Polska Kaczyńskiego...
Kaczyński już wygrał, choć sam nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. Wygrał, bo stworzył swoją Polskę, Polskę chamów, złodziei, szmat i kurestwa. Polskę patologii, która klaszcze, kiedy kłamie, i bije brawo, gdy depcze prawdę.
To nie jest naród niewinnych ofiar, to są świadomi wyznawcy sekty, która zamieniła rozum na lojalność wobec małego tyrana. Nie odejmuję im polskości, bo niestety są Polakami. Mówią tym samym językiem, chodzą po tych samych ulicach, modlą się w tych samych kościołach, ale ich akcent jest dla mnie obcy. To polskość zhańbiona, sprofanowana, wykrzywiona w plugawym zwierciadle propagandy. Kaczyński jest postacią tragiczną i zarazem ohydną. To wstyd na miarę Hitlera dla Niemców.
To groteskowy bohater, jak Lenin czy Stalin dla tych, którzy dali się ogłupić. Wszystko zależy od propagandy, bo ona potrafi zrobić z kata zbawcę, a z prawdy wroga. Dziś w Polsce oddychamy smrodem manipulacji, zdrady i obłudy. To powietrze nie jest neutralne to gaz, który ma otumaniać, osłabiać i dzielić. To duchowe zatrucie narodu, które sprawia, że wielu nie odróżnia dobra od zła, a zło wydaje się atrakcyjniejsze, bo podane w opakowaniu patriotyzmu i wiary.
Boli mnie, że zdziadziały polityk, człowiek mały, słaby i napędzany tylko urażonym ego, potrafi napuścić naród na naród. Brat staje przeciwko bratu, sąsiad przeciwko sąsiadowi, rodzina przeciwko rodzinie. I to wszystko dla zaspokojenia mściwej potrzeby zemsty.
To nie jest polityka to choroba, która niszczy tkankę społeczną, jak rak zjadający zdrowe ciało. Czym różni się Kaczyński od Hitlera? Niczym. To ta sama sprofanowana postać, ten sam duch nienawiści ubrany w inne dekoracje i inne hasła. To ten sam karzeł, który próbuje grać rolę wielkiego wodza. To człowiek, którego misją jest destrukcja, którego pasją jest upokarzanie, a którego polityką jest mentalne ludobójstwo.
Tylko ślepiec nie dostrzega, że tu nie chodzi o żadną wizję Polski, żadną reformę, żadne dobro wspólne. Chodzi wyłącznie o żądzę władzy, o mściwe karmienie własnego ego, o taniec starca, który wciąga w swoje kompleksy cały naród. Polska w tej wersji jest trupem oklejonym sztandarami. Jest cmentarzem, na którym tańczą propagandyści, a tłum krzyczy, że to święto. I jeśli myślimy, że milczenie jest bezpieczniejsze, że lepiej nie mówić, że lepiej nie drażnić, to znaczy, że on już zwyciężył. Bo zwycięstwo tyrana zaczyna się zawsze od milczenia ludzi, którzy widzą i rozumieją. Dlatego mówię wprost: Kaczyński to nie polityk. To rak. To przekleństwo.
To skarlały demon, który wepchnął Polskę w bagno, a ludzi w nieustanny stan wojny. I jeśli ktoś jeszcze uważa, że można go usprawiedliwiać, że można znaleźć w tym sens, że to tylko „taki styl”, to znaczy, że już się poddał.
A ja się nie poddam.
Marek Woźniak