Łukasz Oliwkowski
5 dni
·
Sprowokuję. A gdybym powiedział, że "Zielona granica" to film... głęboko chrześcijański? I to chrześcijański rdzennie, w duchu personalistycznym, w wymiarze, który usuwa granice, szuka Dobra, rozwala jak Chrystus faryzejskie bastiony hipokryzji i obłudy, krzycząc po prostu: "Pomóż tej matce!", "Pomóż temu dziecku!","Pomóż tym ludziom!" Dałoby się tę prowokację uzasadnić, drażniąc przy tym katolicyzm "narodowy". A ponieważ jątrzyć nie chcę, posłużę się terminem: film humanistyczny. Agnieszka Holland szuka godności osoby i rodziny. Pokazuje dramat jednostki wobec ciemnej władzy z mediami publicznymi na smyczy. Mówi o odruchu pomocy. Zbliża się do cierpienia. Tak bliskich perspektyw Wytwórnia z Nowogrodzkiej nie wytrzymuje: uciekają, czerwienią się przed nagością prawdy, asekurują się ...trailerem. Boją się patrzeć. Sądzę, że nawet jeśli spojrzą, nie będą widzieć. Żenujące. Tymczasem trzeba uważnie szukać, kto kryje się pod mundurem, pod brudnymi kurtkami, pod maską. Bo jest tam i człowiek dobry, i zły. I głupiec, i człowiek refleksyjny. Podkreślmy - są wszędzie, po każdej stronie: potrafią podać wodę, ale i truciznę. Im bardziej wierzą w swych twardogłowych, autokratycznych pryncypałów, tym gorzej dla Dobra, tym dalej od konkretnego wołającego o pomoc człowieka. Holland stara się być sprawiedliwa .- obrywa się również Unii Europejskiej: system pomocy imigrantom pozostawia wiele do życzenia.
Muszę dodać: choć większość scen w filmie wyreżyserowanych jest mistrzowsko, są też takie, które wydają się niepotrzebne, zbyt... nachalne, wytrącają ze znakomicie budowanego dramatu.
Dobrze, że ten film powstał. I nie tylko chodzi tu o wyczulenie na problem - nomen omen - graniczny. Film paradoksalnie dowodzi, że czymś, co kolczastych granic na pewno nie ma - jest sztuka - pojęcie nadal zbyt abstrakcyjne dla małych polityków z objawami defragmentacji sumień, mistrzów interpretacji trailerów. Brawo dla Agnieszki Polland.