16
wyborcza to wy, LGBT,Marsz Równości
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Jeśli jest ktoś żywy, to niech podniesie rękę - powiedział policjant, patrząc na taneczny parkiet klubu Pulse zasłany ciałami we krwi. Ci, którzy byli tylko ranni, i ci, którzy tylko udawali zabitych, podnieśli ręce.
Rzeź w toaletach jeszcze trwała. Kule przebijały wahadłowe drzwi ubikacji i miękko lądowały w dwóch, trzech stłoczonych ciałach jednocześnie. Zabici i ranni osuwali się na ziemię, a na nich stawali żywi, by nie było widać ich stóp.
Zamachowiec musiał przeładować półautomatyczny karabinek. W każdej kabinie, kto był jeszcze żywy, starał się przykryć trupem. W damskiej toalecie, która była następna w marszrucie mordercy, mężczyźni w makijażach zakryli swoimi ciałami schowane razem z nimi kobiety. Jeden z nich zginął. Drugi ocalał, bo przez ścianę do toalety wdarł się pancerny łazik ze specjalną grupą policji. Osiem kul trafiło zamachowca i zakończyło jego życie.
Wokół leżało martwych 49 kobiet i mężczyzn, czy też raczej wolelibyście nie nazywać ich ludźmi, lecz LGBTQ?
II.
W tych Marszach Równości moglibyśmy nie być tacy tęczowi, kolorowi, rozśpiewani i roztańczeni, gdyby nie to, że bycie gejem (po angielsku „gay” znaczy „wesoły, radosny”) zobowiązuje.
REKLAMA
To jest nasza kultura i 50 lat temu, po policyjnej napaści na bar Stonewall w Nowym Jorku, zdecydowaliśmy, że będziemy walczyć o nasze prawa tacy, jacy jesteśmy. I choć naprawdę jesteśmy zwyczajnymi artystami, biznesmenami, nauczycielami, księżmi, naukowcami, niepełnosprawnymi, sportowcami, dziennikarzami, wojskowymi, lekarzami, prawnikami, elektrykami, masażystami i bezrobotnymi, to na te parady umajamy się na tęczowo, na obcasach i w tiulach ze sztucznymi rzęsami i ostrą szminką. Nie wszyscy tak się stroją, ale generalnie staramy się być bardziej tęczowi i kolorowi niż hetero.
Ale moglibyśmy zamiast tęczy i kwiatów nieść trumny i portrety zabitych. Każdego dnia roku moglibyśmy iść w Marszach Pamięci, bo każdego dnia umiera na świecie co najmniej jeden gej.
III.
Może to był błąd pójście w Białymstoku na wesoło, po gejowemu. Może lepiej zostałby odebrany Pierwszy Marsz Pamięci.
W pierwszym szeregu nieślibyśmy portret Milo, którą zabiła polska procedura zmiany płci, co Milo tylko dopełniła, skacząc z mostu do Wisły. Milo była transkobietą. Jej śmierć moglibyśmy zadedykować prezydentowi Andrzejowi Dudzie.
To on zawetował jako pierwszą ustawę przygotowaną m.in. przez posłankę Annę Grodzką, która miała wprowadzić cywilizowane standardy procedury zmiany płci. Andrzej Duda wyrzucił ją do kosza, pozostawiając osobom transpłciowym polską drogę: dehumanizującą i odbierającą godność osobom trans.
Zaraz po wecie Duda pojechał na sesję ONZ i czytał przemówienie, w którym ktoś mu napisał, że domaga się równego traktowania ludzi. Myśmy tego słuchali. Podczas lunchu Dudę posadzono przy stole prezydenta Obamy. I siedzieli tak razem jak obraz dobra i zła. Duda, który w kampanii prezydenckiej mówił, że nie wyobraża sobie zatrudnienia gejów w swojej kancelarii, bo by mu półnago po niej biegali, i prezydent Obama, który ewoluował w poparciu dla środowiska LGBTQ z przeciwnika małżeństw jednopłciowych do tego, który po decyzji Sądu Najwyższego USA legalizującego małżeństwa jednopłciowe, podświetlił Biały Dom tęczą.
My staliśmy w Waszyngtonie, patrzyliśmy na to i w większości płakaliśmy, bo to było za wiele jak na nasze gejowskie szczęście.
https://wyborcza.pl/7,162657,25025557,marsz-rownyc...