O tym, że będzie piknik PiS, dużo rozrywek i rozmowy o Polsce "w luźnej, wakacyjnej atmosferze", informowały publiczne media. Do przyjścia namawiali partyjni działacze. Proboszcz zachęcał, że warto wziąć udział we "wspólnym świętowaniu". Przez tydzień na każdej mszy zapowiadał, że "przybędzie prezes PiS, wicepremier rządu, pan profesor Jarosław Kaczyński z osobami towarzyszącymi".
Informacja była też w ogłoszeniach parafialnych, przy zapowiedziach przedślubnych. Zaraz po niej proboszcz dodawał, że kościół w Połajewie dostanie od rządu 660 tys. zł na remont.
Połajewo wraz z sąsiednimi wielkopolskimi wsiami tworzy jedną z uboższych i najrzadziej zaludnionych gmin w regionie. Mieszka tu 6 tys. osób. Do Poznania mają 50 km, do Piły 40 km.
Dlaczego PiS wybrało akurat Połajewo?
W wyborach 2019 r. była tu bardzo wysoka frekwencja i duże poparcie dla PiS – ponad 45 proc. głosów, KO miała 23 proc., PSL 16, SLD 9, Konfederacja 6,5. Tak miażdżącej przewagi partia Kaczyńskiego nie miała w całym powiecie. To szczególne uznanie mieszkańców dla Prawa i Sprawiedliwości było widać także w wyborach prezydenckich: w powiecie wygrał Rafał Trzaskowski, ale w Połajewie górą był Andrzej Duda – dostał 1802 głosy.
Wystarczyłoby, żeby ci, którzy wówczas poparli kandydata PiS, przyszli teraz na partyjny piknik, a gdyby jeszcze zabrali ze sobą dzieci, gminny stadion byłby wypełniony po brzegi.
Tymczasem w niedzielę 30 lipca na stadionie jest kilkaset osób. Głównie starszych.
– W dużej części nie stąd – mówi Dawid Kiełczykowski, redaktor naczelny Połajewo Spotted. Prowadząc facebookowy fanpage’a, który stał się największym forum mieszkańców gminy, ma doskonałą orientację, co się tu dzieje. – Ściągnięto ludzi autokarami i busami z Piły, Trzcianki, Poznania. Idąc na stadion, czułem się tak, jak muszą się czuć mieszkańcy nadmorskiego Mielna w szczycie sezonu, gdy zalewa ich fala przyjezdnych – mówi Kiełczykowski. Poseł Czarnecki bał się blamażu – mówi Kiełczykowski. – Nie mógł sobie pozwolić na frekwencyjną porażkę.
Stąd, jak przypuszcza, decyzja o zwiezieniu ludzi z miast i z odległych gmin.
– Były telefony, skrzykiwanie ludzi – przyznaje starszy mężczyzna, którego spotykam w drodze na stadion. – Do nas zadzwonił wojewoda – mówi. Drobi kroki, w jednej ręce trzyma laskę, w drugiej taborecik. Co jakiś czas przysiada, odpocznie, idzie dalej. Gdy pomagam mu nieść stołeczek, dowiaduję się, że został przywieziony busem ze wsi Kaźmierz pod Poznaniem, działa w PiS i był już na różnych partyjnych imprezach w Polsce. Tym razem nie bardzo mu się chciało, ma prawie 80 lat, jest po ciężkiej operacji, po której w ranę wdał się gronkowiec.
W sumie chwali te wyjazdy, świetnie zorganizowane: podjeżdża bus, zabiera ludzi, później odwozi. Tyle że tym razem stanął daleko, trzeba dojść do stadionu kilkaset metrów. Rozmawiamy o tym, co się dzieje w kraju. – Wariactwo – mówi. – Jak się słucha tych polityków, to widać, że nie mają rzeczywistego oglądu sytuacji…
– Jacy politycy nie mają oglądu? – dopytuję.
– Tusk najbardziej. On ma język całkiem niewyparzony. Już w ogóle powinien zniknąć. Ma dosyć pieniędzy i niepotrzebnie wciąż jest, robi zgrzyt... Może ten rząd PiS czasami jakiś błąd popełni, ale jeśli chodzi o sprawy socjalne, to popchnęli je do przodu – mówi.
No i bezrobocie spadło. I ciągle się coś buduje – dodaje. – Nawet tutaj, proszę bardzo, rząd się przyłożył.
Idziemy niedługą ulicą do stadionu. Na wymianę nawierzchni samorząd dostał 250 tys. zł z rządowego funduszu inwestycji lokalnych – informuje o tym tablica przy drodze. W niedalekim Młynkowie chodziło o ledwie 339 m., na które dostali ponad 206 tys. zł, ale też wbito tablicę, żeby każdy wiedział, że rząd pomógł. W Tarnówku to samo, tylko droga dłuższa – 447 m.
https://www.onet.pl/informacje/newsweek/jaroslaw-k...