"Układ wokół Turowa". "Superwizjer" ujawnia kulisy funkcjonowania elektrowni
Problemy w negocjacjach z Czechami w sprawie kopalni Turów w Bogatyni mogą być związane z aferami, o jakich głośno w przypadku lokalnych władz tego miasta - wynika z reportażu TVN "Układ wokół Turowa". Polsko-czeskie negocjacje dotyczące kopalni rozpoczęły się w czerwcu. Dotychczasowe rozmowy po 17 rundach zakończyły się fiaskiem.W 2019 r. doszło do zatrzymania burmistrza Bogatyni i jego współpracowników - wskazuje TVN. Zabezpieczono 2 mln zł w różnych walutach, samochody i biżuterię
Dziennikarze TVN przypominają wydarzenia z września 2016 r., kiedy to zwałowisko odpadów powydobywczych osunęło się i zniszczyło wyrobisko oraz maszyny w nim pracujące
Zdaniem jednego z pracowników elektrowni, z którymi rozmawiali dziennikarze TVN, do katastrofy doszło ze względu na nieumiejętną eksploatację złóż oraz decyzje, mające na celu zmniejszenie kosztów wydobycia
Jednym z punktów negocjacji z Czechami jest wprowadzenie na teren kopalni niezależnych obserwatorów. Ci mogliby zaś określić, kto odpowiada za katastrofę z 2016 r.Według jednego z radnych Bogatyni, z którym rozmawiali dziennikarze TVN, większość miejskich i gminnych przetargów była ustawiana pod zaprzyjaźnionych z samorządowcami wykonawców. Procederem miał kierować burmistrz Andrzej G., były członek PiS - słyszymy w reportażu. Za ustawienie przetargu grupa ta miała brać 5 proc. ceny netto zamówienia.
50 mln euro za zakończenie sporu o Turów. Trwają negocjacje z czeskim rządem
W 2019 r. doszło do zatrzymania burmistrza Bogatyni i jego współpracowników - informuje TVN. Zabezpieczono 2 mln zł w różnych walutach, samochody i biżuterię.
Jedną z zatrzymanych osób był Sławomir Z. W momencie zatrzymania był szefem struktur PiS w rejonie zgorzeleckim. Otrzymał stanowisko w Gminnym Przedsiębiorstwie Oczyszczania Bogatyni, później zaś został prezesem PGE Energia Odnawialna. Były współpracownik zarzucał mu w reportażu brak kompetencji.
Co kryje się w tle konfliktu międzynarodowego wokół Turowa?
Dziennikarze TVN przypominają również wydarzenia z września 2016 r., kiedy to zwałowisko odpadów powydobywczych osunęło się i zniszczyło wyrobisko oraz maszyny w nim pracujące. PGE wyceniła straty na 165 mln zł. Zdaniem jednego z pracowników elektrowni, z którymi rozmawiali dziennikarze TVN, do katastrofy doszło ze względu na nieumiejętną eksploatację złóż oraz decyzje, mające na celu zmniejszenie kosztów wydobycia. Podczas katastrofy mogło również dojść do zniszczeń ekologicznych w wyniku dostania się pyłu do wód gruntowych. Prokuratura nie zbadała tego wątku sprawy oraz niektórych potencjalnych zaniechań i błędów, które mogły doprowadzić do katastrofy - informuje TVN24.
https://www.onet.pl/informacje/onetwroclaw/spor-o-...