15°C

38
Powietrze
Cóż... Bywało lepiej.

PM1: 12.74
PM25: 22.76 (151,75%)
PM10: 28.72 (63,83%)
Temperatura: 15.33°C
Ciśnienie: 1007.58 hPa
Wilgotność: 72.99%

Dane z 04.06.2026 23:40, airly.eu

Szczegółowe dane meteoroliczne z Mińska Maz. są dostępne na stacjameteommz.pl


facebook
REKLAMA

Forum

"Wolność nie jest nam dana raz na zawsze"

21553 postów
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Piątek, 17 marca 2023 13:03:34
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Gdzie diabeł nie może, tam konia z lisem pośle!

Diabeł już wie, że przegrał z kretesem. Bo gdy on ci z całą mocą szatańską na spiżowy pomnik Świętego się rzucił - wybił doszczętnie wszystkie swoje zęby, w tym zwłaszcza trzonowe siekacze! Wyje ci teraz ten czart szkopski z cierpienia i bólu i okrutnie sepleniąc wypluwa swe żale wraz żółcią na sabacie z wiernymi!

A są tu czarownice zwożone z okolic dalekich i choć nie masz tu Kacpra ani też Melchiora, to ze stolicy sam Belzebub się zjawił! W pierwszych rzędach porozsiadali się czciciele Antychrysta, folksdojcze, kacapy i potomkowie Lucyfera i do społu wyją z Szatanem, jak zgłodniałe wilki. Jest tu także żurnalistów arystokracja z czasów Jaruzela, a niejeden z nich osobiście Kiszczaka i Gdulę pamięta, gdy komuna chciała Papieża uśmiercić. Gozdyra niechybnie z sabatu czarownic niejedną Kolendę nam stworzy!

Diabeł więc czujnie salę wilczym wzrokiem świdruje, by dopaść i uśmiercić wroga pisoskiego i z piąstkami zaciśniętymi we szpony - sabatowi wreszcie zadaje pytanie: Co robić??? Co robić, gdy pomnik spiżowy Świętego nie drgnął na milimetr a kieł szatana, czyli „tusk” z angielskiego – wciąż w błocie się wala ? Co robić gdy szatan niemiecki, jak każdy szkop nie wie, że Święty na fundamencie z granitu w Polsce został wyniesiony i nie wzruszy go wicher ze wschodu i lewacka zawierucha?! A tym bardziej nie wzruszą Go szatańskie podstępy pupilka starej komunistki z Enerde!

Tak radząc wśród krzyku i bólu wreszcie ustalili, że nowym fortelem pomnik Świętego obalą. Bo tam, gdzie diabeł nie może, to konia ochwaconego ze wściekłym lisem niech pośle! Bo przecież koń ten na Pardubickiej chrzest bojowy już przeszedł galopem a lis nie raz i nie sto razy do kurnika się zakradł!

Jak jednak sprowadzić z ziemi włoskiej do polskiej konia ochwaconego, co przed organami się skrywa we trwodze? Jak też lisa nakłonić, by przebrał się w kurę lub też w Koguta, któren już odszedł w zaświaty? Nie było więc rady – niech słowem i piórem taką historyję wymyślą, by nabrał się na nią Naród bogobojny!

I co też wymyślił ten oręż szatana, gdy diabeł siekacze postradał i z uciętym jęzorem do swych wyznawców swe brednie sepleni??? Czekać nie trzeba było dziś długo…

Już dzisiaj mecenas, zwykle Koniem nazywany, swą paszczą ogłasza, że to nie szatan, lecz „całą tę aferę” i atak na Jana Pawła II „zorganizował PiS w porozumieniu z abp. Markiem Jędraszewskim”! Tym odgłosom z paszczy chabety, wtóruje już Lis przyczajony, oznajmiając: „To może być skuteczne”! Na co Koń znowu paszczą odpowiada: „Oczywiście, że tak”!

Ten bitewny majstersztyk szatana zostanie złotymi zgłoskami zapisany w annałach śmiertelnej walki o władzę: gdy to Koń wraz Lisem dupę Führera ocalali – sami skazując się na wieczną pogardę, niesławę i drwiny…
https://niepoprawni.pl/blog/mpyton/gdzie-diabel-nie-m...
Żabodukt Postów: 82506
kumak
Żabodukt, postów: 82506
Piątek, 17 marca 2023 21:04:50
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
@Już dzisiaj mecenas, zwykle Koniem nazywany, swą paszczą ogłasza, że to nie szatan, lecz „całą tę aferę” i atak na Jana Pawła II „zorganizował PiS w porozumieniu z abp. Markiem Jędraszewskim
Post edytowany
gdzieś indziej Postów: 14198
michal1965
gdzieś indziej, postów: 14198
Piątek, 17 marca 2023 21:38:17
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
14 marca 2023 r. zakończył się proces aborcjonistki Justyny W. W. winna zorganizowania morderstwa na poczętym dziecku została skazana na jedynie 8 miesięcy ograniczenia wolności poprzez wykonywanie nieodpłatnych prac społecznych 30 h/mc. Za obrzydliwe przestępstwo na bezbronnym dziecku otrzymała ona karę mniejszą niż za zabicie psa.
gdzieś indziej Postów: 14198
michal1965
gdzieś indziej, postów: 14198
Niedziela, 19 marca 2023 19:41:29
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Dlaczego tefałen przed rozpoczęciem oszczerczej kampanii przeciwko JP2 chciał zakazu używania terminu TVN kłamie?
Żabodukt Postów: 82506
kumak
Żabodukt, postów: 82506
Niedziela, 19 marca 2023 20:21:35
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
a trzeba było obejrzeć klip Lisa i Giertycha to byś się dowiedział i nie zadawał byś pytań
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Poniedziałek, 20 marca 2023 11:47:43
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Była "przyjaciółka" Jana Pawła II, teraz jest "córka przyjaciela". Komentatorzy pytają "Wyborczą": "Za tydzień metoda na wnuczka?"

Media liberalno-lewicowe wykorzystały już „przyjaciółkę Jana Pawła II”, byle nakręcić atmosferę nagonki na dobre imię papieża Polaka. Teraz przyszedł czas… na „córkę przyjaciela”. Tak, to nie jest żart.

Mowa o liście, jaki krąży w mediach społecznościowych od jakiegoś czasu, a teraz szerokiej publice przedstawiły go m.in. media Agory - „Gazeta Wyborcza” i portal gazeta.pl. Na Facebooku udostępnił go także Grzegorz Turnau. A napisała go Magdalena Smoczyńska, córka Jerzego Turowicza (wieloletniego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”), psycholingwistka i językoznawczyni.

Cóż takiego znalazło się w owym liście, że „GW” i gazeta.pl z taką ochotę postanowiły zaprezentować go swoim czytelnikom?

Magdalena Smoczyńska, córka Jerzego Turowicza, przyjaciela Jana Pawła II, napisała bardzo emocjonalny list. Powodem są ustalenia dziennikarskich śledztw Ekke Overbeeka i Marcina Gutowskiego

— zaprezentowała „Wyborcza”.
List „córki przyjaciela Jana Pawła II”

Swój list Smoczyńska rozpoczęła od emocjonalnych tonów.

Muszę powiedzieć, że jest mi teraz bardzo ciężko i smutno. Znałam Karola Wojtyłę, odkąd miałam 12 lat. Był człowiekiem bliskim moim rodzicom. Odkąd został papieżem, kochałam go, podobnie zresztą jak oni. Mój ojciec mówił, że dzień wyboru Karola Wojtyły na papieża to był najpiękniejszy dzień w jego życiu. Jerzy Turowicz całe swoje życie poświęcił jednemu celowi: chciał, żeby jego kościół, kościół katolicki zmienił się, stał się otwarty na świat, a przy tym by wrócił do podstawowego ewangelicznego przesłania, jakim jest miłość: miłość Boga i bliźniego. Z osobą nowego papieża wiązał wielkie nadzieje na odnowę kościoła

— czytamy.

Zachowaliśmy pisownię oryginalną. Dlaczego więc Kościół został napisany z małej litery? Tutaj kryje się klucz. Otóż córka Jerzego Turowicza przyznaje, że nie należy już do Kościoła katolickiego (z premedytacją więc pisze „kościół”, nie „Kościół”), a do jest ateistką… I wszystko już jasne.

Wyniki dziennikarskich śledztw Overbeeka i Gutowskiego ukazują straszną prawdę. Straszną. (…) Otóż jego ewidentne w świetle świadectw i dokumentów działania tuszujące zbrodnie pedofilskie podlegających jego biskupiej władzy księży, w tym przede wszystkim wysyłanie ich do małych wiejskich parafii, gdzie mogli bez najmniejszych problemów gwałcić nowe dzieci, jest czymś, co jednoznacznie dyskwalifikuje go moralnie. Nie mogę go „kochać”, nie mogę uważać go za „świętego” (choć to już oceniam czysto teoretycznie, bo jest to dla mnie, jako ateistki, jeszcze jedno z pustych, pozbawionych znaczenia słów). To nie jest wielki człowiek. Po tym, czego się dowiedziałam, już nie

— napisała pani Smoczyńska.

Ale wstrzymajmy się na chwilę. „Ewidentne w świetle świadectw i dokumentów”?! Najwidoczniej „córka przyjaciela” woli dać wiarę stacji TVN i holenderskiemu dziennikarzowi (który sam przyznał się do tego, że wiedzę o Kościele czerpał z „Faktów i Mitów”), a nie naukowcom, szanowanym historykom, którzy na owym reportażu i książce nie zostawili suchej nitki, kawałek po kawałku punktując ich nierzetelność.

I choć postanowiła autorka listu nieco wziąć w obronę papieża Polaka, ponieważ - jak sama pisze - „nie mogę obojętnie patrzeć, jak staje się przedmiotem kpin, jak wszystkiemu, co robił, przypisuje się diaboliczne intencje”, to po chwili dodała długą listę kpin z „obłędnego kultu JPII”, „pomnikomanii”, czy „idiotycznego kultu świętej kremówki”. I choć przedstawicielka inteligencji zarzuciła innym niejako spłycenie postaci Jana Pawła II, sama to robi wobec szacunku, jakim darzony jest papież Polak. Bo przecież to jego nauczanie, słowa, piękne i mądre fragmenty z homilii, były i są nadal w centrum. Ale gdy ktoś nie chce tego widzieć, to czemu się dziwić?

No i tak. Nie chcę, żeby ten walec kompletnie JPII zajeździł, choć wydaje się to nieuniknione. Ale nie mam dysonansu poznawczego, nie wypieram, nie podważam ewidentnych dowodów wspólnictwa w zbrodniczym procederze, nie tłumaczę jego postępowania jakimikolwiek okolicznościami. Jeśli to ze względu na dobro kościoła katolickiego zacierał ślady strasznych przestępstw i. umożliwiał dalsze zbrodnie na dzieciach, to był to wybór zła. Większego zła. Karola Wojtyłę, który nie był postacią zerojedynkową, ten walec rozjedzie. Przykro mi z tego powodu. Nawet bardzo. Nie mogę się pogodzić z niszczeniem człowieka, który mimo wszystko dużo dobrego zrobił. Wszyscy ludzie, każdy człowiek zasługuje na sprawiedliwą ocenę, na sprawiedliwy osąd uczynków. On też. Zupełnie szaleńcze, absurdalne działania obronne ze strony PISowców to uniemożliwią

— napisała pani Smoczyńska, choć sama tego nie dostrzegła, że swoją ślepą wiarę w reportaż i książkę już sama wydała niesprawiedliwą ocenę. Kolejny paradoks. Z litości pominiemy zawarte tam fragmenty polityczne.
„Za tydzień metoda na wnuczka?”

Tak niefortunny list (ujmując to najdelikatniej, jak można), który nagłośniły media liberalno-lewicowe, mógł więc wzbudzić co najwyżej poczucie rozbawienia…

Po „przyjaciółce Jana Pawła”, która okazała się nierzetelnym krytykiem i zwolenniczką aborcji, GW sięga po „córkę przyjaciela”, która ma być autorytetem w sprawie JPII. We wtorek wątpliwości na temat pontyfikatu rozstrzygnie „ciotka zięcia wnuczki sąsiada, który był w Wadowicach”
Terlikowski próbował z „przyjaciółką Jana Pawła II”, teraz mamy „córkę przyjaciela Jana Pawła II”. Za tydzień metoda na wnuczka?
Nowa kategoria „autorytetu moralnego”: „córka przyjaciela”
Ile się tych przyjaciół Jana Pawła II namnożyło…
https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/638999-byla-przy...
Żabodukt Postów: 82506
kumak
Żabodukt, postów: 82506
Poniedziałek, 20 marca 2023 13:19:51
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Trzeba będzie jakoś z tej koziej dupy wyjść
https://www.facebook.com/groups/447591999438391/permali...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Wtorek, 21 marca 2023 10:36:00
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
wy kumak POzostaniecie w swojej koziej dupie aż do dnia waszego zejścia
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Wtorek, 21 marca 2023 10:38:23
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Robimy 107 aborcji dziennie, pomogłyśmy 78.000 kobiet. Kochamy Cię, Justyno! Kochamy Was – napisała na twitterze Bożena Przyłuska, wnuczka stalinowskiej krwawej Luny, Julii Brystygierowej, która jest między innymi autorem niszczenia polskiego kościoła katolickiego. To słowa poparcia dla Wydrzyńskiej, która została uznana za winną aborcji osobie, której podała pigułkę. Brystygierowa poza wydawanymi wyrokami śmierci na żołnierzach Armii Krajowej po 45 roku, jest odpowiedzialna za rozpracowanie kościoła od wewnątrz. To ona wprowadzała do seminariów alkoholików, homoseksualistów i analfabetów. Dziś jej wnuczka wiernie kontynuuje „dzieło” swojej babki, a dokładnie babki potwora.

W działania warszawskiego strajku kobiet zaangażowana jest Aldona Machnowska – Góra, wiceprezydent Warszawy, odpowiedzialna za kulturę oraz za promocję antyklerykalnych i postsowieckich wartości. Warto przypomnieć, że to z jej warszawskiego biura wyszedł projekt pioruna, którym „ubrano” między innymi warszawską Syrenkę. Machnowska – Góra jest również córką szefa komisariatu z ul. Jezuickiej, który tuszował morderstwo na młodym Przemyku. Widać jak na dłoni, że Rafał Trzaskowski otoczył się wyłącznie dziećmi, wnukami ubeków i czerwonych oprawców, którzy dziś zajmują się tęczowymi bądź mordowaniem nienarodzonych.

Kilka zasadniczych pytań; dlaczego Pani Przyłuska nie siedzi dziś w więzieniu? Czy warszawski ratusz opłaca te zabiegi? Jaka jest rola Machnowskiej – Góry??
https://portalwarszawski.com.pl/2023/03/18/tylko-u-nas-robimy-...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Wtorek, 21 marca 2023 10:41:10
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Julia Brystiger. Krwawa Luna z bezpieki
Ostatnia aktualizacja: 09.10.2022 05:35
Obserwuj nas na
Google News
W powojennych latach stalinizmu była jednym z najwyższych funkcjonariuszy systemu bezpieczeństwa, zyskała nawet przydomek Krwawej Luny. Później poszukiwała Boga i starała się o spotkanie z kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Kim była Krwawa Luna?

Kat z doktoratem

Julia Brystiger nie była typowym funkcjonariuszem nowego systemu. Nie pochodziła z awansu, lecz z zamożnej, zasymilowanej żydowskiej rodziny. Urodziła się 25 listopada 1902 roku w Stryju jako Julia Prajs. Nazwisko, pod którym przeszła do historii przejęła od męża, z którym łączył ją zaledwie trzyletni związek.

We Lwowie zdobyła gruntowne wykształcenie – obroniła nawet doktorat na temat nuncjuszów papieskich w późnośredniowiecznej Polsce. Jak się miało okazać, w przyszłości jeszcze raz zetknie się z zagadnieniem Kościoła.

Flirt z komunizmem rozpoczęła już w dwudziestoleciu międzywojennym. W 1927 roku wstąpiła do Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, która była autonomiczną częścią Komunistycznej Partii Polski. Współpracowała także z sowieckim wywiadem w ramach działalności w Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom.

Pięła się w górę partyjnej hierarchii, co zostało jednak okupione trzema wyrokami więzienia. Paradoksalnie okazały się dla niej zbawienne, bowiem w zakładzie karnym ominęła ją czystka w Komunistycznej Partii Polski, przeprowadzona pod koniec lat 30.

Po agresji sowieckiej na Polskę we wrześniu 1939 roku rozpoczęła kolaborację z okupantem. Przed zajęciem Lwowa przez Niemców latem 1941 roku zdołała ugruntować swoją pozycję w strukturach partyjnych. Po operacji "Barbarossa" ewakuowała się do Samarakandy, gdzie zajęła się pomocą materialną dla polskich komunistów. W 1943 roku objęła wysoko postawione stanowisko w Zarządzie Głównym Związku Patriotów Polskich i przeprowadziła się do Moskwy.

Krwawa Luna

Julia Brystiger powróciła do Polski w 1944 roku. Wstąpiła do Polskiej Partii Robotniczej i od razu przystąpiła do utrwalania władzy komunistycznej. Jako wysoko postawiona funkcjonariuszka Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego odegrała w tym niemałą rolę. W październiku 1945 roku została dyrektorem V Departamentu MBP, w którym zajęła się działalnością operacyjną przeciwko niezależnym organizacjom społecznym oraz Kościołowi katolickiemu.
– Ona jest często niedoceniana. To nie był tylko oficer UB od śledztw, ale osoba o ogromnym potencjale politycznym – mówił prof. Andrzej Friszke w audycji Anny Fuksiewicz z cyklu "O wszystkim z kulturą". – W piątym departamencie zajmowała się nie tylko Kościołem, ale inwigilowała właściwie całe legalne życie polityczne. W pierwszych powojennych latach zajmowała się Polskim Stronnictwem Ludowym, rozpracowywaniem Polskiej Partii Socjalistycznej, PAXem.

– Mogła bardzo dużo i miała ogromny zakres wpływu. W gruncie rzeczy pełniła funkcję polityczną, na granicy pomiędzy bezpieką w sensie operacyjnym, a tworzeniem faktów politycznych i umożliwianiu PPR rozgrywania całej opozycji – dodawał prof. Friszke.
Wokół wszechpotężnej dyrektorki V Departamentu MBP wyrosło wiele legend. Jedną z nich była wieść o zamiłowaniu do osobistego prowadzenia przesłuchań, podczas których z upodobaniem miała stosować wymyślne tortury. Nie ma jednak na to twardych dowodów.

– Przydomek Krwawej Luny przylgnął do niej, chociaż prawdopodobnie jest niezasadny. Nie była krwawa w tym sensie, że sama nie torturowała, w ogóle rzadko przesłuchiwała. Ona zarządzała i była typowym mordercą zza biurka – wyjaśniał prof. Andrzej Paczkowski w audycji Mirosława Biełaszki z cyklu "Białe plamy".

Nawrócona komunistka?

Kariera Julii Brystiger skończyła się wraz z odwilżą październikową. Krwawa Luna stała się niewygodna dla nowej gomułkowskiej ekipy.

Po odejściu z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego starała się na nowo ułożyć życie. Pracowała jako redaktorka w Państwowym Instytucie Wydawniczym, próbowała także sama pisać książki. Pod swoim panieńskim nazwiskiem wydała powieść, zbiór opowiadań i tomik wierszy.

W tym czasie spotkała osobę, która być może pomogła jej zmienić życie. W trakcie pobytu w szpitalu poznała niewidomą siostrę zakonną, która poprosiła ją o lekturę Biblii. Dzięki niej trafiła do zakładu dla ociemniałych w Laskach, prowadzonego przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża.

Było to miejsce, w którym służono nie tylko pomocą medyczną, lecz również ewangelizacyjną. Szczególnie związany z nim był kardynał Stefan Wyszyński, który jako kapelan Armii Krajowej spędził w Laskach kilka lat podczas II wojny światowej. Julia Brystiger szukała z nim spotkania. Jej kontakty z zakładem w Laskach były na tyle zażyłe, że spekulowano nawet o nawróceniu Krwawej Luny.

– Na pewno miała poczucie kryzysu ideologii komunistycznej. Musiała widzieć, że to w co się tak mocno zaangażowała pęka, ale oczywiście nie miała poczucia, że służyła złej sprawie. Uważała, że tak trzeba było i sądzę, że próbowała to sobie jako zracjonalizować – mówił prof. Andrzej Friszke w audycji Polskiego Radia z 2016 roku.

Julia Brystiger zmarła 9 października 1975 roku i została pochowana na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach. Na jej grobie nie ma religijnej symboliki.
https://www.polskieradio.pl/39/156/artykul/2598285,julia-b...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Wtorek, 21 marca 2023 10:43:25
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
oczywiście zakopano to ścierwo na Julia Brystiger na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach w towarzystwie wielu innych lewicowych komunistycznych morderców i bandytów
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Wtorek, 21 marca 2023 15:09:49
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W Parlamencie Europejskim wariatów w sensie medycznym może być nawet większość – mówi w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem redaktor Stanisław Michalkiewicz.

Przynajmniej za niektórymi aferami korupcyjnymi w Unii Europejskiej stoi Rosja. Przyznała to nawet jedna z europosłanek Zielonych. Czy to Kreml dyktuje Brukseli politykę klimatyczną?

Nie tylko Rosja przekupywała europosłów, ale i inne państwa. Zaczęło się od Kataru. Ci Katarczycy, podobnie jak Rosjanie, za darmo pieniędzy nikomu nie dadzą. W związku z tym muszą liczyć na jakieś korzyści. Trochę mnie dziwi, że akurat europosłów przekupują, bo przecież Parlament Europejski wielkiej władzy nie ma. Uchwala tylko rezolucje przeciwko trzęsieniom ziemi. To jest taki luksusowy przytułek dla byłych polityków.
Nie do końca tak jest. Akty prawne są omawiane w komisjach, a potem głosowane na forum i musi być zgoda Parlamentu Europejskiego, żeby weszły w życie.

Przypuszczam, że ci europosłowie, którzy się korumpowali, byli tylko listonoszami. Prawdziwą władzę w Unii ma Komisja Europejska. Przypuszczam, że głównym centrum korupcyjnym jest Komisja Europejska. Zresztą tam są takie postacie jak pani Vĕra Jourowá, która już raz miała epizod kryminalny właśnie korupcyjny.

Nie tylko ona i nie tylko z tej Komisji.

Tak. Być może, że to pod tym kątem są dobierani ci komisarze. Na czele z panią Urszulą von der Leyen, która była zdaje się przesłuchiwana w związku z aferą Pfizera.

Wcześniej już miała takie ciągotki, bo jako minister obrony Niemiec podejrzewana była o tego typu sprawki.

Już starożytni Rzymianie zauważyli, że nie ma takiej bramy, której by nie przeszedł osioł obładowany złotem. W Unii Europejskiej takich bram jest całkiem sporo. Korupcja jest zasadą rządzenia. W tej chwili widzimy wyraźnie nasilającą się ze strony niemieckiej, które wykorzystują w tym celu instytucje Unii Europejskiej opanowane przez rozmaite niemieckie owczarki, do dyscyplinowania członkowskich bantustanów po to, żeby – to zresztą jest wpisane do umowy koalicyjnej trzech partii tworzących aktualny rząd niemiecki – Unia Europejska stała się państwem federalnym. To już zostało zdecydowane w traktacie z Maastricht i jest konsekwentnie, cierpliwie i metodycznie realizowane. Naczelnik państwa pyskuje, że on jest przeciwny budowie IV Rzeszy, ale to nieprawda. Przecież w 2021 roku przy pomocy kluby parlamentarnego Lewicy, bo nawet jego własne ugrupowanie mu się częściowo zbuntowało, przeforsował ratyfikację decyzji [Rady] o zasobach własnych Unii Europejskiej, która wyposażyła Komisję Europejską w dwa nowe uprawnienia. Uprawnienie do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii i uprawnienie nakładania unijnych podatków. To jest milowy krok w kierunku budowy IV Rzeszy. To dlaczego mamy poważnie traktować rozmaite deklaracje naczelnika państwa? Posuwa się do bezczelności, mówiąc, że tegoroczne wybory będą wyborami pomiędzy niepodległością a niewolą. A cóż innego on nam tu naszykował? Przecież w 2003 roku on, tak jak Donald Tusk, był za Anszlusem. W 2008 roku był za ratyfikacją traktatu lizbońskiego, który amputował Polsce potężny kawał suwerenności. Te trzy przykłady są chyba wystarczające.

Afery łapówkarskie w Unii Europejskiej pojawiały się od dawna, a ostatnio tego się sporo namnożyło. Czy zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że na tym opiera się cała unijna polityka?

W demokracji korupcja nie jest żadnym patologicznym marginesem, tylko samą zasadą rządzenia. Unia Europejska też jest tak pomyślana. Bo na czym polega pokojowe jednoczenie Europy? Na przekupywaniu biurokratycznych gangów, żeby one rezygnowały z suwerenności państwowej na rzecz IV Rzeszy. Hitler próbował to siłą narzucić, ale się nie udało i całe narody znienawidziły Niemców. Po wojnie Niemcy wpadły na znakomity pomysł, żeby zbudować IV Rzeszę metodą pokojowego jednoczenia, tzn. przekupywania biurokratycznych gangów, które rządzą poszczególnymi bantustanami. Unia Europejska siedzi na niecałych 2 proc. PKB. I jak skuteczne to jest. To jest majstersztyk.

Moim zdaniem to nie chodzi o te pieniądze z budżetu Unii Europejskiej. Chodzi o regulacje, które z budżetem Unii mogą nie mieć nic wspólnego. Regulacje, które powodują, że jedna firma z dnia na dzień może zarabiać miliardy na całym rynku unijnym.

Bardzo możliwe. Tylko ponieważ mówiliśmy o korupcji, to mówię, że Unia Europejska jest zbudowana na korupcji jako zasadzie funkcjonowania. Jeżeli ktoś wierzył, że Niemcy będą przez całe lata drenować własnych podatników, żeby dogodzić Grecji, Polsce, Słowacji czy Rumunii, to ja mu nie mogę zabronić, żeby w to wierzył, ale ja sam w to nie wierzę. Niemcy traktują budowę Unii Europejskiej jako inwestycję, która w pewnym momencie musi zacząć się zwracać. Ten moment właśnie nadszedł.

Węgiel koksujący służący do wyrobu stali Bruksela uznała za surowiec strategiczny. Tymczasem unijne rozporządzenie metanowe de facto likwiduje na terenie UE kopalnie węgla, w tym również węgla koksującego. Wygląda na rozdwojenie jaźni.

Nie rozdwojenie jaźni. I jedni, i drudzy jakieś tam fundusze korupcyjne przeznaczyli na przekupywanie komisarzy, to oni zataczają się od jednej ściany do drugiej.

Kolejne unijne regulacje pozamykają kopalnie węgla kamiennego, energetykę węglową, zakażą ogrzewania domów paliwami stałymi, opodatkują samochody spalinowe, a docelowo wyeliminują je z rynku i zmuszą właścicieli domów do drogiej termomodernizacji. Kto stoi za zieloną rewolucją w Unii Europejskiej?

Myślę, że dwie grupy. Pierwsza grupa to wariaci. W Unii Europejskiej, a szczególnie w Parlamencie Europejskim, wariatów w sensie medycznym jest więcej niż gdziekolwiek indziej. To może nawet być większość. Oni naprawdę wierzą w te wszystkie ekologiczne dyrdymały. Druga grupa to są cwaniacy, którzy wykorzystują tę naiwną wiarę wariatów w ekologiczne dyrdymały do tresury całych narodów. To zmierza do tego, żeby narzucić krajom słabym i głupim, żeby zrezygnowali z tych źródeł energii, które mają, na rzeczy korzystania ze źródeł energii, których nie mają, a które ktoś im będzie sprzedawał. To jest proste jak budowa cepa, ale tego nie można powiedzieć wprost, w związku z tym opowiada się, że trzeba ratować planetę, lansuje się niestabilne emocjonalnie panienki, jak Greta Thunberg. Ona teraz została nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. To pokazuje, że „głupoty powagą Najmądrzejszych wodzisz za łby”, jak to pisał Boy-Żeleński.

Niemcy dokonały wolty w kwestii unijnego zakazu samochodów spalinowych po 2035 roku. Która opcja ostatecznie wygra?

Obawiam się – zgodnie z prawem Murphiego – jak coś złego może się stać, to na pewno się stanie. Według oficjalnych statystyk medycznych w Polsce jest 20 proc. wariatów. Myślę, że te statystyki są zaniżone, dlatego że bardzo wielu wariatów nie jest w ogóle diagnozowanych. Oni uważają, że nie są żadnymi wariatami i nie idą się badać. Jeżeli demokracja utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, a ten odsetek wariatów będzie rósł, a będzie, bo nawet system wychowawczy temu sprzyja, to w pewnym momencie wariaci w demokracji przejmą władzę polityczną i będziemy w mocy wariatów.

Polski rząd zgadza się realizować tzw. kamienie milowe i inne narzucone przez UE regulacje, które wywrócą nam życie do góry nogami i uderzą w nas finansowo. W tym celu na szybko zmienia też ustawy, byle tylko w końcu Bruksela dała kredyty i dotacje na KPO. Wygląda na to, że te pieniądze są potrzebne nie tyle społeczeństwu, co bardziej politykom – żeby mieli co rozdawać i co rozkradać. Czy nie lepiej by było dla Polaków całkowicie zrezygnować z wszelkich unijnych pieniędzy i dzięki temu nie podlegać unijnym szantażom?

Bardzo możliwe. Mądre państwa tak właśnie robią. Szwajcaria jest trochę poważniejszym państwem niż Polska. Mimo że były podchody, żeby ona też do Unii Europejskiej się przyłączyła, to nie zrobiła tego, bo nie chce. Ale o tym trzeba było myśleć w 2003 roku, kiedy było referendum akcesyjne. Mówiłem wtedy, że Szwajcaria nie chce. To zwolennicy Anszlusu mówili: „To co innego, bo Szwajcaria jest bogatym państwem”. Odpowiadałem: „Tak, jest bogatym państwem, ale nie dlatego, że się gdzieś zapisała i spadł na nią deszcz złota, tylko dlatego, że się rządzi rozsądne”. No to my też się rozsądnie rządźmy. Metoda przekupywania biurokratycznych gangów okazała się bardzo skuteczna. Zwrócił pan uwagę, że te kamienie milowe odwracają całe nasze życie do góry nogami. Jest to analogia z wiekiem XVIII. Do czego dążyły państwa zaborcze w Polsce, przede wszystkim Prusy i Rosja? Do tego, żeby doprowadzić Polskę do stanu całkowitego obezwładnienia. W tej chwili jest to samo. Podam dwa przykłady. W tej formule bezwarunkowej kapitulacji Polski w kwestii praworządności, co przybrało postać nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, jest zapisane testowanie niezawisłości, tzn., że jeden sędzia może podważyć autentyczność drugiego sędziego, a jeżeli skutecznie to zrobi, to wszystkie orzeczenia zapadłe z udziałem tego sędziego już są nieważne. Bo to nie jest żaden sędzia, tylko przebieraniec. Będzie burdel do kwadratu.

Druga rzecz: ostatni wyroku TSUE w sprawie możliwości zaskarżania decyzji administracji leśnej w Polsce przez organizacje ekologiczne do sądu. Doprowadzi to do tego, że o sposobach urządzania lasu będą decydowały sądy, które się na tym przecież nie znają. Sądy się znają na tym, jak wypić i zakąsić i się skorumpować, natomiast na urządzaniu lasu raczej nie. A to one mają o tym decydować. Dojdzie do całkowitego obezwładnienia administracji leśnej. Tu kluczową postacią jest premier Mateusz Morawiecki. W 1989 roku był zarejestrowany przez enerdowską Stasi jako tajny współpracownik. [Informacje takie w 2022 roku ujawnił Leszek Szymowski, a 13 grudnia 2022 pytanie o tę sprawę publicznie z mównicy sejmowej zadał poseł Grzegorz Braun. Kwestia ta pozostała bez komentarza zainteresowanego – red.] Ponieważ po zjednoczeniu Niemiec wszystkie aktywa Stasi zostały przejęte przez BND, to ta sprawa mogła mieć dalszy ciąg. Nie wiem, czy miała, ale mogła mieć. Proszę zwrócić uwagę na to, co robi pan premier Morawiecki. On się na to wszystko zgodził: i na mechanizm warunkujący, i na dekarbonizację. Krótko mówiąc: agent niemiecki nie zrobiłby niczego lepiej. Tylko że on pokrywa te ustępstwa taką tromatadracką retoryką. Ale nie dajmy się nabrać na tę tromatadracką retorykę. Popatrzmy, co on naprawdę robi.

Co chwilę objawiane są Polakom (ale też pozostałym narodom UE) coraz bardziej absurdalne i sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem głównie „zielone” pomysły UE. Czy w ten sposób nie jest sprawdzany kres naszej wytrzymałości?

Mówiłem o tresurze. Z jednej strony wariaci, a z drugiej treserzy. Tresuje się całą ludzkość. Epidemia była znakomitym pretekstem do tresury. Obrona planety przed globalnym ociepleniem też jest znakomitym pretekstem do tresury, a myślę, że nie jest to jeszcze ostatnie słowo i znajdą się następne.

Biorąc pod uwagę te wszystkie szkodliwe unijne regulacje, o których rozmawiamy, czy nie sądzi Pan, że to, co serwuje nam Bruksela, jest znacznie gorsze niż rządy PO, PiS i postkomunistów razem wzięte? Oni nie chcieli zakazywać samochodów.

To jest porównywalne. Preteksty do tresury się zmieniają. Bolszewicy tresowali całe narody pod hasłem „dobra proletariatu”. Ta argumentacja już nie skutkuje, natomiast mnóstwo wariatów wierzy w obronę planety przed globalnym ociepleniem i że tak trzeba. Dlaczego mają nie wierzyć, skoro panna Greta dostanie Pokojową Nagrodę Nobla? Będą wierzyli jeszcze bardziej.

Czy członkostwo w Unii Europejskiej w ogóle nam się opłaca?

Myślę, że nie. Kiedyś sobie obliczałem, ile kosztuje wybudowanie autostrad. Już ładnych parę lat temu wyszło mi, że za roczną składkę, jaką Polska wpłaca do Unii Europejskiej, można by wybudować 500 km autostrady. Łącznie z wykupem gruntów pod autostradę itd. Polska do Unii Europejskiej należy już 19 lat. To proszę sobie pomnożyć 500 km autostrady razy 19. Mielibyśmy zakończony program budowy autostrad i to bez łaski. Za własne pieniądze.

Moim zdaniem najbardziej szkodliwa nie jest kwestia składki unijnej, ponieważ ona wynosi tylko około 1 proc. PKB Polski. Znacznie bardziej szkodliwe jest to, że Unia Europejska swoimi regulacjami ingeruje w rynek, powodując nieoptymalną alokację zasobów. To powoduje o wiele większe koszty dla gospodarki niż ta cała składka.

Ależ oczywiście. Już Frédéric Bastiat w broszurze Co widać i czego nie widać to zauważył. Składkę widać, natomiast tego, o czym pan mówi, nie widać. Nikt tego nie liczy. Nie bardzo wiadomo jak. W związku z tym bilans członkostwa Polski w Unii Europejskiej może być ujemny. Tyle tylko, że nie sposób jest to udowodnić. Poza tym reszta świata do Unii Europejskiej nie należy, a proszę popatrzeć, jak ładnie się rozwija. Poza Unią Europejską jest też życie. To jest dobra wiadomość. Tyle tylko, że nasz biurokratyczny gang został tak skutecznie skorumpowany, że już nie wyobraża sobie życia poza Unią. Proszę próbować odebrać te apanaże całej tej czeredzie europosłów. Dożywotnie emerytury po jednej kadencji. Oni wydrapią panu oczy.
https://pch24.pl/unia-rzadza-wariaci-stanislaw-...
Żabodukt Postów: 82506
kumak
Żabodukt, postów: 82506
Środa, 22 marca 2023 10:56:48
-3
0 -3
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Po nagłym zamknięciu drogowego przejścia granicznego z Białorusią w Bobrownikach właściciele firm działających przy granicy stoją na progu bankructwa. O konsekwencjach, jakie ponoszą ich biznesy po decyzji ministra, piszą niemal do wszystkich świętych. — Ludzie w Białymstoku stracą majątki swojego życia. Właściciele hurtowni są pozadłużani, bo nie mają w tej chwili odbiorców, a towar zalega w magazynach. Będą tracili domy, bo brali kredyty na towar za 1,5 mln euro — w rozmowie z Onetem mówi Agnieszka Lasota, właścicielka przygranicznego sklepu, która była zmuszona zwolnić 11 pracowników. https://www.onet.pl/informacje/onetbialystok/tony-...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Środa, 22 marca 2023 19:06:55
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Wiele lat temu Portal Warszawski jako pierwszy zwrócił uwagę na syf (dosłownie) i umierająca ulicę Chmielną, której żadna rewitalizacja nie pomoże, tym bardziej że władze chcą tę ulicę odciąć całkowicie od ruchu samochodowego. Niestety, ten niewiarygodny syf przenosi się na dalsze rejony miasta. Kiedyś piękny zabytkowy Plac Zbawiciela, dziś zamienia się w slamsy. I jakoś „europejczykom”, którzy tam od lat przesiadują, to otoczenie nie przeszkadza.
To miejsce umiera

Odkąd zaczęli przy nim grzebać wszelkiej maści „aktywiści”, którzy najchętniej miejsce to zamknęliby dla zmotoryzowanych mieszkańców Warszawy, Plac Zbawiciela zaczyna przypominać slamsy, dokładnie takie same jakie znamy z uli. Chmielnej. Do historii przejdzie napisany na kolanie plac redukcji ruchu przez byłego już prezesa Miasto Jest Nasze, Jana Mencwela, który chciał przekazać to miejsce wszelkiej maści lewicowym ignorantom. Miejsce to szczególnie staje się koszmarem w letnie miesiące, kiedy miasto stawia tam ohydne betonowe zapory, zabierające przestrzeń należną kierowcom.

Nie raz mówiłem, że zielony aktyw jest jak szarańcza. Przychodzą, niszczą i odchodzą. Aktualnie niszczą już nadżartą Chmielną, dochodzą do Mokotowa, a to co będzie po nich niech za przykład posłuży Plac Zbawiciela , który swego czasu był ulubionym miejscem spotkań wszystkich domorosłych aktywistów
https://portalwarszawski.com.pl/2023/03/21/tylko-u-nas-tak-wyg...
Żabodukt Postów: 82506
kumak
Żabodukt, postów: 82506
Środa, 22 marca 2023 22:41:30
-3
0 -3
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
@Wiele lat temu Portal Warszawski jako pierwszy zwrócił uwagę na syf
sailorze wy tu przecież przyjechaliście z jakiejś zabitej dziury- odwalcie się od Warszawy.
gdzieś indziej Postów: 14198
michal1965
gdzieś indziej, postów: 14198
Piątek, 24 marca 2023 12:03:48
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
24 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Przypada on w 79. rocznicę śmierci członków bohaterskiej rodziny Ulmów z Podkarpacia oraz ukrywanych przez nich Żydów, zamordowanych przez Niemców.
Żabodukt Postów: 82506
kumak
Żabodukt, postów: 82506
Piątek, 24 marca 2023 13:46:04
-1
0 -1
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Pisowska rodzina na swoim? Nie na naszym
https://www.facebook.com/groups/447591999438391/permali...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Niedziela, 26 marca 2023 11:49:26
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Drugie i trzecie pokolenie UB i SB czeka na zmianę władzy, bo wciąż chcą decydować o reprodukcji elit, rządzie dusz i rządzeniu Polską



Resortowa wspólnota liczy na to, że po wyborach parlamentarnych jesienią 2023 r. Donald Tusk ją „wyzwoli” i sprawi, że znowu stanie się potrzebna.

Wciąż istnieje i ma się dobrze, a zamierza mieć się jeszcze lepiej coś, co można nazwać resortową wspólnotą: ideową, kulturową, towarzyską, dotyczącą wartości czy politycznych preferencji. Ta wspólnota obejmuje nie tylko ludzi MSW, UB, SB czy WSI z czasów PRL, ale także ich małżonków, dzieci i wnuków, a nawet kolegów. Wspólnota resortowa bardzo dba o to, by jej członkowie zajmowali ważne miejsca w polityce, armii, służbach, gospodarce, mediach, kulturze, nauce.

Kapitalizm III RP, nie tylko w jej początkach, to w dużej mierze wspólnota resortowa. Podobnie jak media III RP. Resortowa wspólnota działa natychmiast, gdy w publicznym obiegu znajdą się informacje o resortowej przeszłości czy uwikłaniu kogoś. Zaraz zaczyna się podkreślać fachowość takiej osoby i krzywdy, których doznała ze strony szalonych lustratorów i dekomunizatorów.

Resortowa wspólnota bardzo rzadko odnosi się do niechlubnej przeszłości jej starszych członków, a ich „zdobycze” w postaci pozycji społecznej, wpływów, znajomości, możliwości czy stanu posiadania są traktowane jako neutralne aktywa. Można z nich korzystać bez wątpliwości prawnych czy moralnych. Resortowa wspólnota za należne jej uznaje domy, mieszkania, działki, dzieła sztuki czy wartościowe kolekcje uzyskane w czasach pracy w resorcie. Nie wolno pytać o „resortowe” pochodzenie tego majątku.

Tylko bardzo dociekliwi wiedzą, na jakiej zasadzie w domach i mieszkaniach aparatczyków PZPR czy funkcjonariuszy bezpieki lądowały dzieła sztuki (często z muzealnych zbiorów), zabytkowe meble, różne precjoza. W wypadku resortowej wspólnoty ginie cały kontekst tego, jak starsi przedstawiciele doszli do swego majątku, który młodsi dziedziczą.

Najlepiej dziedziczenie w obrębie resortowej wspólnoty pokazuje Aleja Przyjaciół - ulica w Warszawie, z luksusowymi mieszkaniami, które należały do przedwojennej inteligencji, a po wojnie komunistyczna władza przyznała je wysokim funkcjonariuszom bezpieki, aparatu partyjnego, zaufanym partyjnym intelektualistom. W Alei Przyjaciół zamieszkał przedwojenny komunista Ozjasz Szechter z żoną Heleną Michnik, rodzice Adama Michnika. Redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” mieszka tam do dziś.

Resortowa wspólnota to w III RP przede wszystkim kwestia mechanizmu reprodukcji elit. W ogromnej mierze elity III RP są bezpośrednią kontynuacją elit PRL, w tym elit ściśle „resortowych”. W końcówce PRL i na początku III RP młodsi członkowie resortowej wspólnoty zawsze znajdowali się w odpowiednim miejscu i czasie, żeby zająć ważne pozycje społeczne, stać się liderami opinii.

Nawet pobieżna analiza karier ważnych postaci mainstreamu, szczególnie w mediach, dowodzi, że działają tu mechanizmy rekomendacji, wsparcia, promowania i ochrony odnoszące się prawie wyłącznie do członków resortowej wspólnoty. Można w ich karierach dostrzec coś, do czego pasowałoby określenie „niewidzialna ręka resortu”. Niewygodne fakty ta „niewidzialna ręka resortu” wygumkowuje.

Resortowa wspólnota ulokowała swoich młodszych członków tam, gdzie mają duże możliwości oddziaływania na innych, kształtowania wzorców, formułowania odpowiedniego przekazu. Przykładem niech będzie kariera Moniki Olejnik, od 1982 r. dziennikarki radiowej Trójki, a potem TVP, Radia Zet, TVN i TVN 24. Gdy stawała się tą osobistością, którą jest obecnie, opinia publiczna nie wiedziała, że jest córką Tadeusza Olejnika.

Jak można przeczytać w książce „Resortowe dzieci”, Tadeusz Olejnik był „funkcjonariuszem Wydziału XIII Biura ‘B’ Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Wydział ten zajmował się m.in. osobowymi źródłami informacji związanymi z lokalami kontaktowymi i punktami obserwacyjnymi, planowaniem działań operacyjnych i podglądem audiowizualnym opozycji demokratycznej. (…) Z pracy w MSW Tadeusz Olejnik odszedł w maju 1988 roku - ze stanowiska zastępcy naczelnika Wydziału III Biura ‘B’ MSW, który zajmował się m.in. cudzoziemcami oraz dziennikarzami krajów kapitalistycznych”.

W Radiu Zet, a potem w TVN i TVN 24 karierę zrobił Andrzej Morozowski, syn Mieczysława Morozowskiego, „przedwojennego komunisty, od roku 1947 związanego z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego”. „19 lutego 1949 roku Morozowski złożył ślubowanie w Departamencie V ds. polityczno-społecznych MBP, którego dyrektorem była Julia Brystiger – ‘krwawa Luna’. W listopadzie 1954 r., a więc w okresie, kiedy w Polsce zaczęła się krytyka aparatu bezpieczeństwa i destalinizacja, Morozowski pracował już w Centralnym Archiwum MBP” – czytamy w książce „Resortowe dzieci”.

Międzynarodową karierę medialną zrobił Michał Broniatowski, dziennikarz „Politico”. W przeszłości był związany z agencjami ITN, Associated Press, Reuters, był członkiem Rady Dyrektorów ITI i Rady Nadzorczej Grupy Onet, wiceprezesem największej prywatnej rosyjskiej agencji informacyjnej Interfax, współwłaścicielem działającej na Ukrainie - Espreso TV. To Broniatowski w grudniu 2016 r. stworzył „Małą instrukcję, co musi się stać, żeby [w Polsce] powstał Majdan”.

Ojciec Michała - Mieczysław Broniatowski należał do Kominternu, był „dąbrowszczakiem”, a od 1944 r. służył w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (w stopniu pułkownika). Był szefem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, dyrektorem Centralnej Szkoły Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi, p.o. dyrektora Centrum Wyszkolenia MBP w Legionowie. Matka Michała, Halina Broniatowska, była oficerem politycznym w armii Berlinga, po wojnie pracownikiem Wydziału Propagandy KC PZPR i bardzo wpływową redaktorką wydawnictwa „Iskry”. O jej „wyczynach” w tamtych latach napisała Joanna Siedlecka w książce „Biografie odtajnione”.

Dyplomatyczną i medialną karierę w III RP zrobił Ryszard Schnepf. Był ministrem w kancelarii premiera, wiceministrem w MSZ, ambasadorem w Urugwaju, Kostaryce, Hiszpanii i USA. Ojciec Ryszarda, Maksymilian Sznepf, w 1940 r. na ochotnika zgłosił się do Armii Czerwonej. Po kapitulacji Niemiec Sznepf brał udział „w likwidacji band w Białostockiem”, w tym w obławie augustowskiej. Z „bandami” Maksymilian Sznepf walczył także na Mazowszu, m.in. „osobiście ujął groźnego bandytę Młodzińskiego Stefana, z-cę d-cy bandy ‘Mieczysława’”.

Matka Ryszarda Schnepfa, Alicja Szczepaniak, w lutym 1949 r. została przyjęta do pracy w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego we Wrocławiu. Po siedmiu miesiącach została przeniesiona do Wydziału V wrocławskiej bezpieki, zajmującego się walką z „bandytyzmem i dywersją”. Po przeniesieniu do Warszawy Alicja Szchnepf służyła w Departamencie V MBP. Szefową tego Departamentu była Julia Brystygier, czyli „krwawa Luna”.

Jerzy Owsiak stał się liderem sektora charytatywnego, a także bardzo ważną postacią polskiego show biznesu i edukatorem. Założyciel Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy jest synem Zbigniewa Owsiaka, płk. Milicji Obywatelskiej, w resorcie od 19. roku życia. Zaczynał on od zwalczania PSL Stanisława Mikołajczyka, by w 1962 r. trafić do Komendy Głównej MO. W 1973 r. Owsiak senior był już naczelnikiem wydziału w Biurze Dochodzeniowo-Śledczym.

Jak piszą autorzy „Resortowych dzieci”, Zbigniewowi Owsiakowi „powierzono m.in. sprawowanie nadzoru i udzielanie pomocy praktycznej terenowym jednostkom MO w sprawach o poważniejsze przestępstwa gospodarcze. Przez kilka kadencji pełnił w komendzie funkcję I sekretarza egzekutywy POP PZPR. W resorcie pracowała również Maria Owsiak, matka Jerzego.

Resortowa wspólnota w polityce to trzy pokolenia Cimoszewiczów. Marian Cimoszewicz, ojciec Włodzimierza, w 1940 r. został zmobilizowany do Armii Czerwonej i skierowany do szkoły oficerskiej w Rostowie. Potem trafił do I Armii formującej się w Sielcach. Wkrótce został zastępcą dowódcy kompanii ds. politycznych, a w maju 1945 r. zastępcą dowódcy pułku 1. Armii. Od lipca 1945 r. był oficerem Informacji Wojskowej. W latach 1951–1954 był szefem Informacji Wojskowej na Wojskowej Akademii Technicznej. Od listopada 1959 do września 1960 roku był szefem Oddziału III Zarządu II Szefostwa WSW. We wrześniu 1960 r. awansował na pułkownika WSW.

Syna Mariana, Włodzimierza Cimoszewicza, w III RP m.in. premiera i marszałka Sejmu, bezpieka zaczęła „opracowywać” w 1980 r. Kpt. Janusz Zieliński z Wydz. II Departamentu I napisał 13 września „Raport o zezwolenie na pozyskanie w charakterze kontaktu operacyjnego obywatela PRL Włodzimierza Cimoszewicza, dalej ‘Carex’”. Odbyła się stosowna „rozmowa pozyskaniowa” przed wyjazdem na stypendium do USA. Kpt. Zieliński notował, że Cimoszewicz „bez wahania wyraził zgodę na współpracę, prosząc jednocześnie o omówienie szczegółów z tym związanych”.

Już w USA „Cimoszewicz zareagował odpowiednio na hasło [oficera wywiadu PRL] i z konsulatu przeszli na rozmowę do kawiarni, gdzie omówili kształt zadań operacyjnych”. Po powrocie do kraju w 1982 r. kpt. Zieliński stwierdził „brak efektów w wykonaniu zadań stawianych Cimoszewiczowi przez SB”, ale proponował zatrzymać „Carexa” w sieci krajowych współpracowników i utrzymywać z nim kontakty. Kiedy Włodzimierz Cimoszewicz wycofał się z polityki, wszedł do niej jego syn Tomasz Cimoszewicz, który dostał się do Sejmu z listy PO.

Resortowa wspólnota w tajnych służbach oraz w dyplomacji to rodzina Dukaczewskich. Ojciec gen. Marka Dukaczewskiego, ostatniego szefa WSI, Zdzisław, w szeregach Urzędu Bezpieczeństwa utrwalał władzę ludową od początku okupacji sowieckiej. 1 czerwca 1951 r. powierzono mu szefostwo PUBP w Ciechanowie. 10 czerwca 1954 r. por. Zdzisław Dukaczewski został starszym referentem w kierownictwie PUBP w Płocku. Brał udział w represjach wobec podziemia niepodległościowego, w tym organizacji młodzieżowej „Dzieci Ziemi Płockiej”.

Po ukończeniu w 1976 r. studiów (w WAT) ppor. Marek Dukaczewski, syn Zdzisława, podpisał zobowiązanie pracownika Zarządu II. W roku 1980 por. Dukaczewski przeszedł do pracy w pionie operacyjnym. Po powrocie w 1985 roku z rezydentury „Kolumb” [w Waszyngtonie] kpt. Dukaczewski vel Dekert został skierowany do Centralnego Ośrodka Przetwarzania Informacji MON. Faktycznie jednak nadzorował z ramienia centrali kierunek amerykański, pracując nadal w pionie operacyjnym, w Oddziale „P”, czyli zamorskim. W 1987 r. Dukaczewski został awansowany na majora i po roku skierowano go do służby w Sztabie Generalnym.

Po odbyciu w 1989 r. kursu GRU, wiosną 1990 r. Marek Dukaczewski został wyznaczony na attaché wojskowego w Norwegii, czyli szefa rezydentury w Oslo. Z Oslo Dukaczewski powrócił w 1992 r. i został głównym specjalistą w Zarządzie I WSI (1992–1997), czyli wywiadzie wojskowym. W latach 2001-2005 kierował WSI.

Resortową wspólnotę łączy to, że będąc częścią „klasy panującej” III RP mają bardzo podobne poglądy do swoich „resortowych” rodziców i dziadków (będących klasą panującą PRL). Tak jest np. w kwestii polityki (także polityki historycznej), lustracji, dekomunizacji i dezubekizacji, stosunku do Kościoła, aborcji, związków homoseksualnych. Wyznają bardzo podobne wartości i tworzą wspólnotę wyjątkowo solidarną i świadczącą sobie przysługi.

Znamienny przykład stanowi sędzia Igor Tuleya, który zasłynął z tego, że metody CBA nazwał „stalinowskimi”. Sędzia Tuleya jest synem Lucyny Tulei, która w latach 1960-1971 pracowała w Milicji Obywatelskiej, a potem do 1988 r. była funkcjonariuszką Służby Bezpieczeństwa - w Biurze B Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Do zadań tego pionu należała inwigilacja m.in. opozycji i dyplomatów.

Jest charakterystyczne, że gdy młodsza część resortowej wspólnoty buntowała się przeciwko systemowi (od połowy lat 60., z kulminacją w marcu 1968 r.), prawie nigdy nie był to bunt przeciwko życiorysom własnych rodziców. A gdy zbuntowane latorośle były w tarapatach, „resortowi” rodzice wyciągali ich z aresztów albo sprawiali, że traktowano ich tam znacznie łagodniej niż innych. Rodzice pomagali zniknąć na jakiś czas, otaczali parasolem ochronnym. Nawet gdy rodzice byli już w odstawce, mieli w „resorcie” ważnych kolegów, którzy byli w stanie pomóc ich dzieciom.

Kiedy resortowe dzieci się ustatkowały, często znajdowały posady i stanowiska, które gwarantowały większości z nich wysoką pozycją zawodową i społeczną. Jak mówił nieżyjący już historyk prof. Paweł Wieczorkiewicz, „drugie pokolenie, dzieci komunistów, zachowywało się często jak dzieci rozkapryszonej arystokracji. Byli przekonani, że władza rodziców jest dziedziczna, że oni, wychowani w cieplarnianych warunkach, ją przejmą”. I często przejmowali. A wiosną 2023 r. liczą na to, że po jesiennych wyborach parlamentarnych Donald Tusk ich „wyzwoli” i sprawi, że znowu staną się potrzebni. Przecież tyle jest do zrobienia, żeby się zemścić na rządzącej Zjednoczonej Prawicy, a także na tych wszystkich, którzy choćby pozytywnie o niej pomyśleli.
https://wpolityce.pl/polityka/639410-drugie-i-trzec...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Poniedziałek, 27 marca 2023 11:46:06
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Lewicowa utopia na przykładzie ursynowskiego osiedla

To polityczny paradoks, ale faktem jest, że władze Warszawy, wywodzące się z liberalnego środowiska politycznego czerpią pełnymi garściami z utopijnych lewicowych idei zniewolenia społecznego. Widać to wyraźnie w działaniach i deklaracjach R. Trzaskowskiego oraz jego ludzi, co Portal Warszawski wielokrotnie udowadniał w publikowanych na jego łamach tekstach. Burmistrzowie poszczególnych dzielnic chcąc się przypodobać prezydentowi Warszawy również żeglują w kierunku bezsensownych lewicowych idei. To z kolei przekłada się na podobne działania „czynników społecznych” czyli np. Rad Osiedli. Dobrym tego przykładem jest warszawski Ursynów.
Historia pewnej lewicowej utopii

Koncepcja tzw. miasta piętnastominutowego (15-Minute City concept) została stworzona m.in. przez lewicowego urbanistę Carlosa Moreno w 2002 roku i rozkwitła podczas pandemii SARS-COV2, skwapliwie podchwycona przez panią mer Paryża. Koncepcja ta zakłada w ramach inżynierii społecznej równomierne zasiedlanie nowotworzonych przestrzeni miejskich przez przedstawicieli mniejszości seksualnych, muzułmanów, emigrantów oraz cudzoziemców i ich integrację przez urbanistykę (tworzenie miejsc do wspólnego, „społecznego” spędzania wolnego czasu – skąd my to znamy?). Ma to w założeniu przeciwdziałać tworzeniu się miejskich gett. Ciekawe tylko, co na to powiedzą np. muzułmanie?

Z drugiej jednak strony kładzie się w tej koncepcji silny nacisk na to aby ograniczać ruch samochodowy (zwężanie ulic, ograniczanie miejsc parkingowych) na rzecz pieszych oraz hulajnóg i rowerów (budowa ścieżek rowerowych kosztem dróg). W założeniu mieszkaniec takiego habitatu ma wszędzie dotrzeć, do każdego celu typu różnorakie sklepy i miejsca użyteczności publicznej typu kino, teatr, muzeum, w ciągu 15. minut, pieszo lub na hulajnodze. Koncepcja ta walczyła ostro o rząd dusz z koncepcją – uwaga, uwaga – miasta 20. minutowego (sic!) i zwyciężyła. Już widzę oczami wyobraźni starszych ludzi, emerytów, pomykających chyżo na hulajnogach do teatru!

Pod lewicową utopijną ideę miasta 15. minutowego podczepił się prędko R. Trzaskowski wraz ze swoimi ludźmi z Ratusza. W sensie politycznym jest to bardzo zabawne. Jakim sposobem, ktoś kto deklaruje, że jest liberałem dał się wpuścić w lewacki kanał ideologiczny? Myślę, że przyczyn tego stanu rzeczy może być kilka. Jedną z nich mogła być narcystyczna chęć włodarza Warszawy bycia europejskim prymusem, znalezienia się w „awangardzie europejskich przemian”. Drugą – jego socjotechnika sprawowania władzy, owe bratanie się z warszawskimi lewackimi aktywistami, środowiskami mniejszości seksualnych, „wykluczonych” itp. To jego trybut na ich rzecz. Konieczny, aby sprawować władzę, by na niego głosowano.

Pan R. Trzaskowski nie jest intelektualistą, co wielokrotnie był udowodnił m. in. podczas swoich publicznych wystąpień. Nie wygląda na człowieka żywo zainteresowanego problemami architektury i urbanistyki. Nie można go więc podejrzewać o nadmierne czytanie książek, zwłaszcza z wymienionych dziedzin, czy artykułów w czasopismach poświęconych tymże zagadnieniom architektury i urbanistyki. To może być kolejna przyczyna ostrego skrętu w lewo w dziedzinie organizacji warszawskiej przestrzeni miejskiej i komunikacji ekipy PO oraz jej akolitów w radzie miejskiej, magistracie i w poszczególnych urzędach dzielnic. Być może w przekonaniu tych ludzi owe chore idee urbanistyczne mają neutralny ideologicznie i nowoczesny charakter? W takim przypadku występują oni w roli lewicowych pożytecznych idiotów. Ale, kto by się tym przejmował. A jak to miło być nowoczesnym! Jak to poprawia humor i samoocenę! I zagranica nas pochwali. A tak to przecież lubimy (ciepłe europejskie posady już na nas czekają)! I jakie to proste jednocześnie! Nie trzeba mozolnie analizować przestrzeni miejskiej oraz komunikacji. Nie trzeba się natężać, wysilać, zmuszać swoje szare komórki do pracy. Przecież wszystko jest wiadome. Podłączamy się pod europejską awangardę. Będzie europejsko, nowocześnie i eko. Dobrze, dzisiaj likwidujemy miejsca parkingowe na ulicy xyz, instalujemy słupki w kwartale mno, zwężamy ulice bebacką i cebacką oraz stawiamy gazony w kwadracie abcd. „Zielone płuca” Warszawy, nareszcie. Bezwysiłkowe, bezstresowe, łatwe urzędowanie. Teraz tylko wystarczy spokojnie w urzędzie czekać na comiesięczne grube przelewy bankowe na nasze konto. A w międzyczasie można polecieć służbowo samolotem (ślad weglowy? oj tam, oj tam!) tu i ówdzie. Żyć nie umierać!

Sądząc po sytuacji, zmianach i projektach zagospodarowania przestrzennego takie właśnie myślenie prezentują urzędnicy Urzędu Dzielnicy Ursynów, z burmistrzem Robertem Kempą oraz jego czterema (sic!) zastępcami na czele.

Wystarczy przytoczyć takie „inwestycje” jak zwężenie ul. Cynamonowej na rzecz dwóch (sic!) niebezpiecznych w użytkowaniu ścieżek rowerowych, niszczenie tkanki miejskiej na placu przed kościołem pw. Św. Rodziny przy ul. Wiolinowej, wbrew wyraźnemu, a nawet gwałtownemu sprzeciwowi mieszkańców triumfalistyczne plany zmiany krajobrazu Parku Wynalazców, czyli tzw. Psiej Górki itp. Przykłady można byłoby mnożyć.
Niestety na tak bezmyślnym i łatwym sposobie zarządzania dzielnicą wzorują się także ciała społeczne, które miały być ex definitione głosem np. wszystkich członków danej spółdzielni mieszkaniowej, a nim nie są

Interesującym zagadnieniem jest dlaczego tak się dzieje?

Tu też przyczyn może być kilka. Jedną z nich jest to, że duża część osób działających w takich ciałach społecznych pro publico bono, przepraszam, ale trzeba to powiedzieć, nie należy do intelektualnej elity. Nie patrzą na problemy swojego otoczenia holistycznie, a jedynie wyrywkowo. Skupiają się na rzeczach drobnych, które nie maja wielkiego znaczenia w poprawie jakości życia w danej przestrzeni miejskiej. Trudno też wymagać od krawcowej, pielęgniarki i elektryka, z całym szacunkiem dla tych zawodów i ludzi w nich pracujących, aby właściwie patrzyli na sprawy architektury i urbanistyki. Dużo łatwiej jest zatroszczyć się o kawałek terenu, na którym jest trawa, a której to trawy nie powinno tam być (bo np. zgodnie z planami architektonicznymi w tym miejscu powinien być szeroki chodnik lub fragment drogi dla ruchu kołowego) i składać wniosek, zgodnie z tendencjami eko, o ogrodzenie palikami tego poletka, niż domagać się poszerzenia ciągów komunikacyjnych. Dużo prościej jest występować z wnioskami o ograniczenia, o wbijanie palików niepozwalających na przejazd lub parkowanie samochodów, niż myśleć nad tym skąd wziąć pieniądze na poszerzenie drogi, położenie chodnika, czy wybudowania parkingu.

Przykro to powiedzieć, ale w takim środowisku „jednooki jest królem”. I statystycznie rzec biorąc zawsze w takiej społeczności znajdzie się jakiś jeden lub kilku miłośników lewackich utopijnych teorii. Wtedy przy pomocy różnych socjotechnik bardzo łatwo mogą sobie oni owinąć dookoła palca społeczników tam działających, którzy w takich przypadkach występują w roli pożytecznych idiotów.

Oddzielną sprawą jest, przy braku jasnych mechanizmów odwołujących przedstawicieli, oderwanie owych pierwotnych społeczników od swego elektoratu, stopniowe coraz większe smakowanie władzy i nieuniknione w tej sytuacji bąbelki w głowie. To prosta droga do myślenia „osiedle to my” lub w niektórych skrajnych przypadkach „osiedle to ja”.

Dobrym przykładem dużych problemów parkingowo-komunikacyjnych oraz proponowanych niewłaściwych rozwiązań jest Osiedle nr 4 SM „Na Skraju” i Rada Osiedla tej społeczności. Wspomniane Osiedle mieści się między ulicami Indiry Gandhi, Cynamonową, Filipiny Płaskowickiej i Jana Rosoła.
SYTUACJA PARKINGOWO-KOMUNIKACYJNA OSIEDLA NR 4

Obecnie sytuacja parkingowo-komunikacyjna na Osiedlu 4. SM „Na Skraju” jest niezwykle trudna, co bardzo obniża wszystkim mieszkańcom tegoż Osiedla jakość życia. Ludzie parkują swe samochody kilka centymetrów od kamieni, czy słupków, narażając je na zniszczenie. Wieczorem praktycznie nie ma jakichkolwiek miejsc, gdzie można byłoby zaparkować samochód. Piesi z kolei czują się bardzo niepewnie z uwagi na prawie ocierające się o nich samochody w ruchu. Jest też problem z samochodami dostawczymi.

W związku z powyższą sytuacją od dłuższego czasu kiełkował pomysł ogrodzenia Osiedla nr 4 ośmioma szlabanami. Miałoby to w założeniu pomysłodawców zwiększyć dostępność miejsc parkingowych i znacznie ograniczyć ruch kołowy wewnątrz Osiedla. Pomysł od razu budził wątpliwości, czy jego realizacja przyniesie pożądany skutek? Z postawieniem szlabanów wiąże się też cały szereg niedogodności (np. utrudniony dostęp taksówek, kurierów, koszty konserwacji szlabanów itp.). W tej sytuacji Rada Osiedla nr 4, mając m. in. na uwadze przekształcenia własnościowe (podział na własności jednobudynkowe) postanowiła rozstrzygnąć problem zwracając się do członków SM przy pomocy ankiety. Większość osób biorących w niej udział wypowiedziała się PRZECIWKO INSTALACJI SZLABANÓW na Osiedlu nr 4.

Wydawałoby się, że sprawa jest więc oczywista i szlabany na Osiedlu 4. nie będą instalowane, zgodnie z wolą większości członków SM biorących udział w ankiecie. Zaś wysiłki Rady Osiedla dotyczące poprawy obecnej sytuacji parkingowo-komunikacyjnej będą zmierzały w kierunku innych rozwiązań – stopniowego powiększania liczby miejsc parkingowych i działań zmierzających do pozyskania funduszy na poszerzanie istniejących ciągów komunikacyjnych, w tym odizolowanie ruchu kołowego od ruchu pieszych np. przez budowanie wzdłuż wspomnianych ciągów chodników z prawdziwego zdarzenia.

Niestety, tak się nie stało. Bowiem zaraz po ogłoszeniu wyników ankiety rozpoczęły się w Radzie Osiedla nr 4 próby jej podważenia.
Niewłaściwe postawy „Cancel Culture”

Nie zważając na wyniki ankiety większość członków Rady Osiedla nr 4 próbuje cały czas forsować instalację szlabanów. Nie tak dawno jedna z członkiń tejże Rady Osiedla napisała w swym e-mailu do pozostałych członków Rady symptomatyczne zdanie: „Przypominam, że różnica głosów była kosmetyczna, a frekwencja marna…”

Trudno się zgodzić z takim twierdzeniem. Warto przypomnieć, że na Osiedlu nr 4 mieszka ok. 1500. członków Spółdzielni. Ankieta była niestety tak skonstruowana, że wykluczała członków współwłaścicieli (np. współmałżonków) i mogło w niej wziąć udział jedynie 50% członków Spółdzielni (niedemokratyczna zasada – jedna ankieta – jedno mieszkanie). Daje to liczbę ok. 750 głosujących. W głosowaniu brało udział 412. członków Spółdzielni. Jest to frekwencja na poziomie 54,93 %! Jak wiadomo w demokracji to bardzo dobry wynik.

Za stawianiem szlabanów opowiedziało się 200 osób, a za ich niestawianiem 212 osób. Różnica wyniosła więc 12 osób. Zakładając, że współmałżonkowie lub inni współczłonkowie Spółdzielni wypowiedzieliby się tak samo daje to już 24 osoby. Niezależnie jednak od tego, to nawet gdyby przeważył na „nie” tylko jeden głos, to ten głos należy uszanować. Mówienie o „kosmetycznej różnicy głosów” świadczy albo o kompletnym niezrozumieniu zasad demokracji, albo o braku szacunku dla innych, albo o ideologicznym zaślepieniu. Demokracja tak nie działa, że głosowanie było ważne i istotne, gdy wygrywa opcja, za którą my się opowiadamy, a jest nieważne i wyniki nieistotne, gdy wygrywa opcja przeciwna (skąd my to znamy?).

Pragnę zauważyć, że w Radzie Domu i Radzie Osiedla nie można na siłę forsować własnych poglądów, a słuchać opinii członków Spółdzielni, których się REPREZENTUJE. Nie reprezentuje się w Radzie Osiedla siebie, tylko Ich. Rady Osiedli pomyślane są bowiem jako sejmiki przedstawicieli wszystkich członków Spółdzielni z danego regionu (osiedla).

Trudno oprzeć się wrażeniu podczas ciągle powracającej w Radzie Osiedla nr 4, bezprzedmiotowej w świetle wyników ankiety, dyskusji o szlabanach, że silnie wybrzmiewają w niej postawy tak teraz propagowanej i będącej w ostrym natarciu kolejnej lewackiej ideologii „cancel culture”, czyli ostracystycznej kultury unieważniania. Warto przypomnieć, że właśnie na tej zasadzie „cancel culture” kilku profesorów w USA straciło pracę na uczelniach (system uniwersytecki kontraktowy).

Jest to bardzo niebezpieczna tendencja, zwłaszcza jeśli szerzy się ona w takich ciałach społecznych jak Rada Osiedla. Pamiętajmy, że Rady Osiedli to coś w rodzaju sejmików PRZEDSTAWICIELI wszystkich członków SM poszczególnych Osiedli.

Odnosząc się do ostatnich dyskusji dotyczących problemu miejsc parkingowych i problemów komunikacyjnych (ruchu pieszych i ruchu kołowego) Osiedla nr 4 SM ”Na Skraju” oraz ciągle podnoszonej przez Radę tegoż Osiedla sprawy ewentualnych szlabanów, a także do inicjatywy tworzenia nagonki na kierowców, którzy nieprawidłowo parkują (m. in. na trawnikach) należy na problem spojrzeć z architektonicznego, urbanistycznego punktu widzenia.
Rys historyczny

Należy też odnieść się do historii i okoliczności powstawania rzeczonego Osiedla, bo one determinują jego teraźniejszość i przyszłość.

Przy tej okazji trzeba sięgnąć do prac, artykułów i opracowań omawiających procesy projektowania Ursynowa, a potem realizację owych projektów – budowy nowej dzielnicy Warszawy. Mam tu na uwadze takie publikacje omawiające te problemy jak:

– T. Barucki, Architektura polska, Warszawa, 1985,

– P. T. Schaffer, Diariusz lat 1976-80, Warszawa, 1981,

– B. a., Zespół osiedli Ursynów w Warszawie, „Architektura”, R. XXIX, 1975, nr 1-2, s. 22-71,

– L. Chmielewski, Przewodnik warszawski, Warszawa 1987,

– J. Nowicki, Pasmo Ursynów-Natolin, „Kronika Warszawy”, R. 6., 1975, nr 4/24, s. 5-23

Warto też sięgnąć do lektury lekkiej, łatwej i przyjemnej – książki Mariusza Prządka „Sekrety Ursynowa” (Dom Wydawniczy Księży Młyn, Łódź 2021, wydanie pierwsze).

Proces projektowania zabudowy Ursynowa rozpoczął się już w pierwszej połowie lat 70. Pierwszych siedem budynków przekazano do użytku w stanie surowym 7 lipca 1976 r. W roku 1979 pierwsi lokatorzy zamieszkali na Ursynowie Południowym (dwa osiedla: „Imielin” i „Na Skraju”), a dwa lata później na Natolinie (trzy osiedla: „Wyżyny”, Wolica” i „Moczydło”). Oprócz wspomnianych, do Natolina należą także oczywiście Kabaty. Na zachód od Natolina rozciągają się tereny, gdzie miał powstać WOWR (Wielofunkcyjny Ośrodek Wypoczynkowo-Rozrywkowy) dla całego Ursynowa.

Ursynów projektowany był przez kilku architektów (L. Borkowski, M. Budzyński, A. Fabierkiewicz, J. Nowicki) wraz z zespołami. Omawianą w niniejszym artykule część Ursynowa projektował A. Fabierkiewicz z zespołem, który to architekt zaprojektował również później kościół p. w. Św. Tomasza przy ul. Dereniowej 12. Z racji opóźnionego przenikania wówczas do Polski nurtów architektonicznych (postmodernizm opóźniony o 10 lat) Ursynów ma w założeniach przestrzennych cechy architektury postmodernistycznej – miasta ogrodu, która to tradycja miasta ogrodu ma długą historię (można tu np. wspomnieć bardzo znany barceloński Park Güell zaprojektowany przez Antonio Gaudiego). Warto dodać, iż idea miasta ogrodu nigdzie się nie sprawdziła w praktyce!
ak więc założenia przestrzenne były postmodernistyczne (miasto konstruowane jakby na zasadzie wywiniętej rękawiczki – np. witryny sklepów skierowane do wewnątrz przestrzeni mieszkalnej, zaś rampy towarowe sklepów od strony głównych ulic). Natomiast realizacja budowy mieszkań, z racji technologii wielkiej płyty – modernistyczna. Projektowano i wizualizowano jednak bardzo bogatą sieć obiektów handlowych i usługowych (sklepów, pralni, przedszkoli, przychodni, szkół itp.). Jednak w trakcie budowy z pierwotnego projektu z uwagi na niedostateczne środki finansowe musiano usunąć większość obiektów handlowych. Wiele zaplanowanych wtedy szkół nie powstało do dziś, a te, którym udało się na mapie Ursynowa pojawić, zbudowano z wieloletnim opóźnieniem. Metro, mające być nieodłącznym elementem całego projektu, uruchomiono dopiero w 1995 roku.

Dodam, że oczywiście identycznie rzecz miała się z drogami wewnątrzosiedlowymi, czyli w ówczesnej nomenklaturze „ciągami pieszo-jezdnymi”, w których, należy to podkreślić, stosowano zasadę ŚCISŁEJ SEGREGACJI RUCHU KOŁOWEGO I PIESZEGO (szerokie ulice wraz z chodnikami), oraz z bogatą infrastrukturą parkingową (liczne parkingi, w tym wielopoziomowe, a nawet parking podziemny).

Jeśli chodzi omawianą w niniejszym artykule część Ursynowa, to oprócz parkingu wielopoziomowego, między domami zaprojektowano szereg mniejszych parkingów jednopoziomowych, tak jak np. między domami Szolc-Rogozińskiego 12 i 14. Również naprzeciwko domów Szolc-Rogozińskiego 7 i 9 (w tzw. zatoczce, gdzie obecnie stoi tylko śmietnik) od strony ul. Cynamonowej zaprojektowano duży plac parkingowy. Warto w tym miejscu przypomnieć, że w tym czasie motoryzacja w Polsce była nieporównywalnie mniej rozwinięta, a widywało się na ulicach głównie Maluchy, duże Fiaty 125 p. i od 1978 roku Polonezy.

Gdy brakuje pewnych dóbr (miejsca parkingowe), gdy są problemy z ciągami komunikacyjnymi (niemalże ocierające się o pieszych samochody na asfaltowych ścieżkach wykluczających wyminięcie się dwóch pojazdów), gdy należy zapewnić taki ruch samochodów i pieszych, aby był on bezpieczny i wygodny i by np. zapewniał nam dostawy towarów do sieci sklepów, które chcemy mieć na danym Osiedlu, to należy podjąć działania zmierzające do powiększenia, do przyrostu tych dóbr. Tylko tak można polepszyć jakość życia mieszkańców naszego Osiedla. Innego wyjścia nie ma.

I można to zrobić. Dobrym przykładem takich działań jest „enerdowski Ursynów”, czyli dzielnica Marzahn we wschodniej części Berlina, miasta tak bardzo zideologizowanego, co i rusz szarpanego różnymi lewicowymi utopiami. A jednak pomimo tego tam się udało. Czy jesteśmy gorsi od Niemców?

Gdy w drugiej połowie lat 80. nocowałam w mieszkaniu mojej niemieckiej znajomej w dzielnicy Marzahn, to widok jaki za każdym razem widziałam przez okno po przebudzeniu się powodował u mnie swoiste déjà vu. Wszystko do złudzenia przypominało Ursynów. Łącznie z wąskimi, wijącymi się między domami, asfaltowymi ścieżkami i samochodami parkującymi gdzie popadnie, na wcisk. Jednak od tamtej pory wschodnio – berliński Marzahn bardzo się zmienił. Pozyskano środki finansowe, nie wiem, czy z UE, czy z niemieckiego budżetu centralnego, landowego (samorządowego), czy z budżetu miasta Berlin i środki te zainwestowano w strukturę dzielnicy. Teraz to zupełnie inna przestrzeń, w której można przyjemnie mieszkać, jadąc spokojnie, bezpiecznie, wewnątrzosiedlową ulicą bez ocierania się o idącą matkę z wózkiem, prawie bez trosk o miejsce parkingowe.
Żeby się przekonać jak zmienił się, jak obecnie wygląda „enerdowski Ursynów”, wystarczy w Google Maps wpisać „Berlin, Marzahn”

Dla lepszego unaocznienia obecnego wyglądu tej berlińskiej dzielnicy można na mapę nałożyć zdjęcia satelitarne (wybieramy opcję „Satelita”).

Warto nadmienić, że w przeciwieństwie do planowanego i nie zrealizowanego na terenach na zachód od Natolina i Osiedla Moczydło ursynowskiego Wielofunkcyjnego Ośrodka Wypoczynkowo-Rozrywkowego (WOWR-u) we wschodniej części Marzahnu zrealizowano ośrodek wypoczynkowy dla mieszkańców tej dzielnicy – Ogród Świata (Garten der Welt). Znajdują się tam m. in. użytkowe pawilony budowane w różnych historycznych stylach z różnych krajów, np. buddyjska pagoda, czy starożytny grecko-rzymski amfiteatr, w którym odbywają się latem spektakle pod gołym niebem.

Można mieć lepsze warunki życia nawet w blokowisku? Można!

Trzeba tylko zgodnie rzeczywiście działać na rzecz polepszenia tychże warunków. Wszak Ursynów to sztandarowa inwestycja mieszkaniowa PRL-u, więc nie można nas zostawiać z tym całym komunikacyjno-parkingowym pasztetem samych. Trzeba szukać pieniędzy na zmianę infrastruktury. Może trzeba szukać środków w centralnym budżecie Państwa, może w budżecie stolicy, a może w budżecie dzielnicy? Należy opłacić stworzenie planów urbanistycznych i potem krok po kroku, krok po kroku, starać się je realizować. To naprawdę jedyna droga do polepszenia naszych warunków życia. Jeśli nic się nie będzie robiło w tej materii, to będzie coraz gorzej.
Żadne grodzenie szlabanami takiej przestrzeni jak Osiedle nr 4 SM „Na Skraju” nic nie pomoże. Jeśli na przykład jest mało miejsc parkingowych i ograniczymy dostęp samochodów do Osiedla, to czy sytuacja się polepszy? Nie. Proszę wieczorem przejść się po wspomnianym ursynowskim Osiedlu nr 4 SM „Na Skraju”. Można przypuszczać, że dziewięćdziesiąt pięć procent osób parkujących o tej porze (na noc) samochody na tym terenie to mieszkańcy tegoż Osiedla. Raczej trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś rano, jadąc do pracy szedł kilometry do swojego samochodu. A miejsc już nie ma. Samochodów zaś, niezależnie od bieżącej sytuacji gospodarczej i różnych krótkookresowych wahnięć, w dłużej perspektywie będzie przybywało. To naturalne prawo technicznego rozwoju cywilizacji i żadne bezsensowne dyrektywy UE tego nie powstrzymają. Idąc tropem „myślenia szlabanowego” za moment okaże się, że wśród tych, którzy będą mieli prawo wjechać samochodem na teren Osiedla znowu trzeba będzie zrobić selekcję (zasada jeden samochód na jedno mieszkanie??), komu pozwolić na wjazd, a komu nie? Powstanie klasa równych i równiejszych. A potem kolejne ograniczenia, kolejna selekcja. Przecież ci z nas, którzy trochę dłużej żyli na tym świecie, pamiętają jak to było z dostępem do ograniczonych dóbr w PRL-u. Historia nas nauczyła, że takie koncesjonowanie, ograniczanie, do niczego dobrego nie prowadzi.

Nie dajmy się manipulować ludziom wyznającym lewicowe idee, zwolennikom różnych teorii inżynierii społecznych. Czas występować w obronie zdrowego rozsądku.

StaBoz, Portal Warszawski
https://portalwarszawski.com.pl/2023/03/25/felieton-lewicowa-u...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Poniedziałek, 27 marca 2023 15:47:01
-1
+1 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Plaga szczurów w Paryżu. Eko-aktywiści upominają się o ich „prawa”

W czasie protestów pracowników komunalnych przeciwko reformie emerytalnej, które wiązały się z zaleganiem ton śmierci w Paryżu, we francuskiej stolicy rozmnożyły się szczury. Teraz przeciwko ich tępieniu protestują aktywiści ekologiczni.

Happening w obronie szczurów w Paryżu przygotowało stowarzyszenie Paris Animaux Zoopolis.

- „Dziś przestrzeń miejska jest zarezerwowana wyłącznie dla człowieka. Musimy położyć kres tej antropocentrycznej koncepcji”

- apelują aktywiści, sprzeciwiając się „polityce sepratyzmu w stosunku do szczurów”.

- „Jakim prawem pozbawiamy niektóre zwierzęta wszelkiego dostępu do światła dziennego?”

- pytają.

Działacze PAZ przekonują, że jeśli ograniczenie populacji szczurów jest naprawdę konieczne, to zamiast trucia, należy postawić na antykoncepcję.

Partia Animalistów z kolei apeluje do Francuzów o to, by „nie stygmatyzować” szczurów.

- „Wbrew powszechnej opinii są one raczej atutem niż problemem w utrzymaniu higieny w miastach. Musimy zmienić paradygmat”

- przekonuje jedna z członkiń partii.

„Le Figaro”, powołując się na francuską Narodową Akademię Medyczną przypomina tymczasem, że „szczur pozostaje zagrożeniem dla zdrowia ludzi z powodu wielu chorób odzwierzęcych, które mogą być przenoszone przez jego egzopasożyty, odchody, ugryzienia i zadrapania”.
https://www.fronda.pl/a/Plaga-szczurow-w-Paryzu-Eko-...

Watek został zamknięty ze względu na długi czas (minimum pół roku), jaki upłynął od ostatniego postu.

Aktualności

OK