Kary za przetrzymywanie książek w bibliotece miejskiej w Mińsku Maz. wynoszą 10gr za dzień, czyli jak ktoś przetrzyma 5 książek przez miesiąc to płaci 15 zł. Czy tak się wspiera czytelnictwo w Polsce? Bo mam wrażenie że komuś chodzi o to żeby jak najmniej ludzi wypożyczało książki, no bo przecież jak czytelnik zapłaci taką karę to już nigdy nie wypożyczy żadnej książki. A może chodzi o to, żeby panie na ciepłych posadkach w bibliotece nie napracowały się za bardzo i miały jak najmniej klientów wypożyczających książki? A może ktoś chciał zrobić z biblioteki miejskiej przedsiębiorstwo generujące zysk? W moim pojęciu biblioteka powinna spełniać misję społeczną zachęcającą do czytelnictwa a nie zniechęcającą wysokimi karami za spóźnione oddanie książek.
Proponuję takie rozwiązanie: Jeśli czytelnik odda książki przed otrzymaniem powiadomienia - nie płaci żadnej kary. Jeśli po otrzymaniu powiadomienia - płaci koszt powiadomienia - powiedzmy 2 zł i nic więcej.
W końcu to biblioteka miejska ma służyć czytelnikom, a nie odwrotnie.













