Radek – Zdradek. Przeczytajcie historię człowieka, którego Polacy powinni się wstydzić
Najwięcej problemów przysparzają światu ludzie, którzy pragną być uważani za ważne osobistości – twierdził Thomasa Eliot, uważany za jednego z największych poetów XX w. W polskiej polityce takim człowiekiem o chorobliwie rozbudowanym ego jest niewątpliwie Radosław Tomasz Sikorski, któremu marzyły się stanowiska prezydenta RP, szefa NATO czy wysokiego przedstawiciela UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa.
Co zabawne, cechy charakteru rządnego władzy i zaszczytów Radka Sikorskiego zupełnie go dyskwalifikują jako kandydata do tak odpowiedzialnych funkcji i można powiedzieć, że stanowiska, jakie udało mu się piastować w III RP, zawsze były dla niego na wyrost i do dziś pozostaje zagadką, jakie mechanizmy powodowały, że ktoś taki mógł być szefem MON, MSZ i marszałkiem sejmu. Trudno tłumaczyć to tylko wyjątkową umiejętnością Sikorskiego, jaką jest nachalna i bezwstydna autopromocja.
O londyńczyku i oxfordczyku Sikorskim usłyszałem po raz pierwszy na początku lat 90. ubiegłego wieku i jakoś specjalnie nie dziwiło mnie, że jakiś spadochroniarz z Londynu krząta się koło Ruchu Odbudowy Polski Jana Olszewskiego. Jak wiemy, były to czasy transformacji ustrojowej, więc można było sobie wyobrazić, że antykomuniści o prawicowych poglądach, których los rzucił za granicę, wracają w poczuciu patriotycznego obowiązku. Dlatego w tamtym burzliwym okresie niewiele osób zastanawiało się, jaki cudem 29-latek Sikorski mógł zostać zastępcą ministra obrony Jana Parysa w rządzie premiera Jana Olszewskiego. Wątpliwości i podejrzenia zaczęły się rodzić, kiedy Sikorski przeszedł do obozu, który był autorem „nocnej zmiany”. W 1997 roku podobno dzięki protekcji towarzysza Balcerowicza Radzio trafia do kierowanego przez Bronisława Geremka MSZ jako jego zastępca i kontynuuje karierę na tym stanowisku u boku ministra Władysława Bartoszewskiego. To dziwne jak na polityka, który nie udzielał się aktywnie w żadnej polskiej partii politycznej. No i nadszedł w końcu rok 2005, kiedy Sikorski ku mojemu zaskoczeniu został szefem MON w rządzie PiS, kierowanym przez Kazimierza Marcinkiewicza. Po 15 miesiącach podał się do dymisji, rzekomo w proteście przeciwko obecności Antoniego Macierewicza w resorcie oraz kontrwywiadzie wojskowym. To wtedy chyba po raz pierwszy zaczęły powstawać głębsze analizy dziwnej i szybkiej kariery Sikorskiego, w której dostrzeżono pewną prawidłowość, czyli aktywne występowanie przeciwko wszystkiemu, co polskie i narodowe. Zaczęły pojawiać się głosy, że działa on zgodnie z dyrektywami amerykańskich syjonistów i wskazywano, że przecież wżenił się w syjonistyczną wpływową rodzinę Applebaumów z Nowego Jorku. Ale tak naprawdę głośno zaczęło być o Sikorskim po jego przejściu do obozu Platformy Obywatelskiej, która w nagrodę za bezpardonowe, a wręcz chamskie i łajdackie ataki na PiS nagrodziła go stanowiskiem szefa MSZ. Z kolei po tragedii smoleńskiej mogliśmy się w końcu przekonać o jeszcze jednej cesze charakteru Sikorskiego. Ujrzeliśmy nie tylko zakochanego w sobie megalomana i wyjątkowego bufona, ale także człowieka do szpiku kości podłego.
Gdyby tak nad Wisłą przeprowadzono sondaż na najbardziej znanego polskiego absolwenta Oxfordu, to daje głowę, że trzy miejsce na pudle zajęliby: Radek Sikorski, Nikodem Dyzma i Żorż Ponimirski. Nie przesądzam o kolejności, ale właśnie na tę trójkę postawiłbym u bukmachera. Co prawda ci dwaj ostatni to tylko fikcyjne postaci z powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, „Kariera Nikodema Dyzmy” i na dodatek tytułowy bohater tego Oxfordu nawet na oczy nie widział. Mimo to można posunąć się do stwierdzenia, że Radzio Sikorski swoimi cechami charakteru przypomina zarówno Nikodema Dyzmę, jak i pomylonego nieco Żorża Ponimirskiego. Za każdym razem, kiedy oglądałem Sikorskiego, jak stroi miny, zaciska usta i posyła w świat charakterystyczny wykrzywiony uśmiech cynika, okraszony nieskrywanym poczuciem wyższości, to tak, jakbym widział Dyzmę stojącego przed lustrem i podziwiającego swój rzymski profil albo samego il Duce pozdrawiającego wiwatujące tłumy. Sikorski uwielbia zwracać na siebie uwagę, a już drugorzędne jest dla niego to, że robi z siebie politycznego pajaca, który co chwilę zmienia zdanie i poglądy. Będąc w rządzie PiS-u bezpardonowo atakował niemiecko-rosyjski gazowy projekt Nord Stream mówiąc: Polska jest szczególnie wrażliwa na punkcie korytarzy i porozumień ponad naszymi głowami. To była tradycja Locarno, to jest tradycja paktu Ribbentrop ‒ Mołotow. Nie chcemy powtórki. Ten sam Sikorski kilka lat później zmienił diametralnie zdanie i na łamach niemieckiego „Sueddeutsche Zeitung” oznajmił: W procesie rozszerzenia NATO nie należy z góry wykluczać Rosji. Jej członkostwo mogłoby przynieść stabilność i bezpieczeństwo regionom, gdzie dotychczas nie było ani jednego, ani drugiego. Rok później zasłynął haniebnym „hołdem berlińskim”, kiedy w stolicy Niemiec powiedział: Domagam się od Niemiec tego, abyście – dla dobra Waszego i naszego – pomogli tej strefie euro przetrwać i prosperować. Dobrze wiecie, że nikt inny nie jest w stanie tego zrobić. Zapewne jestem pierwszym w historii ministrem spraw zagranicznych Polski, który to powie: Mniej zaczynam się obawiać się niemieckiej potęgi niż niemieckiej bezczynności. Niemcy stały się niezbędnym narodem Europy. Nie możecie sobie pozwolić na porażkę przywództwa. Nie możecie dominować, lecz macie przewodzić reformom. Nie trzeba było długo czekać na reakcję Jarosława Kaczyńskiego, który odnosząc się do słów Sikorskiego, 31 grudnia
2011 roku w 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego powiedział: Trudno sobie wyobrazić sytuację groźniejszą, niż wtedy, gdy przedstawiciele władz demokratycznego państwa zaczynają składać hołdy innym państwom.
To jest hańba, nadużycie i złamanie konstytucji. Na to nie wolno nam się zgodzić.
To dziwne polityczne miotanie się Sikorskiego od ściany do ściany oraz zaskakujące zmiany ról i zdań budzą także wiele podejrzeń. Chciałbym w tym miejscu przypomnieć fragment emitowanego cztery lata temu programu „Warto rozmawiać” Jana Pospieszalskiego. Miał on bardzo ciekawy przebieg. Jednym z zaproszonych do studia gości był wtedy „nawrócony” emerytowany oficer wywiadu PRL Piotr Wroński, który próbował publicznie przed kamerami TVP1 puścić w eter kilka pytań, dotyczących byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Jako że program poświęcony był zamachowi na papieża Jana Pawła II, Wroński pytał o związki Sikorskiego z zainstalowanym w Watykanie wyjątkowo niebezpiecznym komunistycznym agentem „nielegałem” Jerzym Turowskim, który w habicie jezuity dostał się w otoczenie papieża. Pytania te dotyczyły tajemniczej przeszłości Sikorskiego i formułowane były na podstawie jawnych dokumentów IPN. Ku mojemu zaskoczeniu obecny w telewizyjnym studio redaktor Andrzej Stankiewicz z „Rzeczpospolitej” (dzisiaj Onet.pl i „Tygodnik Powszechny”) przerywał i robił wszystko, aby te pytania na antenie nie padły. Oczywiście to swoje bezczelne przerywanie ubrał w świetnie odegrane oburzenie nazywając hańbą to, że do programu zaproszono byłego esbeka. Zastanawiałem się gdzie podziała się nagle u Stankiewicza dziennikarska dociekliwość? Skąd ta demonstracja dziennikarskiej cnoty u kogoś, kto nie ma oporów, by rozmawiać z tajnymi współpracownikami SB? Dlaczego tak bardzo spinał się na antenie i robił wszystko, aby niewygodne pytania nie padły? Na całe szczęście były oficer wywiadu Wroński pytania zamieścił także na Facebooku, co dało wszystkim możliwość zapoznania się z nimi. Zapobiegliwie skopiowałem sobie wtedy ten wpis i przytaczam go teraz w całości:
Panie ministrze Radosławie Sikorski,
Nie przywykłem tak jednoznacznie oceniać ludzi, jak Pan raczył był ocenić ministra Macierewicza, bez wyjaśnienia pewnych kwestii. Toteż, uprzejmie proszę Pana o odpowiedź na następujące pytania. Zaznaczam przy tym, że nic nie sugeruję, bo nie wiem po prostu, co mam myśleć, więc zamiast plotkować otwarcie pytam. Powtarzam: nie oceniam i nie przesądzam. Mam nawet nadzieję, że na wszystkie pytania odpowie Pan „nie”, bo był Pan przecież ministrem polskiego rządu i marszałkiem polskiego Sejmu. Mam też nadzieję, że załączone zdjęcie jest „fejkiem”, a przynajmniej nie o tego „Antka” chodzi.
1. Czy w czasie Pana urzędowania zapoznał się Pan z SMW, prowadzonym przez Wydz. III Departamentu I, nr IPN BU01824/311? Akta są jawne.
2. Czy to prawda, że wg relacji Alfreda P. z roku 1988 nie potrafił Pan wytłumaczyć źródeł finansowania swoich studiów oraz czy jego relacja w sprawie Pana ściągania na egzaminie w Oxfordzie jest prawdziwa? Jeśli tak, to czy jego wnioski, iż nie został Pan relegowany z uczelni i sprawa „została wyciszona” polegają na prawdzie? Alfred P. był rejestrowany jako kontakt przez pion wojskowy.
3. Czy to prawda, że przed
pobytem w Wielkiej Brytanii pojawił się Pan w Rzymie w towarzystwie oficera pionu „N” Departamentu I już w roku 1980,
lub na początku 1981?
4. Czy to prawda, że na warszawskie salony polityczne wprowadził Pana na początku lat dziewięćdziesiątych wysoki urzędnik ambasady brytyjskiej w Warszawie, który został ujawniony jako pierwszy łącznik MI6 z polskim wywiadem? Z oczywistych względów nie podaję nazwiska.
5. Kto wydrukował Panu pierwszą książeczkę o Afganistanie? W naszej ocenie z 1987 roku polskie podziemie dysponowało lepszą technologią.
Proszę tych pytań nie traktować jako uwłaczających Panu, ponieważ zadałem je, by w końcu rozwiać szereg Pana dotyczących plotek. Nie można pozwolić, by były ważny polski polityk był przedmiotem niesprawiedliwych podejrzeń. Dlatego je zadałem.
I teraz czas na przypomnienie o „kwitach na Sikorskiego” i ostrzeżeniach przed nim, wychodzących od prezydenta Lecha Kaczyńskiego po tym, jak zapoznał się z materiałami wywiadu i kontrwywiadu. Kwity na Radka Sikorskiego pojawiły się, gdy był jeszcze ministrem obrony narodowej. Donald Tusk zobaczy je dopiero, gdy zostanie zaprzysiężony na premiera, do tego czasu musi zaufać prezydentowi – mówił poległy w Smoleńsku koordynator służb specjalnych Zbigniew Wassermann. Jednak mimo tych kwitów Sikorski został przez Tuska powołany na stanowisko szefa MSZ. Skąd tylu jego obrońców, także i dzisiaj, kiedy widzimy, jak wraz ze swoją małżonką Anne Applebaum szkalują i opluwają legalne demokratycznie wyłonione polskie władze? Dlaczego Tusk mimo przekazanej mu wiedzy na temat Sikorskiego powołał go na tak ważne stanowisko? Dlaczego śp. Lech Kaczyński musiał zginąć, a Sikorski do obsługi wizyty prezydenta w Katyniu ściągnął w trybie pilnym agenta komunistycznego wywiadu Turowskiego, z którym, jak sugeruje Wroński, znał się i pojawiał w Watykanie już w 1980 albo na początku
1981 roku? Turowski był też na placu św. Piotra w dniu zamachu na polskiego papieża.
Pamiętajmy, że agenci są wśród nas i zapewne dość często mamy okazję oglądać ich na ekranach naszych telewizorów. Przyjmijmy też do wiadomości, że oprócz Moskwy istnieją także inne centrale wydające rozkazy swoim agentom umiejscowionym w Polsce. To dlatego Józef Piłsudski przestrzegając przed agenturą użył liczby mnogiej mówiąc: Podczas kryzysów – powtarzam – strzeżcie się agentur. Idźcie swoją drogą, służąc jedynie Polsce, miłując tylko Polskę i nienawidząc tych, co służą obcym.
Kolejna podejrzana sprawa to wyjątkowa troska Sikorskiego o byłego szefa WSI, gen. Marka Dukaczewskiego, uczestnika kursów GRU w Moskwie. Jako szef MON w rządzie PiS-u próbował wysłać generała na placówkę do Chin. Nie pociągnęli tego tematu dziennikarze śledczy nawet wtedy, gdy pojawiła się informacja, że kontrwywiad kierowany przez Antoniego Macierewicza zdobył tajną instrukcję rosyjskich służb, nakazującą, aby zaufanych oficerów z dawnych demoludów wysyłać właśnie na placówki do Pekinu. Czy wyjaśnieniem słabości Sikorskiego do Dukaczewskiego mogą być krążące plotki o kompromitującym go filmie, który ma się znajdować w rękach zasłużonego dla Kremla towarzysza generała?
I tak w dużym skrócie przedstawiłem postać, którą można psychologicznie sportretować jako wyjątkowo żałosnego bufona, który już na zawsze zapadnie nam w pamięci jako człowiek pozbawiony jakiejkolwiek klasy, powagi czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Bufonada, głupota, gadulstwo, niechlujstwo, skłonność do kłamstw i konfabulacji, knajacki język, mściwość i nieodpowiedzialność to swego rodzaju znaki firmowe i cechy dyskredytujące Sikorskiego nie tylko jako polityka. Dodając do tego całą masę podejrzeń, niewyjaśnionych zarzutów, tajemnic i białych plam w życiorysie, należałoby się ze zdziwieniem zapytać, jak ktoś taki mógł zrobić w Polsce tak zawrotną karierę polityczną i mieć dostęp do wielu tajemnic państwowych? Czy polska ulica może się mylić, mówiąc coraz częściej o Sikorskim, „Radek-zdradek”? Czy znajdzie się w końcu ktoś, kto pójdzie w ślady Żorża Ponimirskiego z „Kariery Nikodema Dyzmy” i publicznie wykrzyczy: Z was się śmieję! Z was! Elita! Cha, cha, cha… Otóż oświadczam wam, że wasz mąż stanu, wasz Cincinnatus, wasz wielki człowiek, to zwykły oszust, co was za nos wodzi, to sprytny łajdak, fałszerz i jednocześnie kompletny kretyn! Idiota, niemający zielonego pojęcia nie tylko o ekonomii, lecz o ortografii. To cham, bez cienia kindersztuby, bez najmniejszego okrzesania! Przyjrzyjcie się jego mużyckiej gębie i jego prostackim manierom! Skończony tuman, kompletne zero!
Najsłynniejsze wypowiedzi Radosława Sikorskiego
Co do ośmiorniczek
to przypominam, że jedzenie drogich kolacji na koszt podatnika jest częścią pracy ministra spraw zagranicznych.
Twitter, 28 października 2015
Jako byłego podwładnego uważam Antoniego Macierewicza za histeryka i partacza. Każdą sprawę, jakiej się
dotknął w ostatnich 20 latach zepsuł.
O wypowiedzi Antoniego Macierewicza na spotkaniu w Klubie „Gazety Polskiej” w Krośnie, tvn24.pl,
20 kwietnia 2012
Jako polski minister spraw zagranicznych co uważam za największe zagrożenia dla bezpieczeństwa i pomyślności Polski na dziś 28 listopada? To nie terroryzm, nie talibowie, na pewno nie są to niemieckie czołgi, nawet nie są to rosyjskie rakiety, których rozmieszczeniem na granicach Unii Europejskiej groził prezydent Miedwiediew. Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i pomyślności Polski byłby dziś rozpad strefy euro.
Przemówienie na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej, tvn24.pl, 28 listopada 2011
Można być prezydentem, ale można być też chamem.
Do Anny Fotygi po spotkaniu z Lechem Kaczyńskim, dziennik.pl,
18 sierpnia 2008
Polsko-amerykański sojusz to jest nic niewart. Jest wręcz szkodliwy, bo stwarza Polsce fałszywe poczucie bezpieczeństwa (…). Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją, i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy. Kompletni frajerzy. Problem w Polsce jest taki, że mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę. Taka murzyńskość.
W styczniu 2014, Zachodnie media o Sikorskim i aferze podsłuchowej: Może kosztować życie rząd Tuska, wyborcza.pl, 22 czerwca 2014
Prezydent wolnej Polski może być niski, ale nie powinien być mały.
O Lechu Kaczyńskim, „Gazeta Wyborcza”, 28 lutego 2010
Rosja jest potrzebna do rozwiązywania europejskich i globalnych problemów. Dlatego za słuszne uważam przyjęcie jej do NATO.
„Gazeta Wyborcza”, 30 marca 2009
To przez harce waszych łysych pał Polska ma za co przepraszać. A wy macie za co przepraszać Polaków.
Odpowiedź na wpis Krzysztofa Bosaka, onet.pl, 13 listopada 2013
Uważam też, że aby ponownie wejść do wyścigu, do grupy trzymającej władzę w Unii, trzeba się będzie uwiarygodnić.
Przekonać resztę Europy,
że PiS to był nacjonalistyczny przypadek przy pracy, a nie prawdziwa Polska.
wiadomo.co, 25 grudnia 2018
Wajda zastanawiał się, czy mógłbym w jednym z jego filmów zagrać ministra spraw zagranicznych, czyli wcielić się w samego siebie.
Michał Hernes, Minister Sikorski dla Stopklatki: miałem zagrać u Wajdy, stopklatka.pl, 13 czerwca 2013
Wredny babsztyl śmie grozić „aferami”, w których nie postawiono nawet zarzutów, o wyrokach nie wspominając.
Lepiej by przeprosiła za
osławiony audyt, za haniebny list do przywódców Europy ws. Tuska i za próbę wrobienia chłopaka we własny wypadek samochodowy.
O Beacie Szydło, gazeta.pl,
7 grudnia 2017
Jacek Rostowski: Za nas,
za naszego ukochanego…
Radosław Sikorski: … najwyższego przywódcę, oby żył wiecznie!
Wznosząc toast za Donalda Tuska jako premiera, Nowe taśmy „Wprost”, gazeta.pl,
23 czerwca 2014
Pani minister Kempa może, jak prezes, pocałować mnie w pierścień.
Kiedy Beata Kempa skrytykowała jego udział w debacie w Europarlamencie na temat reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce, Twitter
Jeszcze jedna bitwa, jeszcze dorżniemy watahy, wygramy tę batalię.
Na konwencji wyborczej Platformy Obywatelskiej, 14 października 2007, Warszawa, Tusk o miłości, a Sikorski o dorżnięciu watah, tvn24.pl, 14 października 2007
https://polskaniepodlegla.pl/kraj-swiat/item/22950-radek-zd...





