Siekierę widziałem na żywo w Jarocinie w 1984 roku, choć pewnie będzie to temat do żartów;-). Jak wspomniałem, nie ukrywam swojego wieku, więc trochę mnie to wali:-D Zagrali wtedy BAAAARDZO PUUUUNKOWO............ Oj bardzo....... Gdyby nie teksty, które stały się ich "logo", jeszcze bez Budzyńskiego, to kapela przeszłaby bez echa zupełnie. Pamiętam WIELKI DESZCZ i zajebiste koncerty, m.in. Republika i Dżem, i wtedy była wojna - punkowo-bluesowa.........W błocie.......Dzięki takim faktom, tkwią w pamięci wspomnienia.....
Z Ryszardem Riedlem rozmawiałem kilka razy. Po festiwalu w Brodnicy (którymśtam - na polu namiotowym wypiliśmy wspólnie kilka obowiązkowych tzw. mamrotów), po festiwalu w Olsztynie (którymśtam - ta sama sytuacja), na Targach we Wrocławiu w 1993 roku, już bez mamrota, ale regularne drinki barowe, i jeszcze przypadkowo zupełnie, m.in pod płotem, przy całkiem zapomnianym barze na peryferiach Brodnicy, kiedy zwymiotował na buty mojej koleżanki, skądinąd znanej w Mińsku nauczycielki. Może obalę mit i narażę się większości fanów, ale albo nie potrafiłem, albo nie miałem o czym (oprócz tematu narkotyków, o których nie mam do tej pory zielonego pojęcia, a On ciągle chciał o nich mówić) rozmawiać z tym Gościem. Był Wielki wtedy, kiedy chciał być Wielki. Cała reszta gorzkiej prawdy zamyka się niestety w "szukaniu materiału"..... I tak naprawdę, po koncercie tylko o tym chciał rozmawiać..... Przykre. Bardziej mi Go brakuje jako Wokalisty, niż jako partnera do rozmowy... Czuję dyskomfort, bo poznałem Sebastiana Riedla....To zajebisty Gość.
Film "Skazany na bluesa", ukazuje tylko rąbek Jego tajemnicy i udręki reszty zespołu i Rodziny...
Rozmawiałem też z trochę "niedostępnym", że tak to ujmę, Jurkiem Styczyńskim...
Może to raczej temat dla GŁOŚNIKA?
Wielcy Muzycy, nie zawsze mają czyste ręce i sumienia.........
Sorry za takie nocne przemyślenia........