PREZYDENT Z GRILLA, KIBOLSKI LUD I REPUBLIKA KŁAMSTWA
Karol Nawrocki – prezydent, który zamiast Waszyngtonu wybrał grill na działce. Facet, który wolał kiełbasę i „PIT Zero” niż rozmowę z przywódcami Zachodu. To trochę tak, jakby drużyna narodowa dostała finał mundialu, a selekcjoner zamiast na stadion pojechał na ryby. Bezczelność podszyta ignorancją – i do tego opakowana w patriotyczne hasła.
Jego „PIT Zero” to nie polityka prorodzinna, tylko konkurs na „Kto bogatszy, ten bierze więcej”. Klasa średnia i wyżej, śmieje się w kułak, licząc dodatkowe tysiące, a reszta społeczeństwa dostaje co najwyżej kupon na loda w barze mlecznym. Oto Polska ludyczna – kraj, w którym biedni finansują bogatych, a prezydent bije brawo własnej bezwzględności.
I wszystko to przy dźwiękach katarynki TV Republika, która nie informuje, tylko odgrywa kabaret. Tam każdy dzień to festiwal haseł z generatora nienawiści: „Ruda Wrona”, „Linia Tuska”, „Reseciarze”. To nie wiadomości, to teatrzyk kukiełek, gdzie premier porusza ustami, a zza kurtyny rechocze Sakiewicz. Bareja by się nie powstydził, tylko że zamiast śmiać się z głupoty systemu, musimy się bronić przed jego powrotem.
Kibole – ta „sól ziemi” w wersji prawicowej – stoją gotowi na hasło. Kiedyś ganiali się po osiedlach z maczetami, dziś udają świętych rycerzy od rac na Jasnej Górze. Złodzieje, dilerzy, łamacze nosów – oto nowy lud, na którego powołuje się prawica. Zamiast klasy robotniczej mamy klasę chuligańską, zamiast solidarności – solidarność przy ustawce. Kiedyś „Ole! Olek!”, dziś „Ave Nawrocki!”.
I nie łudźmy się – ten spektakl jest starannie reżyserowany. Prawica od lat tworzy swój własny lud: prosty, łatwy do manipulacji, zapatrzony w telewizyjny ekran. Lud, który zamiast pytać „gdzie są pieniądze z budżetu?”, woli krzyczeć „gdzie jest Tusk?”.
Po drugiej stronie stoi Donald Tusk i Koalicja, która próbuje sprzątać ten chlew. Ale każdy ich ruch jest natychmiast przykrywany tonami piachu sypanego w tryby przez Republika TV. Sienkiewicz staje się „pułkownikiem z UOP”, Bodnar – „esbekiem w wołdze”, a Sikorski – „Ławrowem od fajki”. Propaganda pisowska pracuje jak maszynka do mięsa: wrzucasz człowieka, a wychodzi parówka z napisem „zdrajca”.
A wszystko to dzieje się przy aplauzie zza oceanu, gdzie w Białym Domu zasiada Donald Trump – człowiek, który sam nie wie, czy jest demokratą ze skłonnościami do dyktatury, czy dyktatorem o duszy demokraty. Facet, który chwali się, że zakończył siedem wojen i należy mu się Nobel, choć bardziej pasowałby mu dyplom z przedszkola za „ładne kolorowanie mapy Iranu”. Trump, który jedną ręką poklepuje Putina, drugą podburza przeciwko Tuskowi, a trzecią – której jeszcze nie dorobił, ale pewnie rozważa – liczy głosy swoich kiboli w czerwonych czapeczkach.
Problem w tym, że Nawrocki nie jest tylko dzbanem – on jest dzbanem z zapałkami w składzie amunicji. Bezwzględny, cyniczny i chętnie podpalający, byle tylko rządowi Tuska paliło się pod nogami. Dziś to „PIT Zero”, weta, jutro sabotaż sojuszy międzynarodowych, pojutrze – deal z Mentzenem. Bo prezydent grillmaster nie szuka kompromisu, tylko ognia.
Nawrocki najwyraźniej uznał, że jego rolą jest wetować i pouczać rząd, jak ma rządzić – jakby był szkolnym belfrem, który sam nie zdał matury, ale wszystkim rozdaje dwóje. Tusk na razie spokojnie sprowadza go na ziemię, ale z bokserem nigdy nie wiadomo, kiedy i co mu odbije. Ten pajac już szykuje się, by stanąć w szranki z Trumpem w konkursie na to, kto głupszy i kto ma większe ego. I niepokojące jest to, że wynik tej licytacji wcale nie byłby oczywisty.
A my? My mamy wybór: albo dać się wciągnąć w ten kabaret, albo trzymać stronę tych, którzy mimo wszystko próbują ratować państwo przed rozkładem. Bo jeśli zwycięży narracja kiboli, republikańskich kuglarzy i Nawrockiego z kiełbasą w ręku, to Polska skończy jak tania impreza w remizie: dużo dymu, dużo hałasu, a rano kac i puste butelki.
- KZ Bielejew Sky