To nie jest drobiazg. To pierwszy taki przypadek. Głowa państwa, która nawet nie udaje, że WOŚP istnieje. Zero gestu. Zero znaku. Zero kręgosłupa. Jakby małe serduszko było groźniejsze niż publiczna kompromitacja.
Słowo prezydent nie chce przejść przez usta. I trudno się dziwić. Do dziś nie wiemy, ile naprawdę było głosów. Nikt tego nie przeciął jasno i do końca. U nas przeszło bokiem. Cisza zrobiła robotę.
WOŚP to nie ideologia. To sprzęt ratujący dzieci. To konkret. Karetki, oddziały, aparatura. Trzeba być naprawdę cynicznym albo kompletnie pustym, by w ten dzień schować się w gabinecie i udawać, że tematu nie ma. Albo trzeba wiedzieć, że każdy gest zabrzmiałby fałszywie.
Bo jak mówić o bezinteresowności, gdy na plecach ciągnie się historia przejęcia mieszkania od człowieka w potrzebie. Jak udawać wrażliwość, gdy decyzje pachną zimną kalkulacją. To nie wpadka. To styl. To wybór.
Nawrocki nie przykleił serduszka, bo serca tu nie ma. Jest strach. Jest wyrachowanie. Jest chowanie głowy w piasek. Prezydentura zaczęta od ucieczki. Od milczenia tam, gdzie trzeba stanąć prosto.
To nie brak sympatii do Owsiaka. To brak elementarnej przyzwoitości. A przyzwoitość nie potrzebuje wielkich słów. Wystarczy małe serce. I odwaga, by je pokazać.
Piotrek Kaczyński