Z neta
Można się śmiać ze zbiorowej pretensji Polaków, że ktoś na Ukrainie nie docenił polskiego śpiewaka, kiedy my tu 3 mln uchodźców przyjęliśmy. Ale moim zdaniem to smutne sedno naszego, powszechnego rozumienia zjawiska samej pomocy.
W Polsce akceptacja dla przyjmowania uchodźców nie wynika z uniwersalnego prawa, ani nie jest efektem przyswojenia sobie przez społeczeństwo zapisów praw człowieka. Jest czymś w rodzaju społecznej łaski, jeżdżącej na chwiejnym koniu. Póki uchodźca wzbudza litość, może liczyć na schronienie i pomoc.
Niestety pojęcie współczucia i litości nie jest w tym przypadku bezwarunkowe. Na litość trzeba sobie zasłużyć, stąd oczekiwanie, że uchodźca nie będzie zbyt dużo posiadał. Niedobrze, kiedy przyjechał do polski własnym samochodem, a i całą swoją postawą powinien jakoś emanować biedą. Takie połączenie wypłoszonego pieska z proszalnym żebrakiem.
A kiedy pomoc nie wynika z przekonania, że jest jednym z elementów cywilizowanego społeczeństwa i z uniwersalnego rozumienia praw człowieka, wtedy pomagający domaga się za swoją „łaskę” nagrody. Stąd taka ekscytacja Internetów, że uchodźcy z Ukrainy sprzątają park w ramach „wdzięczności” za gościnę, choć nie ma żadnego powodu, aby zbierali nasze śmiecie za nas. Stąd taki wkurw, że ktoś tam nie przyznał nam 12 punktów na festiwalu piosenki. Bo przecież za te 3 mln uchodźców należało nam się jak psu buda.
Ten mechanizm jest bardzo nietajny, bo kiedy uchodźcy nie spełniają oczekiwań dobrej pani i pana, bardzo szybko mogą zmienić się z „uchodźcy słusznego” w „niesłusznego imigranta czyhającego na socjal”. Doskonale o tym wiedzą uchodźcy z Afganistanu, Syrii czy Iraku, którym nawet nie dano szansy aby zostali „uchodźcą słusznym”.