciwości prowadzącej do zbrodni.


Wraz z kryzysem gospodarczym lat 80 nastąpił schyłek powieści kryminalnej w PRL. Niektóre kryminały stały się ordynarnie podporządkowane polityce – autorzy manifestowali na ich kartach poparcie dla Jaruzelskiego i stanu wojennego (choć zazwyczaj unikano bieżącej polityki). W kryminale „W pogardzie prawa” autorstwa Anny Kłodzińskiej opozycyjny motłoch w czasie linczu zamordował milicjanta i bohaterskiego emeryta z AL, Polacy byli zdziczałym motłochem a ostoją rozsadko MO i SB. Zideologizowane powieści głosiły, że Solidarność walcząc z władzą, szerzyła anarchie i rozzuchwaliła kryminalistów. Solidarność na łamach kryminałów oskarżana była o to, że odpowiada za wzrost przestępczości – Solidarność zapatrzona na zachód miała doprowadzić do rozpadu i demoralizacji społeczeństwa. Przestępcy opozycjoniści byli antypatyczni i rozpustni. Negatywnymi postaciami byli też żołnierze wyklęci.


Pozytywnymi bohaterami kryminałów lat 80 byli milicjanci, przełożeni w MO traktujący podwładnych niczym ojcowie, mieli ''piękne'' życiorysy walki z wyklętymi. Milicjanci byli wzorami moralności, którzy z powodu oddania służbie mieli nieudane życie rodzinne.


W latach 82 -89 wydano tylko 200 kryminałów, w 3/4 polskich autorów. W kryminałach powrócił temat dyrektorów malwersantów (w ramach rozliczania ekipy Gierka), kontynuowano temat przemytu dzieł sztuki z PRL do RFN i Austrii, narkotyków. Opisywano jak młode Polski, by uciec od biedy, marzą o związku z kim z zagranicy. Lata 80 w PRL były czasem, gdy do Polski z zachodu trafiła rewolucja seksualna. Kryminały z ostatniej dekady PRL były niezwykle ponure – ukazywały powszechne ubóstwo, brak podstawowych towarów na rynku i kolejki.


W III RP kryminały z okresu PRL przeżywają swoją drugą młodość. Kilka wydawnictw wznowiło już kilkaset tytułów, w tym powieści opublikowane tylko w prasie, i niemające swoich wydań książkowych w PRL. Wydane zostały też zbiory recenzji kryminałów z PRL.

https://prawy.pl/108068-kryminaly-w-prl-czyli-j...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Środa, 6 maja 2020 09:18:29
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Żydowscy handlarze ludzkim mięsem i kanibal komunista

https://prawy.pl/108229-zydowscy-handlarze-ludz...
Żabodukt Postów: 35570
kumak
Żabodukt, postów: 35570
Poniedziałek, 11 maja 2020 16:53:34
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
1 maja 1945 r. szwadron 5 Wileńskiej Brygady AK pod dowództwem Zygmunta Błażejewicza, podwładnego Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", splądrował i spalił zamieszkaną przez prawosławnych Białorusinów wieś Wiluki (pow. hajnowski) (ocalały 3 domy z ok. 80). Podczas ataku na wieś została zastrzelona 1 osoba - nastoletni Wasyl Hermaniuk.

Sam Hermaniuk nie pochodził z Wiluków. Wieczorem 10 maja wraz z paroma innymi osobami został uprowadzony przez łupaszkowców ze swojego domu w Długim Brodzie. Pretekstem do rozstrzelania związanego Hermaniuka był fakt, że brat jego ojca miał być komunistycznym aparatczykiem.

Spalenie Wiluków pierwotnie błędnie przypisywano "Buremu", który w tym czasie również był dowódcą szwadronu u Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki".

Tydzień później ta sama banda spaliła Potokę (pow. białostocki). https://www.facebook.com/sprawaburego/photos/a.26608847...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Wtorek, 12 maja 2020 07:41:17
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
"Według Pierwszego Powszechnego Powszechnego Spisu Ludności, przeprowadzonego w 1921 roku, wieś Wiluki zamieszkiwało 49 osób (24 kobiety i 25 mężczyzn) w 9 domach, wszyscy mieszkańcy wsi zadeklarowali wówczas białoruską przynależność narodową oraz wyznanie prawosławne. W owym czasie miejscowość znajdowała się w gminie Białowieża w powiecie białowieskim"
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wiluki

towarzysz kumacz pisze coś o 3 domach ocalałych z 80 więc albo coś z zabudowa "nie halo" albo jest to kolejny paszkwil komuchów którzy POd tymi bredniami nawet nie raczą się podpisać tak właśnie wygląda "wiarygodność" lewackiego fejszbooka
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Środa, 13 maja 2020 09:40:39
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Nieznana strona komunistycznej bezpieki. Wywiad Wojsk Ochrony Pogranicza. [WIDEO]

O bezpiece cywilnej, znanej jako UB (Urząd Bezpieczeństwa) i SB (Służba Bezpieczeństwa) – słyszał każdy Polak. Zwiad WOP był kolejną bezpieką, tym razem w strukturach Ludowego Wojska Polskiego (LWP), tuż obok zbrodniczej Informacji Wojskowej (IW) i jej następczyni Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW).

https://niezlomni.com/nieznana-strona-komunistycznej...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Środa, 13 maja 2020 09:45:55
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Na forach internetowych można spotkać się ze stwierdzeniem, że „wujek Kaczyńskiego” wydał wyrok na Witolda Pileckiego. Ile to ma wspólnego z rzeczywistością?

https://niezlomni.com/internauci-wujek-kaczynskiego-...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Czwartek, 14 maja 2020 08:00:02
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
14 maja 1983 roku wczesnym popołudniem zmarł 19 letni Grzegorz Przemyk



14 maja 1983 roku wczesnym popołudniem zmarł 19 letni Grzegorz Przemyk. Dla dzisiejszych nastolatków to ktoś zupełnie nie znany mimo, że jego postać mogłaby być szczególnie bliska młodzieży. Wrażliwy, trochę poeta, trochę buntownik, boleśnie przezywający rozbicie rodziny. 12 maja razem z kolegami świętował zdaną maturę, zatrzymany przez milicję został ciężko pobity w komisariacie MO przy ul. Jezuickiej. Komuniści stawali na głowie, żeby sprawę zatuszować - w pobicie wrobiono sanitariuszy i lekarkę Barbarę Makowską- Witkowską, która przesiedziała w areszcie 13 miesięcy. Sanitariusz Michał Wysocki przyznał się do winy gdy zagrożono zabiciem jego rodziny.

Wszyscy i tak wiedzieli, że chłopak został zakatowany przez milicjantów, którzy w sfingowanym procesie zostali uwolnieni od zarzutów. To co się działo w tej sprawie w niepodległej Polsce stanowi groteskową kpinę z tragedii. W 1997 roku skazano oficera dyżurnego komisariatu Denkiewicza, ten jednak do tego stopnia stracił zdrowie machając pałą, że nie mógł odbyć kary. Równocześnie uniewinniono zabójcę. Sytuacja ta powtórzyła się jeszcze trzykrotnie. Sąd Okręgowy w Warszawie w piątym procesie toczącym się od 2005 roku skazał byłego zomowca Ireneusza Kościuka na 8 lat więzienia, zmniejszone na mocy amnestii o połowę. Następnie oddalono kasację wyroku jako bezzasadną. W grudniu 2009 sąd apelacyjny w Warszawie uznał sprawę śmiertelnego pobicia Grzegorza Przemyka za przedawnioną z dniem 1 stycznia 2005 na skutek czego proces Kościuka został umorzony.

W 2012 IPN umorzył postępowanie przeciwko Czesławowi Kiszczakowi, któremu zarzucono utrudnianie śledztwa w sprawie Przemyka. W maju 2013 warszawski sąd utrzymał w mocy decyzję śledczych IPN. Kiedyś na płycie Lady Pank znalazł się utwór Mniej niż zero , nie powstał on w związku ze śmiercią Grzegorza Przemyka ale wówczas wszyscy tak sądzili. Tekst Andrzeja Mogielnickiego przypomniał mi się po przeczytaniu informacji o postanowieniu warszawskiego sądu.


Opublikowano: 14 maja 2020, 06:47

https://www.salon24.pl/u/adamkuz/1045883,14-maja-1983...
Żabodukt Postów: 35570
kumak
Żabodukt, postów: 35570
Sobota, 16 maja 2020 19:58:46
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
BEZ ŻADNEGO UDZIAŁU NIEMCÓW”. JAK POLSKA GRANATOWA POLICJA MORDOWAŁA ŻYDÓW

Na twarzach członków plutonu egzekucyjnego widać było przygnębienie, lecz płk. Reszczyński odezwał się do nich: Chłopcy, głowa do góry, trzymajcie się!”. Szklarz Pajkus krzyczał: „Tak robią ludzie! To robią ludzie!”. Fragment książki Jana Grabowskiego „Na posterunku”.

W książce Nasi litewska pisarka Ruta Vanagaite zajęła się udziałem Litwinów w wymordowaniu żydowskich sąsiadów w czasie Zagłady: „Žydšaudys (żydobójca) oznacza tylko ludzi, którzy pociągali za spust. Ale uważam, że powinniśmy wymyślić dodatkowe słowa, określające wszystkie inne kategorie ludzi, którzy brali udział w tym procesie – takich jak žydgaudys (łapiący Żydów), oraz žydvedys (eskortujący Żydów), a być może i žydvagis (kradnący żydowskie mienie)” – pisała Vanagaite. Po latach badań doszedłem do wniosku, że określenia użyte przez Vanagaite: žydšaudys, žydgaudys, žydvedys i žydvagis mogą z powodzeniem posłużyć do opisania postaw i zachowań polskich policjantów podczas wojny. https://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/na-poster...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Środa, 20 maja 2020 12:24:08
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Żebrowski o zacieraniu śladów po zbrodniarzach wojskowych w Polsce Ludowej

Historyk Leszek Żebrowski zwrócił uwagę na to, jak zacierano ślady po zbrodniarzach wojskowych w Polsce Ludowej.

Żebrowski napisał na Facebooku:

Ppłk Jakub Lubowski, prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej zmienił nazwisko. Tajny Rozkaz Personalny MON nr 499 z 30 04 1947 r. brzmiał: "udzielam zezwolenia na zmianę nazwiska rodowego i imienia z mjr Chaszesman Jakub na Lubowski Jakub". Podpisał Michał Żymierski (który też nazywał się inaczej: Artur Łyżwiński).

Dodał też:

Lubowski prawdopodobnie w WP do 1939 r. nie służył. Po napaści Armii Czerwonej (w zmowie z III Rzeszą Niemiecką) na Polskę 17 września 1939 r. Chaszesman wstąpił - jako ochotnik! - do Robotniczo-Chłopskiej Gwardii Czerwonej. Pod okupacją sowiecką był m.in. sędzią śledczym w Mołodecznie i Wilejce (a przeciwko komu toczyły się tam śledztwa?).
Od października 1944 r. był oficerem śledczym, następnie prokuratorem w "ludowym" WP.
W l. 1945-1947 "utrwalał władzę ludową" m.in. na terenie Białostocczyzny.

Stwierdził przy tym:
Bardzo szybko awansował - w ciągu niespełna czterech lat awansowany pięć razy, do stopnia podpułkownika (!) w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej. Zarządzał wykonania kary śmierci m.in. wobec oficerów Ośrodka Mobilizacyjnego Okręgu Wileńskiego AK:. mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", ppłk. dypl. Antoniego Olechnowicza "Pohoreckiego", kpt. Henryka Borowskiego "Trzmiela", por. Lucjana Minkiewicza "Wiktora".
W nekrologu od rodziny Chaszesmana vel Lubowskiego, zamieszczonym w... "Gazecie Wyborczej" (3 I 2002 r.) możemy przeczytać: "odszedł skromny Człowiek bezkompromisowej prawości".
To kim w takim razie były ofiary?


https://prawy.pl/108514-zebrowski-o-zacieraniu-...
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Środa, 20 maja 2020 17:15:09
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Rzeźnik Świerczewski. Bohater PRL gwarantował żołnierzom szybką śmierć

Służba pod gen. Świerczewskim była gwarancją szybkiej śmierci. Dowodzone przez niego natarcia to długie pasmo rzezi jego żołnierzy

https://superhistoria.pl/dwudziestolecie-miedzywojenne/...
Żabodukt Postów: 35570
kumak
Żabodukt, postów: 35570
Piątek, 22 maja 2020 16:09:52
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
22 maja 1945 https://www.facebook.com/sprawaburego/photos/a.26608847...

Pierwszy szwadron V Brygady Wileńskiej Armii Krajowej pod dowództwem Zygmunta Błażejewicza, podwładnego Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", spalił zamieszkaną przez prawosławnych Białorusinów wieś Potokę (pow. białostocki). W pożarze zginęło troje dzieci. Kolejna ofiara zmarła po kilku dniach z powodu rozległych poparzeń.

Całkowitemu zniszczeniu uległy zabudowania wsi wraz z inwentarzem. Po tych wydarzeniach kilkanaście rodzin z Potoki (46 osób) zdecydowało się bezzwłocznie na trwałą migrację do Związku Radzieckiego, na zawsze opuszczając rodzinną wieś. Do 1950 r. Potokę opuściło kolejnych 200 mieszkańców.

Pierwszy atak łupaszkowców na Potokę miał miejsce 6 dni wcześniej, 16 maja. Żołnierze wyklęci w wyniku sporu z żołnierzami WP o kontyngent zastrzelili czterech mieszkańców wsi oraz dowódcę grupy żołnierzy. Sam Błażejewicz został ranny.

11 maja 1945 ta sama banda spaliła wieś Wiluki (pow. hajnowski).
Post edytowany
Mińsk Mazowiecki Postów: 37792
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 37792
Sobota, 23 maja 2020 10:36:37
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
w dalszym ciągu jest prowadzone śledztwo przez IPN dotyczące wsi Patoka ,
ale towarzysz kumacz na podstawie wpisu na fejszbooku wie oczywiście najlepiej jak było,
jeżeli iformacje są tak samo precyzyjne jak liczba spalonych domów w Wilukach to wypada POwinszować ułomności umysłowej lub raczej celowego siania kłamstwa i dezinformacji,
nie jesteście komuchu historykiem za to bajkopisarzem i gawędziarzem ludowym na pewno
Żabodukt Postów: 35570
kumak
Żabodukt, postów: 35570
Środa, 27 maja 2020 17:54:35
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
27 maja 1945

Członkowie I batalionu Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych dowodzonej przez Władysława Kołacińskiego "Żbika" zamordowali w Przedborzu (pow. radomszczański) 9 Żydów. Wśród ofiar była kobieta i dziecko.

Byli to wszyscy okoliczni Żydzi (z ok. 300), którym udało się, dzięki pomocy polskich mieszkańców lub na własną rękę, przetrwać wojnę. Po wojnie razem zamieszkali w domu jednego z nich, Becalela Wyszyńskiego. Pod budynek zamieszkały przez Żydów miał podjechać samochód, na który załadowano Żydów i wywieziono do lasu, gdzie ich rozstrzelano; zrabowane zostało również ich mienie.

////
Pojawiają się komentarze, że BŚ była już wtedy w Czechach i dlatego nie mogła tego zrobić. Otóż banda Kołacińskiego oddzieliła się od głównej grupy BŚ w styczniu i dlatego nie uciekła na południe razem z hitlerowcami. https://www.facebook.com/sprawaburego/photos/a.26608847...

Zaloguj się aby uczestniczyć w dyskusji oraz uzyskać dostęp do większej ilości wątków na tym forum.

Aktualności

OK