Mam czasem wrażenie, że Mińsk = 3 tysiące mieszkańców + pozostali, czyli marudne zrzędy, którym nic nie pasuje, cokolwiek by się nie działo, a sami nic nie robią [oczywiście wyolbrzymiam, czytać z przymrużeniem oka:P]. Dlatego może w Kałuszynie są lepsze warunki na organizowanie tego typu imprez. No i brawa należą się dla Barenza, który to wszystko ogarnia. Jeśli kogoś ważnego nie wymieniłem, wybaczcie.
Zresztą, w Mińsku może nie ma imprezy cyklicznej, ale na niedomiar bluesa nie ma co narzekać. Całkiem regularnie odbywają się koncerty znanych i lubianych bluesowych kapel.