Doniesienia z putinowskiej Polski
·
Słowo o stratach Rosjan i o imposybilizmie autokracji.
Jak wiecie, po sieci latają różne liczby. Od 1350 (podawanej przez Kreml), przez 17 tysięcy (podawanej przez Ukrainę), po 30-40 tysięcy (podanej przez wywiad NATO, łącznie z rannymi, zaginionymi i pojamnymi). Wszyscy się generalnie zgadzają, że Rosjanie kilkukrotnie zaniżają straty, a Ukraińcy swoje dane prawdopodobnie zawyżają. Ostatnio pojawiły się jednak ciekawe wyniki OSINT-owego śledztwa, które rzuca na to trochę światła.
Otóż polegli żołnierze w Rosji niemal z automatu otrzymują Medal Odwagi. I te medale mają numery, które są normalnymi numerami rosnącymi. 3 marca rosyjski MON zarządził, że wszyscy polegli na wojnie od 24 lutego dostaną taki medal. Są pogrzeby, na tych pogrzebach są rodziny, te rodziny robią zdjęcia, także legitymacji i medali. Więc widzimy numery.
I cóż z tego wynika? 3 marca nastąpił wysyp medali, o numerach od 78 487 do 83 281. I to są te, które znamy, bo ktoś wrzucił do sieci zdjęcie. Czyli w okresie tygodnia od 24 lutego do 2 marca, nadano 4 794 medale. Wiele wskazuje na to, że w przygniatającej większości były to medale dawane pośmiertnie, "z automatu". Warto dodać, że wszyscy oficerowie wyżsi rangą dostają też wyższe medale, więc ich ta liczba nie uwzględnia, a jak wiemy, Ukraińcy tych oficerów zabijają na pęczki (nawet jeśli przyjąć najwyższe dane o stratach rosyjskich, nadal wychodzi, że bezpieczniej być rosyjskim poborowym niż generałem).Załóżmy za Michałem Fiszerem - analizującym tę wojnę dzień po dniu na łamach Polityki - że z tych niecałych 4800 medali, około 4000 przyznano pośmiertnie. W pierwszym. Tygodniu. Wojny. Fiszer dalej skaluje to na kolejne trzy tygodnie, otrzymując łącznie 16 tys. zabitych, co jest błędem, bo intensywność walk jest różna. Ale nawet jak weźmiemy na to poprawkę, to wychodzą nam liczby kosmiczne, dawno przebijające którąkolwiek wojnę czeczeńską, a kto wie - może i obie razem wzięte (12 tys. zabitych).
Jeśli dodamy do tego typowy stosunek rannych do zabitych rzędu 3:1, zaczynamy się zbliżać do liczb podawanych przez wywiad NATO: 30-40 tys. zabitych, rannych, zaginionych i pojmanych włącznie. Która liczba jest prawdziwa, nie wiadomo. Ale wygląda na to, że jednak obracamy się bliżej liczb podawanych przez Ukraińców, niż tych podawanych przez Rosjan i armię wspierających ich onuc. Przypomnę też, że te straty nie obejmują ludzi oficjalnie niebędących w armii FR, czyli np. "ochotników" z DRL i ŁRL, ale też różnych najemników z Czeczenii, Syrii, Osetii czy Abchazji. Ani Wagnerowców. A wywiad amerykański już prawie tydzień temu podał liczbę 8-9 tys. zabitych, zastrzegając, że są to tylko te straty, które potwierdzono na 100%.
Popatrzmy na sprzęt. W pierwszych dniach wojny był duży rozrzut między tym co podawali Ukraińcy, a tym co ustalali różni analitycy od OSINT-u. W tym miejscu trzeba wyjaśnić, że grupy i analitycy pokroju Oryxa (robiącego to chyba najstaranniej), podają tylko te liczby, które są na 100% potwierdzone wizualnie. Tzn.: że mamy zdjęcie konkretnego pojazdu zniszczonego w konkretnym miejscu, konkretnego dnia. Ustalanie takich detali to żmudna praca, która trwa. Najpierw trzeba sprawdzić, czy zdjęcie lub film to nie fejk, np. z 2014 roku. Potem, czy nie jest to ten sam pojazd co wczoraj, tylko nagrany z innego kąta. Potem czy aby na pewno jest zniszczony. I czy jest zniszczony/przejęty na terytorium Ukrainy, a nie np. na poligonie w Rosji. Wszystko to trwa, przez co ostateczna lista jest dobre kilka dni opóźniona względem danych spływających z ukraińskiego sztabu ORAZ siłą rzeczy nie obejmuje wielu pojazdów, których zniszczenia nikt po prostu nie uwiecznił. Krótko mówiąc: dane Oryxa i innych są liczbami, o których wiemy, że nie mogą być mniejsze. A mogą być, i są, większe. Oryx na dziś podaje, że Rosja straciła 1988 pojazdów, w tym 312 czołgów. Czyli to wiemy na pewno. I to już jest mnóstwo. Ukraińcy dziś podali liczby: ponad 3500 łącznie, w tym 586 czołgów. Weźmy poprawkę na wspomniane wyżej opóźnienie oraz fakt, że nie każdy pojazd jest sfotografowany (szczególnie jak dostaje artylerią na terenach kontrolowanych przez Rosjan) i przyjmijmy sobie ostrożnie, że rzeczywista i względnie aktualna liczba jest gdzieś pośrodku. Czyli powiedzmy 2500 pojazdów, w tym 400 czołgów.
400 czołgów to moi drodzy ma Francja. trochę sporo, nie?
Ok, ktoś powie, ale Rosja ma 12 tysięcy czołgów, więc nawet jakby stracili 600 jak twierdzą Ukraińcy, to jest nadal tylko 5% wszystkich. Otóż nie. 12 tysięcy to oni mają na papierze i nikt nie wie ile z nich jest sprawnych. A wśród sprawnych - ile ma realną wartość bojową. Nie jest tajemnicą, że czołgi wysłane na Ukrainę były w - ehem ehem - fatalnym stanie technicznym. Ostatnio okazało się, że gdy Rosjanie zaczęli uruchamiać czołgi z głębokich rezerw magazynowych - ich stan był jeszcze gorszy.
Zacytuję Michała Fiszera: "w magazynach 4. Kantemirowskiej Dywizji Pancernej Gwardii im. Jurija Andropowa w Naro-Formińsku zgromadzono czołgi T-80UD i T-80U przeznaczone do mobilizowanego rozwinięcia dywizji. (...) I właśnie po ten sprzęt postanowiono teraz sięgnąć, by uzupełnić ciężkie straty dywizji. Jednak według dostępnych, choć niesprawdzonych informacji, ekipa się rozczarowała. Czołgi były wybebeszone ze wszystkiego, co się dało sprzedać na złom, a szczególnie bloków elektroniki z dużą ilością drutów miedzianych, na płytkach których są styki wykonane ze złota. W niektórych czołgach nie było nawet silników! Okazało się, że w magazynach stoją bezużyteczne skorupy, które też w zasadzie można oddać na złom."
Kogoś to dziwi? Bo mnie nie. Nie, ta informacja nie jest potwierdzona na 100%, ale współgra z obserwowalnym brakiem znaczących ilości sprzętu dostarczanych na front w celu uzupełnienia strat.
Po co Wam to piszę? By pokazać Wam po raz enty, że dyktatury i autokracje po prostu nie umieją w nic. Spójrzmy na takiego Putina. Nikt po nim nie oczekiwał zrobienia z Rosji lidera nowoczesnych technologii, ani zapewniania 140 milionom Rosjan poziomu życia - powiedzmy - Szwajcarów. Oczekiwano od niego, że Rosja pod jego rządami ma być silna, Rosji mają się bać. Pamiętacie jak w ostatnich latach fruwały po internecie groźne wiadomości, jak to Rosja coś modernizuje, że "kończy się epoka sowiecka", teraz tylko nowoczesna armia zawodowa, zajebiście wyposażona itd.? I jak się dumnie nosili na paradach z tymi Iskanderami, Kalibrami, modernizowanymi czołgami?
Otóż gdyby Putin był normalnym liderem, któremu leży na sercu modernizacja armii - to ta modernizacja by się zadziała. Miał na to chłop ponad 20 lat, to naprawdę wystarczy. Ale Putin nie jest zwykłym liderem, tylko ostatnim szczeblem piramidy oligarchicznej, której głównym zajęciem jest rozkradanie publicznego majątku. I w odróżnieniu od innych krajów, gdzie korupcja zdarza się głównie na niskim szczeblu (gdzie chcący korumpować obywatel dogaduje się z podatnym na korupcję urzędnikiem lub policjantem), korupcja w Rosji spływa z góry w dół. Wiemy, że Putin jest prawdopodobnie jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Wiemy, że stworzył system, który pozwala bogacić się otaczającym go oligarchom. A oni swoim poplecznikom, pracownikom, menedżerom, rodzinom, asystentom, pracownikom terenowym itd. A tamci swoim podwładnym. A tamci swoim. I koniec końców wszyscy kradną na każdym szczeblu, przez co nic nie działa. I w normalnych czasach to może funkcjonować w niemuszącym konkurować ze światem zewnętrznym obiegu zamkniętym, ale gdy przychodzi kryzys pokroju wielkiej wojny, cała to korupcja nagle wychodzi na wierzch. I okazuje się, że nie ma paliwa, racji żywnościowych, silników w czołgach, amunicji, elektroniki, systemów dowodzenia, łączności, no po prostu nie ma prawie nic.
Pisałem parę razy, że fani "rządów silnej ręki" lubią powoływać się na anegdotę, jakoby "za Mussoliniego pociągi przyjeżdżały na czas, a za Hitlera zbudowano w Niemczech autostrady, których używa się do dziś". No tak, Mussolini podobno faktycznie ogarnął burdel na kolei (choć nie jest to sprawa jednoznaczna), a Hitler rzeczywiście dał Niemcom tysiące kilometrów autobahnów. Tylko co z tego, skoro obaj na dłuższą metę doprowadzili swoje kraje do ruiny? Powiedziałbym raczej, że współczesne niemieckie autostrady zostały zbudowane (odbudowane) po wywołanej przez Hitlera katastrofie wojennej, a nie przed nią. Pomijam już, że gross zbudowano później i buduje się je dalej. Podobnie rzecz się ma z Putinem, który "ogarnął wypłaty emerytur". No tak, ogarnął, bo było to proste, bo przejmował stery w kraju zdewastowanym wyżej opisaną oligarchiczną wolną amerykanką, a światowe ceny ropy dały mu na to pieniądze. Tylko co z tego, skoro w perspektywie 20 lat doprowadził Rosję do gospodarczej katastrofy, z której będzie się leczyła dekadami?
Na koniec obowiązkowe porównanie do naszej złotej Partii-matki. "Może i kradną, ale się dzielą" - mówi się nadal w niektórych środowiskach. Bo dali 500+, trzynastą emeryturę itd. Tak, dali. A na boku konsekwentnie rujnują naszą gospodarkę, obronność, potencjał technologiczny, rynek energetyczny, pozycję międzynarodową oraz - co wbrew opinii wielu jest najważniejsze - zabierają nam wolność. I koniec końców mamy kraj niezdolny do radzenia sobie z kryzysami, od covidu, przez migrantów na granicy białoruskiej, po wojnę na Ukrainie. A na dokładkę urealnili groźbę polexitu, czyli - czy się to komuś podoba, czy nie - wrzucenia nas prosto w strefę wpływów Kremla. Wiecie, tę, której implementację oglądamy teraz na żywo w mediach. Trzeba być naprawdę krótkowzrocznym, żeby uznać, że 500+ to wyrównuje.
Wydaje mi się, że ten rozdźwięk między tym co autokrata mówi i obiecuje (oraz daje na krótką metę), a tym co robi długoterminowo - jest kluczowym aspektem każdej dyktatury. Od twardej, w stylu Putina, po miękką, w stylu Prezesa czy Orbana.
Nie miejcie złudzeń - Partia rujnuje Polskę z użyciem dokładnie tych samych mechanizmów, którymi Putin zrujnował Rosję. Wolniej, tak. Zaczynając z lepszego poziomu, jasne. Mniej intensywnie, owszem. Ale nadal są to te same mechanizmy.
Post edytowany