Na zdjęciu widzicie dwie cudzoziemskie dziewczynki oraz ich kata. Zdjęcie kata wybrałem z pełną rozmyślnością - pod jego nosem snuje się cień przywodzący na myśl ciemny, kwadratowy wąsik.
Obie dziewczynki pojawiły się na polskim terytorium, ale w Polsce dziecko bez wizy nie jest dzieckiem. Wobec takiego dziecka nie działa Konwencja o prawach dziecka, zgodnie z którą we wszystkich działaniach dotyczących dzieci, podejmowanych przez władze administracyjne, sprawą nadrzędną będzie najlepsze zabezpieczenie interesów dziecka (art. 3 ust. 1), a żadne dziecko nie może podlegać torturowaniu bądź okrutnemu, nieludzkiemu czy poniżającemu traktowaniu lub karaniu (art. 37 lit. a).
Wobec Kawther (prawie 6 lat) i Dyam (3 lata) został zastosowany bezprawny przepis wprowadzony przez kata z cieniem wąsika. Zostały wyrzucone do zimnego białoruskiego lasu - Kawther z rodzicami, a Dyam tylko z mamą, bo ojciec został w polskim szpitalu i rodzina została brutalnie rozdzielona. Kawther dostała na pożegnanie porcję polskiego gazu pieprzowego prosto w twarz. Nikogo nie obchodziło, że mogą w tym lesie utknąć na długo, zachorować i umrzeć.
Dlaczego obok zdjęcia przemocowca wkleiłem zdjęcia dziewczynek, a nie np. młodych mężczyzn? Bo mocniej czujemy głębokość bezprawia oraz winę aparatczyka, gdy widzimy skrzywdzone przez niego dziecko. Łatwiej jest zobaczyć jego zimną, urzędniczą bezwzględność. Dziecko jest bardzo trudno odhumanizować. Dzieci chyba nawet nie da się odhumanizować - i dlatego są takie groźne dla przemocowców zza biurek. A ja nie zamierzam tego faceta ze zdjęcia oszczędzać w moim wpisie.
Kat dzieci z cieniem wąsika napluł na polski mundur. Co tam napluł - on po prostu narzygał na ten mundur. Narzygał tak, że część mundurowych ten mundur zdjęła i już nigdy nie wróciła do służby. Inna część mundurowych ten mundur podczyściła, ale po służbie wracała do domu i tam szlochała. Mówili o tym ich znajomi. Jeszcze inni - udali, że do munduru nic się nie przykleiło, że mundur jest z teflonu i działa jak czapka-niewidka. Z chwilą zapięcia ostatniego guzika znika człowiek i pojawia się funkcjonariusz albo funkcjonariuszka. I ten funkcjonariusz albo funkcjonariuszka może bez mrugnięcia okiem wsadzić dziecko na tzw. wyjebkowóz, przerzucić ciężarną kobietę nad drutami, bić skutego człowieka w rasistowskim szale (zdarzenie z okolic Istoku) lub perfidnie kłamać, jeśli akurat jest rzeczniczką SG.
Agnieszka Holland ten mundur zarzygany przez Kamińskiego (i jemu podobnych) również trochę podczyściła. Pokazała mundurowych wręczających uchodźcom batoniki, przyjazną policjantkę, żołnierza o smutnej twarzy trzymającego psychiczny dystans od wrzeszczących kolegów oraz strażnika granicznego Jana, w którym odbywa się walka anioła z Kamińskim. Ale dla polityków uprawiających patriotyzm fekalny oraz ich wyznawców to jest bez znaczenia. Duda, Morawiecki, Kaczyński, Wąsik, Romanowski, Błaszczak, Ziobro, Czarnek i inni odpowiedzialni za zarządzanie w naszym kraju strachem, pogardą i uprzedzeniami na poziomie państwowym, systemowym - napinają każdą szarą komórkę i każde włókno języka, aby jak najdotkliwiej, jak najcelniej ugodzić Agnieszkę, pozostałych twórców "Zielonej granicy" oraz tych wszystkich ludzi, którzy chcą film zobaczyć. Nie dziwię się im. Słowa oburzenia muszą być naprawdę bardzo mocne, żeby mogły przykryć to, do czego zmusili mundurowych na granicy polsko-białoruskiej. Wielu z nich grozi przecież odpowiedzialność karna za seryjne, bezrefleksyjne i rażące łamanie prawa, uzasadniane troską o spłacane kredyty i przyszłą emeryturę mundurową. Politycy muszą też przykryć trzymanie przez żołnierzy parasola nad młokosem Misiewiczem oraz zrzucanie z helikoptera na głowę wiceministra Zielińskiego tysięcy biało-czerwonych konfetti, które godzinami wycinali młodsi stażem policjanci z pionu prewencji białostockiej policji. Ale to Agnieszka Holland ma być ta zła.
Wiecie, co to jest?:
"W § 3 Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 13 marca 2020 r. w sprawie czasowego zawieszenia lub ograniczenia ruchu granicznego na określonych przejściach granicznych skreśla się ust. 2b"
To jest projekt nowelizacji tzw. rozporządzenia granicznego, który usuwa możliwość wyrzucania uchodźców i migrantów do białoruskiego lasu bez jakiejkolwiek ewidencji, z naruszeniem prawa unijnego, prawa polskiego oraz umów międzynarodowych wiążących nasze państwo. Napisanie tego zajęło mi mniej niż minutę. Agnieszka Holland i jej ekipa przygotowali społeczny grunt pod zmianę prawa. Każda emocja każdej osoby, która obejrzała film, zbliża nas do wyrwania chwastów zasadzonych w polskim prawie przez przemocowców z MSWiA oraz większość parlamentarną i prezydenta od lata 2021 roku. Dla mnie, jako prawnika i osoby działającej na granicy polsko-białoruskiej, jest to jedno z najważniejszych zadań i możliwości tego filmu. "Zielona granica" może ułatwić zmianę prawa. Korzystając z potencjału, jaki ma ten film, opozycja powinna obiecywać wyborcom oczyszczenie przepisów z nielegalnych brudów, wycofanie polskich mundurowych z nielegalnego procederu wywózkowego i powrót do respektowania praw człowieka przez polskie państwo, a nie opowiadać o wzmocnieniu telemetrii na granicznym płocie po wyborach.
W gruncie rzeczy - cieszę się, że twórcom filmu skradziono jego kopię. Po pierwsze, jest oczywiste, że ta kopia jest w obiegu między politykami koalicji rządzącej (fragmenty niepochodzące ze zwiastunów wyemitowała przecież telewizja rządowa) - a to podkreśla ich hipokryzję, małość i podłość. Po drugie, nielegalna kopia dotarła do mundurowych (przyznała to rzeczniczka SG). Większość z nich nie poszłaby do kina, ale dzięki tej kradzieży film mimo wszystko obejrzą. Po trzecie (w związku z drugim), oglądalność "Zielonej granicy" jest wyższa, niż to wynika ze statystyk.
Mariuszu Kamiński, życzę ci kilku lat (co najmniej trzech) na rozmyślania o tym, jak niszczyłeś polski mundur i życie ludzi na granicy polsko-białoruskiej.
https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=pfbid02YB...