Trzeba to powiedzieć wprost, bez owijania w bawełnę.
Nie chodzi o to, kto wygrał wybory. Chodzi o to, CZY W OGÓLE BYŁY UCZCIWE.
A jeśli marszałek Sejmu – człowiek, który powinien stać na straży demokracji – świadomie powiela PiS-owską narrację o „niestrawionym wyniku wyborów”, to znaczy, że albo jest kompletnie oderwany od rzeczywistości, albo celowo gra w grę, której reguły napisał Kaczyński.
Bo to właśnie Jarosław Kaczyński od początku próbuje zamienić realne zarzuty w „teorię spiskową”. Przerzucić uwagę z konkretów – takich jak nielegalna aplikacja, brak przejrzystości, zagubione serwery, luki w systemie i znikająca lista koordynatorów – na emocjonalny bełkot o „niepogodzonych z porażką”.
A Hołownia, zamiast stanąć po stronie obywateli i domagać się pełnego wyjaśnienia nieprawidłowości, wpycha się sam w narrację PiS-u, pomagając im uciszyć tych, którzy zadają najbardziej niewygodne pytania:
Dlaczego PKW chowa dane zamiast je ujawniać?
Dlaczego Koordynatorzy Wyborczy Nawrockiego nagle znikają z sieci, a ich rola nie jest publicznie znana?
Dlaczego stosowano nielegalne oprogramowanie, którego nie zatwierdziła żadna kontrola bezpieczeństwa?
Dlaczego nie można po prostu przeliczyć głosów i zakończyć dyskusji raz na zawsze?
To są pytania o państwo prawa, o bezpieczeństwo procesu wyborczego, o fundament demokracji. A nie o „bunt po przegranej”.
Tymczasem Hołownia zaczyna zachowywać się jak polityczny odpowiednik Jarosława Gowina – lawiruje, kombinuje, próbuje balansować między różnymi narracjami, aż w końcu traci wszystko: wiarygodność, zaufanie, kontrolę.
Tyle że Gowin miał przynajmniej wewnętrzny dylemat moralny, Hołownia natomiast coraz bardziej przypomina aktorzycę zagubioną w melodramacie, którego sam nie rozumie, ale gra dalej, bo nie umie zejść ze sceny.
I jeszcze jedno: kiedy ktoś porównuje obywatelski niepokój o legalność wyborów do smoleńskiego absurdu – to jest albo cyniczne, albo skrajnie głupie.
Nie ma tu żadnego „zamachu emocjonalnego”. Jest konkret, system, ślady, dane.
A jeśli dziś społeczeństwo zadaje pytania, które obnażają patologię i lukę w systemie, to znaczy, że działa obywatelskie sumienie – i to jest wartość, nie problem.
A prawdziwy „zamach” medialny – wykreowany przez Nowogrodzką – właśnie rozgrywa się na naszych oczach.
Nie w formie bomb i spisków, ale przez dezinformację, chaos i manipulację, podawane do mikrofonu przez tych, którzy mieli być ostatnią instytucją zaufania.
I to nie „szury” są tu zagrożeniem.
Zagrożeniem są ci, którzy z pozycji autorytetu zrównują obywatelskie pytania z paranoją, a potem płynnie wchodzą w rolę rzecznika PiS-u.
Więc pytam ponownie:
Kto naprawdę manipuluje?
Kto tu kłamie?
I kto tworzy fejki, od których ma się odbić rzekomo “wolna Polska”?
Piotrek K.