Wielkie oszustwo Morawieckiego
Wyprawa premiera z szefami rządów innych krajów i Jarosławem Kaczyńskim do Kijowa to jedna wielka hucpa dla idiotów. Czy oni sądzą, że jesteśmy takimi durniami, aby się na to nabrać?
Premier Mateusz Morawiecki, wicepremier do spraw bezpieczeństwa Jarosław Kaczyński, premierzy Czech i Słowenii pojechali do oblężonego Kijowa na rozmowy z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i tam zapewnili go o wsparciu i pomocy, za co ten ostatni dziękował ze łzami w oczach. Oficjalny przekaz z tej wyprawy świadczy o tym, że polski rząd do końca wspiera zaatakowaną Ukrainę i buduje międzynarodową koalicję w jej obronie.
A jak jest naprawdę?
Po pierwsze: ze słów wypowiedzianych przez obie strony nic zupełnie nie wynika. Tromtadrackie deklaracje nie mają żadnego przełożenia na rzeczywistość. Polska, Czechy i Słowenia nie są decydentami w żadnej sprawie a wizytujący Kijów oficjele nie mieli żadnych pełnomocnictw jakiejkolwiek międzynarodowej organizacji, żeby cokolwiek ustalać albo cokolwiek Zełenskiemu obiecywać. Było to więc klasyczne "pier...nie o szopenie", bez najmniejszego znaczenia.
Po co więc cała ta eskapada? Dla PR-u, którego Morawiecki uczy się od swojego byłego szefa - Donalda Tuska. Morawiecki i Kaczyński doskonale wiedzą jaka jest sytuacja Polski (zwłaszcza gospodarcza) i rozpaczliwie chcą odwrócić uwagę Polaków od efektów ekonomicznych swojego rządzenia. Wyrażanie sympatii dla prześladowanych Ukraińców (co czyni większość Polaków) wydaje się dobrym, choć rozpaczliwym pomysłem na poprawę wizerunku rządu.
Po drugie: zupełną hucpą było ujawnienie zamiaru wyjazdu w/w oficjeli do Kijowa w taki sposób, że szczegóły ich podróży pociągiem mógł poznać każdy internauta. Jeśli podróż tak ważnych urzędników państwowych, do oblężonego miasta, miała miejsce w warunkach wojennych, należało ją trzymać w ścisłej tajemnicy. O planowanej podróży na pewno wiedziały rosyjskie wojska okupujące Ukrainę, miały więc możliwość zaatakować ten pociąg (szlak kolejowy do Kijowa biegnie w pobliżu zniszczonego i kontrolowanego przez Rosjan Irpienia). Czemu tego nie zrobiły? Z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze: atak na premierów trzech państw zaowocowałby zaostrzeniem sankcji przeciwko Rosji, po drugie: nie było to potrzebne. Nikt bardziej niż PiS nie daje w Polsce Putinowi powodów do radości. Ten rząd dzieli Polaków, konfliktuje nasz kraj z UE i NATO, zadłuża Polskę do rozmiarów nieznanych wcześniej w historii a przy tym wydaje setki milionów na zakup węgla z Donbasu (czyli wspiera prorosyjskich separatystów). W interesie Putina jest to, aby ten rząd trwał jak najdłużej, więc Jarosław Kaczyński mógłby się czuć bezpiecznie nawet pod lufami krasnoarmejców.
Gdybym już miał silić się na pozytywy to zauważyłbym jedna dobrą stronę tego wyjazdu. Otóż cały dzień Kaczyński z Morawieckim zajęci byli podróżą i przez to nie mieli czasu aby cokolwiek spieprzyć. Premier - zajęty wygłaszaniem pustych frazesów w Kijowie - nie wymyślił żadnych podatków, nie wprowadził jakiegoś idiotyzmu w stylu "Nowego Ładu". Kaczyński - zajęty tym samym - nie kazał nikogo wsadzić ani inwigilować.Leszek Szymowski - dziennikarz śledczy