Doniesienia z putinowskiej Polski
Parę słów o "Planie Orbana", który przedstawił ostatnio Roman Giertych.
Otóż tydzień temu Roman Giertych wrzucił na FB długiego i robiącego wielkie zasięgi posta, w którym opisywał rzekomy plan Victora Orbana. Całość podlinkuję w komentarzu, ale w skrócie szło to tak: Orban już dekadę temu liczył na wielkie geopolityczne przeorganizowanie Europy i uważał, że trzeba porzucić Zachód i orientować się na Chiny (finansowo) i Rosję (militarnie). Jednocześnie Orban chciał zapewnić sobie władzę po wsze czasy, wykorzystując w tym celu węgierski rewizjonizm potrianoński. Więc się Orban dogadał z Putinem, a po drodze wciągnął w plan naszego Prezesa. Wedle planu Putin miał napaść na Ukrainę, błyskawicznie wymienić rząd w Kijowie, zająć znaczną część kraju (prawdopodobnie anektując wschodnie terytoria) i wtedy - pisze Giertych - władze z zachodniej Ukrainy miałyby błagać Zachód o interwencję. I wtedy - pisze dalej - taka interwencja by przyszła, pod flagami Polski i Węgier. Dwaj autokraci - Prezes i Orban - w cichym porozumieniu z Putinem, zajęliby zachodnią Ukrainę (Polska w domyśle do granic II RP, a Węgry Ruś Zakarpacką) niby w ramach misji NATO lub ONZ, a w praktyce jako swój protektorat. Zachodni Ukraińcy byliby szczęśliwi, bo bezpieczni, Putin nie musiałby babrać się w okupowanie niepokornego kraju, jednocześnie anektując część rosyjskojęzyczną", Ukraina byłaby rozbita na trzy człony (zaanektowany na wschodzie, marionetkowy w centrum i protektorat na zachodzie), a Prezes i Orban mieliby zapewnione zwycięstwo we wszystkich wyborach na zawsze, jako wielcy unifikatorzy ziem utraconych. I jedynym co stanęło temu na przeszkodzie, był skuteczny opór Ukraińców oraz zjednoczona odpowiedź Zachodu.
Tyle teoria Giertycha.
Teraz tak: uważam to za mocno naciągane, ale uważam też, że Giertych zadaje parę słusznych pytań i zwraca uwagę na kilka niezwykle ważnych rzeczy. Zacznę od założeń teorii, z którymi się zgadzam.
A więc tak: wydaje mi się prawdopodobne, że Orban mógł już od dawna myśleć o pozycjonowaniu się na Rosję i Chiny. I Prezes też. To mnie zupełnie nie dziwi, bo obaj reprezentują ruchy polityczne, które - delikatnie mówiąc - nie lubią Zachodu. I na ten Zachód szczują, zwykle używając w tym celu wprost zerżniętej z Kremla propagandy. Do pewnego stopnia robią to cynicznie, ale nie oszukujmy się - przynajmniej po części w to wierzą. Bardzo więc możliwe, że obaj są szczerze przekonani, że "Zachód się kończy, bo jest słaby, lękliwy i niezdolny do działania". I że trzeba ustawiać się z innymi - w domyśle: sprawczymi - graczami.
Dalej: tak, rewizjonizm ma się na Węgrzech dobrze, znacznie lepiej niż w Polsce. O ile u nas bajki o odzyskiwaniu Lwowa czy Wilna są właśnie tym - bajkami - o tyle na Węgrzech analogiczne opowieści o Użhorodzie, Klużu czy Nowym Sadzie są realną częścią debaty politycznej, szczególnie w środowiskach okołoorbanowych. Natomiast od takich opowieści - nawet wspartych skromnymi działaniami pokroju rozdawania paszportów mieszkającym na Ukrainie Węgrom - do anektowania, czy "obejmowania opieką" dużych połaci sąsiedniego kraju, droga jeszcze bardzo, bardzo daleka.
Dalej: tak, główny playmaker, czyli Putin, mógł chcieć dokonać takiego rozbioru Ukrainy. Giertych słusznie przypomina, że już w 2014 Kreml niby to żartem zaproponował Polsce coś podobnego, co zostało wtedy jednoznacznie odrzucone przez Tuska i Sikorskiego. I tutaj narracja Giertycha według mnie się sypie, bo o ile nieźle zarysowuje on tło Planu, o tyle gładko przeskakuje nad najważniejszym jego elementem: działaniem Zachodu. Giertych w ogóle nie wspomina o tym, że taka "misja pokojowa" Polski i Węgier musiałaby być przez Zachód nie tylko zaakceptowana, ale też koordynowana, czy wręcz: zarządzana. O ile umiem sobie wyobrazić misję NATO czy ONZ na zachodniej Ukrainie, to za bajkę uważam, że Amerykanie i Europejczycy daliby Prezesowi i Orbanowi wolną rękę w tworzeniu jakichś parapaństw ze stolicami we Lwowie czy Użhorodzie. No bo pomyślmy: gdyby nasze wojska z pomocą gulaszowych bratanków miały "ochraniać" zachodnią Ukrainę w ramach szerszej misji, to chyba wszyscy się zgodzimy, że na czele takiego projektu staliby Amerykanie tudzież jakaś wielonarodowa ekipa z NATO. To może mielibyśmy to robić sami? Żarty. Przecież Zachód uznałby takie coś za jednoznaczne naruszenie integralności terytorialnej Ukrainy. Tak, nawet wtedy gdyby władze zachodniej Ukrainy same o taką pomoc prosiły.
That being said: Giertych zwraca uwagę na parę rzeczy, na które uwagę zwracam także i ja. I są to rzeczy, nad którymi musimy się wszyscy głęboko zastanawiać. I musimy zadawać pytania. Na przykład takie: skoro Amerykanie poinformowali sojuszników z NATO o planowanej inwazji już w listopadzie, to czemu Partia zorganizowała w grudniu szczyt proputinowskich partyjek z całej Europy w Warszawie? Giertych mówi: bo uzgadniali tam plan podziału Ukrainy. Ja mówię, że to zbyt daleko idąca hipoteza, z powodu niewykonalności tego planu, co opisałem w punkcie wyżej. Pytanie drugie: skoro wszyscy członkowie NATO wiedzieli o inwazji od listopada, a Putin zaczął grozić Zachodowi i Ukrainie w grudniu, a od początku stycznia zaczął gromadzić wokół jej granic znaczące siły, czemu Partia i Fidesz urządziły drugi zjazd proputinowek w Madrycie, pod koniec stycznia? To jest bardzo ważne pytanie. Bo o ile na początku grudnia inwazję można było traktować jako hipotetyczną, o tyle pod koniec stycznia (niecały miesiąc przed rozpocząciem działań zbrojnych), była to już groźba jak najbardziej realna. A tymczasem wiedzący o tym Prezes i Pinokio, jak gdyby nigdy nic, spotkali się ze wszystkimi miłującymi Putina głupcami z całego kontynentu. Giertych znowu mówi: na tym szczycie ustalono szczegóły, po czym Orban pojechał do Moskwy poinformować Putina, że plan jest gotowy. Ja mówię, że między oboma szczytami nie stało się nic, co sugerowałoby, że Zachód miałby się w jakikolwiek sposób zgodzić na taki plan. A raczej stało się wiele rzeczy, które sugerowały coś zgoła przeciwnego, bo Zachód zaczął Ukrainie dostarczać broń i zaostrzać pakiet szykowanych na Rosję sankcji, o czym obaj autokraci też musieli wiedzieć. Inne pytanie: czemu Partia odgrzała lexTVN akurat kilka dni po pierwszym szczycie, czyli gdy już wiedziała o inwazji? Też dobre i ważne. Przy czym uważam, że odpowiedź była bliższa: "Partia chciała wykorzystać kryzys, by ugrać coś w relacjach z Amerykanami" lub "Partia po 4 miesiącach przerwy odzyskała sejmową większość" niż "Partia dała sygnał Putinowi, że jest gotowa zająć Lwów" - jak sugeruje Giertych.
Jestem pierwszym, który podpisze się pod stwierdzeniem, że Orban i Prezes realizują interesy Putina w Europie, w końcu o tym jest jakieś 3/4 contentu na tej stronie. Natomiast uważam, że Giertych idzie z wnioskami zbyt daleko, ignoruje dosyć oczywiste przeszkody na drodze ku realizacji tego planu, w ogóle nie wspomina o tym co miałoby się dziać dalej. Np. czy Ukraińcy, zorientowawszy się, że są de facto okupowani przez Polaków i Węgrów, nie zaczęliby jakiejś rebelii. Albo: jak Prezes miałby przedstawić Lwów jako część Polski, bez znoszenia granicy, czyli de facto otwierania jej dla milionów Ukraińców? A jeśli granica miałaby dalej istnieć, to co to za "przyłączenie" Lwowa do Polski? Albo: jak Polska miałaby traktować ukraińską większość? Jak okupowany naród? A jeśli jak przyjaciół - to co, odebranoby im władzę nad regionem? I oni by się na to niby zgodzili? Giertych trochę popada w jakąś teorię spiskową o wielkich zakulisowych zdradach. Serio, sposób w jaki Orban i Prezes zdradzają Zachód na rzecz Rosji od lat, jest w zupełności wystarczający. Nie musimy wymyślać nowych.
W tekście Giertycha jest też jeden spory logiczny fikołek. Otóż parę razy podkreśla, że plan mógł się udać tylko przy błyskawicznym pokonaniu Ukrainy przez Putina. Po czym pisze, że propozycja Prezesa o misji pokojowej, którą złożył tydzień temu w Kijowie, jest tego planu elementem. Przepraszam, ale tydzień temu wojna trwała już trzy tygodnie i wszyscy widzieli, że rosyjska inwazja utknęła. No albo, albo.
Reasumując: myślę, że bardzo ogólny zarys takiego planu, ograniczający się do reorientowania się na Rosję czy Chiny, mógł się zrodzić w głowie Orbana. I tak, Putin by to pewnie pobłogosławił. Natomiast bardzo wątpię w owego planu szczegóły, czyli w udającą misję pokojową okupację zachodniej Ukrainy. Wydaje mi się, że nawet oderwana od rzeczywistości Nowogrodzka musiałaby zdawać sobie sprawę, że to się nie może udać z powodów politycznych, geograficznych i społecznych.
Oczywiście kremlowska propaganda już wykorzystała esej Giertycha do grzania tematu "skłóconej Europy". Nie popadałbym tu w paranoję, że Giertych tym tekstem realizuje politykę Kremla, ale tak, zasiał nim pewien ferment, który z pewnością źle wpłynął na jedność Zachodu wobec agresji Putina na Ukrainę i jako taki był niepotrzebny. Być może kiedyś zobaczymy jakieś dowody, czy choćby mocne poszlaki, na poparcie tezy o planie. Ale póki co ich nie widać, a plan sypie się w kluczowych szczegółach.
A wspomniane wyżej pytania, powinno się Partii zadawać codziennie.
Post edytowany