W piątek Konferencja Episkopatu Polski przedstawiła stanowisko w kwestii LGBT+.
Doceniamy pamiętanie o + przy skrócie LGBT+. I na tym lista pozytywów tego stanowiska (wyrażonego na 27 stronach!) mogłaby się skończyć.
Polscy hierarchowie raz jeszcze dali dowody swojej niewiedzy i ignorancji. Pokazali, że nie mają pojęcia ani o życiu ludzi, na temat których się wypowiadają, ani na temat stanu współczesnej nauki. Ba, z ich listu wynika wręcz, że mylą nienawiść z miłością. Również nienawiść, którą sami do nas czują.
Nie byłoby to warte komentarza, gdyby nie wpływy hierarchów Kościoła w Polsce i gdyby nie posłuch, którym hierarchowie cieszą się w części społeczeństwa i wśród rządzących.
Nie damy rady skomentować wszystkich bzdur w dokumencie KEP. Chcemy skupić się na jednej, bardzo groźnej rzeczy.
A mianowicie na transfobii hierarchów i na postulacie terapii konwersyjnych.
KEP pisze:
"Kierując się obiektywnym kryterium płci człowieka, czyli jego genetyką (kobieta XX, mężczyzna XY), Kościół stoi na stanowisku, że hormonalne i chirurgiczne ingerencje w sferę płciową nie powodują jej faktycznej zmiany. Takie praktyki są traktowane wyłącznie jako akt okaleczenia osoby".
Na genetyce hierarchowie też się nie znają. Trzeba im oddać, że wielki wkład w rozwój tej dyscypliny wniósł ich brat, ksiądz Gregor Mendel. Ale od jego czasu stan wiedzy bardzo się rozwinął. A polski episkopat najwyraźniej nie nadąża.
Nie wie choćby, że istnieją osoby, które mają kobiecą anatomię, fizjologię i tożsamość - ale w ich komórkach znajdują się chromosomy XY, a więc "męskie". Tak jest np. w wypadku zespołu Swyera, odkrytego w 1955 roku. Chromosomy wcale nie są tak "obiektywnym kryterium płci" jak się hierarchom wydaje. Mimo to członkowie KEP wciąż powtarzają: "Niech wasza mowa będzie XX, XY".
Chromosomy nie mają też związku z transpłciowością. Nauka nie zna jeszcze dokładnych mechanizmów odpowiedzialnych za transpłciowość, uważa się jednak, że jest to kwestia skomplikowanych interakcji między genami a hormonami. Wpływ genów został stwierdzony dzięki badaniom bliźniąt jednojajowych. Okazuje się, że w 40 procentach przypadków jeśli jedno z bliźniąt jest osobą transpłciową, drugie też nią jest.
Raz jeszcze: chromosomy nie mają tu znaczenia i nie przesądzają o tożsamości płciowej.
A hormonalne i chirurgiczne ingerencje "w sferę płciową" faktycznie nie powodują jej "zmiany". W wypadku osób transpłciowych powodują jedynie, że dochodzi do uzgodnienia fizjologii i tożsamości płciowej.
Tożsamość płciowa się nie tu zmienia, bo nie da się jej zmienić. O czym świadczą liczne próby wychowywania transpłciowych dzieci niezgodnie z ich płcią. Próby często zakończone tragicznie (
https://www.nytimes.com/2004/05/12/us/david-reimer-38-...
Mimo to hierarchowie uważają, że należy podejmować ingerencje, walczyć z transpłciowością i orientacjami innymi niż heteroseksualne.
"Wobec wyzwań tworzonych przez ideologię gender i ruchy LGBT+, a zwłaszcza mając na uwadze trudności, cierpienia i duchowe rozdarcia przeżywane przez te osoby, konieczne jest tworzenie poradni (również z pomocą Kościoła, czy też przy jego strukturach) służących pomocą osobom pragnącym odzyskać zdrowie seksualne i naturalną orientację płciową".
"Zdrowie seksualne" - czyli heteroseksualność. "Naturalna orientacja płciowa" - czyli "orientacja heteroseksualna i tożsamość płciowa zgodna z genitaliami, które miałeś lub miałaś w momencie urodzenia".
A więc hierarchowie opowiadają się za terapią konwersyjną.
Wbrew stanowisku Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, które na podstawie niezliczonych badań pisze:
"Propagowanie terapii polegających na korekcie, konwersji czy reparacji orientacji homo- czy biseksualnej w kierunku wyłącznie heteroseksualnej jest niezgodne ze współczesną wiedzą na temat seksualności człowieka i może zaowocować poważnymi niekorzystnymi skutkami psychologicznymi dla osób poddawanych tego typu oddziaływaniom."
Wbrew ekspertom Organizacji Narodów Zjednoczonych, którzy zwracają uwagę, że terapia konwersyjna prowadzona pod przymusem jest tożsama z torturami.
Polscy hierarchowie, nieświadomi własnej ignorancji, nie zdający sobie sprawy z nieodpowiedzialności swoich słów, piszą:
"Kościół przypomina, iż jego nauczanie w tej materii [tzw. zachowań homoseksualnych] opiera się na Słowie Bożym, na żywej Tradycji Apostolskiej i na prawie naturalnym. Ma więc ono charakter uniwersalny, niezmienny w czasie i w przestrzeni, i jest nieomylne".
My natomiast przypominamy, że świat się zmienia. Że nasza wiedza o biologii i seksualności człowieka wciąż się rozwija - podobnie jak wiedza na temat procesów społecznych. Wiedza "niezmienna" nie może się rozwijać, a więc szybko staje się bezwartościowa. A każdy, kto głosi swą "nieomylność" jest po prostu śmieszny.
Przypominamy też, że osoby homoseksualne są prześladowane tylko dlatego, że kochają osoby tej samej płci.
Przypominamy, że 40 procent osób transpłciowych ma za sobą próby samobójcze (
https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3953767/). Nie z powodu "rozdarcia duchowego", ale z powodu nienawiści, niezrozumienia i braku akceptacji.
Chcecie pomagać osobom LGBT+? Pomóżcie im być sobą zamiast zmuszać je do bycia tym, kim - waszym zdaniem - mają być.
Ale oczywiście nie liczymy na to, że polscy hierarchowie wysłuchają powyższego apelu.
[Ekipa MNW]