16°C

21
Powietrze
Wspaniałe powietrze!

PM1: 8.83
PM25: 12.75 (31,38%)
PM10: 14.12 (85,02%)
Temperatura: 16.00°C
Ciśnienie: 1010.28 hPa
Wilgotność: 85.52%

Dane z 05.06.2026 22:10, airly.eu

Szczegółowe dane meteoroliczne z Mińska Maz. są dostępne na stacjameteommz.pl


facebook
REKLAMA

Forum

smog/zanieczyszczenie powietrza w MMz

2031 postów
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Sobota, 1 lutego 2020 17:00:27
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Wzrasta liczba zakażonych koronawirusem, 45 ofiar śmiertelnych w ciągu ostatniej doby

https://www.magnapolonia.org/wzrasta-liczba-zakazonych-koro...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Sobota, 1 lutego 2020 17:11:09
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Dlaczego Chińczycy jedzą zupę z nietoperzy, duszone węże i smażone łaskuny? Wirus na talerzu

http://www.wykop.pl/ramka/5317299/dlaczego-chinczy...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Sobota, 1 lutego 2020 22:36:16
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Ekologiści chcą unijnego podatku od mięsa. „Wprowadzenie sprawiedliwych cen zmniejszy emisję CO2”

https://wolnosc24.pl/2020/02/01/ekologisci-chca-uni...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Sobota, 1 lutego 2020 22:45:05
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
"Eko-absurdy" w natarciu: Pisanie wiadomości e-mail jest szkodliwe dla środowiska

https://mocnefakty.com/informacje/p,eko-dzihad-w-nata...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Niedziela, 2 lutego 2020 17:10:33
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Koronawirus. Ciała zmarłych zostaną poddane kremacji, zakazano pogrzebów

https://nczas.com/2020/02/02/koronawirus-ciala-z...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Niedziela, 2 lutego 2020 19:39:31
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W Chinach, po fałszywych informacjach, że zwierzęta rozprzestrzeniają koronowirusa, wyrzucają z wieżowców koty i psy

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/w-chinach-po-falszyw...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Niedziela, 2 lutego 2020 19:43:57
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Zabierają mi to, co kochałem

"W 100-lecie zaślubin Polski z morzem całe wybrzeże umiera" – mówi w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem Krzysztof Plewka ze Stowarzyszenia Armatorów Jachtów Komercyjno-Sportowych w Kołobrzegu, armator z Władysławowa, na temat sytuacji wędkarstwa morskiego.

Od 1 stycznia 2020 roku Unia Europejska zakazała połowów dorsza we wschodniej części Morza Bałtyckiego. Czy populacja dorsza w Bałtyku jest zagrożona?

Jak najbardziej. Populacja dorsza jest w tragicznej sytuacji. Boje pomiarowe wykazały, że w 2017 roku żywych larw było 2400, a w 2018 roku… dwie. Na to składa się parę czynników. Poza przełowieniem od 2013 roku mamy problem małego, chudego dorsza. Coraz mniejsze osobniki przystępują do tarła. Naukowcy stwierdzają, że w taki sposób ten gatunek chroni się przed wyginięciem. Cały problem z dorszem zaczął się kilkanaście lat temu i jest to wina wspólnej polityki rybackiej. Trzeci unijny plan odbudowy stada, podobnie jak wcześniejsze, skończył się klapą i jest coraz gorzej. Stado dorsza zostało załatwione politycznie. Naukowcy mówili: "tnijmy o 50%". A społeczność rybacka chciała łowić jak najwięcej. Unia obcięła o 20%. I te 30% to już było przełowienie stada podstawowego. I tak corocznie przeławiano. Ryby pelagiczne [takie, których tryb życia nie jest związany z podłożem – TC] zostały przełowione. Pierwszą taką oznaką, że źle się dzieje w środowisku, było wyginięcie organizmu o nazwie podwój, czyli wszy morskiej. To miało bardzo duże znaczenie dla tarła dorsza. To był wysokobiałkowy pokarm. Podwój zginął na większości obszarów. W tej chwili w okolicach Władysławowa jest cała masa dna morskiego, gdzie się w ogóle nie uświadczy dorsza.

Dlaczego Unia zbyt mało cięła limity?

Lobby rybaków krajów nadbałtyckich. Każdy krzyczał, że chce jak najwięcej łowić. Była też taka polityka, że kiedy w okresie ochronnym, łowiąc ryby pelagiczne, do sieci wpadło 5 czy 10 ton dorsza, zgodnie z unijnym prawem trzeba było je wyrzucić do morza.

A co powinno się zrobić z tym dorszem?

Nie było obszarów wyłączonych z trałowania i w pewnym momencie łowiono piękne ryby tarłowe. W skali Bałtyku jednego dnia potrafiono zmarnować kilkaset ton dorsza tarlaka. Anglicy sobie z tym poradzili. Stwierdzili, że to jest marnotrawienie zasobów morza i ryby złowione przy okazji łowienia innych gatunków przywozili do portów i nic złego się nie działo. Później UE zdecydowała, że rybak unijny też nie może wyrzucać tej ryby do morza, ale ma ją przywieźć do portu, przerobić, składować, Jednak nie dostawał za nią pieniędzy, a odliczano mu od puli, którą mógł złowić. Czyli następna paranoja.

Nie dość, że koszty, to bardziej sensowne było wrzucenie tych ryb z powrotem do morza…

Zmuszali rybaków do oszukiwania.

Ale Wielkiej Brytanii to nie dotyczyło jako członka UE?

Oni to sobie wynegocjowali. Ale rybacy przy łowieniu innych ryb kutrami trałowymi nawet bezwiednie zabijali larwy dorsza. Nasz minister wnioskował, aby pewne obszary morza powyłączać, ale nigdy nie spotkało się to z przychylnością Komisji Europejskiej. Polska miała większość dobrych łowisk dorszowych, ale ze względu na to, że weszliśmy do Unii, nagle Łotysze przeławiali naszą strefę ekonomiczną. Nagle na Bałtyku mieliśmy wyścig szczurów. Nie winię rybaków, bo mieliśmy flotę, która zajmowała się łowieniem dorsza na tzw. nety, czyli siatki stawne i kiedy z dorszem zaczęło się robić źle, mniejsze kutry się przezbroiły, stały się kutrami trałowymi, dlatego że zmusiła ich do tego ekonomia. Taka paranoja: wedle prawa unijnego na Bałtyku wschodnim był okres ochronny dla flądry, a na Bałtyku zachodnim tę samą flądrę z tego samego stada można było łowić w każdej ilości i przeznaczać ją na paszę.

Rybacy z jakich krajów łowili na polskich wodach?

Łotysze, Duńczycy, Finowie, Szwedzi. Po wejściu Polski do UE duże duńskie i szwedzkie jednostki, które mogły zabierać po 1000 ton ryby, zaczęły łowić w polskiej strefie. Nie mogły łowić w strefie krajowej, czyli 12 mil od brzegu, ale mogły w polskiej strefie ekonomicznej, czyli od 12 do 55 mil od brzegu.

Czyli polscy rybacy nie skorzystali na członkostwie w UE w sensie dostępu do łowisk innych krajów?

Łowili też w łowiskach innych państw UE, ale nie na taką skalę. Bilansując, to myśmy na tym stracili.

A co z innymi częściami Bałtyku?

W zachodniej i północnej części Bałtyku nie ma zakazu. Tam wędkarze rekreacyjni mogą łowić po 2 sztuki na osobę w okresie tarła lub 5 sztuk poza okresem tarła.

Czy za cztery lata dorsz się odrodzi?

Podczas spotkania w ministerstwie [Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej – TC] dyrektor Morskiego Instytutu Rybackiego stwierdził, że nawet wprowadzenie 20-letniego zakazu, może nie przynieść żadnych skutków. Wiąże się to z tym, że kiedyś wlewy z Morza Północnego tej zasolonej, natlenionej wody były co roku. Teraz jest to raz na 10 lat. Brakuje zastrzyku tej życiodajnej wody. To jest powód naturalny, bo zmieniły się kierunki wiatrów. Jeżeli nas przyroda nie uratuje, to z Bałtykiem będzie bardzo źle. Ale mamy też problem z foką, która jest jednym z głównych czynników tego, co się stało z dorszem – jego wagą i masą. To jest ekoterroryzm. Zieloni chcą przywrócić populację foki z początku XIX wieku. Wtedy było na Bałtyku ok. 100-120 tysięcy fok. Ale nie bierze się pod uwagę, że w Bałtyku mamy kilkadziesiąt procent ryb mniej, czyli mniej pokarmu dla fok. Już teraz populacje foki na Bałtyku szacuje się na 60 tysięcy. Średnio foka spożywa między 9 a 11 kg ryby dziennie. I te foki już głodują. Kiedyś zarażonych pasożytem było 15 proc. dorsza, a teraz 85 proc. To jest od foki.
Czy polscy rybacy są dyskryminowani czy też jednakowo traktowani z rybakami z innych państw UE w kwestii unijnych limitów połowowych?

Sytuację z dorszem najbardziej odczuli rybacy mali. W strefie przybrzeżnej dorsz zniknął.

W jakim zakresie wędkarstwo wpływa na populację dorsza?

Według badań Morskiego Instytutu Rybackiego wędkarstwo morskie odpowiada za pomiędzy 1 a 2 proc. kwoty przyznanej, a faktycznie jest to jeszcze mniej, bo nie ma w tym ujętej tej marnowanej ryby wrzuconej do morza. Faktycznie jesteśmy poniżej 1 proc. ryby, którą można było złowić.

Jak czytamy na stronie na temat Władysławowa, "wędkarstwo morskie w Polsce do tej pory było prężnie rozwijającą się branżą. Wielu armatorów brało kredyty lub inwestowało dorobek życia w zakup i niezbędne przeróbki kutrów wędkarskich. Często jednostka wędkarska to typowy rodzinny interes". Czy firmy wędkarskie nie mogą się przerzucić na inne ryby albo rejsy rekreacyjne bez wędkowania?

Możemy łowić wszystko, ale to klient musi do mnie przyjechać. Przede wszystkim musi być klient, który chce łowić daną rybę. Na świecie były wojny dorszowe: Nowa Funlandia, Islandia. Ludzie chcą dorsza, bo to jest smaczna ryba. Myśmy ożywiali wybrzeże. Bez nas robi się martwe. Nie będziemy mieli klientów na śledzia. W Gdańsku śledzia łowi kilka jednostek, ale to trwa tylko trzy tygodnie w roku. Nasze jednostki są technicznie przygotowane pod dorsza i 99,9 proc. ryb, które były poławiane, to byli klienci, którzy chcieli łowić dorsza. To rynek reguluje. Ja mogę chcieć wszystko, ale muszę mieć na to klienta, a klient chce łowić dorsza.

Co wynika z porozumienia zawartego w styczniu w ministerstwie gospodarki morskiej?

Minister rozłożył ręce i powiedział, że nie ma pieniędzy. Odpowiedziałem ministrowi, że my nie mamy pracy, a pieniądze musimy mieć na wszelkie opłaty, bo inaczej przyjdzie do nas komornik. Każdy ma jakieś tam oszczędności, ale na ile one starczą? W końcu ludzie pójdą do pracy i pojawią się dylematy: czy nakarmić komornika, zapłacić to postojowe czy nakarmić własne dzieci. Minister zobowiązał się pomóc. Do końca pierwszego kwartału mamy dostać informację i mają zostać przygotowane sprawy legislacyjne. Do 7 lutego minister ma podać kwotę pomocy, na jaką możemy liczyć. Od 2012 roku jeżdżę do ministerstwa, bo problemy branży zawsze były mniejsze lub większe. Ale co by nie mówić, to ministerstwo i minister Gróbarczyk był przychylny naszej branży. Załatwił sprawę stawki VAT, opłat za licencje, ale uzgodnienia w temacie dorsza mieliśmy już od około półtora roku, a po wyborach okazało się, że nic nie można. Byliśmy tym bardzo zawiedzeni. Teraz usłyszeliśmy, że jakieś środki pomocowe mają być uruchomione. Bo okazało się, że urzędnicy wnioski w naszej sprawie złożyli do Unii dopiero po naszym listopadowym proteście. Urzędnikowi unijnemu wydaje się, że rybołówstwo rekreacyjne to jest człowiek, który wyciąga wędkę i sobie łowi. A to jest nieprawda. 90 proc. rybołówstwa rekreacyjnego morskiego wywodzi się z pokładów naszych jednostek. Gdyby nie jednostki, nie byłoby rybołówstwa rekreacyjnego. Myśmy nigdy nie dostali żadnego wsparcia od nikogo w postaci ulgi czy dotacji. Parę jednostek wcześniej dostało pieniądze na zezłomowanie jednostki, ale 95 proc. tej branży to nie dotyczy. Był wpływ żywej gotówki w postaci podatków. W różnych formach płaciliśmy 17 podatków. Branża liczy ponad 20 lat, ale myśmy zagospodarowali rybaków, którzy zostali pozbawieni pracy, kiedy Polska weszła do Unii i wprowadzono cięcia limitów. Teraz niektórzy tracą pracę po raz drugi i to nie dlatego, że ja ich zwalniam, tylko decyzją polityczną. De facto dostałem zakaz pracy.

Za co mają być rekompensaty?

Za złomowanie jednostek. A to się łączy z tym, że odchodzimy z zawodu. Bo nikt nie przetrwa czterech lat tego zakazu, a może on zostać przedłużony.

Czyli te wszystkie inwestycje właścicieli w kutry poszły na marne…

Mało tego, niektórzy armatorzy są w sytuacji, że mają potężne kredyty. Jeden z armatorów zainwestował rok temu ponad milion złotych i miesięczna rata wynosi 12 tysięcy złotych. Zaryzykował i zrobił kapitalny remont kutra. Przebąkiwało się, że coś może być, ale tak drastycznego posunięcia nie spodziewaliśmy się. Rybacy komercyjni dostają kroplówki finansowe, a nas zostawiono całkowicie z ręką w nocniku. Te jednostki generują straszne koszty, nie mogą zarabiać, a nie są i nigdy nie były dotowane. Minister chce załatwić jednorazowe zlikwidowanie problemu. Mamy teraz taką piękną rocznicę, jak 100-lecie zaślubin Polski z morzem. A całe wybrzeże umiera, bo nie tylko my dostaliśmy po dupie, ale także te małe pensjonaty, mali producenci, kawiarnie, restauracje, stacje paliw, które funkcjonują poza tym głównym sezonem, który jest bardzo krótki. W weekend przyjeżdżało kilkaset osób na dorsza. Nie będzie opłat portowych, nie będziemy płacili podatków, choć z drugiej strony nie mieliśmy nigdy wsparcia nawet na poziomie lokalnym od burmistrzów. Ludzie wzięli sprawy w swoje ręce i stworzyli coś co dobrze funkcjonowało, masa ludzi z tego żyła. Kiedy Unia wprowadzała zakaz, kraje nadbałtyckie zobowiązywały się, że będą łagodzić skutki ekonomiczne i społeczne tego kryzysu. Niemieckie landy już wypłaciły pomoc swoim rybakom, Duńczycy podobno też. My też mamy obiecaną pomoc, ale nie wiemy, w jakim zakresie. Część firm na pewno będzie próbowało zostać na rynku z nadzieją, że będzie lepiej.

Perspektywa jest taka, że albo cała branża całkowicie zniknie, albo w najlepszym wypadku będzie mocno ograniczona…

Niech Pan spojrzy na to, co naukowcy podawali jeszcze pięć lat temu: że tu jest pięknie, idealnie, że mamy tak liczne stado na Bałtyku południowo-wschodnim. Naukowcy potrafią się też bardzo mocno mylić. Dwa lata temu była całkowita katastrofa, jeśli chodzi o dorsza zachodniego. Mówili, że jest na skraju wyginięcia. Po roku mamy cudowne odrodzenie populacji. Możemy liczyć tylko na to, że nas przyroda uratuje.

Z tego co wiem, była mowa o kwocie 150 mln złotych…

To jest postulat naszego sztabu kryzysowego. Z każdego portu w sztabie są dwie osoby, w tym przedstawiciele Stowarzyszenia Armatorów Jachtów Komercyjno-Sportowych z Kołobrzegu i Bałtyckiego Stowarzyszenia Wędkarstwa Morskiego z Darłowa. Na razie minister nic nam nie obiecał.

Z tego co wiem, problem dotyczy nie tylko branży, czyli około 350 osób, a z rodzinami pewnie ponad tysiąc, ale też branż współpracujących… Co ze sklepami wędkarskimi?

One już zbankrutowały. Te sklepy już są zamknięte. To są sklepy wyłącznie dorszowe, bo np. z portu we Władysławowie nie pływało się na inne ryby. To jest pogrzeb wybrzeża. My dostaliśmy zakaz, pensjonat dalej może przyjmować gości, ale będzie ich miał mniej albo wcale. Nie podniecajmy się Trójmiastem. Tu jest krew i sól. Ci starzy Kaszubi. To wszystko umiera. Zabierają mi to co kochałem. To był mój sposób na życie.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Agnieszka Radzik/Tomasz Cukiernik
https://wsensie.pl/publicystyka/18-komentarze/346...
Żabodukt Postów: 82508
kumak
Żabodukt, postów: 82508
Niedziela, 2 lutego 2020 22:58:27
-3
0 -3
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
To drzewo, którego wiek jest szacowany na 3200 lat, a obwód jego pnia u podstawy wynosi 25 metrów, wyróżnia się na tle całego lasu
Ten gigant o wysokości 75 metrów należy do gatunku mamutowca olbrzymiego. Rośnie na łagodnym zboczu na wysokości około 2100 m n.p.m. w południowej części łańcucha górskiego Sierra Nevada w Stanach Zjednoczonych, w Parku Narodowym Sekwoi. Drzewo ma bardzo grubą, pofałdowaną, rdzawą korę, a średnica jego pnia u podstawy wynosi 8 metrów. Na początku XX wieku nadano mu nazwę Prezydent.
Według pomiarów dendrometrycznych, które zostały wykonane przez Steve’a Silletta i jego współpracowników z Uniwersytetu Humboldta, Prezydent jest drugim największym drzewem na świecie (pod względem objętości korony). Ma 75 metrów wysokości, jednak jego 12-metrowy wierzchołek jest martwy od ponad tysiąca lat, kiedy to w drzewo uderzył piorun. https://dobrewiadomosci.net.pl/13762-drzewo-ktorego-wiek-szac...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Poniedziałek, 10 lutego 2020 08:34:30
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Lewicowa posłanka chwali się nowonarodzonym wnuczkiem: “Do pewnego momentu był zlepkiem komórek”

https://dzienniknarodowy.pl/lewicowa-poslanka-chwali-sie-n...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Poniedziałek, 10 lutego 2020 08:34:59
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W odmętach ekoszaleństwa. Dla ochrony klimatu trzymajcie w domach kozy zamiast psów i kotów

https://nczas.com/2020/02/09/w-odmetach-ekoszale...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Wtorek, 11 lutego 2020 14:57:54
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Dlaczego Niemcy likwidują elektrownie atomowe?

https://www.salon24.pl/u/statystyk/1018270,dlaczego-n...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Wtorek, 11 lutego 2020 14:58:20
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Szyneczka ofiarą polityki klimatycznej?

https://niepoprawni.pl/blog/maciej1965/szyneczka-ofia...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Środa, 12 lutego 2020 10:27:35
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Sylwia Spurek: To, co jemy na talerzu, nie jest naszą prywatną sprawą

W ubiegłym tygodniu w Parlamencie Europejskim odbyła się debata dot. propozycji wprowadzenia podatku od mięsa. Debatę zorganizowali zieloni i socjaldemokraci pod naciskiem działań organizacji pozarządowej TAPP (True Animal Protein Price, czyli Prawdziwa Cena Białka Zwierzęcego).

Wzrost cen miałby doprowadzić w Unii w ciągu 10 lat do spadku spożycia drobiu o 30 proc., wieprzowiny o 57 proc. a wołowiny o 67 proc. Według zwolenników nowej daniny, ma to sprzyjać ekologii, ograniczy cierpienie zwierząt, a także doprowadzić do poprawy nawyków żywieniowych mieszkańców państw UE.

Tak na przykład w Polsce za kilogram wołowiny płacilibyśmy średnio o 20 zł więcej za kilogram. Za wieprzowinę o 15 zł więcej, a za drób o ok. 7 zł.

Zdecydowaną zwolenniczką tego rozwiązania jest Sylwia Spurek, do niedawna zastępca Adama Bodnara, a obecnie europoseł, która napisała na twitterze: „To, co jemy na talerzu nie jest naszą prywatną sprawą. Ograniczenie spożycia mięsa jest tylko kwestią czasu, a debatę o tym trzeba zacząć już dziś. Bez zmiany sposobu produkcji żywności nie da się powstrzymać katastrofy klimatycznej”.

Warto przy okazji przypomnieć, że Sylwia Spurek jest gorącą zwolenniczką „prawa do aborcji”. Okazuje się jednak, że hasło „mój brzuch – moja sprawa” ma ściśle ograniczone odniesienia…

To, co jemy na talerzu nie jest naszą prywatną sprawą. Ograniczenie spożycia mięsa jest tylko kwestią czasu, a debatę o tym trzeba zacząć już dziś. Bez zmiany sposobu produkcji żywności nie da się powstrzymać katastrofy klimatycznej.#GoVegan https://t.co/BVl9OtSkxq

— Sylwia Spurek (@SylwiaSpurek) February 11, 2020

/dorzeczy.pl/
https://www.magnapolonia.org/totalny-odlot-sylwii-spurek-to...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Środa, 12 lutego 2020 10:28:31
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Nie ma zgody Polski na nowy podatek od mięsa

Nie ma zgody Polski na nowy podatek od mięsa – jednoznacznie odpowiada na pytanie „Super Expressu” Centrum Informacyjne Rządu. Nie ma żadnego sensu w kreowaniu nowego podatku, którego podstawy są raczej ideologiczne – dodaje CIR.

„Super Express” pisze, że pomysł organizacji pozarządowych, który pojawił się na forum Parlamentu Europejskiego, „mrozi krew w żyłach amatorom mięsa”.

„Koalicja TAAP chciałaby, żeby do 2030 r. ceny mięsa wzrosły. I tak np. za 100 g wieprzowiny musielibyśmy zapłacić nawet 1,50 zł więcej!” – czytamy. Według „SE” pomysł nałożenia podatku na mięso nie ma akceptacji rządu premiera Mateusza Morawieckiego.

„Nie ma zgody Polski na nowy podatek od mięsa” – odpowiada na pytanie gazety Centrum Informacyjne Rządu. „Takie propozycje przypominają inne pomysły, które przez lata wskazywano brukselskim urzędnikom, jak nazywanie ślimaka rybą, marchewki owocem czy ustalanie oczekiwanej krzywizny bananów” – „usłyszała” gazeta w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Jak czytamy, CIR podkreśla, że rząd zdaje sobie sprawę z konieczności dbania o środowisko.

„Działania ekologiczne w UE to obecnie priorytet i Polska podchodzi do nich poważnie. Realizujemy program Mój prąd, czyli dofinansowania do założenia paneli fotowoltaicznych, i rozwijamy program Czyste powietrze. Nie ma żadnego sensu w kreowaniu nowego podatku, którego podstawy są raczej ideologiczne” – odpowiada CIR.

https://www.magnapolonia.org/nie-ma-zgody-polski-na-nowy-po...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Środa, 12 lutego 2020 10:44:53
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Tak WHO walczy z epidemią: „Zmieniliśmy nazwę koronawirusa. Jest poprawna politycznie i łatwiej ją wymówić”

https://nczas.com/2020/02/12/tak-who-walczy-z-ep...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Środa, 12 lutego 2020 19:38:04
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Czego nie rozumiesz, prawaku? Jedzenie mięsa nie jest naszą prywatną sprawą. Ale mój brzuch to moja prywatna sprawa!

– To, co jemy na talerzu nie jest naszą prywatną sprawą. Ograniczenie spożycia mięsa jest tylko kwestią czasu, a debatę o tym trzeba zacząć już dziś. Bez zmiany sposobu produkcji żywności nie da się powstrzymać katastrofy klimatycznej – napisała dzisiaj w kolejnej odsłonie swojej walki o eliminację mięsa europoseł Sylwia Spurek.

To, co jemy na talerzu nie jest naszą prywatną sprawą. Ograniczenie spożycia mięsa jest tylko kwestią czasu, a debatę o tym trzeba zacząć już dziś. Bez zmiany sposobu produkcji żywności nie da się powstrzymać katastrofy klimatycznej.#GoVegan https://t.co/BVl9OtSkxq
— Sylwia Spurek (@SylwiaSpurek) February 11, 2020

Żonglowanie “prywatnością” dr Spurek to już gruba hipokryzja i pewnym już jest, że to ona ma wyłączne prawo do decydowania o niej. Przypomnijmy, że zabijanie dzieci nienarodzonych już prywatne jest, w myśl aborcyjnego hasła “Mój brzuch – moja sprawa”.

Zaledwie miesiąc temu zamieściła w mediach społecznościowych zdjęcie, na którym siedzi na podłodze w koszulce z napisem: „the future is for feminists” (przyszłość należy do feministek). Przed nią leży transparent z napisem: „Aborcja jest okej!”.

– Moje ciało, mój wybór! – tak zaczyna się obszerny wywód nt. aborcji.

Moje ciało, mój wybór!Dzisiaj mija 27 lat od przyjęcia w 1993 roku ustawy antyaborcyjnej, która przez wielu nadal…
Gepostet von Sylwia Spurek am Dienstag, 7. Januar 2020
https://dzienniknarodowy.pl/czego-nie-rozumiesz-prawaku-je...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Środa, 12 lutego 2020 19:41:31
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Miasto Wuhan pokrywa dym. Miejscowi sądzą, że pochodzi z krematoriów

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/miasto-wuhan-pokrywa...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Czwartek, 13 lutego 2020 14:25:43
+1
+1 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
W jedną dobę 15 tysięcy zarażonych więcej! Nowa metoda wykrywania

https://medianarodowe.com/w-jedna-dobe-15-tysiecy-zarazo...
Mińsk Mazowiecki Postów: 50642
sailor
Mińsk Mazowiecki, postów: 50642
Czwartek, 13 lutego 2020 14:26:24
0
0 0
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Ukraińcy umierają na grypę. Setki tysięcy zachorowań, zamknięte szkoły

https://nczas.com/2020/02/13/ukraincy-umieraja-n...
Żabodukt Postów: 82508
kumak
Żabodukt, postów: 82508
Czwartek, 13 lutego 2020 18:12:04
-2
0 -2
+ -
Tylko dla zalogowanych użytkowników
Adam Mazguła
20 godz. ·
O dziki, czy o myśliwych chodzi?
Duda podpisał ustawę o karaniu wchodzących do lasu podczas polowania.
Zbiorowe polowanie na dziki rozpoczyna się od ich szukania, potem wypłoszenia z gęstwiny i skierowania na linię gotowych do strzału myśliwych. Rzadko się to jednak udaje, więc tylko niektóre watahy wybiegają na linię myśliwych. Najczęściej gęste krzaki znacznie utrudniają oddanie celnego strzału. W efekcie myśliwy, na którego wybiegnie z dużą szybkością wataha, najczęściej jest w stanie oddać jeden lub dwa strzały i rzadko są to strzały celne. Bardzo często się zdarza, że ranny dzik krwawi i oddala się od watahy, chlapiąc posoką (krwią). Obowiązkiem myśliwego jest znalezienie rannego zwierzęcia celem jego dostrzelenia. Nie jest to łatwe, bo ranny dzik potrafi pokonać jeszcze znaczne odległości, a gdy straci siły, chowa się w gęste zarośla.
Tymczasem ocalała, spłoszona w wyniku ostrzelana wataha biegnie zazwyczaj daleko i nie zważa na przeszkody z ogrodzeń, pastuchów elektrycznych, dróg czy małych osiedli i zajmuje nowe tereny.

Tutaj się zatrzymam i zapytam: Co jest celem takiego polowania?
Wypędzanie dzików z ostoi w niewiadomym kierunku na nowe tereny (dzik robi dziennie ok. 30 km)? Rozchlapywanie po obwodach łowieckich farby (krwi)? Czy redukcja populacji, bo przecież nie da się ich całkowicie wymordować?
Jeśli już dzik padnie, to pierwszą czynnością myśliwego jest oddanie mu hołdu i natychmiastowe wypatroszenie. Gołymi rękami i nożem czyści się tuszę zwierzęcia z patrochów i narogów. W efekcie zakrwawione ręce wytarte liśćmi obmyte w przygodnej kałuży lub śniegiem czyste będą dopiero w domu.
Wszystko, co stanowi części niejadalne wnętrzności zwierząt, zostawia się w lesie, dla lisów i innych drapieżników.
Jeśli tak, to czy chodzi o czyszczenie lasu z zarazy, czy roznoszenie je po całym lesie i zarażanie następnych zwierząt?
W polowaniu biorą udział psy, aby dziki płoszyć i poszukiwać ewentualne postrzelonych osobników. Psy obwąchują zabitą zwierzynę, liżą krew, którą następnie przynoszą do domu. Krew zostaje w lesie, na samochodach, matach transportowych...
Czy są jeszcze tacy, którzy wierzą w tak prowadzoną walkę z dzikami dla niszczenia zarazy?
Nawet jeśli zastrzeli się dzika, to myśliwi, psy, ranne zwierzęta roznoszą ewentualną chorobę bardziej, niż robiłby to osłabiony, korzystający z wolności dzik.
Jakby jednak nie było, to odstrzeliwać dziki trzeba, bo wyganiane z lasu przez ciągłe polowania żyją na polach, wśród zagajników i trzcin między polami, w kukurydzy czy rzepaku i żywią się na polach uprawnych, przynosząc znaczne szkody w uprawach rolników. Uciekają też do miast i osiedli w poszukiwaniu spokoju oraz łatwego pożywienia w śmietnikach.
O co więc chodzi w tej wielkiej ściemie z polowaniami na dziki?

Po pierwsze – nie da się zwalczyć choroby poprzez tradycyjne polowanie, przeganianie watah, udział psów, strzelanie do zwierząt w biegu, pozostawiania patrochów i krwi w lesie…

Po drugie – nie da się wybić wszystkich osobników w rejonie zapowietrzonym, bo codziennie migrują.

Po trzecie – przypodobanie się rolnikom.

Po czwarte — myślę, że pod płaszczykiem walki o zdrowie dokonuje się zainteresowanie rządzących uprawnieniami łowieckimi, lobby polowań, wyłącznością wstępu do lasu, możliwością polowania z tłumikami, nadawania coraz mniejszego znaczenia etyce łowieckiej na korzyść obcowania z bronią i bezmyślnego zabijania.

Chociaż wszędzie zdarzają się „czarne owce”, to jednak myśliwi nie są grupą bezmyślnych morderców i zdecydowana większość łowców jest wierna etyce łowieckiej. Gdyby tak nie było, już dawno w Polsce nie byłoby zwierzyny łownej.
Dzików w tym roku zabije się znacznie więcej niż w poprzednich latach. Jednak emocje w ratowaniu dziko żyjących zwierząt, odwracają naszą uwagę od nieodpowiedzialnego A. Dudy, który chce być dalej notariuszem PiS-u, od kolegów Banasia, złodziejstwa nawet w CBA, afer w NBP, zaboru rezerw polskiego złota, ukradzionych funduszy OFE, SKOK-ów…, zawłaszczana partyjnego sądownictwa, spółki „Srebrna”, …, skoku na stanowiska i kasę w spółkach Skarbu Państwa rodzin oraz znajomych członków PiS-u, …

Wracajmy, zatem do prawdy.
Kłamcy panują, a zatrudnione setki firm od wizerunku partii rządzącej, agresywna propaganda w przestrzeni publicznej i aktywność służb, które teraz są tylko partyjne, robią wszystko, abyśmy nie patrzyli władzy na ręce.
Władza wspiera lobby łowieckie, bo myśliwi mają broń i sprawnie się nią posługują. Powszechność dostępu do broni jest postulatem prawicy. Dlatego dając im wszystko, czego tylko zapragną, wspierają system i utrzymują myśliwych w gronie ludzi przekupionych, którzy poprzez swojego świętego Huberta mogą wzmocnić krucjaty Rycerzy Chrystusa, WOT, narodowców... do których namawiają biskupi i rządzący.

Będzie jeszcze wiele informacji wywołujących nasze emocje, ale taka jest strategia władzy, która zajmuje dogodne pozycje do walki o trwałość swoich wpływów.
Z dzikami władza nie wygra, ale co jeszcze nimi zasłoni, tego nikt chyba nie wie. Jednak wyszkoleni i przekupieni myśliwi, których pobyt w lesie jest chroniony prawnie mogą się jeszcze przydać.

Adam Mazguła

Watek został zamknięty ze względu na długi czas (minimum pół roku), jaki upłynął od ostatniego postu.

Aktualności

OK