Roman Giertych:
Ponieważ pan Marszałek Sejmu trochę wywołał mnie do tablicy, to przedstawię swój pogląd prawny. Uprzejmie zaznaczę, że wskazuję na ten pogląd nie jako poseł, ale jako adwokat z uprawnieniami wystarczającymi do zasiadania w każdej izbie SN.
Argument Marszałka Sejmu, że nieważność Izby SN nie może blokować zaprzysiężenia prawidłowo wybranego Prezydenta jest słuszny.
Problem polega na tym, że jak słusznie też mówi jeden z członków PKW - mec Ryszard Kalisz przyjęcie uchwały PKW o treści “incydenty mogły mieć wpływ na wynik głosowania” oznacza, że brak jest domniemania ważności wyborów. Bo co to za ważne wybory, których wyniku nie jesteśmy pewni? Tak więc po tej uchwale PKW sytuacja się prawnie odwróciła. Do zaprzysiężenia uchwała SN jest niezbędna, bo domniemanie ważności wyborów zostało podważone przez samą PKW i tylko SN może je przywrócić.
PKW stwierdziła, że ocenę, czy incydenty miały czy nie miały wpływ na wynik musi podjąć prawnie uznana izba SN wolna od neosędziów. Skoro zaś takiej uchwały nie ma i PKW przekreśliła uchwałą domniemanie ważności, to na jakiej podstawie Marszałek Sejmu ma zaprzysiąc Prezydenta? Przecież Marszałek Sejmu nie jest prawdziwą izbą SN, aby przekreślić albo nawet zinterpretować uchwałę PKW. Brak jest podstawy prawnej do zaprzysiężenia, bo nie wiemy, czy incydenty, o których mówi PKW, miały czy nie miały wpływ na wynik wyborów.
I żadne argumenty typu: “nie umiecie przegrać” nie mają żadnego znaczenia.
Takie jest prawo i Konstytucja. Dopóki ważnie działający SN nie rozstrzygnie kwestii protestów wyborczych i nie stwierdzi ważności wyborów, to uchwała PKW stwierdzająca możliwość wpływu fałszerstw wyborczych na wynik pozostanie niezmienna, a z jej treści nie można odczytać pewnego wyniku. Na marginesie uważam, że publikacja z adnotacją uchwały neo izby lub brak tej publikacji nie ma żadnego znaczenia prawnego. Status Izby Nadzwyczajnej SN nie podlega bowiem interpretacji rządu. Ta sprawa przesądzona jest wyrokiem trzech izb SN oraz licznymi wyrokami trybunałów międzynarodowych i rząd jest zobowiązany stosować te orzeczenia. Dlatego też przy każdej promulgacji aktu tej izby SN jest zawarta adnotacja, iż nie jest to sąd w rozumieniu Konstytucji i traktatów.
Takie jest moje rozumowanie i bardzo wielu prawników takie podziela. Podobnie wypowiadali się b. prezesi TK, sędziowie SN i profesorowie prawa. Nie znane mi są żadne wypowiedzi autorytetów prawnych, które mówiłyby co innego.
Tak naprawdę jedynym rozwiązaniem (za wyjątkiem ciekawej propozycji prof. Zolla) w takiej sytuacji byłoby zwrócenie się Marszałka Sejmu do PKW o nakazanie ponownego przeliczenia głosów i wydanie uchwały w treści nie budzącej żadnych wątpliwości. Wówczas wszyscy przyjęliby tak ustalony wynik.