Gdyby Brożek pojechał, to przynajmniej nie śmiano by się z całej drużyny, tylko z jednego piłkarza :)
Meczu na wodzie oszywiście nie pamiętam z wiadomych względów, ale zdarzyło mi się kiedyś oglądać jego powtórkę. I wniosek jest jeden: przykro mi, ale Niemcy też grali na tym boisku, na tych samych kałużach. Ale mówienie o tym nie ma sensu, ten mecz jest i pozostanie momentem symbolicznym.
A Leo i jego zespół? Ok, w eliminacjach to była inna - lepsza o niebo - drużyna. Ale jest jedno wielkie ale. Dlaczego 1 człowiek i kilku jego współpracowników ma ponosić odpowiedzialność za jakieś pół wieku zaniedbania w kwestii szkolenia? Popatrzcie na ekipę Holandii, bo to jest kraj, który w tym samym czasie, co Polacy [1974] wybił się na futbolowe wyżyny. I na nich pozostał, bo umieli przekuć sukces w klasę, która i dziś jest obecna. Dlaczego w każdym szanującym się europejskim klubie gra co najmniej 1 zawodnik z Holandii, a niegdyś w Barcelonie, a teraz w Realu, są ich całe kolonie? Dlaczego po większości turniejów któryś z zawodników w pomarańczowych koszulkach zostaje obwołany wielką gwiazdą? Bo oni inwestują miliony w perfekcyjnie zorganizowany system szkolenia młodzieży. A Polacy? Za 4 lata mamy organizować EURO, a tymczasem mało który nastolatek wie, co to sztuczna murawa. I jak się gra z klepki. Albo co to pressing na połowie rywala. Wie tylko, że to okrągłe trzeba wbić w to prostokątne. Bo nie ma ludzi, którzy nauczyli by go grać w piłkę [i w jakikolwiek inny sport].
Takie moje luźne kibicowskie refleksje, skoro temat sportu został wywołany. A teraz wracajmy kibicować Holendrom i niech nas szlag trafia, że 34 lata temu nasz zespół prezentował klasę równą Oranje.