Popieram qdela. Od siebie dodam kilka przykładów z innej beczki: iluż mieliśmy w Polsce wielkich poetów, którzy potrafili mięchem rzucić w taki sposób, że nawet bieszczadzki grabarz by się nie powstydził - choćby np hrabia Fredro albo bardziej współczesny Edward Stachura. Chamem ze wsi na pewno żaden z nich nie był.
I w ten sposób przechodzimy do dyskusji o kulturze słowa ;]
a teraz o muzyce: ja słyszałem rest in peace. Takie dźwięki to nie dla mocih wydelikaconych uszu. Nie ma to jak poezja śpiewana, o czym mogliśmy się przekonać podczas sobotniego koncertu. Swoją drogą, jak wrażenia?