Tej szokującej sceny zabrakło w "Zielonej granicy". "Agnieszka Holland dużo nam oszczędziła"
- "Zielona granica" to zniuansowany film, a Agnieszka Holland oszczędziła publiczności najgorszego - mówi osoba dobrze znająca sytuację na granicy. O tym, czego zabrakło w głośnym filmie, na ile pokazane w nim sceny są prawdziwe, czy przesadzone, i czy "Zielona granica" obraża polski mundur w rozmowie z Przemkiem Guldą opowiada Mikołaj Grynberg.Co na przykład?
Co na przykład?
Na przykład nie wspomina ani trochę o polskich szmalcownikach, których przy granicy jest coraz więcej.O czym to świadczy?
Przede wszystkim o tym, że nie dopuszcza się do siebie wiadomości, że rzeczywistość wygląda właśnie tak jak w filmie. Powiedziałbym, że im mocniejsze są ataki na ten film i na Agnieszkę Holland, tym bardziej widać, jak bardzo "Zielona granica" jest potrzebna.
Może warto przyjrzeć się konkretniej zarzutom wobec filmu. Najbardziej krytykowana jest scena przerzucania ciężarnej kobiety przez druty. Czy to perwersyjna fantazja Agnieszki Holland?
Bardzo dużo ludzi, którzy widzieli to, co działo się na granicy, opowiadało o takich sytuacjach. Tak, strażnicy przerzucali dorosłych i przerzucali dzieci. Zanim powstał płot, przerzucali ich przez zasieki z drutu. Kiedy "źle" rzucili, ludzie wplątywali się w ten drut. A on jest okrutny, zaprojektowany specjalnie tak, żeby ranić. Przecina ubranie, kaleczy skórę. Jest ostry, a do tego ma haczyki, które wbijają się w ciało i trudno jest się wyswobodzić bez zrobienie sobie krzywdy.
https://film.wp.pl/tej-szokujacej-sceny-zabraklo-...
Co robią ci ludzie?
Potrafią zwolnić się z pracy i chodzić po lesie, żeby "polować" na uchodźców. Potem dzwonią do Straży Granicznej.
Dostają za to pieniądze?
Na tym polega działanie szmalcownika. Szantażuje tym, że wyda, chyba że dostanie pieniądze, to wtedy odstąpi. Jakiś czas temu cena wynosiła 400 zł, ale ostatnio podobno wzrosła. Agnieszka Holland o tym nie wspomina. Jej film jest bardzo zniuansowany. A przede wszystkim: to jest film o dobrych ludziach, dobrych Polkach i Polakach. O osobach, które potrafią dużo położyć na szali. Znam historie ludzi, którzy tracili przez to pracę, rozpadały im się związki, wpadali w głębokie kryzysy psychiczne. Tego w "Zielonej granicy" nie ma. Ale jest bardzo realistyczny obraz rzeczywistości. Trzeba mieć bardzo dużo złej woli, żeby po obejrzeniu tego filmu rzucać się na Agnieszkę Holland.