Obawiam się, że na łobuzerię komisową pod urzędem opłaty za parking nie pomogą. Musiałby ktoś, jakieś sensowne służby te opłaty egzekwować. Może się mylę, oby, ale mam tu wątpliwości. Gdyby miastu zależało na porządku to już handlarze samochodów zniknęli, bo tak samo handują, jak straganiarze. Gdyby tam stragan ustawić - na miejscu parkingowym, to też nikt nie miałby nic przeciw? Straż miejska by pogoniła? A powinna. Panom powinno się powiedzieć, że to nie giełda i żegnamy.
Co do drugiej kwestii - przyjeżdżających do Mińska z okolicznych wiosek - naprawdę, nie ma siły, żeby wzbudzić we mnie poczucie winy za fakt, że zjawiam się w centrum Mińska samochodem. Mam prawie 5 kilometrów, do autobusu jakieś dwa i nie zmuszę się do brykania z buta na autobus. Nie mam poczucia, że "odwiedzam" Mińsk. Jestem w mieście codziennie, bo muszę. Czuję w stosunku do niego przynależność. Po prostu mój dom jest trochę dalej, nie w centrum, ale wszystkie sklepy i urzędy są dla mnie tak samo otwarte, jak i dla tych, którzy muszą się gnieździć w mińskich blokach. Nie miałabym nic przeciw, gdyby urzędy i kilka ważnych sklepów mieściło się na obrzeżach Mińska - wtedy rozumiałabym zjeżdżające się do mnie na wieś mińskie samochody. A tak wciąż mnie zastanawia, dlaczego jakieś miastowe głąby parkują w wjeździe do mojego lasu i siedzą tam godzinami!