Najgorsza jest zgraja rozkrzyczanych, piszczących, jeżdzących na deskorolkach, rzucających czymś o chodnik wszelakiej dzieciarni pod oknami bloku, hałasująca od 9 rano do 22. Do tego dochodzi echo z pobliskich bloków, które powoduje, że jest tak głośno, że na 4 piętrze ja telewizora nie słyszę, bo jeden debil z 10 innymi drze się, że aż człowieka rozrywa w środku. I weź tu szary człowieku pooglądaj telewizję, posłuchaj muzyki, jak banda bachorów w godzinach lekcyjnych bawi się na placu zabaw pod czujnym okiem rodziców... Ale najgorsze są wieczory, gdy starsze (12-13 lat na oko) towarzystwo przesiaduje na huśtawkach. Gorąco, upał, duszno, ale trzeba balkon zamknąć, bo nie idzie wysiedzieć, taki jazgot jakby kogoś ze skóry obdzierali. Czasem to aż się prosi taką gromadkę przegonić z ciepłym sąsiedzkim pozdrowieniem.