Andrzej Długosz
Spotkanie prezydenta Karola Nawrockiego z panią premier Włoch Giorgią Meloni, obok tematu dla licznych memów, miał walor edukacyjny dla naszego nowicjusza. Wszak to pierwsza jego zagraniczna wizyta, w nowej roli prezydenta, ale też człowieka bez przygotowania do gry interesów na szczeblu międzynarodowym. Meloni i jej partia są w tym samym klubie w Europarlamencie co PiS - EKR. Nawrocki miał nadzieję, że to wystarczy, by przekonać Giorgię do pomysłu blokowania umowy Mercosur wspólnie z Polską i Francją. Choć okazało się, że to za mało, bo potrzeba minimum 4 kraje członkowskie. Pewnie pomogłyby Węgry albo Słowacja. Po spotkaniu Karol rzekł - „Nie było konkretów i konkretnej deklaracji, ale były pewne sygnały świadczące o tym, że pani premier rozważa i wsłuchuje się w głos takich państw jak Polska. Nie było jednoznacznego nie.” To wypowiedź na potrzeby polityki wewnętrznej. Wypowiedź jelonka Bambi.
Problem Karola jest albo zbyt słaba znajomość angielskiego albo dziecinne oczekiwanie, że jak się czegoś bardzo chce, to można, nawet jak nie wolno. Dzień po spotkaniu z Karolem Włochy wysłały sygnał, że nie będą blokować umowy. Minister spraw zagranicznych Włoch Antonio Tajani określił porozumienie UE-Mercosur jako kamień milowy dla handlu i geopolityki, podczas gdy minister rolnictwa Francesco Lollobrigida podkreślił zabezpieczenia niezbędne do ochrony włoskich rolników. No i co Grzegorzu Dyndało?
Komisja Europejska sprytnie podzieliła umowę z Mercosur na części polityczną i filar handlowy, zwany tymczasową umowę handlową. Wprowadzono w niej m.in. mechanizm „bezpieczników” dających kontrolę nad sytuacją na danym rynku, prawo zgłaszania przez pojedynczy kraj problemów i obowiązek szybkiej decyzji Komisji Europejskiej. Dzięki podziałowi zatwierdzenie umowy handlowej UE-Mercosur wymaga jedynie większości kwalifikowanej w Radzie Europejskiej, a następnie większości w Parlamencie Europejskim. Państwa członkowskie nie mają już możliwości jej zawetowania, a parlamenty na szczeblu krajowym nie mają nic do powiedzenia w sprawie ratyfikacji umowy. Tyle w temacie blokowania. Przydacz, jełopie, nie doczytałeś? Debil!
I tak wielki plan walki przeciwko reszcie świata Karola szlag trafił. Sprawczości i skuteczność - absolutne ZERO! Nie wiem czy to dobrze czy źle, ale słyszę, że walka z umową z Mercosur ma na celu ochronę polskich rolników. Najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli (NIK) wykazał, że polska żywność jest najniebezpieczniejszą w całej Unii Europejskiej. W 2020 r. do RASFF – europejskiego systemu ostrzegania o niebezpiecznej żywności i paszach wpłynęły 273 skargi na produkty z Polski. 219 z 273 zgłoszeń dotyczyło zatrucia produktów bakterią Salmonella. Stwierdzono także 15 przypadków zakażenia bakterią Listeria monocytogenes. Zakażenie polskiego mięsa wydaje się jednak wręcz niemożliwe, przy ilości antybiotyków, jaką faszerowane są zwierzęta w naszym kraju. Polska zajmuje drugie miejsce w Europie pod względem zużycia w hodowli zwierząt najsilniejszych antybiotyków stosowanych w leczeniu chorób u ludzi. NIK stwierdza w swoim raporcie również przypadki: zanieczyszczenia żywności (złej jakości żywności), fałszowania żywności, niewłaściwych warunków przechowywania i sprzedaży żywności, niewłaściwych warunków utrzymania zwierząt (niewłaściwe żywienie zwierząt – mączka kostna, przenoszenie na człowieka chorób odzwierzęcych) oraz nielegalnej działalności w zakresie produkcji żywności.
Jako jeden z istotniejszych powodów zatrważających wyników jakości polskich produktów odzwierzęcych NIK wskazuje brak personelu weterynaryjnego, mogącego zajmować się kontrolą jakości mięs i żywności oraz procesu ich produkcji. Czyli du.y daje państwo polskie. Nie Unia, nie zła Mercosur. A codziennie syf robią polscy, a jakże, rolnicy. Ci w tych wypasionych ciągnikach marki Lamborghini kupionych za kasę z UE, proszący czasem Putina o pomoc przeciwko swojemu rządowi, pomstujący jednocześnie, że nic się im nie opłaca.
Beze mnie!