Echo internetu.Skończyłem podlewać ogród, zrobiłem kawę i jeszcze raz przeczytałem notkę o radnym, który znieważył Nawrockiego, nazywając go Shrekiem. Na niebie kilka chemistrali czai się na moje życie, a krzaki wyraźnie chcą mi coś powiedzieć. Kosy nie chcą się wynieść z gniazda na klonie i nie mogę przyciąć gałęzi. Nie żebym to lubił, ale za chwilę będę musiał kupić dłuższą drabinę. Numer ze Shrekiem skojarzył mi się z książką: "Przygody dobrego wojaka Szwejka" i obrazem Najjaśniejszego Pana obsranym przez muchy.
Nasz Najjaśniejszy Pan nie potrzebuje much, sam potrafi się nieźle obsrać i jeszcze chwalić się tym przed całym światem.
Ale nazywać siebie Shrekiem już nie pozwoli. Radnego trzeba przykładnie ukarać i wysłać do karnej kompanii Braci Kamratów na Dworzec Wschodni. Bracia pewnie nie czytali Haška, literatura to nie ich fach. Oni są od selekcji: swój, obcy. Mają mundury i pałki i są w grupie. Nikt nie wie, czy jest swój, czy obcy i dlatego boją się wszyscy. Ja też się boję. Boję się polityków, którzy ich wysyłają na patrole i tych, którzy ich ignorują. Boję się, że zajęci sobą przegapią moment na przepędzenie ich z dworców i granic.
Tyle na dzisiaj. Krzaki, które wyraźnie mi coś sugerują, mogą czuć się bezpiecznie. Nie milczą, przypominają, że lepiej nie być...